Elena obudziła się z prawym policzkiem przycisniętym do poduszki. Przed sobą zobaczyła kawałek białej szafki nocnej, na której stała stylowa bordowa lampka z ozdobnym trzonkiem. Przeniosła wzrok trochę dalej, w głowie analizując, gdzie się znajduje. Słońce dopiero co wstało, z tego, co widziała przez duże tarasowe drzwi. W jego świetle doskonale widać było złote drobinki kurzu unoszące się w pokoju.
Co jakiś czas słyszała szum samochodu albo dzwonek tramwaju. Waszyngton dopiero się budził.
Przycisnęła nos do poduszki owleczonej czarną poszewką i uśmiechnęła się pod nosem. Damon. To właśnie był jego zapach.
Już dawno zauważyła, że każda pościel pachnie inaczej. Pamiętała dokładnie, jaką woń miały poduszki rodziców, kiedy wynosiła je na taras, żeby się przewietrzyły. Była unikalna, nie do nazwania. Określała ją "zapachem rodziców". Nadal miała go w głowie.
Odwróciła się powoli i zauważyła tylko plecy i tył głowy Damona. Po ruchu jego ciała zorientowała się, że już nie śpi. Nie oddychał spokojnie i lekko jak ludzie śpiący.
- Dzień dobry - powiedział zachrypniętym głosem i w tym momencie się odwrócił. Jego niebieskie oczy błyszczały, gdy na nią patrzył. Elena dałaby głowę, że wspominał minioną noc.
- Dzień dobry - odparła i uśmiechnęła się promiennie. Złapała kawałek kołdry i zakryła piersi, a Damon wręcz przeciwnie, odsłonił tors, którego lewa strona z punktu widzenia Eleny była pokryta tatuażami.
Wreszcie mogła się im przyjrzeć.
Jeden czarny rysunek przedstawiał różę oraz odchodzące od niej pędy z listkami i kolcami. Te przechodziły na jego ramię.
Niżej znajdował się smok z ogromnymi oczami i raną na piersi. W łapie trzymał jakiś przedmiot, z którego skapywała ciecz.
- Co on trzyma? - spytała Elena, wodząc palcem po skórze chłopaka i wskazując na przedmiot zainteresowania.
- Swoje serce - wytłumaczył Damon. Ciągle patrzył tylko na nią, nawet nie zerknął na tatuaż. - Bo myślę, że jeśli dotykają nas tragedie, to tylko przez nasze czyny. Zabijamy samych siebie.
Elena zamarła i spojrzała mu w oczy. Atmosfera momentalnie zgęstniała. Poczuła, że w jej gardle stoi gula. Uśmiechnęła się nieszczerze i odwróciła wzrok.
- Moi rodzice...
- Nie musisz o tym mówić - powiedział Damon, ucałowywując jej policzek. Przysunął się i położył rękę tak, że lewą dłonią głaskał jej kark i lekko pociagał za włosy. Kiedy ją tak obejmował, czuła, że jest silny. Że ją obroni, choćby nie wiem co.
- Ale masz rację - odparła, przejeżdżając drobną dłonią po twardych mięśniach jego brzucha. - Moi... adopcyjni rodzice zginęli, bo się opiłam i zadzwoniłam, żeby po mnie przyjechali na imprezę.
I wszystko w jej umyśle nagle się rozjaśniło. Płakała, kiedy umarli, ale to tylko konsekwencja jej czynów.
- Nie mogę patrzeć na twoją smutną minę - powiedział Damon, przyciskając ciepłe usta do jej ust. Nie od razu odwzajemniła pieszczotę. Ale gdy chłopak uniósł się i z ramionami po obu stronach jej głowy zawisł nad Eleną i nadal napierał na jej wargi, ustąpiła. Złapała go za szyję, a stopą przesunęła po brzuchu, zjeżdżając na nogę. Czuła ciepło w każdym centymetrze sześciennym organizmu.
###
Na dół zeszli dopiero o pierwszej w po południu. Pierwsza schodami zbiegła Elena, z uśmiechem na ustach, ubrana w bieliznę i czarną koszulę pożyczoną od chłopaka.
- Umieram z głodu! - zawołała, wbiegając do kuchni. Ale mina momentalnie jej zrzedła, gdy usłyszała, że ktoś krząta się przy lodówce a na kuchence, na rozgrzanej patelni, skwierczy tłuszcz.
Przecież Damon zapewniał, że Stefan wyszedł.
- Dzień dobry kochanie! - zaśmiała się niska, czarnowłosa kobieta, która właśnie zamknęła lodówkę. Trzymała w rękach jajka i butelkę mleka. - Mam nadzieję, że lubisz omlety.
Nie była zdziwiona. Traktowała Elenę tak, jakby gotowała dla niej codziennie.
- Witaj Mario - powiedział Damon, wchodząc do kuchni i obejmując Elenę w pasie. Imię kobiety w jego ustach brzmiało dźwięcznie, zwłaszcza, że przedłużył "i".
- Zjecie coś przed obiadem, Damonie? - Mimo jej miłego głosu dziewczyna zorientowała się, że nie przyjmie protestu.
- Ale zaraz wychodzimy... - zagadnął.
- Wolisz truskawki czy maliny... - Maria urwała lekko zakłopotana i spojrzała w jej stronę.
- Elena - przedstawiła się grzecznie, ciągnąc jednocześnie Damon do eleganckiego stoliku w kuchni. - Elena Gilbert. I wolę truskawki.
- Damon? - spytała Maria, mieszając ciasto.
Chłopak z ociaganiem usiadł na krześle, skąd mogła podziwiać jego tors pokryty tatuażami. Włosy po prysznicu miał jeszcze lekko wilgotne i nieułożone, co dodawało mu dzikości. Coś w jej wnętrzu zamruczało na ten widok. Jak gdyby budziło się przy nim do życia. Czarna pantera.
- Truskawki - powiedział, patrząc Elenie w oczy i przygryzając wargę. - Jak się poznaliście? - spytała zainteresowana Maria. Po odgłosie można się było zorientować, że wylewa ciasto na patelnię.
Damon otworzył usta, ale dziewczyna weszła mu w słowo.
- Uratował mi życie - odparła. Damon chyba nie chciał wyznawać gosposi takich szczegółów, dlatego spojrzał na Elenę karcąco. Z pewnością bał się, że zniszczy swoją reputację.
Zachichotała na tą myśl.
- Naprawdę? - zdziwiła się Maria.
- Naprawdę - odparła Elena, chwytając dłoń Damona. Zauważyła, że wyraz jego twarzy się zmienił, ale wytłumaczyła to faktem, iż pewnie znalazł się w nowej dla siebie sytuacji. Uśmiechnęła się do niego ciepło, chcąc, by się rozchmurzył. Udało się. Posłał jej zniewalający uśmiech, i podniósł jej dłoń ku swoim ustom.
- Spadłaś mi z nieba - powiedział cicho. Elena poczuła, że jej serce chyba się topi.
Maria przywołała ją na ziemię, stawiając na stole talerze z smakowicie wyglądającymi omletami. Zapach był cudowny.
Ale coś jeszcze sprawiło, że Damon nagle wyparował z jej umysłu. Ale tylko na chwilkę.
Zadzwoniła jej komórka.
Jenna.
O cholera.
- To ciotka - syknęła do Damona. Uniósł tylko brwi i gestem nakazał, by odebrała.
- Halo? - westchnęła do aparatu.
- Elena, mam nadzieję, że nie śpisz - powiedziała Jenna. Elena odetchnęła.
- Nie. Jem właśnie obiad- odparła najspokojniej jak tylko umiała. - A co?
- Za pół godziny będziesz mieć gości. Muszę ci coś wyjaśnić - oznajmiła. Była lekko zdenerwowana?
- Chodzi o adopcję, tak? - spytała Elena bez ogródek. Jenna najwyraźniej zamarła. - Nie ważne. Nic nie mów.
- Dobrze - wydusiła ciotka w końcu. - Chciałam tylko przekazać, że Isobel i jej córka Katherine będą u ciebie niedługo.
- Jej... - Ale Elena nie dokończyła, bo ciotka rozłączyła się, jak to było w jej stylu.
Zaklnęła dość głośno. Kątem oka zauważyła, że Maria znika w holu. Damon patrzył na Elenę uważnie. Nie. On wręcz przeszywał ją swoim lodowymi oczami, żądając wyjaśnień.
- Moja matka jedzie się ze mną spotkać - oznajmiła, wysuwając telefon do kieszeni koszuli. Skrzyżowała ręce i położyła je na blacie, blisko siebie.
Damon zmrużył oczy oczekując dalszego ciągu. Nie mylił się, jak zwykle zresztą. To nie była jedyna sprawa, która niepokoiła Elenę.
- I wychodzi na to, że mam siostrę - dodała na wydechu. - Ma na imię Katherine - burknęła i zapatrzyła się w omlet, który nadal wyglądał smakowicie. Wzięła widelec i zaczęła jeść.
Dlatego nie zauważyła szoku, który na chwilę zawładnął twarzą Damona.
- Chciałabym, żebyś ze mną pojechał - powiedziała. - Ale zakładam, że po akcji z pamiętnikiem to nie wchodzi w grę.
Damon przełknął ślinę i również wziął widelec do ręki.
- Właśnie - bąknął.
Kiedy Elena na niego spojrzała, uśmiechnął się przepraszająco. Wydawał się być spokojny.
Ale jego umysł to było jedno wielkie gówno. Katherine i Elena plus on i pamiętnik - czyli ktoś postanowił uruchomić bombę. Nie miał wątpliwości, że wybuchnie. Miał nadzieję, że czas ustawiono tak, by stało się to gdy będzie już on daleko stąd.
###
Heej :) nie chcę przymulać, ale niedługo koniec wakacji ://
Czujecie? Bo ja nie!
I zupełnie nwm jak się odnajdę w nowej szkole.
Czuję się jak Stefan na początku pierwszego sezonu xD
Liczę na komentarze :) nawet nie wiecie, jaką mam po nich motywację do pisania! Chciałbym Was wszystkie uściskać! ;*
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
czwartek, 7 sierpnia 2014
Rozdział XIII
-Jesteś podły - wysyczała Elena, wsiadając do czarnego ferrari, które podjechało pod dom Caroline. Damon obwieścił swoje przybycie przeciągłym sygnałem klaksonu, który sprawił, że dziewczyna poczuła dreszcz strachu.
Co ona sobie myślała? Związała się z mordercą, przestępcą. Oczekiwała, że za cudowną sprawą zmieni się specjalnie dla niej? Że zaprzestanie podłych gierek, manipulacji ludźmi? Najwyraźniej się przeliczyła.
- Jesteś piękna, kiedy masz tak zmarszczony nos ze złości - powiedział jedwabiście miękkim głosem, kładąc dłoń na jej kolanie. Elena szybko strzepnęła jego rękę.
- Przestań ze mną pogrywać - syknęła, z trudem powstrzymując łzy.
Damon uśmiechnął się pod nosem i z piskiem opon ruszył spod domu Caroline.
- Skąd bierzesz takie informacje? - spytała Elena, starając się, by jej głos brzmiał obojętnie. Była naprawdę ciekawa jak Damon dowiedział się o Caroline. Naprawdę, powinna się hamować i przestać próbować wtrącać się w niektóre sprawy.
- Zdobywam je - odparł rzeczowo, jednak wyczuła, że jest z siebie dumny.
- Jak?
Nie mogła nie spytać. Nie mogła.
- Słucham co ludzie mówią... Na przykład w barach - powiedział, unosząc brwi. Cały czas ze skupieniem patrzył na drogę i ze swobodą prowadził pojazd. Elena dałaby głowę, że ferrari, którym jechali, należy do Stefana. Zapach we wnętrzu nie pasował do Damona. Przypominał jej raczej subtelne perfumy młodszego z braci. - Dowiedziałem się, że szuka cię twoja mama. Jesteś adoptowana?
Chyba był zdziwiony. Nie wiedziała. Tego dnia naprawdę nie myślała trzeźwo. Dostała zbyt wiele informacji dużej wagi.
- Chyba tak - odparła chłodno. - Nie mam dowodów.
Kiwnął głową.
- Podsłuchałem jak rozmawiałaś z Caroline - powiedział Damon, wszystko wyjaśniając. - Siedziałem na dachu sąsiedniego domu.
- Co? - wypaliła Elena, obrzucając go wściekłym spojrzeniem. Była zła, ale i zszokowana.
- Nie mogłem się powstrzymać - uśmiechnął się. - Nie bierz mi tego za złe.
Elena zacisnęła dłonie w pięści i wbiła spojrzenie w idealny profil jego twarzy. Zauważyła, że ubrał garnitur, a za guzik białej koszuli zaczepił czarne okulary. Trochę też przyciął włosy. Wyglądał tak cholernie seksownie...
- Jesteś chory - stwierdziła. Nagle wszystkie wymyślne obelgi wyleciały jej z głowy. W garniturze wyglądał obłędnie.
- Podły, chory... Zdecyduj się kochanie - zaśmiał się, ukazując ładne, białe zęby.
- Nie nazywaj mnie tak - mruknęła, jednak nie zabrzmiało to zbyt przekonująco. - Manipulator - dodała cierpko.
- Nie złość się, błagam - powiedział, na chwilę przerzucając wzrok z pustej drogi na Elenę. - Wprowadzasz mnie wtedy w zakłopotanie. Mam ochotę cię trzepnąć, żebyś się zamknęła i posłuchała.
Elena otworzyła usta, tak, że ułożyły się w literę ''O''.
- Stój - powiedziała z goryczą. Wiedziała jedno: nie mogła zostać z tym facetem. Może i go kochała, ale dziś nie miała głowy do jego głupich tekstów. Bała się, że za chwilę się rozryczy.
- Nie - zaprzeczył. - Miałaś mi pomóc.
- Stój bo wyskoczę - oznajmiła, wpatrując się w mijane w zawrotnym tempie domy i drzewa rosnące przy ulicy. Sprawiała wrażenie spokojnej, ale w środku aż się coś ją ściskało ze strachu.
- Powodzenia, skarbie. Jeśli śmierć jest tym, czego chcesz... - powiedział spokojnie. Zauważyła, że zerknął na nią przelotnie. Chyba oceniał, czy rzeczywiście jest w stanie wyskoczyć. - Słuchaj... przepraszam, dobrze?
Elena, zrobiła naburmuszoną minę i utkwiła wzrok w desce rozdzielczej. O dziwo uspokoiła się. - Nie powinienem tak wyskakiwać z tą ciążą Caroline. Ale ty byś się w życiu nie zgodziła - stwierdził. Cóż, miał rację.
- I? - dodała, nadal zdenerwowana.
- I naprawdę zależy mi na tym pamiętniku - powiedział, skręcając w boczną uliczkę.
Elena zauważyła, że są już przed dużą, czarną bramą. Z tej odległości doskonale widziała Biały Dom.
- Do cholery, jak nas tu niby wpuszczą? - spytała, widząc strażników przechadzających się po parku.
Zielone, równiutko przystrzyżone krzewy prezentowały się zjawiskowo. Ogród Jenny był przy tym marnym zieleńcem.
- Zobaczysz - Damon puścił jej oczko. Na chwilę zrobiło jej się słabo z zachwytu, ale to uczucie szybko zastąpił niepokój. Jeden ze strażników zbliżał się do ich samochodu.
- Jestem George, jasne? - powiedział Damon oziębłym tonem. Zdążyła tylko przytaknąć.
###
- Jesteś na mnie zła? - spytał Damon, jednocześnie rozglądając się po przestronnym korytarzu. Strażnik wpuścił ich bez problemu. Elena dałaby głowę, że to jakiś dłużnik Salvatore'a. Powinni zostać przeszukani, zidentyfikowani... a tu nic. Równie dobrze mogli wnieść przy okazji bombę.
- Tak - odparła dziewczyna. Ona również rozglądała się za biblioteką. Chciała jak najszybciej opuścić budynek. Zawsze marzyła, żeby znaleźć się w Białym Domu, ale nie w takich okolicznościach!
Damon westchnął cicho.
Korytarz był pusty, mimo to Elena czuła, że za setkami drzwi znajdują się tysiące ludzi pracujących tutaj. Była przerażona. - A jeśli Jenna nas znajdzie? - spytała po chwili szeptem.
- Spokojnie - mruknął. - Rick się nią zajął.
Nie wiedziała dokładnie, co to znaczy, ale postanowiła odpuścić.
W sekundzie Damon przystanął i pociągnął ją w lewo. Na dużych, białych drzwiach widział napis "Biblioteka".
- Tu cię mam, skarbie - powiedział z zachwytem.
- Bo będę zazdrosna - mruknęła Elena, zanim zdążyła sobie przypomnieć, że przecież jest obrażona na chłopaka.
Damon tylko zaśmiał się cicho i nacisnął mosiężną klamkę. Jak prawdziwy gentleman przepuścił ją w drzwiach. Pokazała ochroniarzowi plakietkę, którą dostała przy wejściu i stanęła na środku przedsionka, czekając na Damona.
Gdy weszli do głównej części biblioteki, odjęło jej mowę. Jako dla miłośniczki książek dla niej to co zobaczyła było rajem. Białe ściany, orzechowe regały, miliony okładek...
I jedna drobna blondyneczka siedząca za biurkiem i wpatrująca się w ekran komputera.
- Co tak w ogóle pamiętnik twojego pradziadka robi w Białym Domu? - spytała Elena podejrzliwie.
- Był generałem - powiedział. - Tajne sprawy czy coś.
- A po co jestem ci potrzebna? - dociekała. Do budynku dostał się bez problemu. Czego od niej chciał?
- Zobaczysz - rzucił zagadkowo, kładąc jej rękę na plecach.
Ruszyła przed siebie, prosto do biurka.
- Przepraszam - powiedział miłym głosem Damon, zwracając uwagę bibliotekarki.
Dziewczyna nie była jakąś top modelką, co trochę uspokoiło Elenę.
O czym ona myśli?!
- Pamiętam - powiedziała szybko dziewczyna. Wyglądała na spiętą. Wyciągnęła spod biurka dość spory koszyk, jak piknikowy.
Elena rozszerzyła oczy ze zdumienia. Dobra, okej.
Myśli tłukły się po jej głowie i niemal rozwalały czaszkę od wewnątrz.
Oddychaj.
- Potrzebuję tylko podpis odbioru starych książek - oznajmiła bibliotekarka rzeczowym tonem. Elena widziała jednak kropelkę potu na jej czole oraz sine usta. - Jenna Sommers, tak?
Elena spojrzała na Damona, który uśmiechnięty wyciągał ku niej dłoń. Ach tak. Odbiór starych pozycji? No nieźle.
- Podpisz - powiedział uprzejmym tonem, wciskając jej w rękę długopis.
Miała sfałszować podpis ciotki. Dłoń drżała jej tak okropnie, że bała się, że zaraz w miejscu podpisu będzie abstrakcyjny rysunek.
Ale dała radę. I wyszło całkiem nieźle.
- Dziękuję - bibliotekarka uśmiechnęła się uroczo i podała Damonowi kosz.
Chłopak wydawał się być wniebowzięty. A Elena? Cóż, trzęsła się jak osika.
###
- Czytaj - zachęcił Damon, kiedy wpadli do samochodu.
Elena sama musiała przyznać, że była ciekawa. Może nie tyle przemyśleń pradziadka Damona, ale powodu, dla którego chłopakowi były one potrzebne.
Spod stosu zniszczonych książek wydobyła gruby zeszyt w zniszczonej fioletowej okładce. Zdobyli go tak łatwo... Damon musiał naprawdę długo planować wydobycie pamiętnika z Białego Domu. Potrzebował tak naprawdę tylko jej, żeby w razie czego mogli skłamać, że szukali Jenny. No i dla podpisu. Ten wykonany ręką Damona można by było łatwo rozpoznać jako podrobiony.
Otworzyła pamiętnik niemal z nabożną czcią. Przesiąkł trochę wilgocią, ale to tylko nadawało mu tajemniczości.
Spojrzała na datę. Rok tysiąc dziewięćset dziewiętnasty.
-"Dziś wróciłem do domu. Wszystko jest inne. Mama osiwiała, jak twierdzi, z tęsknoty za mną i za ojcem. Przyjęto nas jak bohaterów. Wojnie nadszedł kres. Jestem szczęśliwy, bo jako jedyny z grupy moich towarzyszy i rówieśników przeżyłem. Wojna to okropna sprawa. Nawet nie mogę o tym pisać. Nie chcę.
Przywiozłem z Europy dziewczynę. " - Elena zerknęła na chłopaka. Nie wiedziała, czy ma czytać dalej. Naprawdę interesowały go dzieje jego przodków?
Ale Damon tylko spojrzał na nią dziwnie.
- Przerywasz w takim momencie? - zganił ją.
- Po prostu to bezsensowne - westchnęła, ale znów zajrzała do pamiętnika. - "Ma na imię Anne, jest Włoszką. Ojciec powiedział, że sprzeda nam dom...
Elena nie dokończyła nawet zdania, bo Damon delikatnie wziął pamiętnik do ręki i położył go sobie na kolanach.
- Jedziesz do mnie? - spytał po dłuższej chwili, jaką mu zajęło doprowadzenie swoich uczuć do porządku.
- Dobrze - przytaknęła z uśmiechem. O dziwo odwzajemnił go. Nawet złapał ją za rękę.
Chyba znalazł to, czego szukał.
***
Kiedy tylko zaparkowali pod wielką rezydencją na obrzeżach miasta, Stefan wybiegł z domu i pierwsze, co zrobił, to powierzchownie sprawdził, czy samochód jest cały.
Elena była pod wrażeniem domu. Nie dość, że był on ogromny, to do tego w świetnym stanie. A ogród, w którym rosły głównie czerwone róże i drzewka cytrynowe wprost zapierał dech w piersiach.
- Masz? - spytał Stefan, kiedy Damon wysiadł z ferrari.
- Nie - uciął czarnowłosy.
- Ma - wtrąciła się Elena, lekko zamykając drzwi. Do jej nosdrzy dostał się odurzający zapach lilii. Musiały kwitnąć zaraz przy garażu..
- Pokaż - zażądał Stefan.
- Bracie, gdzie twoje maniery? - zakpił Damon, wykrzywiając usta w grymasie, który niekoniecznie można było nazwać uśmiechem. - Eleno?
Chłopak podał jej rękę i poprowadził do drzwi przez kawałek chodnika.
- Piękny ogród - pochwaliła Elena szczerze.
- Moja duma - odparł Damon z firmowym uśmiechem. Dziewczyna już gotowa była zadać pytanie na temat lilii, które poczuła, ale przerwał jej Stefan, który westchnął głośno.
- Twoja, owszem - wtrącił blondyn. - Przepraszam za niego - powiedział Damon, mrużąc oczy. Nawet nie spojrzał na brata. - Ma dziś ciężki dzień.
Elena tylko kiwnęła głową. Damon otworzył przed nią masywne drewniane drzwi, na których od zewnętrznej strony wisiała złota kołatka. Wbrew jej przewidywaniom nie zaskrzypiały.
Przekraczając próg od razu zauważyła parę adidasów, a następnie dość duże lustro, na którym ułożone były zapachowe świeczki w kształcie serc.
Damon zaprowadził ją do salonu, gdzie Elena przystanęła z uchylonymi ustami.
- Wow - wydusiła w końcu.
Stała naprzeciw dużego ceglanego kominka, na którym ułożone były zasuszone róże. Przed nią, na samym środku ogromnego pokoju stał szklany stolik, który otaczały czarne i czerwone sofy oraz fotele. Po prawej stronie dziewczyny całą ścianę zajmowała biblioteczka, a lewa ze ścian prawie cała była pokryta obrazami. Duże okna przysłaniały bordowe zasłony, dlatego pokój tonął w półmroku. Wrażenia ciemności i tajemniczości dodawały mu także ciemne panele. Elena zauważyła także coś w rodzaju baru, na którym stały butelki z whisky oraz przezroczyste misy.
- Pięknie tu - wyznała w zachwycie, robiąc piruet. Damon złapał ją w pasie, kiedy skończyła obrót.
- A ty wyglądasz tak cudownie, że masz szczęście, że mój brat właśnie na nas patrzy - szepnął, muskając jej ucho. Elena zaśmiała się cichutko i mimowolnie przygryzła wargę.
- Możecie oszczędzić singlowi tego wszystkiego i przejść do rzeczy? - zapytał Stefan, sadowiąc się na kanapie z pozornie miłym wyrazem twarzy. Tak naprawdę w środku wszystko mu drżało z niecierpliwości.
- Mamy tu przy tobie od razu przejść do rzeczy? - Damon uniósł brwi w zdziwieniu. - Wow przystopuj...
Nie dokończył, bo Elena kopnęła go w kostkę.
- Daj mu ten pamiętnik - syknęła.
- Nie. Ja go zdobyłem, ja go czytam - oznajmił, siadając w fotelu naprzeciwko brata. Stefan skomentował to cichym westchnieniem, ale podporządkował się. Damon otworzył dziennik pradziadka.
***
Mijały minuty a Elena nudziła się niemiłosiernie. Damon i Stefan za to z zapałem chłonęli każde słowo. Pamiętnik zawierał głównie wspomnienia z wojny.
- Mam - powiedział nagle starszy, przerywając czytanie.
- Co? - spytała Elena ze swojego miejsca leżącego na jednej z kanap. Miała nadzieję, że w końcu Salvatore'owie dokopali się do tego, czego chcieli. Chciała w końcu zostać z Damonem. Sama.
Stefan wstał i podszedł do brata. Razem w ciszy przez chwilę studiowali jedną ze stron. Ich oczy przesuwały się od lewej do prawej, a potem z powrotem. Finalnie Stefan uśmiechnął się pod nosem, a błyszczące oczy ich obojga wskazywały na radość.
- W takim razie ja pójdę - powiedział w końcu Stefan, prostując się. Damon kiwnął głową i lewą ręką rozluźnił krawat, prawą zaś odłożył pamiętnik na stolik.
Chłopak wybiegł z salonu. Elena słyszała jeszcze, że kręci się po holu, a potem wychodzi.
- Co znaleźliście? - spytała Elena, podchodząc do Damona.
- Odkryliśmy pewną tajemnicę rodzinną - odparł z uśmiechem, kładąc ręce po swoich bokach.
Elena zbliżyła się jeszcze, a potem usiadła na jego kolanach.
- A jaką? - dociekała. Chwyciła czarny krawat w ręce i pociągnęła go lekko.
- Jeśli ci powiem, to nie będzie tajemnica - rzucił. Elena zauważyła, że jego niebieskie oczy nie przypominały już kolorem lodu. Były ciemniejsze. Znacznie ciemniejsze.
Lewą ręką zaczął muskać kawałek skóry pomiędzy jej spodniami a koszulką. Zachichotała mimowolnie.
- Mam łaskotki - powiedziała, przysuwając się bliżej jego torsu.
- A ja wielką ochotę na pewną rzecz - mruknął, składając pocałunek na jej szyi.
- Chyba nadal jestem na ciebie zła - powiedziała, oddychając go lekko. Zmrużyła oczy i przesunęła palcem wzdłuż jego szyi aż do zapięcia koszuli.
- A jeśli ci odpłacę za te wszystkie okropieństwa? - zaproponował, łapiąc ją za biodra. - Nie daj się prosić kotku...
Elena poczuła jak jej serce kołacze z pragnienia. Chciała go poczuć. Musiała. To było zbyt silne uczucie.
- A kochasz mnie? - spytała, pochylając się nad Damonem i zaglądając mu w oczy, by móc doszukać się prawdy.
- Masz wątpliwości? - spytał, po czym uniósł podbródek i pocałował ją mocno.
- Powinniśmy...- wywymruczała Elena między pocałunkami.
Damon nie czekał na dokończenie, tylko wziął ją na ręce i wbiegł na górę.
###
HEJ MIŚKI! JAK MIJAJĄ WAKACJE? U MNIE TROSZKĘ NUDNAWO X/
ROZDZIAŁ MIAŁ BYĆ WCZEŚNIEJ, ALE STWIERDZIŁAM, ŻE DOPISZĘ OSTATNIĄ SCENĘ XD NIE GNIEWACIE SIĘ CHYBA XDD
TAKA MAŁA PROŚBA - JEŚLI CZYTASZ, PROSZĘ, DAJ W KOMENTARZU NAWET TYLKO X ALBO COKOLWIEK. BARDZO DZIĘKUJĘ :))
HAVE A NICE DAY :*
Co ona sobie myślała? Związała się z mordercą, przestępcą. Oczekiwała, że za cudowną sprawą zmieni się specjalnie dla niej? Że zaprzestanie podłych gierek, manipulacji ludźmi? Najwyraźniej się przeliczyła.
- Jesteś piękna, kiedy masz tak zmarszczony nos ze złości - powiedział jedwabiście miękkim głosem, kładąc dłoń na jej kolanie. Elena szybko strzepnęła jego rękę.
- Przestań ze mną pogrywać - syknęła, z trudem powstrzymując łzy.
Damon uśmiechnął się pod nosem i z piskiem opon ruszył spod domu Caroline.
- Skąd bierzesz takie informacje? - spytała Elena, starając się, by jej głos brzmiał obojętnie. Była naprawdę ciekawa jak Damon dowiedział się o Caroline. Naprawdę, powinna się hamować i przestać próbować wtrącać się w niektóre sprawy.
- Zdobywam je - odparł rzeczowo, jednak wyczuła, że jest z siebie dumny.
- Jak?
Nie mogła nie spytać. Nie mogła.
- Słucham co ludzie mówią... Na przykład w barach - powiedział, unosząc brwi. Cały czas ze skupieniem patrzył na drogę i ze swobodą prowadził pojazd. Elena dałaby głowę, że ferrari, którym jechali, należy do Stefana. Zapach we wnętrzu nie pasował do Damona. Przypominał jej raczej subtelne perfumy młodszego z braci. - Dowiedziałem się, że szuka cię twoja mama. Jesteś adoptowana?
Chyba był zdziwiony. Nie wiedziała. Tego dnia naprawdę nie myślała trzeźwo. Dostała zbyt wiele informacji dużej wagi.
- Chyba tak - odparła chłodno. - Nie mam dowodów.
Kiwnął głową.
- Podsłuchałem jak rozmawiałaś z Caroline - powiedział Damon, wszystko wyjaśniając. - Siedziałem na dachu sąsiedniego domu.
- Co? - wypaliła Elena, obrzucając go wściekłym spojrzeniem. Była zła, ale i zszokowana.
- Nie mogłem się powstrzymać - uśmiechnął się. - Nie bierz mi tego za złe.
Elena zacisnęła dłonie w pięści i wbiła spojrzenie w idealny profil jego twarzy. Zauważyła, że ubrał garnitur, a za guzik białej koszuli zaczepił czarne okulary. Trochę też przyciął włosy. Wyglądał tak cholernie seksownie...
- Jesteś chory - stwierdziła. Nagle wszystkie wymyślne obelgi wyleciały jej z głowy. W garniturze wyglądał obłędnie.
- Podły, chory... Zdecyduj się kochanie - zaśmiał się, ukazując ładne, białe zęby.
- Nie nazywaj mnie tak - mruknęła, jednak nie zabrzmiało to zbyt przekonująco. - Manipulator - dodała cierpko.
- Nie złość się, błagam - powiedział, na chwilę przerzucając wzrok z pustej drogi na Elenę. - Wprowadzasz mnie wtedy w zakłopotanie. Mam ochotę cię trzepnąć, żebyś się zamknęła i posłuchała.
Elena otworzyła usta, tak, że ułożyły się w literę ''O''.
- Stój - powiedziała z goryczą. Wiedziała jedno: nie mogła zostać z tym facetem. Może i go kochała, ale dziś nie miała głowy do jego głupich tekstów. Bała się, że za chwilę się rozryczy.
- Nie - zaprzeczył. - Miałaś mi pomóc.
- Stój bo wyskoczę - oznajmiła, wpatrując się w mijane w zawrotnym tempie domy i drzewa rosnące przy ulicy. Sprawiała wrażenie spokojnej, ale w środku aż się coś ją ściskało ze strachu.
- Powodzenia, skarbie. Jeśli śmierć jest tym, czego chcesz... - powiedział spokojnie. Zauważyła, że zerknął na nią przelotnie. Chyba oceniał, czy rzeczywiście jest w stanie wyskoczyć. - Słuchaj... przepraszam, dobrze?
Elena, zrobiła naburmuszoną minę i utkwiła wzrok w desce rozdzielczej. O dziwo uspokoiła się. - Nie powinienem tak wyskakiwać z tą ciążą Caroline. Ale ty byś się w życiu nie zgodziła - stwierdził. Cóż, miał rację.
- I? - dodała, nadal zdenerwowana.
- I naprawdę zależy mi na tym pamiętniku - powiedział, skręcając w boczną uliczkę.
Elena zauważyła, że są już przed dużą, czarną bramą. Z tej odległości doskonale widziała Biały Dom.
- Do cholery, jak nas tu niby wpuszczą? - spytała, widząc strażników przechadzających się po parku.
Zielone, równiutko przystrzyżone krzewy prezentowały się zjawiskowo. Ogród Jenny był przy tym marnym zieleńcem.
- Zobaczysz - Damon puścił jej oczko. Na chwilę zrobiło jej się słabo z zachwytu, ale to uczucie szybko zastąpił niepokój. Jeden ze strażników zbliżał się do ich samochodu.
- Jestem George, jasne? - powiedział Damon oziębłym tonem. Zdążyła tylko przytaknąć.
###
- Jesteś na mnie zła? - spytał Damon, jednocześnie rozglądając się po przestronnym korytarzu. Strażnik wpuścił ich bez problemu. Elena dałaby głowę, że to jakiś dłużnik Salvatore'a. Powinni zostać przeszukani, zidentyfikowani... a tu nic. Równie dobrze mogli wnieść przy okazji bombę.
- Tak - odparła dziewczyna. Ona również rozglądała się za biblioteką. Chciała jak najszybciej opuścić budynek. Zawsze marzyła, żeby znaleźć się w Białym Domu, ale nie w takich okolicznościach!
Damon westchnął cicho.
Korytarz był pusty, mimo to Elena czuła, że za setkami drzwi znajdują się tysiące ludzi pracujących tutaj. Była przerażona. - A jeśli Jenna nas znajdzie? - spytała po chwili szeptem.
- Spokojnie - mruknął. - Rick się nią zajął.
Nie wiedziała dokładnie, co to znaczy, ale postanowiła odpuścić.
W sekundzie Damon przystanął i pociągnął ją w lewo. Na dużych, białych drzwiach widział napis "Biblioteka".
- Tu cię mam, skarbie - powiedział z zachwytem.
- Bo będę zazdrosna - mruknęła Elena, zanim zdążyła sobie przypomnieć, że przecież jest obrażona na chłopaka.
Damon tylko zaśmiał się cicho i nacisnął mosiężną klamkę. Jak prawdziwy gentleman przepuścił ją w drzwiach. Pokazała ochroniarzowi plakietkę, którą dostała przy wejściu i stanęła na środku przedsionka, czekając na Damona.
Gdy weszli do głównej części biblioteki, odjęło jej mowę. Jako dla miłośniczki książek dla niej to co zobaczyła było rajem. Białe ściany, orzechowe regały, miliony okładek...
I jedna drobna blondyneczka siedząca za biurkiem i wpatrująca się w ekran komputera.
- Co tak w ogóle pamiętnik twojego pradziadka robi w Białym Domu? - spytała Elena podejrzliwie.
- Był generałem - powiedział. - Tajne sprawy czy coś.
- A po co jestem ci potrzebna? - dociekała. Do budynku dostał się bez problemu. Czego od niej chciał?
- Zobaczysz - rzucił zagadkowo, kładąc jej rękę na plecach.
Ruszyła przed siebie, prosto do biurka.
- Przepraszam - powiedział miłym głosem Damon, zwracając uwagę bibliotekarki.
Dziewczyna nie była jakąś top modelką, co trochę uspokoiło Elenę.
O czym ona myśli?!
- Pamiętam - powiedziała szybko dziewczyna. Wyglądała na spiętą. Wyciągnęła spod biurka dość spory koszyk, jak piknikowy.
Elena rozszerzyła oczy ze zdumienia. Dobra, okej.
Myśli tłukły się po jej głowie i niemal rozwalały czaszkę od wewnątrz.
Oddychaj.
- Potrzebuję tylko podpis odbioru starych książek - oznajmiła bibliotekarka rzeczowym tonem. Elena widziała jednak kropelkę potu na jej czole oraz sine usta. - Jenna Sommers, tak?
Elena spojrzała na Damona, który uśmiechnięty wyciągał ku niej dłoń. Ach tak. Odbiór starych pozycji? No nieźle.
- Podpisz - powiedział uprzejmym tonem, wciskając jej w rękę długopis.
Miała sfałszować podpis ciotki. Dłoń drżała jej tak okropnie, że bała się, że zaraz w miejscu podpisu będzie abstrakcyjny rysunek.
Ale dała radę. I wyszło całkiem nieźle.
- Dziękuję - bibliotekarka uśmiechnęła się uroczo i podała Damonowi kosz.
Chłopak wydawał się być wniebowzięty. A Elena? Cóż, trzęsła się jak osika.
###
- Czytaj - zachęcił Damon, kiedy wpadli do samochodu.
Elena sama musiała przyznać, że była ciekawa. Może nie tyle przemyśleń pradziadka Damona, ale powodu, dla którego chłopakowi były one potrzebne.
Spod stosu zniszczonych książek wydobyła gruby zeszyt w zniszczonej fioletowej okładce. Zdobyli go tak łatwo... Damon musiał naprawdę długo planować wydobycie pamiętnika z Białego Domu. Potrzebował tak naprawdę tylko jej, żeby w razie czego mogli skłamać, że szukali Jenny. No i dla podpisu. Ten wykonany ręką Damona można by było łatwo rozpoznać jako podrobiony.
Otworzyła pamiętnik niemal z nabożną czcią. Przesiąkł trochę wilgocią, ale to tylko nadawało mu tajemniczości.
Spojrzała na datę. Rok tysiąc dziewięćset dziewiętnasty.
-"Dziś wróciłem do domu. Wszystko jest inne. Mama osiwiała, jak twierdzi, z tęsknoty za mną i za ojcem. Przyjęto nas jak bohaterów. Wojnie nadszedł kres. Jestem szczęśliwy, bo jako jedyny z grupy moich towarzyszy i rówieśników przeżyłem. Wojna to okropna sprawa. Nawet nie mogę o tym pisać. Nie chcę.
Przywiozłem z Europy dziewczynę. " - Elena zerknęła na chłopaka. Nie wiedziała, czy ma czytać dalej. Naprawdę interesowały go dzieje jego przodków?
Ale Damon tylko spojrzał na nią dziwnie.
- Przerywasz w takim momencie? - zganił ją.
- Po prostu to bezsensowne - westchnęła, ale znów zajrzała do pamiętnika. - "Ma na imię Anne, jest Włoszką. Ojciec powiedział, że sprzeda nam dom...
Elena nie dokończyła nawet zdania, bo Damon delikatnie wziął pamiętnik do ręki i położył go sobie na kolanach.
- Jedziesz do mnie? - spytał po dłuższej chwili, jaką mu zajęło doprowadzenie swoich uczuć do porządku.
- Dobrze - przytaknęła z uśmiechem. O dziwo odwzajemnił go. Nawet złapał ją za rękę.
Chyba znalazł to, czego szukał.
***
Kiedy tylko zaparkowali pod wielką rezydencją na obrzeżach miasta, Stefan wybiegł z domu i pierwsze, co zrobił, to powierzchownie sprawdził, czy samochód jest cały.
Elena była pod wrażeniem domu. Nie dość, że był on ogromny, to do tego w świetnym stanie. A ogród, w którym rosły głównie czerwone róże i drzewka cytrynowe wprost zapierał dech w piersiach.
- Masz? - spytał Stefan, kiedy Damon wysiadł z ferrari.
- Nie - uciął czarnowłosy.
- Ma - wtrąciła się Elena, lekko zamykając drzwi. Do jej nosdrzy dostał się odurzający zapach lilii. Musiały kwitnąć zaraz przy garażu..
- Pokaż - zażądał Stefan.
- Bracie, gdzie twoje maniery? - zakpił Damon, wykrzywiając usta w grymasie, który niekoniecznie można było nazwać uśmiechem. - Eleno?
Chłopak podał jej rękę i poprowadził do drzwi przez kawałek chodnika.
- Piękny ogród - pochwaliła Elena szczerze.
- Moja duma - odparł Damon z firmowym uśmiechem. Dziewczyna już gotowa była zadać pytanie na temat lilii, które poczuła, ale przerwał jej Stefan, który westchnął głośno.
- Twoja, owszem - wtrącił blondyn. - Przepraszam za niego - powiedział Damon, mrużąc oczy. Nawet nie spojrzał na brata. - Ma dziś ciężki dzień.
Elena tylko kiwnęła głową. Damon otworzył przed nią masywne drewniane drzwi, na których od zewnętrznej strony wisiała złota kołatka. Wbrew jej przewidywaniom nie zaskrzypiały.
Przekraczając próg od razu zauważyła parę adidasów, a następnie dość duże lustro, na którym ułożone były zapachowe świeczki w kształcie serc.
Damon zaprowadził ją do salonu, gdzie Elena przystanęła z uchylonymi ustami.
- Wow - wydusiła w końcu.
Stała naprzeciw dużego ceglanego kominka, na którym ułożone były zasuszone róże. Przed nią, na samym środku ogromnego pokoju stał szklany stolik, który otaczały czarne i czerwone sofy oraz fotele. Po prawej stronie dziewczyny całą ścianę zajmowała biblioteczka, a lewa ze ścian prawie cała była pokryta obrazami. Duże okna przysłaniały bordowe zasłony, dlatego pokój tonął w półmroku. Wrażenia ciemności i tajemniczości dodawały mu także ciemne panele. Elena zauważyła także coś w rodzaju baru, na którym stały butelki z whisky oraz przezroczyste misy.
- Pięknie tu - wyznała w zachwycie, robiąc piruet. Damon złapał ją w pasie, kiedy skończyła obrót.
- A ty wyglądasz tak cudownie, że masz szczęście, że mój brat właśnie na nas patrzy - szepnął, muskając jej ucho. Elena zaśmiała się cichutko i mimowolnie przygryzła wargę.
- Możecie oszczędzić singlowi tego wszystkiego i przejść do rzeczy? - zapytał Stefan, sadowiąc się na kanapie z pozornie miłym wyrazem twarzy. Tak naprawdę w środku wszystko mu drżało z niecierpliwości.
- Mamy tu przy tobie od razu przejść do rzeczy? - Damon uniósł brwi w zdziwieniu. - Wow przystopuj...
Nie dokończył, bo Elena kopnęła go w kostkę.
- Daj mu ten pamiętnik - syknęła.
- Nie. Ja go zdobyłem, ja go czytam - oznajmił, siadając w fotelu naprzeciwko brata. Stefan skomentował to cichym westchnieniem, ale podporządkował się. Damon otworzył dziennik pradziadka.
***
Mijały minuty a Elena nudziła się niemiłosiernie. Damon i Stefan za to z zapałem chłonęli każde słowo. Pamiętnik zawierał głównie wspomnienia z wojny.
- Mam - powiedział nagle starszy, przerywając czytanie.
- Co? - spytała Elena ze swojego miejsca leżącego na jednej z kanap. Miała nadzieję, że w końcu Salvatore'owie dokopali się do tego, czego chcieli. Chciała w końcu zostać z Damonem. Sama.
Stefan wstał i podszedł do brata. Razem w ciszy przez chwilę studiowali jedną ze stron. Ich oczy przesuwały się od lewej do prawej, a potem z powrotem. Finalnie Stefan uśmiechnął się pod nosem, a błyszczące oczy ich obojga wskazywały na radość.
- W takim razie ja pójdę - powiedział w końcu Stefan, prostując się. Damon kiwnął głową i lewą ręką rozluźnił krawat, prawą zaś odłożył pamiętnik na stolik.
Chłopak wybiegł z salonu. Elena słyszała jeszcze, że kręci się po holu, a potem wychodzi.
- Co znaleźliście? - spytała Elena, podchodząc do Damona.
- Odkryliśmy pewną tajemnicę rodzinną - odparł z uśmiechem, kładąc ręce po swoich bokach.
Elena zbliżyła się jeszcze, a potem usiadła na jego kolanach.
- A jaką? - dociekała. Chwyciła czarny krawat w ręce i pociągnęła go lekko.
- Jeśli ci powiem, to nie będzie tajemnica - rzucił. Elena zauważyła, że jego niebieskie oczy nie przypominały już kolorem lodu. Były ciemniejsze. Znacznie ciemniejsze.
Lewą ręką zaczął muskać kawałek skóry pomiędzy jej spodniami a koszulką. Zachichotała mimowolnie.
- Mam łaskotki - powiedziała, przysuwając się bliżej jego torsu.
- A ja wielką ochotę na pewną rzecz - mruknął, składając pocałunek na jej szyi.
- Chyba nadal jestem na ciebie zła - powiedziała, oddychając go lekko. Zmrużyła oczy i przesunęła palcem wzdłuż jego szyi aż do zapięcia koszuli.
- A jeśli ci odpłacę za te wszystkie okropieństwa? - zaproponował, łapiąc ją za biodra. - Nie daj się prosić kotku...
Elena poczuła jak jej serce kołacze z pragnienia. Chciała go poczuć. Musiała. To było zbyt silne uczucie.
- A kochasz mnie? - spytała, pochylając się nad Damonem i zaglądając mu w oczy, by móc doszukać się prawdy.
- Masz wątpliwości? - spytał, po czym uniósł podbródek i pocałował ją mocno.
- Powinniśmy...- wywymruczała Elena między pocałunkami.
Damon nie czekał na dokończenie, tylko wziął ją na ręce i wbiegł na górę.
###
HEJ MIŚKI! JAK MIJAJĄ WAKACJE? U MNIE TROSZKĘ NUDNAWO X/
ROZDZIAŁ MIAŁ BYĆ WCZEŚNIEJ, ALE STWIERDZIŁAM, ŻE DOPISZĘ OSTATNIĄ SCENĘ XD NIE GNIEWACIE SIĘ CHYBA XDD
TAKA MAŁA PROŚBA - JEŚLI CZYTASZ, PROSZĘ, DAJ W KOMENTARZU NAWET TYLKO X ALBO COKOLWIEK. BARDZO DZIĘKUJĘ :))
HAVE A NICE DAY :*
czwartek, 31 lipca 2014
Liebster Blog Award
Z tego miejsca pragnę serdecznie podziękować Karolince L. oraz Paulinie Nowak za nominacje :D
To miłe, że podoba Wam się to, co piszę ;)
Odpowiedzi na pytania od Karolinki L.:
Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem?
Otóż odkąd pamiętam pisałam 'do szuflady'. Kręcą mnie takie opowieści :)) A jeśli chodzi o blogowanie, zaczęłam od Zazdrość zabija (tvdopowiadanie.blog.pl ) bo po prostu kontynuacja powieści wielkiej Lisy Jane Smith wydała mi się śmieszna xD A potem: pomysł na Oddech - bum! - i oto jestem.
Co wolisz: wakacje czy ferie zimowe?
Wakacje!
Twoje największe marzenie.
Aktualnie - spotkać się z obsadą TVD lub uczestniczyć w koncercie one direction <3
Ulubione książki.
Pamiętniki wampirów ♥ Intruz, Szeptem.
Najlepszy sposób na spędzenie wolnego czasu?
Spotkanie ze znajomymi :)
Ile masz lat?
16
Czy masz rodzeństwo?
Mam :)
Najszczęśliwsze wspomnienie.
Oj, nie było chyba jeszcze takiego... wszystko przede mną :)
Ulubiona pora roku.
Lato.
Ulubione miejsce.
Mój pokój :)
Co robisz, kiedy się zdenerwujesz?
Wyładowywuję złość na tt :D
@zadelenowana
Pytania od Pauliny:
1. Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem?
Wyżej proszę :)
2. Jak aktywnie spędzasz czas?
Biegam, ćwiczę, pomagam tacie...
3. Ulubiona postać z TVD? Uzasadnij.
Moimi ulubionymi postaciami są bracia Salvatore. Kibicuje ich relacjom od początku. Damona uwielbiam za poczucie humoru, za to, jakie ma podejście do życia, za krytycyzm, sarkazm... ale i za to, że oddałby życie za bliskich mu 'ludzi'. Myślę, że mamy dużo wspólnego :)
A Stefana... bo jest uroczy, lojalny, miły, przyjacielski... ale czasem pokazuje, że nie warto z nim zadzierać xD Kocham te momenty, kiedy stawia na swoim i wykorzystuje swoją siłę żeby pokazać, że nie zawaha się zabić by chronić bliskich :')
DEFAN FOREVER!
4. Ile masz lat?
16
5. Masz rodzeństwo?
Mam :)
6. Kolor oczu.
Niebieskie :3
7. Gdzie spędzasz wakacje?
Prawie cały czas siedzę w domu ://
8. Jeżeli wybierasz się do szkoły średniej, to jaki kierunek wybierasz?
Od września idę na biol chem ang ;)
9. Ulubiony kolor.
Czerwony i czarny.
10. Masz zwierzątko?
Mam duuużo zwierzątek xD
11. Co sadzisz o moim blogu?
Jeszcze nie czytałam :/ ale się za to wezmę xD
A ja... nie nominuję nikogo xD
Praktycznie wszystkie blogi miały już nominacje. Nie chcę mieszać... a do tego leń ze mnie :)
Rozdział dodam pojutrze ;*
To miłe, że podoba Wam się to, co piszę ;)
Odpowiedzi na pytania od Karolinki L.:
Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem?
Otóż odkąd pamiętam pisałam 'do szuflady'. Kręcą mnie takie opowieści :)) A jeśli chodzi o blogowanie, zaczęłam od Zazdrość zabija (tvdopowiadanie.blog.pl ) bo po prostu kontynuacja powieści wielkiej Lisy Jane Smith wydała mi się śmieszna xD A potem: pomysł na Oddech - bum! - i oto jestem.
Co wolisz: wakacje czy ferie zimowe?
Wakacje!
Twoje największe marzenie.
Aktualnie - spotkać się z obsadą TVD lub uczestniczyć w koncercie one direction <3
Ulubione książki.
Pamiętniki wampirów ♥ Intruz, Szeptem.
Najlepszy sposób na spędzenie wolnego czasu?
Spotkanie ze znajomymi :)
Ile masz lat?
16
Czy masz rodzeństwo?
Mam :)
Najszczęśliwsze wspomnienie.
Oj, nie było chyba jeszcze takiego... wszystko przede mną :)
Ulubiona pora roku.
Lato.
Ulubione miejsce.
Mój pokój :)
Co robisz, kiedy się zdenerwujesz?
Wyładowywuję złość na tt :D
@zadelenowana
Pytania od Pauliny:
1. Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem?
Wyżej proszę :)
2. Jak aktywnie spędzasz czas?
Biegam, ćwiczę, pomagam tacie...
3. Ulubiona postać z TVD? Uzasadnij.
Moimi ulubionymi postaciami są bracia Salvatore. Kibicuje ich relacjom od początku. Damona uwielbiam za poczucie humoru, za to, jakie ma podejście do życia, za krytycyzm, sarkazm... ale i za to, że oddałby życie za bliskich mu 'ludzi'. Myślę, że mamy dużo wspólnego :)
A Stefana... bo jest uroczy, lojalny, miły, przyjacielski... ale czasem pokazuje, że nie warto z nim zadzierać xD Kocham te momenty, kiedy stawia na swoim i wykorzystuje swoją siłę żeby pokazać, że nie zawaha się zabić by chronić bliskich :')
DEFAN FOREVER!
4. Ile masz lat?
16
5. Masz rodzeństwo?
Mam :)
6. Kolor oczu.
Niebieskie :3
7. Gdzie spędzasz wakacje?
Prawie cały czas siedzę w domu ://
8. Jeżeli wybierasz się do szkoły średniej, to jaki kierunek wybierasz?
Od września idę na biol chem ang ;)
9. Ulubiony kolor.
Czerwony i czarny.
10. Masz zwierzątko?
Mam duuużo zwierzątek xD
11. Co sadzisz o moim blogu?
Jeszcze nie czytałam :/ ale się za to wezmę xD
A ja... nie nominuję nikogo xD
Praktycznie wszystkie blogi miały już nominacje. Nie chcę mieszać... a do tego leń ze mnie :)
Rozdział dodam pojutrze ;*
sobota, 19 lipca 2014
Rozdział XII
- Kocham cię - powiedział, obejmując ją od tyłu. Poczuła jego silne ramiona na swojej talii i palce łaskoczące jej brzuch. Zorientowała się, że przyciska także swój ciepły policzek do jej twarzy.
Nie czuła się niezręcznie, tak, jak wtedy, kiedy przytulała się do Matta. Nie była zdystansowana ani zaniepokojona. Nie myślała o tym, że to nieodpowiednie. Po prostu się uśmiechnęła.
Zrozumiała, że odnalazła tego, kogo szukała. Tego jedynego.
- Też cię kocham - odparła Elena.
Zorientowała się, że Damon powinien być smutny czy nawet zły.
To był ten dzień. Rocznica śmierci jego mamy oraz taty. Rocznica zabójstwa ojca. A oni stali przed bramą cmentarza i obejmowali się, obojętni na wszystko. Jakby Damon nie był częścią tego wszystkiego. Jakby żyli w innym świecie.
Elena poczuła ostry ucisk w brzuchu.
To nerwy, pomyślała. Musiała się uspokoić.
- Damonie - usłyszała głos ze swojej prawej strony. Odwróciła się do mężczyzny ubranego w dżinsy i czarną koszulę. Był blondynem o ostrych rysach twarzy i oczach koloru igieł sosny. Wyglądał na zmęczonego, ale także smutnego.
Stefan, pomyślała Elena. Ten gwałciciel, brat Damona, przed którym przestrzegał ją Klaus. Jednak mimo wszystko się uśmiechnęła. To wszystko wyglądało na głupi żart. Ten chłopak nie wyglądał nawet na takiego, który mógłby skrzywdzić muchę.
- Tak? - spytał Damon wesoło. Stefan zmarszczył brwi.
- Powinniśmy iść - powiedział. Potem spojrzał na Elenę i po chwili wyciągnął do niej rękę. - Stefan, brat Damona.
Dziewczyna chciała wyciągnąć rękę, ale mocny uścisk czarnowłosego jej na to nie pozwolił. Nie chciała się z nim szamotać, więc od razu odpuściła.
- Elena - przedstawiła się grzecznie.
Stefan spojrzał na brata, a potem opuścił rękę. Westchnął jeszcze i posłał Elenie przelotne spojrzenie.
- Chodź już Damon - powtórzył cierpko, jakby wcale nie chciał tego mówić. A potem zniknął za bramą.
- Nie chcę, żebyś z nim gadała - powiedział Damon, odwracając Elenę przodem do siebie. Patrzył jej prosto w oczy. Mówił ciepłym tonem, ale palce, które niemal wbijały się Elenie w skórę sugerowały, że nie przyjmie protestu.
- Dlaczego? - zdziwiła się. - Wcale nie wygląda na...
- Ja też nie wyglądam na mordercę - syknął Damon cicho, lecz ostro.
Coś czaiło się w tych jego oczach. Tajemnica, zagadka, rezerwa. Obrzydzenie.
- Dobrze - wydusiła Elena w końcu. Tego dnia naprawdę nie chciała się z nim wdawać w dyskusję.
###
Po zakończeniu uroczystości, na cmentarzu, w której uczestniczyło zadziwiająco dużo osób, zrobił się mały zamęt. Kilka starszych pań ubranych w ciemne garsonki i kapelusze podeszło do nagrobka i złożyło na nim kwiaty, ocierając krokodyle łzy.
- To ciotki z Londynu - poinformował Elenę Damon. - Nie odzywaj się do nich, najlepiej unikaj. Nie mają o mnie i Stefanie dobrego zdania, bo kiedyś...
- Damon! Kochanie, prawie cię nie poznałam!
Elena miała ochotę się roześmiać, ale nie wypadało, gdyż niska kobieta o skrzekliwym głosiku była już obok chłopaka i uśmiechała się szeroko. W jej wyglądzie rzuciły się Elenie oczy kobiety - niebieskie jak zimowe niebo, prawie szare. Jaśniejsze od tych Damona.
- Zmężniałeś - dodała z dumą, poprawiając czarną koszulę chłopaka.
- Babciu - odchrząknął znacząco Damon, chwytając staruszkę za ramiona. - Ostatnim razem widzieliśmy się rok temu. Nie gadaj głupot.
- A to twoja koleżanka? - spytała prosto z mostu staruszka, patrząc ciepło na Elenę i uśmiechając się.
Damon spojrzał na dziewczynę bez jakichkolwiek emocji.
- Tak. Koleżanka - powiedział.
Zabolało. Dlaczego nie powiedział, że jest jego dziewczyną?
Ale wytłumaczyła sobie to. Przecież babci z pewnością chodziło właśnie o dziewczynę. Na pewno.
- Damon, tak bardzo wam współczuję - odezwała się jakaś inna kobieta. Elena zauważyła, że jest to jedna z tych ciotek z Londynu. Rzeczywiście, miała Brytyjski akcent.
Chłopak włożył ręce w kieszenie spodni i ułożył usta w wąską linię.
Elena widziała, jak się męczy. Miał ochotę zapalić. Ale chyba to nie głód nikotyny był główną przyczyną jego rozstrojenia.
Nikt nie wiedział. Nikt nie miał pojęcia, co tak naprawdę się stało rok wcześniej. Żadna z tych płacących nieszczerze, albo i całkiem szczerze, kobiet nie wiedziała, że otrucie lekami Rachel Salvatore nie było przypadkiem, a śmierć jej męża to nie wina zawału spowodowanego szokiem. Nie śmiały nawet pewnie pomyśleć, że mężczyzna, któremu tak szczerze współczują, jest mordercą własnego ojca.
- Może przyjedziecie do mnie...
- Twoja mama byłaby dumna z takiego syna...
- Pamiętam, jak się uśmiechała...
- Ależ oni podobni do ojca!
Elena sama miała dość. Do jej głowy napłynęły przykre wspomnienia z pogrzebu rodziców. Wiedziała, co czuje teraz Damon. Niepewność. Zażenowanie. Może i smutek. Na pewno złość, chęć wyrwania się stąd i ucieczki w ciszę.
Zauważyła, że Stefan próbuje dostać się do brata, grzecznie, ale stanowczo przepychając się między ludźmi, którzy już zdążyli odstąpić ją i Damona.
Spojrzała na blondyna wymownie. Skinął głową. Rozumieli się bez słów. Trzeba to skończyć.
Ale Damon już najwyraźniej wymruczał jakąś uwagę, bo kilka kobiet stojących wokół niego ucichło. Stały teraz z otwartymi ustami i gapiły się na chłopaka z niedowierzaniem.
- Powiedziałem - powtórzył już głośno Damon. - Zamknijcie się, do kurwy nędzy.
Jego oczy ciskały pioruny. Na szczęście nie patrzył na nikogo. Gapił się w niebo, tego dnia szare i brzydkie. Elena zauważyła, że ilekroć uczestniczyła w jakiejś ceremonii na cmentarzu, pogoda była pod psem.
- Damon - Stefan wreszcie dostał się do brata i chwycił go za ramię. - Chodź już.
Po długiej chwili ludzie zrozumieli. Zaczęli się rozchodzić. Tylko kilka nadgorliwych ciotek oraz babcia zostało i gapiło się, jak Damon w końcu się rozluźniła, a potem siada na środku chodnika i chowa twarz w dłoniach.
- Uspokój się - mruknął Stefan, przykucając przy bracie.
- Jestem spokojny jak cholera - powiedział ostro Damon. - Odwal się.
- Damon - Elena także przykucnęła obok chłopaka. - Idź zapal, co?
Sama zdziwiła się na te słowa. Ale stwierdziła, że to mu pomoże. Tylko dzisiaj.
Damon zaśmiał się gorzko i spojrzał na nią z dziwnym wyrazem twarzy.
- Ty mnie namawiasz? - spytał, mrużąc oczy i delikatnie przedłużając sylaby.
Przytaknęła ruchem głowy.
- Niezły pomysł, kochanie - powiedział. Mówił już spokojniej, ale przed Eleną nie ukryło się nic - ani drżące palce, ani złowieszczy błysk w oku. Wstał, a potem nie zaszczyciwszy spojrzeniem żadnej z fałszywych ciotek, zniknął gdzieś w tłumie.
- Szuka Alarica - wyjaśnił Stefan. - Teraz Damon nie nosi przy sobie fajek. To chyba dzięki tobie, Eleno - powiedział z uśmiechem. - Jak to zrobiłaś?
- Nie wiem - mruknęła, pamiętając, że Damon nie pozwolił jej rozmawiać z jego bratem. Ale nie chciała być niemiła. To nie leżało w jej naturze.
Zostali sami. Ludzie jeszcze krzątali się przy nagrobkach i rzucali im ciekawskie spojrzenia.
- Wiem, że Damon ci wszystko powiedział - wyznał Stefan trochę niepewnie i cicho. - To, co się stało...
- Nie ma znaczenia - przerwała mu Elena. Zaczęła bawić się dużym guzikiem od kurtki.
- Owszem, ma - syknął Stefan. - Musisz być czujna.
- Bo co? Bo mnie zabije? - prychnęła. Była zła. Stefan był już drugą osobą, która przestrzegała ją przed Damonem.
- Cicho - powiedział chłopak, rozglądając się nerwowo wokoło. Na szczęście nikt ich nie obserwował. - Nie o to chodzi. On... ma głupie pomysły. I często miewa ukryte intencje.
- On mnie kocha - szepnęła dziewczyna, wreszcie spoglądając mu w oczy. Wydawał się być naprawdę zdenerwowany i przejęty. - Zresztą... ty też nie jesteś święty z tego co wiem.
- Nie twierdzę, że cię nie kocha - powiedział spokojnie. Przeczesał dłonią ciemnoblond włosy i włożył ręce do kieszeni dżinsów. - Po prostu jest dupkiem, bawi się. Lubi się bawić, choćby nie wiem ile zaprzeczał - powiedział. - A jeśli chodzi o mnie, to masz rację. Przechodziłem załamanie. I postępowałem niewłaściwe, nawet bardzo. Ale wyszedłem na prostą. I chcę zapomnieć o tym, co zrobiłem - wyznał.
- Co masz na myśli mówiąc, że Damon się bawi? - spytała Elena cicho, rozglądając się, czy oby chłopak już nie wraca.
Zauważyła go, wracał pustym już prawie chodnikiem.
- Pamiętnik - rzucił krótko Stefan i odwrócił się na pięcie.
To by było na tyle.
Pamiętnik? Jaki pamiętnik?
Ale kiedy Damon do niej podszedł, zapomniała o całym Bożym świecie.
Wydawało się, że jest spokojniejszy. Uśmiechał się nawet do niej, zauważyła, że błyszczą mu oczy. Zaciekawiło ją, o czym myślał.
- Czasem miewasz dobre pomysły - powiedział, ucałowywując jej policzek. Poczuła jego oddech na szyi. Przypomniał się jej wieczór, kiedy uratował jej życie.
- Czasem? - spytała zadziornie.
Pragnęła, aby ją pocałował.
- Słuchaj, muszę dziś zdobyć ten pamiętnik pradziadka - zmienił temat. Złapał w palce kosmyk jej brązowych włosów i wbił w niego wzrok. Czarne rzęsy przysłoniły jego oczy, ale Elena zdołała wyczytać po ułożeniu jego warg, że jest zniecierpliwiony.
- A po co ci on? - spytała zaciekawiona. Damon dużo mówił o pamiętniku, ale nadal nie wyznał, co nim kieruje.
- Pamiątka rodzinna - powiedział szybko. Za szybko. - To co Salvatore'ów, musi być u Salvatore'ów - dodał szorstko.
- Ty chcesz go ukraść - zaoponowała, strącając jego palce. - A ty kochanie mi pomożesz - odparł pewnie, obejmując ją w talii i zmuszając, by spojrzała mu w oczy.
Zbliżył się jeszcze bardziej. Elena poczuła, że jej serce przyspiesza. Mimowolnie otworzyła usta, a Damon odebrał to jako zaproszenie i dotknął wargami jej usta.
- A skąd ta pewność? - spytała cicho, siląc się na spokój. Ale nie mogła powstrzymać tego, co czuła w obecności Damona.
- Bo mnie kochasz - odparł. - Bo nawet jeszcze cię nie pocałowałem, a ty już wariujesz - zaśmiał się z ustami przy jej twarzy.
Elena zaczerwieniła się lekko i spróbowała odepchnąć chłopaka. Jednak ten trzymał ją w żelaznym uścisku.
- Ja z miłości jeszcze nie zgłupiałam - odparła hardo. - Zrobię wszystko, ale nie pomogę ci w kradzieży.
Damon mruknął pod nosem coś, co Elena nie do końca zrozumiała.
- Co mówisz? - spytała, marszcząc brwi.
- Jeszcze zobaczymy, skarbie - powtórzył trochę wyraźniej. Potem pocałował ją w usta i odszedł.
###
Tego popołudnia Elena postanowiła odwiedzić Caroline, korzystając z tego, że George gdzieś wyparował. Nie widziała go oglądać dwóch dni, ale nie przejęła się tym. Dla niej tak było lepiej. Wreszcie była wolna.
Caroline wyglądała naprawdę dobrze. Wręcz tryskała energią.
- Wejdź kochanie! - zawołała od progu z wielkim uśmiechem na twarzy. Blond loki pięknie układały się jej na ramionach a niebieskie oczy błyszczały.
- Jak tam u ciebie? - spytała Elena, która na początku zdenerwowana dziwnym zachowaniem Damona, teraz zaczęła uśmiechać się pod wpływem przyjaciółki. Brudne myśli opuściły ją w momencie, w którym blondynka wpuściła ją do środka.
- Powiedziałem Klausowi o dziecku - odparła z entuzjazmem. Po jej minie Elena stwierdziła, że chłopak się ucieszył.
- I? - spytała, ciekawa szczegółów, przygryzając wargę. Caroline uśmiechnęła się zagadkowo.
- On będzie najlepszym ojcem na świecie - westchnęła rozmarzona, wprowadzając Elenę do swojego pokoju. Jak zwykle panował tam idealny porządek. Brunetka usiadła na zasłanym zieloną kapą łóżku i spojrzała na szczęśliwą Caro.
- Nie wątpię - przytaknęła. Z żalem pomyślała o Damonie. Kochała go, ale to była inna miłość. Bardziej namiętna niż delikatna. Ostatnio zaczął ją nawet przerażać.
- Zrobię ci kawę - powiedziała blondynka i zanim Elena zdążyła zareagować, Caroline już nie było.
Brunetka położyła się więc na łóżku z zamiarem pogapienia się na sufit przyjaciółki, który pokrywały przeróżne zdjęcia, także jej i Bonnie. Nie mogła jednak tego zrobić, bo zorientowała się, że pod kapą jest coś twardego. Wiedziona wrodzoną ciekawością wyjęła spod pościeli różowy zeszyt w twardej oprawie. Nie wiedziała, że Caroline prowadzi pamiętnik!
Postanowiła zajrzeć do środka. Tylko jedno małe zerknięcie.
Ale kiedy otwierała zeszyt, w drzwiach nagle zjawiła się Caro. Elena odruchowo odrzuciła pamiętnik i zamarła z otwartymi ustami. Zachowała się jak pięciolatka. Było jej głupio.
- Eleno wolisz... - Caroline także zamarła.
Między nimi nastała niezręczna cisza.
- O mój Boże. Przeczytałaś - szepnęła blondynka, rozszerzając oczy.
Elena chciała zaprzeczyć, ale cokolwiek by powiedziała, zabrzmiałoby niedorzecznie.
- Kochanie, tak mi przykro, że dowiadujesz się w ten sposób! - zawołała, pobiegając do Eleny. Dziewczyna zamarła, kiedy Caroline się do niej przytuliła. - Rodzice na pewno cię kochali jak własną córkę.
- Że co? - spytała Elena. - Nie czytałam twojego pamiętnika!
Caroline znieruchomiała. Brunetka poczuła okropną gulę w gardle.
- Kurde, znowu za dużo powiedziałam - syknęła Caro, odsuwając się od przyjaciółki.
Elenę zalała lawina sprzecznych emocji. Z jednej strony chciała się śmiać, a z drugiej płakać.
- To żart? - spytała. Usłyszała, że jej głos drży. W tej chwili z oczu popłynęły jej łzy.
- Eleno...
- Nie Elenuj mi tu! - załkała. - Powiedz prawdę.
Caroline zamknęła oczy i wypuściła ze świstem powietrze nagromadzone w płucach.
- Byłaś adoptowana - odparła.
Wszystko co Elena tak starannie układała przez całe swoje życie, nagle runęło. Po prostu wszystko, w co wierzyła, straciło sens.
- Skąd wiesz? - spytała, prosząc, by Caroline nie miała tej informacji z pewnego źródła.
- Od Matta. Ktoś cię szukał, Eleno. Twoja mama. Była u Matta w barze - odparła Caroline spokojnie.
Elenie nie pozostało nic innego, jak tylko położyć się na łóżku i ukryć twarz w dłoniach.
Masakra. Tragedia. Istny cyrk na kółkach.
Ale nie poleżała tak długo, bo nagle zadzwonił jej telefon. Niechętnie sięgnęła do kieszeni i zobaczyła na wyświetlaczu numer Damona. Odebrała.
- Skarbie, gdzie jesteś? - spytał chłopak miłym tonem. Zbyt miłym.
- U Caroline - mruknęła. Nie powinien poznać, że płakała. A jednak.
- Co się dzieje? - spytał.
- Nic - odparła zwięźle.
- Słońce, jesteś dla mnie najważniejsza. Powiesz, co cię trapi? - poprosił. Elena mimowolnie się uśmiechnęła.
- To nie rozmowa na telefon - wyjaśniła pospiesznie.
- Jadę po ciebie - zakomunikował. Nie pytała, czy wie, gdzie mieszka Caroline. Zapewne i tak sam wiedział. Ten facet ją zadziwiał. - Zastanowiłaś się już nad moją propozycją?
- Tak - odparła Elena, kątem oka zauważając, że Caroline wychodzi z pokoju. I tak podsłuchiwała, to było oczywiste. - I się nie zgadzam.
Usłyszała westchnienie Damona.
- Kotku. Zastanów się jeszcze raz. Wiesz, jakie to dla mnie ważne - powiedział. Dałaby głowę, że właśnie marszczy brwi.
- Wiem, ale nie mogę ci pomóc - odparła spokojnie lecz stanowczo.
- Dobrze - warknął. Choć dzieliła ich spora odległość, poczuła dziwne dreszcze na plecach. Zamknęła oczy. Błagała, żeby odpuścił. Kochała go całym sercem, ale pomysł z pamiętnikiem był niedorzeczny. - Nie chciałem, żeby to się tak potoczyło, ale nie dajesz mi wyboru, kochanie.
Elena przełknęła ślinę. Miała nadzieję, że nie usłyszał, jak głośno.
- Albo mi pomożesz, albo Klaus dowie się, kto będzie prawdziwym tatą dziecka Caroline - powiedział z satysfakcją.
- Nie możesz - pisnęła Elena cicho, żeby Caro jej nie usłyszała.
- Wiesz, że mogę - odparł. - Jadę po ciebie - zakomunikował ostro i rozłączył się.
To był najgorszy dzień w jej życiu.
Z tego wszystkiego brzuch zaczął ją boleć tak okropnie, że zaczęła płakać.
###
MOJE KOCHANE!
PO PIERWSZE: SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA ŻYCZENIA! KOCHAM WAS :*
DWA: ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ ILOVEDAMON, MOJEJ BLIŹNIACZCE XD ILSM ♡
TRZY: MAŁO DELENY - OWSZEM. ALE NIECH MNIE STRUŚ KOPNIE, JEŚLI CAŁY NASTĘPNY ROZDZIAŁ NIE BĘDZIE IM POŚWIĘCONY!
CZTERY: NA tvdopowiadanie.blog.pl pojawił się epilog :)
Jeszcze raz dziękuję!
Nie czuła się niezręcznie, tak, jak wtedy, kiedy przytulała się do Matta. Nie była zdystansowana ani zaniepokojona. Nie myślała o tym, że to nieodpowiednie. Po prostu się uśmiechnęła.
Zrozumiała, że odnalazła tego, kogo szukała. Tego jedynego.
- Też cię kocham - odparła Elena.
Zorientowała się, że Damon powinien być smutny czy nawet zły.
To był ten dzień. Rocznica śmierci jego mamy oraz taty. Rocznica zabójstwa ojca. A oni stali przed bramą cmentarza i obejmowali się, obojętni na wszystko. Jakby Damon nie był częścią tego wszystkiego. Jakby żyli w innym świecie.
Elena poczuła ostry ucisk w brzuchu.
To nerwy, pomyślała. Musiała się uspokoić.
- Damonie - usłyszała głos ze swojej prawej strony. Odwróciła się do mężczyzny ubranego w dżinsy i czarną koszulę. Był blondynem o ostrych rysach twarzy i oczach koloru igieł sosny. Wyglądał na zmęczonego, ale także smutnego.
Stefan, pomyślała Elena. Ten gwałciciel, brat Damona, przed którym przestrzegał ją Klaus. Jednak mimo wszystko się uśmiechnęła. To wszystko wyglądało na głupi żart. Ten chłopak nie wyglądał nawet na takiego, który mógłby skrzywdzić muchę.
- Tak? - spytał Damon wesoło. Stefan zmarszczył brwi.
- Powinniśmy iść - powiedział. Potem spojrzał na Elenę i po chwili wyciągnął do niej rękę. - Stefan, brat Damona.
Dziewczyna chciała wyciągnąć rękę, ale mocny uścisk czarnowłosego jej na to nie pozwolił. Nie chciała się z nim szamotać, więc od razu odpuściła.
- Elena - przedstawiła się grzecznie.
Stefan spojrzał na brata, a potem opuścił rękę. Westchnął jeszcze i posłał Elenie przelotne spojrzenie.
- Chodź już Damon - powtórzył cierpko, jakby wcale nie chciał tego mówić. A potem zniknął za bramą.
- Nie chcę, żebyś z nim gadała - powiedział Damon, odwracając Elenę przodem do siebie. Patrzył jej prosto w oczy. Mówił ciepłym tonem, ale palce, które niemal wbijały się Elenie w skórę sugerowały, że nie przyjmie protestu.
- Dlaczego? - zdziwiła się. - Wcale nie wygląda na...
- Ja też nie wyglądam na mordercę - syknął Damon cicho, lecz ostro.
Coś czaiło się w tych jego oczach. Tajemnica, zagadka, rezerwa. Obrzydzenie.
- Dobrze - wydusiła Elena w końcu. Tego dnia naprawdę nie chciała się z nim wdawać w dyskusję.
###
Po zakończeniu uroczystości, na cmentarzu, w której uczestniczyło zadziwiająco dużo osób, zrobił się mały zamęt. Kilka starszych pań ubranych w ciemne garsonki i kapelusze podeszło do nagrobka i złożyło na nim kwiaty, ocierając krokodyle łzy.
- To ciotki z Londynu - poinformował Elenę Damon. - Nie odzywaj się do nich, najlepiej unikaj. Nie mają o mnie i Stefanie dobrego zdania, bo kiedyś...
- Damon! Kochanie, prawie cię nie poznałam!
Elena miała ochotę się roześmiać, ale nie wypadało, gdyż niska kobieta o skrzekliwym głosiku była już obok chłopaka i uśmiechała się szeroko. W jej wyglądzie rzuciły się Elenie oczy kobiety - niebieskie jak zimowe niebo, prawie szare. Jaśniejsze od tych Damona.
- Zmężniałeś - dodała z dumą, poprawiając czarną koszulę chłopaka.
- Babciu - odchrząknął znacząco Damon, chwytając staruszkę za ramiona. - Ostatnim razem widzieliśmy się rok temu. Nie gadaj głupot.
- A to twoja koleżanka? - spytała prosto z mostu staruszka, patrząc ciepło na Elenę i uśmiechając się.
Damon spojrzał na dziewczynę bez jakichkolwiek emocji.
- Tak. Koleżanka - powiedział.
Zabolało. Dlaczego nie powiedział, że jest jego dziewczyną?
Ale wytłumaczyła sobie to. Przecież babci z pewnością chodziło właśnie o dziewczynę. Na pewno.
- Damon, tak bardzo wam współczuję - odezwała się jakaś inna kobieta. Elena zauważyła, że jest to jedna z tych ciotek z Londynu. Rzeczywiście, miała Brytyjski akcent.
Chłopak włożył ręce w kieszenie spodni i ułożył usta w wąską linię.
Elena widziała, jak się męczy. Miał ochotę zapalić. Ale chyba to nie głód nikotyny był główną przyczyną jego rozstrojenia.
Nikt nie wiedział. Nikt nie miał pojęcia, co tak naprawdę się stało rok wcześniej. Żadna z tych płacących nieszczerze, albo i całkiem szczerze, kobiet nie wiedziała, że otrucie lekami Rachel Salvatore nie było przypadkiem, a śmierć jej męża to nie wina zawału spowodowanego szokiem. Nie śmiały nawet pewnie pomyśleć, że mężczyzna, któremu tak szczerze współczują, jest mordercą własnego ojca.
- Może przyjedziecie do mnie...
- Twoja mama byłaby dumna z takiego syna...
- Pamiętam, jak się uśmiechała...
- Ależ oni podobni do ojca!
Elena sama miała dość. Do jej głowy napłynęły przykre wspomnienia z pogrzebu rodziców. Wiedziała, co czuje teraz Damon. Niepewność. Zażenowanie. Może i smutek. Na pewno złość, chęć wyrwania się stąd i ucieczki w ciszę.
Zauważyła, że Stefan próbuje dostać się do brata, grzecznie, ale stanowczo przepychając się między ludźmi, którzy już zdążyli odstąpić ją i Damona.
Spojrzała na blondyna wymownie. Skinął głową. Rozumieli się bez słów. Trzeba to skończyć.
Ale Damon już najwyraźniej wymruczał jakąś uwagę, bo kilka kobiet stojących wokół niego ucichło. Stały teraz z otwartymi ustami i gapiły się na chłopaka z niedowierzaniem.
- Powiedziałem - powtórzył już głośno Damon. - Zamknijcie się, do kurwy nędzy.
Jego oczy ciskały pioruny. Na szczęście nie patrzył na nikogo. Gapił się w niebo, tego dnia szare i brzydkie. Elena zauważyła, że ilekroć uczestniczyła w jakiejś ceremonii na cmentarzu, pogoda była pod psem.
- Damon - Stefan wreszcie dostał się do brata i chwycił go za ramię. - Chodź już.
Po długiej chwili ludzie zrozumieli. Zaczęli się rozchodzić. Tylko kilka nadgorliwych ciotek oraz babcia zostało i gapiło się, jak Damon w końcu się rozluźniła, a potem siada na środku chodnika i chowa twarz w dłoniach.
- Uspokój się - mruknął Stefan, przykucając przy bracie.
- Jestem spokojny jak cholera - powiedział ostro Damon. - Odwal się.
- Damon - Elena także przykucnęła obok chłopaka. - Idź zapal, co?
Sama zdziwiła się na te słowa. Ale stwierdziła, że to mu pomoże. Tylko dzisiaj.
Damon zaśmiał się gorzko i spojrzał na nią z dziwnym wyrazem twarzy.
- Ty mnie namawiasz? - spytał, mrużąc oczy i delikatnie przedłużając sylaby.
Przytaknęła ruchem głowy.
- Niezły pomysł, kochanie - powiedział. Mówił już spokojniej, ale przed Eleną nie ukryło się nic - ani drżące palce, ani złowieszczy błysk w oku. Wstał, a potem nie zaszczyciwszy spojrzeniem żadnej z fałszywych ciotek, zniknął gdzieś w tłumie.
- Szuka Alarica - wyjaśnił Stefan. - Teraz Damon nie nosi przy sobie fajek. To chyba dzięki tobie, Eleno - powiedział z uśmiechem. - Jak to zrobiłaś?
- Nie wiem - mruknęła, pamiętając, że Damon nie pozwolił jej rozmawiać z jego bratem. Ale nie chciała być niemiła. To nie leżało w jej naturze.
Zostali sami. Ludzie jeszcze krzątali się przy nagrobkach i rzucali im ciekawskie spojrzenia.
- Wiem, że Damon ci wszystko powiedział - wyznał Stefan trochę niepewnie i cicho. - To, co się stało...
- Nie ma znaczenia - przerwała mu Elena. Zaczęła bawić się dużym guzikiem od kurtki.
- Owszem, ma - syknął Stefan. - Musisz być czujna.
- Bo co? Bo mnie zabije? - prychnęła. Była zła. Stefan był już drugą osobą, która przestrzegała ją przed Damonem.
- Cicho - powiedział chłopak, rozglądając się nerwowo wokoło. Na szczęście nikt ich nie obserwował. - Nie o to chodzi. On... ma głupie pomysły. I często miewa ukryte intencje.
- On mnie kocha - szepnęła dziewczyna, wreszcie spoglądając mu w oczy. Wydawał się być naprawdę zdenerwowany i przejęty. - Zresztą... ty też nie jesteś święty z tego co wiem.
- Nie twierdzę, że cię nie kocha - powiedział spokojnie. Przeczesał dłonią ciemnoblond włosy i włożył ręce do kieszeni dżinsów. - Po prostu jest dupkiem, bawi się. Lubi się bawić, choćby nie wiem ile zaprzeczał - powiedział. - A jeśli chodzi o mnie, to masz rację. Przechodziłem załamanie. I postępowałem niewłaściwe, nawet bardzo. Ale wyszedłem na prostą. I chcę zapomnieć o tym, co zrobiłem - wyznał.
- Co masz na myśli mówiąc, że Damon się bawi? - spytała Elena cicho, rozglądając się, czy oby chłopak już nie wraca.
Zauważyła go, wracał pustym już prawie chodnikiem.
- Pamiętnik - rzucił krótko Stefan i odwrócił się na pięcie.
To by było na tyle.
Pamiętnik? Jaki pamiętnik?
Ale kiedy Damon do niej podszedł, zapomniała o całym Bożym świecie.
Wydawało się, że jest spokojniejszy. Uśmiechał się nawet do niej, zauważyła, że błyszczą mu oczy. Zaciekawiło ją, o czym myślał.
- Czasem miewasz dobre pomysły - powiedział, ucałowywując jej policzek. Poczuła jego oddech na szyi. Przypomniał się jej wieczór, kiedy uratował jej życie.
- Czasem? - spytała zadziornie.
Pragnęła, aby ją pocałował.
- Słuchaj, muszę dziś zdobyć ten pamiętnik pradziadka - zmienił temat. Złapał w palce kosmyk jej brązowych włosów i wbił w niego wzrok. Czarne rzęsy przysłoniły jego oczy, ale Elena zdołała wyczytać po ułożeniu jego warg, że jest zniecierpliwiony.
- A po co ci on? - spytała zaciekawiona. Damon dużo mówił o pamiętniku, ale nadal nie wyznał, co nim kieruje.
- Pamiątka rodzinna - powiedział szybko. Za szybko. - To co Salvatore'ów, musi być u Salvatore'ów - dodał szorstko.
- Ty chcesz go ukraść - zaoponowała, strącając jego palce. - A ty kochanie mi pomożesz - odparł pewnie, obejmując ją w talii i zmuszając, by spojrzała mu w oczy.
Zbliżył się jeszcze bardziej. Elena poczuła, że jej serce przyspiesza. Mimowolnie otworzyła usta, a Damon odebrał to jako zaproszenie i dotknął wargami jej usta.
- A skąd ta pewność? - spytała cicho, siląc się na spokój. Ale nie mogła powstrzymać tego, co czuła w obecności Damona.
- Bo mnie kochasz - odparł. - Bo nawet jeszcze cię nie pocałowałem, a ty już wariujesz - zaśmiał się z ustami przy jej twarzy.
Elena zaczerwieniła się lekko i spróbowała odepchnąć chłopaka. Jednak ten trzymał ją w żelaznym uścisku.
- Ja z miłości jeszcze nie zgłupiałam - odparła hardo. - Zrobię wszystko, ale nie pomogę ci w kradzieży.
Damon mruknął pod nosem coś, co Elena nie do końca zrozumiała.
- Co mówisz? - spytała, marszcząc brwi.
- Jeszcze zobaczymy, skarbie - powtórzył trochę wyraźniej. Potem pocałował ją w usta i odszedł.
###
Tego popołudnia Elena postanowiła odwiedzić Caroline, korzystając z tego, że George gdzieś wyparował. Nie widziała go oglądać dwóch dni, ale nie przejęła się tym. Dla niej tak było lepiej. Wreszcie była wolna.
Caroline wyglądała naprawdę dobrze. Wręcz tryskała energią.
- Wejdź kochanie! - zawołała od progu z wielkim uśmiechem na twarzy. Blond loki pięknie układały się jej na ramionach a niebieskie oczy błyszczały.
- Jak tam u ciebie? - spytała Elena, która na początku zdenerwowana dziwnym zachowaniem Damona, teraz zaczęła uśmiechać się pod wpływem przyjaciółki. Brudne myśli opuściły ją w momencie, w którym blondynka wpuściła ją do środka.
- Powiedziałem Klausowi o dziecku - odparła z entuzjazmem. Po jej minie Elena stwierdziła, że chłopak się ucieszył.
- I? - spytała, ciekawa szczegółów, przygryzając wargę. Caroline uśmiechnęła się zagadkowo.
- On będzie najlepszym ojcem na świecie - westchnęła rozmarzona, wprowadzając Elenę do swojego pokoju. Jak zwykle panował tam idealny porządek. Brunetka usiadła na zasłanym zieloną kapą łóżku i spojrzała na szczęśliwą Caro.
- Nie wątpię - przytaknęła. Z żalem pomyślała o Damonie. Kochała go, ale to była inna miłość. Bardziej namiętna niż delikatna. Ostatnio zaczął ją nawet przerażać.
- Zrobię ci kawę - powiedziała blondynka i zanim Elena zdążyła zareagować, Caroline już nie było.
Brunetka położyła się więc na łóżku z zamiarem pogapienia się na sufit przyjaciółki, który pokrywały przeróżne zdjęcia, także jej i Bonnie. Nie mogła jednak tego zrobić, bo zorientowała się, że pod kapą jest coś twardego. Wiedziona wrodzoną ciekawością wyjęła spod pościeli różowy zeszyt w twardej oprawie. Nie wiedziała, że Caroline prowadzi pamiętnik!
Postanowiła zajrzeć do środka. Tylko jedno małe zerknięcie.
Ale kiedy otwierała zeszyt, w drzwiach nagle zjawiła się Caro. Elena odruchowo odrzuciła pamiętnik i zamarła z otwartymi ustami. Zachowała się jak pięciolatka. Było jej głupio.
- Eleno wolisz... - Caroline także zamarła.
Między nimi nastała niezręczna cisza.
- O mój Boże. Przeczytałaś - szepnęła blondynka, rozszerzając oczy.
Elena chciała zaprzeczyć, ale cokolwiek by powiedziała, zabrzmiałoby niedorzecznie.
- Kochanie, tak mi przykro, że dowiadujesz się w ten sposób! - zawołała, pobiegając do Eleny. Dziewczyna zamarła, kiedy Caroline się do niej przytuliła. - Rodzice na pewno cię kochali jak własną córkę.
- Że co? - spytała Elena. - Nie czytałam twojego pamiętnika!
Caroline znieruchomiała. Brunetka poczuła okropną gulę w gardle.
- Kurde, znowu za dużo powiedziałam - syknęła Caro, odsuwając się od przyjaciółki.
Elenę zalała lawina sprzecznych emocji. Z jednej strony chciała się śmiać, a z drugiej płakać.
- To żart? - spytała. Usłyszała, że jej głos drży. W tej chwili z oczu popłynęły jej łzy.
- Eleno...
- Nie Elenuj mi tu! - załkała. - Powiedz prawdę.
Caroline zamknęła oczy i wypuściła ze świstem powietrze nagromadzone w płucach.
- Byłaś adoptowana - odparła.
Wszystko co Elena tak starannie układała przez całe swoje życie, nagle runęło. Po prostu wszystko, w co wierzyła, straciło sens.
- Skąd wiesz? - spytała, prosząc, by Caroline nie miała tej informacji z pewnego źródła.
- Od Matta. Ktoś cię szukał, Eleno. Twoja mama. Była u Matta w barze - odparła Caroline spokojnie.
Elenie nie pozostało nic innego, jak tylko położyć się na łóżku i ukryć twarz w dłoniach.
Masakra. Tragedia. Istny cyrk na kółkach.
Ale nie poleżała tak długo, bo nagle zadzwonił jej telefon. Niechętnie sięgnęła do kieszeni i zobaczyła na wyświetlaczu numer Damona. Odebrała.
- Skarbie, gdzie jesteś? - spytał chłopak miłym tonem. Zbyt miłym.
- U Caroline - mruknęła. Nie powinien poznać, że płakała. A jednak.
- Co się dzieje? - spytał.
- Nic - odparła zwięźle.
- Słońce, jesteś dla mnie najważniejsza. Powiesz, co cię trapi? - poprosił. Elena mimowolnie się uśmiechnęła.
- To nie rozmowa na telefon - wyjaśniła pospiesznie.
- Jadę po ciebie - zakomunikował. Nie pytała, czy wie, gdzie mieszka Caroline. Zapewne i tak sam wiedział. Ten facet ją zadziwiał. - Zastanowiłaś się już nad moją propozycją?
- Tak - odparła Elena, kątem oka zauważając, że Caroline wychodzi z pokoju. I tak podsłuchiwała, to było oczywiste. - I się nie zgadzam.
Usłyszała westchnienie Damona.
- Kotku. Zastanów się jeszcze raz. Wiesz, jakie to dla mnie ważne - powiedział. Dałaby głowę, że właśnie marszczy brwi.
- Wiem, ale nie mogę ci pomóc - odparła spokojnie lecz stanowczo.
- Dobrze - warknął. Choć dzieliła ich spora odległość, poczuła dziwne dreszcze na plecach. Zamknęła oczy. Błagała, żeby odpuścił. Kochała go całym sercem, ale pomysł z pamiętnikiem był niedorzeczny. - Nie chciałem, żeby to się tak potoczyło, ale nie dajesz mi wyboru, kochanie.
Elena przełknęła ślinę. Miała nadzieję, że nie usłyszał, jak głośno.
- Albo mi pomożesz, albo Klaus dowie się, kto będzie prawdziwym tatą dziecka Caroline - powiedział z satysfakcją.
- Nie możesz - pisnęła Elena cicho, żeby Caro jej nie usłyszała.
- Wiesz, że mogę - odparł. - Jadę po ciebie - zakomunikował ostro i rozłączył się.
To był najgorszy dzień w jej życiu.
Z tego wszystkiego brzuch zaczął ją boleć tak okropnie, że zaczęła płakać.
###
MOJE KOCHANE!
PO PIERWSZE: SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA ŻYCZENIA! KOCHAM WAS :*
DWA: ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ ILOVEDAMON, MOJEJ BLIŹNIACZCE XD ILSM ♡
TRZY: MAŁO DELENY - OWSZEM. ALE NIECH MNIE STRUŚ KOPNIE, JEŚLI CAŁY NASTĘPNY ROZDZIAŁ NIE BĘDZIE IM POŚWIĘCONY!
CZTERY: NA tvdopowiadanie.blog.pl pojawił się epilog :)
Jeszcze raz dziękuję!
wtorek, 8 lipca 2014
Rozdział XI
Niedzielny ranek. Stefan, nie przejmując się tym, że jego brat jeszcze śpi, z hukiem zamknął frontowe drzwi i zaczął głośno gwizdać melodię, która ostatnio utkwiła mu w głowie. On wyspał się już dwie godziny wcześniej, zdążył nawet zrobić poranny, ostry trening.
Podszedł do Damona, który zasnął na kanapie.
- Zamknij się - mruknął czarnowłosy, chowając głowę w oparcie mebla.
- Matty dostanie w zęby - zaśmiał się Stefan, widząc, że brat ma kaca. Wiedział, że upił się on w barze. - Tobie zresztą też nie odpuszczę - dodał i szturchnął go kolanem w plecy. - Wstawaj dziadku.
Damon zaklął pod nosem, ale kiedy Stefan nie przestawał go dręczyć, oddał mu mocny cios lewą nogą.
Stefan, wcale niezrażony, znów zaczął nucić piosenkę i wyszedł na chwilę z pokoju, żeby potem z uśmiechem na ustach oglądać, jak potężne cielsko Killera przygniata Damona, a szorstki język psa ociera się o jego blade policzki.
- Idiota! - zawołał wkurzony Damon, zeskakując z kanapy. Czarne włosy sterczały mu dookoła głowy, a pod oczami miał sine wory.
- O której wróciłeś? - spytał Stefan już całkiem poważnie. Killer zniechęcony krzykiem Damona usiadł w kącie i zaskomlał.
- Nie twój pieprzony interes - odburknął, ściągając pomiętą koszulkę.
- Jasne - mruknął Stefan. - Na czym w ogóle stoimy? W kwestii z pamiętnikiem.
- Przestań zadawać pytania! - zawołał Damon, kierując się do kuchni. Blondyn westchnął i złapał go za ramię.
- Ogarnij się, bo może się to źle skończyć - powiedział, patrząc bratu w oczy. - Wiesz, co robisz?
- A nie ufasz mi? - syknął Damon i wyrwał się z uścisku.
Stefan ruszył za nim. Schował ręce w kieszeniach czarnych dresów i westchnął, obserwując, jak brat szuka czegoś do picia w lodówce.
- Jakoś nie mogę się zdobyć na coś takiego - odparł.
Damon odpuścił przeszukiwanie lodówki i odwrócił się do brata z dziwną miną.
- Cały rok żyliśmy w zgodzie - powiedział chłodno. - Coś się zmieniło? Coś, do cholery, nagle jest źle?! - spytał szorstko Damon, mrużąc oczy jak zwierzę gotowe do ataku.
- Tak - odparł Stefan, siląc się na spokój. - Myślałem ostatnio bardzo dużo...
- Więc lepiej nie myśl! - zawołał Damon, strącając w niekontrolowanym odruchu pusty dzbanek na kawę. Głuchy brzęk wypełnił kuchnię, a szkło rozprysło się na całe pomieszczenie. Damon zamarł i przez chwilę tylko gapił się w podłogę, konkretnie na czerwoną plastikową rączkę od naczynia.
- Ktoś musi - powiedział Stefan ostro. - Wiesz co? - syknął. - Na początku to było dobre. Zabawa w złych chłopców skrzywdzonych przez świat. Ale to nie pozwoliło mi zapomnieć. Ani na chwilę - powiedział, wyciągając ręce z kieszeni i zaciskając je na blacie. - Ale ja tak nie mogę. I ty też nie jesteś już tym słynnym Damonem Salvatore, postrachem ulicy, jakim byłeś rok czy pół roku temu. Zmieniasz się - wyznał. - To cię dopada. Poczucie winy. I dopadnie prędzej czy później.
Damon spojrzał na brata wilkiem i otworzył usta w niedowierzaniu. Oddychał szybko. Jeszcze raz rzucił okiem na odłamki szkła na podłodze i znów spojrzał na Stefana.
- Nie będę już taki jak kiedyś. Nie oczekuj ode mnie tego, czego nie można już zrobić w żaden sposób - powiedział chłodno i nie zważając na szkło wyszedł z kuchni, kierując się na górę, do swojego pokoju.
A najgorsze w tym wszystkim było to, że Stefan miał rację. Zabił ojca. A sumienie już trzymało go za jedną nogę. I chciało go zamordować, zjeść żywcem.
###
Elena obudziła się z nowym jej uczuciem. Pomyślała, że może to zmiana pogody, albo też fakt, że zmieniła pościel poprzedniego wieczora.
Ale nie.
To uczucie pochodziło z wewnątrz. Pierwszy raz od bardzo dawna czuła się naprawdę dobrze.
Z uśmiechem na ustach wyskoczyła z łóżka i podeszła do białej toaletki. Zauważyła, że skóra na jej policzkach jest zaróżowiona. Pierwszy raz od bardzo dawna czuła się dobrze w swoim ciele. Wszystko wydawało się być radosne i kolorowe, liście zieleńsze, niebo bardziej niebieskie. Ona ładniejsza. Damon... Nie. On już nie mógł być bardziej perfekcyjny.
Spojrzała na zegar - wskazywał dopiero siódmą. Była niedziela, więc została sama w domu. George udał się do rodziny w ramach wolnego. W południe miała wpaść Jenna.
Może kiedyś by ją to zmartwiło. Byłaby może zła, czy coś. Ale teraz... poczuła, że nie straszna jej nawet poważna i zapracowana ciotka Jenna.
Była szczęśliwa. Pierwszy raz od bardzo dawna.
Z uśmiechem na ustach usiadła na łóżku i zaczęła wspominać poprzedni dzień. Damon wyznał jej prawdę na temat śmierci jego matki. Opowiedział, dlaczego ją uratował. Byłaby zimną suką, gdyby jej to wszystko nie ruszyło.
A potem... Potem poszli na spacer. I całował ją. Najpierw delikatnie. Ale chciał więcej. Ona też. Pamiętała dokładnie twardą korę drzewa i sposób, w jaki drażniła jej plecy. Ale jego usta były miękkie, wynagradzające całą tą niedogodność.
A potem nie pamiętała. Nie zarejestrowała tego, jak wsiedli do samochodu. Jak podsadził ją do okna. Wiedziała, że to się stało, lecz jej umysł nie zapisał obrazów.
Ale zapamiętała, co czuła.
I to było najlepsze uczucie na ziemi. Ten, kto nie zaznał miłości, nie będzie umiał sobie tego wyobrazić.
Tak. Kochała go. Kochała Damona Salvatore do szaleństwa.
Ze wszystkimi wadami. Z przeszłością. Pragnęła go całego. Tu i ...
- Słońce, już nie śpisz?
Wzdrygnęła się, zaskoczona. Ton jego głosu - zachrypnięty, uwodzicielski, wprawił ją niemal w euforię. Odwróciła się pospiesznie i zobaczyła, jak Damon zgrabnym ruchem wskakuje do jej pokoju.
Zamarła z zachwytu. Myliła się. Był jeszcze bardziej perfekcyjny niż wczoraj. Widziała, że dopiero wstał, bo jego włosy były w nieładzie, jeszcze nawet nie do końca zdążyły wyschnąć po porannym prysznicu. Podszedł do niej i spojrzała mu w oczy, błękitne i przejrzyste, patrzące na nią figlarnie.
Uśmiechnęła się.
Zaskoczył Elenę. Po prostu ją popchnął i znalazł się tuż nad nią, z ustami muskającymi jej szyję. Przyparł mocno do jej ciała, aż poczuła jego biodra, mimo swoich i jego spodni.
Niemo błagała, by w końcu dotknął jej gorących i spragnionych warg. Objęła jego szyję i przeczesała drobnymi palcami czarne włosy Damona.
Rozpalał w niej jakiś płomień, który dotąd pozostawał uśpiony w zakamarkach jej umysłu. Uśmiechnęła się czując, że pocałunki Damona zaczynają ją łaskotać. Zaśmiała się cicho.
- Dlaczego nie zostałem na noc? - mruknął nisko. - Tak cholernie tęskniłem...
- Tak, że wstałeś o siódmej rano? - zaśmiała się, zmuszając chłopaka w końcu, by na nią spojrzał.
- Oczywiście - powiedział, ucałowywując jej policzek i kładąc się obok niej. - Dla ciebie mogę nawet wstać o siódmej rano, byleby cię tylko zobaczyć.
Uśmiechnęła się lekko.
- Ale dużo bardziej wolałbym, gdybyśmy budzili się o pierwszej w południe, ale mieli za sobą nieprzespaną noc - dodał i cmoknął Elenę w usta.
Dziewczyna zarumieniła się na te słowa, ale Damon tego nie zauważył, bo przycisnął swoje wargi do jej pełnych, różowych ust i pocałował żarliwie, kreśląc kółka na jej brzuchu.
Chłonął ją całą. Brał wszystko, co chciał. Wysysał jej duszę z każdym swoim oddechem, każdym pocałunkiem, dotykiem jej rozpalonej skóry.
A Elena zatracała się coraz bardziej i bardziej. Płynęła głębiej, choć wiedziała, że może nie starczyć jej powietrza, aby wrócić na powierzchnię.
###
Jenna zjawiła się na obiedzie naturalnie z Alarickiem. Zamówili oni wcześniej obiad w jakiejś włoskiej restauracji. Zjedli we względnym spokoju i usadowili w salonie, Alaric i Jenna na czerwonej skórzanej kanapie, a Elena zajęła duży fotel do kompletu mebli.
- Eleno, jakie masz plany na przyszłość? - spytał uprzejmie Rick, uśmiechając się.
To chyba oczywiste, że nie miała najmniejszej ochoty opowiadać o swoich przewidywaniach. Nie była jeszcze tak do końca pewna, co chce w życiu robić. Ale Alaric był naprawdę miłym facetem. Mogła zrobić wyjątek.
- Rozpocznę od października studia dziennikarskie - odparła uprzejmie.
Jenna uśmiechnęła się do Alarica, dumna z siostrzenicy. Dziennikarstwo było jej pomysłem. Elena wolałaby architekturę, projektowanie wnętrz czy budynków. Ale Jenna była nieugięta.
- Brawo. Przyszłościowy zawód - powiedział Alaric. - Wolałabyś gazetę czy telewizję? Bo z taką twarzą...
Jenna dźgnęła go łokciem w bok, więc nie dokończył zdania. Elena zignorowała ciotkę i uśmiechnęła się do mężczyzny.
- Rzeczywiście wolałabym telewizję - odparła. Zrobiła to na złość Jennie. Wiedziała, że tamta nie chce wpychać Eleny przed ekrany. Dlatego teraz miała niemałą satysfakcję.
- Tak się składa, że mam dla ciebie propozycję...
- To ja pójdę sprawdzić, czy mamy jakieś ciastka - powiedziała Jenna i wstała, poprawiając beżową spódnicę. Po chwili, kiedy zniknęła w przedpokoju, Alaric chrząknął znacząco.
- Powiem wprost, Eleno...
Dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie. Rick mógł jej załatwić staż! Niesamowite! Nie było tego po niej widać, ale w środku aż kipiała z podekscytowania.
- Twoja znajomość z Damonem nie prowadzi do niczego dobrego - stwierdził mężczyzna, patrząc jej prosto w oczy.
Elena zamarła zdezorientowana. Nie wiedziała, czy ma zaprzeczyć, że zna Damona, czy może się przyznać. Ale jej milczenie trwało już za długo.
- Wiem, co cię z nim łączy. I znam Damona prawie tak, jak jego brat - wyznał Alaric. - On cię skrzywdzi. Wykorzysta cię, by zdobyć pamiętnik i zostawi.
Elena poczuła dziwny ucisk w gardle.
- Nie prawda - zaprzeczyła szybko.
- Proszę, Eleno, nie brnij w to - powiedział mężczyzna błagalnie. Elena spojrzała mu w oczy, nieco ciemniejsze niż te Damona. Widziała w nich prawdę. Czuła, że Rick może mieć rację, ale po prostu nie chciała tego przyznać sama przed sobą.
- On mnie kocha - szepnęła dziewczyna, zaciskając dłonie na oparciu czerwonego fotela.
- Damon jest jak narkotyk - powiedział całkowicie poważnie Alaric, trochę zdenerwowany.
- Uzależnia? - prychnęła Elena, zakładając ręce na piersiach. Nie miała ochoty kontynuować tej rozmowy.
- Nie. Powoli cię zabija - odparł chłodno.
###
OSTATNIO JESTEM MNIEJ AKTYWNA, ALE WY TEŻ, TAKŻE... NIE JESTEM JEDYNĄ WINNĄ XD
DOSTAŁAM SIĘ DO SZKOŁY, POTEM OGNISKA, SPOTKANIA ZE ZNAJOMYMI..
SZKODA MI STAREJ KLASY. LUDZIE TAM BYLI NAPRAWDĘ ZAJEBIŚCI ;D
NASTĘPNEJ NOTKI SPODZIEWAJCIE SIĘ 19, W MOJE URODZINY, CHYBA ŻE BEDZIE PONAD 10 KOMENTARZY, TO BĘDZIE WCZEŚNIEJ :)
Podszedł do Damona, który zasnął na kanapie.
- Zamknij się - mruknął czarnowłosy, chowając głowę w oparcie mebla.
- Matty dostanie w zęby - zaśmiał się Stefan, widząc, że brat ma kaca. Wiedział, że upił się on w barze. - Tobie zresztą też nie odpuszczę - dodał i szturchnął go kolanem w plecy. - Wstawaj dziadku.
Damon zaklął pod nosem, ale kiedy Stefan nie przestawał go dręczyć, oddał mu mocny cios lewą nogą.
Stefan, wcale niezrażony, znów zaczął nucić piosenkę i wyszedł na chwilę z pokoju, żeby potem z uśmiechem na ustach oglądać, jak potężne cielsko Killera przygniata Damona, a szorstki język psa ociera się o jego blade policzki.
- Idiota! - zawołał wkurzony Damon, zeskakując z kanapy. Czarne włosy sterczały mu dookoła głowy, a pod oczami miał sine wory.
- O której wróciłeś? - spytał Stefan już całkiem poważnie. Killer zniechęcony krzykiem Damona usiadł w kącie i zaskomlał.
- Nie twój pieprzony interes - odburknął, ściągając pomiętą koszulkę.
- Jasne - mruknął Stefan. - Na czym w ogóle stoimy? W kwestii z pamiętnikiem.
- Przestań zadawać pytania! - zawołał Damon, kierując się do kuchni. Blondyn westchnął i złapał go za ramię.
- Ogarnij się, bo może się to źle skończyć - powiedział, patrząc bratu w oczy. - Wiesz, co robisz?
- A nie ufasz mi? - syknął Damon i wyrwał się z uścisku.
Stefan ruszył za nim. Schował ręce w kieszeniach czarnych dresów i westchnął, obserwując, jak brat szuka czegoś do picia w lodówce.
- Jakoś nie mogę się zdobyć na coś takiego - odparł.
Damon odpuścił przeszukiwanie lodówki i odwrócił się do brata z dziwną miną.
- Cały rok żyliśmy w zgodzie - powiedział chłodno. - Coś się zmieniło? Coś, do cholery, nagle jest źle?! - spytał szorstko Damon, mrużąc oczy jak zwierzę gotowe do ataku.
- Tak - odparł Stefan, siląc się na spokój. - Myślałem ostatnio bardzo dużo...
- Więc lepiej nie myśl! - zawołał Damon, strącając w niekontrolowanym odruchu pusty dzbanek na kawę. Głuchy brzęk wypełnił kuchnię, a szkło rozprysło się na całe pomieszczenie. Damon zamarł i przez chwilę tylko gapił się w podłogę, konkretnie na czerwoną plastikową rączkę od naczynia.
- Ktoś musi - powiedział Stefan ostro. - Wiesz co? - syknął. - Na początku to było dobre. Zabawa w złych chłopców skrzywdzonych przez świat. Ale to nie pozwoliło mi zapomnieć. Ani na chwilę - powiedział, wyciągając ręce z kieszeni i zaciskając je na blacie. - Ale ja tak nie mogę. I ty też nie jesteś już tym słynnym Damonem Salvatore, postrachem ulicy, jakim byłeś rok czy pół roku temu. Zmieniasz się - wyznał. - To cię dopada. Poczucie winy. I dopadnie prędzej czy później.
Damon spojrzał na brata wilkiem i otworzył usta w niedowierzaniu. Oddychał szybko. Jeszcze raz rzucił okiem na odłamki szkła na podłodze i znów spojrzał na Stefana.
- Nie będę już taki jak kiedyś. Nie oczekuj ode mnie tego, czego nie można już zrobić w żaden sposób - powiedział chłodno i nie zważając na szkło wyszedł z kuchni, kierując się na górę, do swojego pokoju.
A najgorsze w tym wszystkim było to, że Stefan miał rację. Zabił ojca. A sumienie już trzymało go za jedną nogę. I chciało go zamordować, zjeść żywcem.
###
Elena obudziła się z nowym jej uczuciem. Pomyślała, że może to zmiana pogody, albo też fakt, że zmieniła pościel poprzedniego wieczora.
Ale nie.
To uczucie pochodziło z wewnątrz. Pierwszy raz od bardzo dawna czuła się naprawdę dobrze.
Z uśmiechem na ustach wyskoczyła z łóżka i podeszła do białej toaletki. Zauważyła, że skóra na jej policzkach jest zaróżowiona. Pierwszy raz od bardzo dawna czuła się dobrze w swoim ciele. Wszystko wydawało się być radosne i kolorowe, liście zieleńsze, niebo bardziej niebieskie. Ona ładniejsza. Damon... Nie. On już nie mógł być bardziej perfekcyjny.
Spojrzała na zegar - wskazywał dopiero siódmą. Była niedziela, więc została sama w domu. George udał się do rodziny w ramach wolnego. W południe miała wpaść Jenna.
Może kiedyś by ją to zmartwiło. Byłaby może zła, czy coś. Ale teraz... poczuła, że nie straszna jej nawet poważna i zapracowana ciotka Jenna.
Była szczęśliwa. Pierwszy raz od bardzo dawna.
Z uśmiechem na ustach usiadła na łóżku i zaczęła wspominać poprzedni dzień. Damon wyznał jej prawdę na temat śmierci jego matki. Opowiedział, dlaczego ją uratował. Byłaby zimną suką, gdyby jej to wszystko nie ruszyło.
A potem... Potem poszli na spacer. I całował ją. Najpierw delikatnie. Ale chciał więcej. Ona też. Pamiętała dokładnie twardą korę drzewa i sposób, w jaki drażniła jej plecy. Ale jego usta były miękkie, wynagradzające całą tą niedogodność.
A potem nie pamiętała. Nie zarejestrowała tego, jak wsiedli do samochodu. Jak podsadził ją do okna. Wiedziała, że to się stało, lecz jej umysł nie zapisał obrazów.
Ale zapamiętała, co czuła.
I to było najlepsze uczucie na ziemi. Ten, kto nie zaznał miłości, nie będzie umiał sobie tego wyobrazić.
Tak. Kochała go. Kochała Damona Salvatore do szaleństwa.
Ze wszystkimi wadami. Z przeszłością. Pragnęła go całego. Tu i ...
- Słońce, już nie śpisz?
Wzdrygnęła się, zaskoczona. Ton jego głosu - zachrypnięty, uwodzicielski, wprawił ją niemal w euforię. Odwróciła się pospiesznie i zobaczyła, jak Damon zgrabnym ruchem wskakuje do jej pokoju.
Zamarła z zachwytu. Myliła się. Był jeszcze bardziej perfekcyjny niż wczoraj. Widziała, że dopiero wstał, bo jego włosy były w nieładzie, jeszcze nawet nie do końca zdążyły wyschnąć po porannym prysznicu. Podszedł do niej i spojrzała mu w oczy, błękitne i przejrzyste, patrzące na nią figlarnie.
Uśmiechnęła się.
Zaskoczył Elenę. Po prostu ją popchnął i znalazł się tuż nad nią, z ustami muskającymi jej szyję. Przyparł mocno do jej ciała, aż poczuła jego biodra, mimo swoich i jego spodni.
Niemo błagała, by w końcu dotknął jej gorących i spragnionych warg. Objęła jego szyję i przeczesała drobnymi palcami czarne włosy Damona.
Rozpalał w niej jakiś płomień, który dotąd pozostawał uśpiony w zakamarkach jej umysłu. Uśmiechnęła się czując, że pocałunki Damona zaczynają ją łaskotać. Zaśmiała się cicho.
- Dlaczego nie zostałem na noc? - mruknął nisko. - Tak cholernie tęskniłem...
- Tak, że wstałeś o siódmej rano? - zaśmiała się, zmuszając chłopaka w końcu, by na nią spojrzał.
- Oczywiście - powiedział, ucałowywując jej policzek i kładąc się obok niej. - Dla ciebie mogę nawet wstać o siódmej rano, byleby cię tylko zobaczyć.
Uśmiechnęła się lekko.
- Ale dużo bardziej wolałbym, gdybyśmy budzili się o pierwszej w południe, ale mieli za sobą nieprzespaną noc - dodał i cmoknął Elenę w usta.
Dziewczyna zarumieniła się na te słowa, ale Damon tego nie zauważył, bo przycisnął swoje wargi do jej pełnych, różowych ust i pocałował żarliwie, kreśląc kółka na jej brzuchu.
Chłonął ją całą. Brał wszystko, co chciał. Wysysał jej duszę z każdym swoim oddechem, każdym pocałunkiem, dotykiem jej rozpalonej skóry.
A Elena zatracała się coraz bardziej i bardziej. Płynęła głębiej, choć wiedziała, że może nie starczyć jej powietrza, aby wrócić na powierzchnię.
###
Jenna zjawiła się na obiedzie naturalnie z Alarickiem. Zamówili oni wcześniej obiad w jakiejś włoskiej restauracji. Zjedli we względnym spokoju i usadowili w salonie, Alaric i Jenna na czerwonej skórzanej kanapie, a Elena zajęła duży fotel do kompletu mebli.
- Eleno, jakie masz plany na przyszłość? - spytał uprzejmie Rick, uśmiechając się.
To chyba oczywiste, że nie miała najmniejszej ochoty opowiadać o swoich przewidywaniach. Nie była jeszcze tak do końca pewna, co chce w życiu robić. Ale Alaric był naprawdę miłym facetem. Mogła zrobić wyjątek.
- Rozpocznę od października studia dziennikarskie - odparła uprzejmie.
Jenna uśmiechnęła się do Alarica, dumna z siostrzenicy. Dziennikarstwo było jej pomysłem. Elena wolałaby architekturę, projektowanie wnętrz czy budynków. Ale Jenna była nieugięta.
- Brawo. Przyszłościowy zawód - powiedział Alaric. - Wolałabyś gazetę czy telewizję? Bo z taką twarzą...
Jenna dźgnęła go łokciem w bok, więc nie dokończył zdania. Elena zignorowała ciotkę i uśmiechnęła się do mężczyzny.
- Rzeczywiście wolałabym telewizję - odparła. Zrobiła to na złość Jennie. Wiedziała, że tamta nie chce wpychać Eleny przed ekrany. Dlatego teraz miała niemałą satysfakcję.
- Tak się składa, że mam dla ciebie propozycję...
- To ja pójdę sprawdzić, czy mamy jakieś ciastka - powiedziała Jenna i wstała, poprawiając beżową spódnicę. Po chwili, kiedy zniknęła w przedpokoju, Alaric chrząknął znacząco.
- Powiem wprost, Eleno...
Dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie. Rick mógł jej załatwić staż! Niesamowite! Nie było tego po niej widać, ale w środku aż kipiała z podekscytowania.
- Twoja znajomość z Damonem nie prowadzi do niczego dobrego - stwierdził mężczyzna, patrząc jej prosto w oczy.
Elena zamarła zdezorientowana. Nie wiedziała, czy ma zaprzeczyć, że zna Damona, czy może się przyznać. Ale jej milczenie trwało już za długo.
- Wiem, co cię z nim łączy. I znam Damona prawie tak, jak jego brat - wyznał Alaric. - On cię skrzywdzi. Wykorzysta cię, by zdobyć pamiętnik i zostawi.
Elena poczuła dziwny ucisk w gardle.
- Nie prawda - zaprzeczyła szybko.
- Proszę, Eleno, nie brnij w to - powiedział mężczyzna błagalnie. Elena spojrzała mu w oczy, nieco ciemniejsze niż te Damona. Widziała w nich prawdę. Czuła, że Rick może mieć rację, ale po prostu nie chciała tego przyznać sama przed sobą.
- On mnie kocha - szepnęła dziewczyna, zaciskając dłonie na oparciu czerwonego fotela.
- Damon jest jak narkotyk - powiedział całkowicie poważnie Alaric, trochę zdenerwowany.
- Uzależnia? - prychnęła Elena, zakładając ręce na piersiach. Nie miała ochoty kontynuować tej rozmowy.
- Nie. Powoli cię zabija - odparł chłodno.
###
OSTATNIO JESTEM MNIEJ AKTYWNA, ALE WY TEŻ, TAKŻE... NIE JESTEM JEDYNĄ WINNĄ XD
DOSTAŁAM SIĘ DO SZKOŁY, POTEM OGNISKA, SPOTKANIA ZE ZNAJOMYMI..
SZKODA MI STAREJ KLASY. LUDZIE TAM BYLI NAPRAWDĘ ZAJEBIŚCI ;D
NASTĘPNEJ NOTKI SPODZIEWAJCIE SIĘ 19, W MOJE URODZINY, CHYBA ŻE BEDZIE PONAD 10 KOMENTARZY, TO BĘDZIE WCZEŚNIEJ :)
sobota, 21 czerwca 2014
Rozdział X
Drogi Pamiętniku!
Ludzie nie mogą być dzieleni na kategorie. Nikt nie jest całkowicie dobry, ani tak samo nie istnieją ludzie źli do szpiku kosci. Ta dziewczyna, która codziennie w szkole jest najgrzeczniejsza i ma najlepsze oceny, w domu może wyżywać się na młodszym rodzeństwie. Zaś ten chłopak, który co dzień wszczyna bójki i nigdy nie jest przygotowany, zajmuje się siostrzyczkami lepiej niż ktokolwiek
z rodziny.
Nikt nie jest tym, kim się wydaje.
Nikt nie zasługuje na potępienie ze strony ludzi i szufladkowanie do określonych kategorii.
Damon nie urodził się mordercą. Nie miał w planach zabić ojca zeszłego lata. To był impuls. Powiedział mi, że to było wtedy dla niego jedyne wyjście. Ale nie wyjaśnił, co tak naprawdę się stało. Ukrywa przede mną wszystko, co dotyczy jego mamy. Myślę, że nadal bardzo to przeżywa. Przeszłość snuje się za nim jak cień i nie może jej zgubić. I nigdy nie zgubi. Bo o to właśnie chodzi - to, co było, jest częścią teraźniejszości. Cień zniknie dopiero po naszej śmierci.
###
- Nie wyskoczę!
Nadeszła sobota. Po piątkowych wydarzeniach życie Eleny obróciło się o 180°. To dziwne, że minął zaledwie jeden dzień. Wydawało jej się, jakby przeżyła z Damonem kilka pięknych lat.
- No dalej! - zawołał Damon, który stał na podwórku pod jej oknem i wyciągał ręce. - Złapię cię!
Odległość może nie była porażająco duża, ale Elena i tak się bała. Nigdy nie musiała skakać z okna. Nigdy wcześniej nie wymykała się z domu.
Pokonując strach weszła na parapet, zamknęła oczy i z duszą na ramieniu puściła się framugi. Skacząc, poczuła dziwny ucisk w głowie, ale nie krzyczała. Zagryzła wargę tak mocno, że aż poczuła metaliczny posmak krwi. Bała się, że za chwilę wyląduje na twardej ziemi i połamie sobie kości. Ale nic takiego się nie stało. Poczuła, jak silne ramiona łapią ją pewnie.
- Otwórz oczy - zaśmiał się Damon.
Elena niepewnie wypełniła polecenie i zobaczyła śliczne błękitne niebo i identyczne kolorem oczy chłopaka z czarną obwódką rzęs.
- Było całkiem fajnie - stwierdziła nieśmiało, uśmiechając się.
- Podobało ci się skakanie z okna? - spytał, stawiając ją na ziemi.
- Najbardziej ten ostatni etap - powiedziała.
- A mnie ten pierwszy - odparł, wtulając twarz w jej włosy. Przewyższał ją niemal o głowę. - Z tej perspektywy wyglądałaś seksownie, kiedy stałaś na tym parapecie.
Klepnął ją zadziornie w tyłek, a kiedy zrobiła naburmuszoną minę, zaśmiał się i pocałował ją w geście przeprosin.
- Gdzie mnie zabierasz? - spytała, kiedy już przyglądał jej się z bardzo niewielkiej odległości.
- Zobaczysz - powiedział tajemniczo. - Spodoba ci się.
Pociągnął Elenę za rękę w kierunku zaparkowanego w ukrytym miejscu motocykla. Piękna, duża, czarna maszyna stała w cieniu kilku brzóz rosnących przy drodze. Damon podał dziewczynie lśniący czarny kask, na którym widniał bardzo realistyczny rysunek ludzkiej czaszki.
- A ty? - spytała widząc, że Damon będzie jechał bez ochrony głowy.
- Dam radę - powiedział, puszczając jej oczko. - Stefan rozwalił swój kask przedwczoraj, więc nie mogłem pożyczyć.
- Co mu się stało? - zainteresowała się Elena, usadawiając się za Damonem na motorze.
- Nic - odparł lakonicznie. - Jest twardy. To rodzinne - dodał. Usłyszała w jego głosie nutkę rozbawienia.
Założyła kask, objęła Damona w pasie i wyjechali prosto w centrum Waszyngtonu.
###
Mała wzrostem Bonnie Bennet, rudowłosa przyjaciółka Eleny, dziarskim krokiem przemierzała ulicę Maple w Mystic Falls. Minęła pusty teraz dom Gilbertów i ogarnął ją smutek. Poczuła coś dziwnego. Zdała sobie nagle sprawę, że wszystko w życiu przemija. Ludzie rodzą się i umierają, i jest to naturalna kolej rzeczy. Ale Elenę dotknęło ogromne nieszczęście. Straciła wszystkich - rodziców, brata Jeremiego...
Bonnie nerwowym ruchem sięgnęła do kieszeni i szybko wyjęła chusteczkę. Jeremy był jej wielką miłością. Schrzaniła. Zawahała się, nie wiedziała, co tak naprawdę do niego czuje. Przecież, do cholery, miała dopiero osiemnaście lat! Załamał się i przedawkował. To był cios dla wszystkich.
- Hej, Bonnie! - przystanęła, kiedy usłyszała swoje imię. Podniosła głowę i zobaczyła przystojnego niebieskookiego Matta Donovana, przyjaciela ze szkoły.
- Matty? - zdziwiła się, ale szybko wpadła mu w ramiona i przytuliła się mocno do chłopaka. - Już wróciłeś z Waszyngtonu?
Matt potrzebował pieniędzy, dlatego zatrudnił się w barze w stolicy. Bonnie zdziwiło to, że wrócił tak szybko.
- Duże napiwki - zaśmiał się. - Tęskniłem za wami.
- Chciałam cię odwiedzić, ale zupełnie nie wiedziałam, gdzie cię szukać - powiedziała Bonnie, odsuwając się od przyjaciela. - Nie odbierałeś!
- Zgubiłem telefon - przyznał się z kwaśną miną. - Przepraszam. Byłaś w Waszyngtonie?
- Odwiedziłam Elenę - odparła. - Jest u ciotki - dodała cicho.
- Och - mruknął Matt, zdając sobie sprawę, co to znaczy. - A co z Caro? - spytał z uśmiechem.
Bonnie spochmurniała, a blondyn zmarszczył brwi.
- Coś nie tak? - spytał.
- Caroline spodziewa się dziecka - wyznała Bonnie, starając się robić dobrą minę do złej gry.
- Nie - zaprzeczył Matt, wytrzeszczając oczy.
- Tak.
- To też ci coś powiem - mruknął. - Załatwimy to za jednym razem.
Bonnie spojrzała na niego pytająco.
- Wiem, że Elena jest adoptowana.
- Przepraszam?! - wykrzyknęła Bonnie. Jej brązowe oczy urosły do rozmiarów spodków.
- Chodźmy do środka, ok? - zaproponował. Bonnie skinęła głową, całkowicie nieświadomie. Ta wiadomość wstrząsnęła nią na całego. Elena była przecież dla niej niemal jak siostra.
###
Damon wiózł Elenę przez centrum Waszyngtonu, żeby potem z dość dużą prędkością wyjechać poza misto i ruszyć na północ. Im bardziej oddalali się od stolicy, tym mniej samochodów mijali, tym bardziej błękitne było niebo i zieleńsza trawa.
W pewnym momencie chłopak skręcił ostro w prawo, lecz to nie zachwiało potężną maszyną. Jeździł naprawdę zbyt długo, aby się wywracać.
Kiedy się zatrzymał, pomógł Elenie zdjąć kask i zsadził ją z pojazdu.
- I jak?- spytał z uśmieszkiem na ustach.
Czarne włosy rozwichrzone przez wiatr wchodziły mu do oczu i sterczały dookoła głowy. Wyglądał dziko. Ale w pewnym, sensie było to także słodkie.
- Jak na razie super - odparła, odwzajemniając uśmiech. - Ale gdzie jesteśmy?
Rozejrzała się. Wkoło były same drzewa. Liście szumiały, poruszane przez leciutkie podmuchy powietrza. Nie widziała nic poza tą zieloną gęstwiną.
- Wiem, że możesz czuć się ze mną dziwnie - powiedział poważnym tonem. Elena spojrzałana niego pytająco, lecz Damon wpatrzony był w swoje ręce. Nie wydawał się być zmartwionym czy zakłopotanym. Był, można nawet powiedzieć, znudzony. - Powiem wszystko, co tylko chcesz wiedzieć.
Elena zamarła. Nie spodziewała się tego po Damonie. Wszystkiego, lecz nie tego.
- Nie musisz - wyjąkała.
- Muszę - odparł chłodno i chwycił ją za rękę, dość mocno. Ruszyli w stronę drzew.
- Dobrze... - wywymruczała Elena, zastanawiając się, o co ma spytać najpierw.
Głupia. Przecież już wiedziała. Tylko się bała. Bardzo. Tylko nie wiedziała, czy obawiała się zapytać, czy może usłyszeć odpowiedź.
- Nie bój się kochanie - powiedział, obejmując ją w pasie. - Pytaj.
- Dlaczego zabiłeś swojego ojca? - wypaliła, wbijając wzrok w ziemię. Trawa była naprawdę interesująca...
- Bo otruł matkę - powiedział spokojnie. Zbyt spokojnie.
- Otruł? - zdziwiła się. Cóż, wydarzenia jak z jakiegoś filmu. Beznadziejnego horroru.
- Tak - westchnął, pocierając kciukiem wierzch jej dłoni. - Brała leki na migrenę, a on ją upił. Byliśmy wtedy ze Stefanem na imprezie, ale wróciliśmy wcześniej, bo zjawiła się policja. Ten skur... - odchrząknął znacząco - on wiedział o lekach. Sam był czyściutki jak łza. Siłą wepchnął matce whisky, widziałem, jak się dusiła. A on patrzył.
Oczy Damona niebezpiecznie pociemniały, a uścisk dłoni stężał.
- Damon...
- Więc pobiegłem. Chyba krzyczałem - kontynuował. - Stefan powiedział, że się dałem jak diabeł. A potem nawet nie wiem co się stało. Stefan mi opowiedział, ale nie słuchałem zbytnio. A potem nawet nie chciałem wiedzieć.
- Widziałeś jak piję po lekach - powiedziała cicho. - Dlatego mnie uratowałeś? Bo przypomniała ci się śmierć mamy?
Damon przystanął i odwrócił się do brunetki. Spojrzał na nią pierwszy raz od bardzo długiego czasu i potarł czule jej ramiona.
- Tak - odparł szczerze. - To był odruch.
- Rozumiem - szepnęła, uśmiechając się lekko. - Jeszcze raz dziękuję.
- Kolejne pytanie? - rzucił.
Elena zdziwiła się, że chce on dalej odpowiadać, ale ucieszyła się. Miała tak wiele wątpliwości!
- Dlaczego twój ojciec otruł swoją żonę? - spytała.
- Mam tylko przypuszczenia - powiedział na wydechu, znów ruszając w kierunku gęstwiny.
- Tak? - ponagliła go.
- Chodziło o majątek pradziadka - powiedział. - Ojciec był chytrym człowiekiem. A mama chciała oddać spadek na wyższe cele. Pewnie się wkurw... - odchrząknął - Wkurzył. Bardzo.
Damon pierwszy raz użył przy niej określenia: mama. To brzmiało w jego ustach bardzo dziwnie, aż się uśmiechnęła.
- Chciałbym spełnić jej ostatnią wolę - dodał ciszej.
- Czyli? - spytała zaciekawiona.
Damon tylko uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na nią ciepło.
- To miała być randka a wyszło jak...
- Poznawanie siebie? - podsunęła. - Na tym to polega. Opowiedz - poprosiła, przytulając się do jego umięśnionego ramienia.
- Przejąć spadek i oddać te pieniądze. Jeśli leżą w sejfie, są nic nie warte - powiedział spokojnie, gapiąc się w przestrzeń.
Elenę coś ścisnęło w gardle, kiedy usłyszała te słowa. Wzruszyła się.
- Co więc stoi na przeszkodzie? - spytała.
- Nie wiem, gdzie jest ten sejf - odparł lakonicznie, jednak widziała, że zmarszczył brwi. - I to jest cholernie wkurw... Przepraszam. - przerwał. - Denerwujące.
Elena zauważyła, że drżą mu ręce, ale nie skomentowała tego. Zorientowała się, że powstrzymuje się on od palenia. Nie wyglądał jednak dobrze.
- Ale myślę, że możesz mi pomóc - dodał. - Pradziadek zapisał wszystko w swoim pamiętniku. A wiesz, gdzie on jest? - Spojrzał na nią z dziwną pasją w oczach i odruchowo chwycił ją za ramiona. - W Białym Domu.
Elena zamarła zdziwiona.
- Błagam - wyszeptał. - Jeśli coś dla ciebie znaczę, pomóż mi. Pomóż mi zrobić prezent dla mamy w rocznicę jej śmierci.
Elena otworzyła usta i zaczerpnęła powietrze. Widziała, że Damon nie kłamie. Był tak przejęty...
- Na kiedy? - spytała cicho. Chłopak uśmiechnął się radośnie.
- Pojutrze - odparł i zbliżył się do niej. A kiedy lekko rozchyliła usta, pocałował ją namiętnie.
###
HEJJ
PRZEPRASZAM :( ALE NIESTETY - TO NIE BYŁO ZALEŻNE ODE MNIE.
ŚREDNIA NA KONIEC GIMNAZJUM WYSKOKA - 5,5 XD
W CZWARTEK IMPREZA A POTEM WAKACJE!
PAPIERY NA BIOL-CHEM ZŁOŻONE..
TERAZ CZEKAM NA WYNIKI ;)
KOMENTUJCIE BO TO NIESAMOWICIE MOTYWUJE! :3
NIE SPRAWDZAM NAWET XDD
środa, 4 czerwca 2014
Rozdział IX
- Kupiłaś test? - spytała Elena szeptem, wpadając do mieszkania Caroline i jej mamy w Mystic Falls. Bonnie skinęła głową, marszcząc jednocześnie brwi oraz przyglądając palec do jasnoróżowych ust i wskazała na łazienkę, dając do zrozumienia, że blondynka znajduje się w środku.
- Nie jest dobrze - stwierdziła mulatka, prowadząc Elenę do małej, nowoczesnej kuchni. Dziewczyny zawsze zazdrościły Caroline miętowych mebli i oryginalnego ekspresu do kawy. Obie jednak bały się uruchomić maszynę. Caro w kółko powtarzała, ile musiała za niego zapłacić. - Ona chyba naprawdę jest w ciąży.
- No i co my mamy zrobić? - spytała Elena z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Usiadła przy niewielkim kwadratowym stoliku i zaczęła bawić się pomalowanymi na biało paznokciami.
- Nie wiem. W sumie, to jestem na nią zła - odparła Bonnie, nastawiając wodę na kawę. - Nie myślała i wpadła.
- Ale trzeba jej pomóc - powiedziała Elena cicho, żeby Caro jej nie usłyszała. - Wzięłaś kilka, prawda?
- Tak - przytaknęła Bonnie niechętnie. Wyjęła z szafki nad zlewem puszkę z obrazkiem misia i wsypała po łyżeczce kawy do każdej z trzech białych filiżanek.
- Boję się - stwierdziła Elena.
- To pomyśl, jak się czuje Caroline - mruknęła Bonnie, opierając się o ladę.
Elena przytaknęła i schowała twarz w dłoniach, dopóki nie usłyszała otwierających się drzwi od łazienki.
Ale kiedy zobaczyła Caroline, już wiedziała, czego ma się spodziewać. Wyglądała ona jak cień samej siebie. Jak duch, albo obłąkaniec prowadzony na śmierć. Zawsze figlarne, niebieskie oczy pozbawione były wyrazu. Wydała już na siebie wyrok i dobrze wiedziała, jakie są tego następstwa.
- Urodzę dziecko Tylera pod jednym warunkiem - oznajmiła spokojnym tonem. - Klaus nigdy, przenigdy się nie dowie, kto jest prawdziwym ojcem.
Tak związał się między tą trójką przyjaciółek pakt. Nie wiedziały jeszcze wtedy, że ktoś trzyma nożyczki mogące przeciąć niewidzialną nić ich porozumienia w każdej chwili.
###
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Elena po wejściu do pokoju, było zerknięcie na zegar. Całkowicie straciła poczucie czasu podczas pobytu w Mystic Falls. Przez kilka godzin nadawały na Tylera, obgadywały jego Bogu ducha winną dziewczynę oraz plotkowały na różne tematy. Całe szczęście, że nie musiała łapać autobusu do Waszyngtonu. George w takich przypadkach był naprawdę pomocny.
Przeklnęła pod nosem, kiedy spostrzegła, że jest już druga w nocy. Zdecydowała, że umyje się rano, więc zrzuciła z siebie ubranie i w samej bieliźnie wskoczyła pod kołdrę. Jednak zdziwił ją fakt, iż łóżko było przyjemnie ciepłe.
Damon, przypomniała sobie. O cholera. Wystawiła go.
Różne myśli kłębiły się w jej głowie. Pewnie jest zdenerwowany. Może właśnie kogoś bije. Albo gorzej. Chciała wstać i pobiec za nim, choć nie miała pojęcia, dokąd. Poczucie winy rozsadzało ją od środka.
Jakież było jednak jej zaskoczenie, kiedy drzwi od jej pokoju otworzyły się, a w progu stanął właśnie Damon. Wiedziała, że to on, bo jasne światło, które odbijał księżyc tej nocy, bardzo dobrze oświetlało jego sylwetkę. Chłopak zamknął cicho drzwi i wolnym krokiem przysuwał się do jej łóżka. Przecinał swoim idealnym ciałem mrok zalegajacy w zakamarkach jej pokoju, aż w końcu odciął się od księżycowego blasku. Elena w przerażeniu zamknęła oczy. Był coraz bliżej. Czuła jego niesamowity zapach - męskie perfumy, nutkę papierosów i skórę jego kurtki. Zorientowała się, że przystanął nad jej łóżkiem.
Do cholery, dlaczego on chodził całkowicie bezprawnie po jej pokoju!?
Naszła ją myśl, że może chce ją zabić. I chyba musiała w to uwierzyć, bo kiedy dotknął jej policzka, ledwo się powstrzymała, żeby nie krzyknąć.
Ale nie. Po prostu ją pogłaskał. Niemal słyszała, jak się śmieje. Prawie widziała jego oczy. Zapragnęła go nagle objąć i namiętnie pocałować. Przytrzymać i już nie puścić.
A wtedy zabrał rękę. I wróciła rzeczywistość.
Czuła, że nadal przy niej stoi i na nią patrzy. Gdyby nie ciemności, z pewnością zobaczyłby jej rumieńce.
- Och, shawty - mruknął cicho. - Nie mogę cię kochać. To cię zabije.
Elena wstrzymała oddech i zamarła w bezruchu. Cisza przedłużająca się z każdą chwilą coraz bardziej, stała się aż za głośna.
A potem poczuła delikatne muśnięcie warg Damona na swoich ustach. Wiedziała, że nie może oddać pocałunku. To było w pewnym sensie nawet gorsze od sytuacji Caroline. To było okropne. Ale najgorsze w tym wszystkim było to, że Damon najwyraźniej nigdzie się nie wybierał. Usiadł przy łóżku i trwał tam cały czas bez jakiegokolwiek ruchu. A ona obserwowała go, dopóki nie zasnęła...
###
Rano otworzyła oczy z nadzieją i pewnym postanowieniem. Chciała zobaczyć Damona nadal w jej pokoju oraz powiedzieć mu, że wie wszystko z ich "spotkania" w nocy. Nie mogła stać bezczynnie i czekać. Ona potrzebowała pomocy - on również. A mieli bardzo podobne potrzeby.
Jednak Damona nie było przy jej łóżku. Głupia, pomyślała. Po co miałby zostawać? Chciała jeszcze się zdrzemnąć, ale całkowicie się rozbudziła i sen nijak nie mógł przyjść. Odrzuciła więc kołdrę i podeszła do okna, by otworzyć je na oścież i wpuścić do środka rześkie powietrze. Z uśmiechem na ustach obserwowała już rozbudzony Waszyngton. Jej dom znajdował się z dala od miejskiego zgiełku, a blisko parku, więc mogła się nacieszyć przyjemnym... przedpołudniem? Spojrzała na zegar i stwierdziła, że wcale nie obudziła się tak późno. Była dokładnie ósma trzydzieści. Czyli George'a już nie było w domu, jak co dzień. Przyjeżdżał zawsze na pierwszą, a do tej godziny miała od ciotki całkowity zakaz wychodzenia z domu. Tak bardzo kochała Jennę!
- Ranny ptaszek z ciebie.
Elena mimowolnie wzdrygnęła się, kiedy zauważyła, że Damon z firmowym uśmiechem na ustach wychodzi z jej łazienki.
- Jezu Chryste! - zawołała, kiedy już się trochę otrząsnęła. - To mój pokój! - powiedziała, marszcząc brwi w złości, jednak trochę udawanej.
- Wiem - odparł spokojnie.
- Co tu robisz? - spytała ostro.
- Jestem - powiedział, jakby to było oczywiste. To znaczy... było, ale nie takiej odpowiedzi oczekiwała.
- To widzę. Co robiłeś w mojej łazience?! - czuła się skrępowana, rozmawiając z Damonem. W końcu pamiętała, i to bardzo dobrze, co powiedział do niej w nocy.
- Naprawdę chcesz to wiedzieć? - spytał z cwaniackim uśmiechem.
Elena poczuła, że się rumieni, więc odwróciła się od niego. I wtedy coś sobie uświadomiła. Była w samej bieliźnie!
- Wyjdź - rozkazała, łapiąc kołdrę i zakrywając się nią. Była pewna, że jest czerwona jak burak.
- Już cię przecież widziałem - powiedział, wzruszając ramionami.
- Wyjdź, jasne? - rzuciła ostro. - Wypieprzaj z mojego pokoju!
Co jak co, ale było jej okropnie wstyd.
Damon tylko zaśmiał się i skrzyżował ręce na piersiach.
- Bo co? - spytał zaczepnie. - Podrapiesz mnie, kotku?
- Zejdź do kuchni, poczekaj na mnie, dobra? - powiedziała, nie chcąc się z nim kłócić. Po prostu czuła, że nie miałaby szans.
- Nie - odparł szybko i szczerze.
- Dlaczego? - spytała, zdenerwowana. Naprawdę dziwnie się czuła, tak owinięta kołdrą, w dodatku Damon znowu to robił. Znowu się zbliżał. Znów jego niebieskie oczy przysłoniły jej cały świat. - Zrobię ci kawę.
Pokręcił przecząco głową, ciągle się zbliżając. Aż stanął zaraz przed nią. Był wysoki. I miał zdecydowanie szerokie ramiona. Czuła się przy nim malutka. I bardzo bezbronna. Ale i... bezpieczna w pewnym sensie.
Przy takim mężczyźnie nikt by jej nie skrzywdził.
- No to herbata? - spytała zmieszana. Damon gapił się na nią. Jej wzrok mimowolnie powędrował na jego wargi. Miały ciemnoróżowy kolor i wygięte były w lekkim uśmieszku.
- Nie... Poprosiłbym twoje usta.
Ta bezpośredniość zdezorientowała Elenę i Damon wykorzystał ten moment. Pocałował ją, delikatnie, a potem objął ją w pasie. Położył dłoń na jej nieokrytych kołdrą plecach i przycisnął ją do siebie.
A Elena... wreszcie poczuła, że jest we właściwym miejscu, o właściwym czasie.
###
HIJIJJI ♥
POWIEDZIAŁAM I DOTRZYMAŁAM SŁOWA XD
JEJ, SAMA SIĘ TYM JARAM.
TAK WGL NA PRACY KLASOWEJ Z POLAKA NAPISAŁAM KRÓTKIE OPOWIADANIE I DOSTAŁAM...6! PANI POWIEDZIAŁA, ŻE MUSZĘ WYDAĆ KSIĄŻKĘ XD
A PRZECIEŻ NIKT NIE WIE O MOIM "ODDECHU" :D
JUTRO ZDAJĘ NA 5 Z FIZYKI WIĘC... TRZYMAJCIE KCIUKI.
DZIĘKUJĘ ZA ŚWIETNE KOMENTARZE - AŻ MAM OCHOTĘ PISAĆ! ;*
- Nie jest dobrze - stwierdziła mulatka, prowadząc Elenę do małej, nowoczesnej kuchni. Dziewczyny zawsze zazdrościły Caroline miętowych mebli i oryginalnego ekspresu do kawy. Obie jednak bały się uruchomić maszynę. Caro w kółko powtarzała, ile musiała za niego zapłacić. - Ona chyba naprawdę jest w ciąży.
- No i co my mamy zrobić? - spytała Elena z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Usiadła przy niewielkim kwadratowym stoliku i zaczęła bawić się pomalowanymi na biało paznokciami.
- Nie wiem. W sumie, to jestem na nią zła - odparła Bonnie, nastawiając wodę na kawę. - Nie myślała i wpadła.
- Ale trzeba jej pomóc - powiedziała Elena cicho, żeby Caro jej nie usłyszała. - Wzięłaś kilka, prawda?
- Tak - przytaknęła Bonnie niechętnie. Wyjęła z szafki nad zlewem puszkę z obrazkiem misia i wsypała po łyżeczce kawy do każdej z trzech białych filiżanek.
- Boję się - stwierdziła Elena.
- To pomyśl, jak się czuje Caroline - mruknęła Bonnie, opierając się o ladę.
Elena przytaknęła i schowała twarz w dłoniach, dopóki nie usłyszała otwierających się drzwi od łazienki.
Ale kiedy zobaczyła Caroline, już wiedziała, czego ma się spodziewać. Wyglądała ona jak cień samej siebie. Jak duch, albo obłąkaniec prowadzony na śmierć. Zawsze figlarne, niebieskie oczy pozbawione były wyrazu. Wydała już na siebie wyrok i dobrze wiedziała, jakie są tego następstwa.
- Urodzę dziecko Tylera pod jednym warunkiem - oznajmiła spokojnym tonem. - Klaus nigdy, przenigdy się nie dowie, kto jest prawdziwym ojcem.
Tak związał się między tą trójką przyjaciółek pakt. Nie wiedziały jeszcze wtedy, że ktoś trzyma nożyczki mogące przeciąć niewidzialną nić ich porozumienia w każdej chwili.
###
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Elena po wejściu do pokoju, było zerknięcie na zegar. Całkowicie straciła poczucie czasu podczas pobytu w Mystic Falls. Przez kilka godzin nadawały na Tylera, obgadywały jego Bogu ducha winną dziewczynę oraz plotkowały na różne tematy. Całe szczęście, że nie musiała łapać autobusu do Waszyngtonu. George w takich przypadkach był naprawdę pomocny.
Przeklnęła pod nosem, kiedy spostrzegła, że jest już druga w nocy. Zdecydowała, że umyje się rano, więc zrzuciła z siebie ubranie i w samej bieliźnie wskoczyła pod kołdrę. Jednak zdziwił ją fakt, iż łóżko było przyjemnie ciepłe.
Damon, przypomniała sobie. O cholera. Wystawiła go.
Różne myśli kłębiły się w jej głowie. Pewnie jest zdenerwowany. Może właśnie kogoś bije. Albo gorzej. Chciała wstać i pobiec za nim, choć nie miała pojęcia, dokąd. Poczucie winy rozsadzało ją od środka.
Jakież było jednak jej zaskoczenie, kiedy drzwi od jej pokoju otworzyły się, a w progu stanął właśnie Damon. Wiedziała, że to on, bo jasne światło, które odbijał księżyc tej nocy, bardzo dobrze oświetlało jego sylwetkę. Chłopak zamknął cicho drzwi i wolnym krokiem przysuwał się do jej łóżka. Przecinał swoim idealnym ciałem mrok zalegajacy w zakamarkach jej pokoju, aż w końcu odciął się od księżycowego blasku. Elena w przerażeniu zamknęła oczy. Był coraz bliżej. Czuła jego niesamowity zapach - męskie perfumy, nutkę papierosów i skórę jego kurtki. Zorientowała się, że przystanął nad jej łóżkiem.
Do cholery, dlaczego on chodził całkowicie bezprawnie po jej pokoju!?
Naszła ją myśl, że może chce ją zabić. I chyba musiała w to uwierzyć, bo kiedy dotknął jej policzka, ledwo się powstrzymała, żeby nie krzyknąć.
Ale nie. Po prostu ją pogłaskał. Niemal słyszała, jak się śmieje. Prawie widziała jego oczy. Zapragnęła go nagle objąć i namiętnie pocałować. Przytrzymać i już nie puścić.
A wtedy zabrał rękę. I wróciła rzeczywistość.
Czuła, że nadal przy niej stoi i na nią patrzy. Gdyby nie ciemności, z pewnością zobaczyłby jej rumieńce.
- Och, shawty - mruknął cicho. - Nie mogę cię kochać. To cię zabije.
Elena wstrzymała oddech i zamarła w bezruchu. Cisza przedłużająca się z każdą chwilą coraz bardziej, stała się aż za głośna.
A potem poczuła delikatne muśnięcie warg Damona na swoich ustach. Wiedziała, że nie może oddać pocałunku. To było w pewnym sensie nawet gorsze od sytuacji Caroline. To było okropne. Ale najgorsze w tym wszystkim było to, że Damon najwyraźniej nigdzie się nie wybierał. Usiadł przy łóżku i trwał tam cały czas bez jakiegokolwiek ruchu. A ona obserwowała go, dopóki nie zasnęła...
###
Rano otworzyła oczy z nadzieją i pewnym postanowieniem. Chciała zobaczyć Damona nadal w jej pokoju oraz powiedzieć mu, że wie wszystko z ich "spotkania" w nocy. Nie mogła stać bezczynnie i czekać. Ona potrzebowała pomocy - on również. A mieli bardzo podobne potrzeby.
Jednak Damona nie było przy jej łóżku. Głupia, pomyślała. Po co miałby zostawać? Chciała jeszcze się zdrzemnąć, ale całkowicie się rozbudziła i sen nijak nie mógł przyjść. Odrzuciła więc kołdrę i podeszła do okna, by otworzyć je na oścież i wpuścić do środka rześkie powietrze. Z uśmiechem na ustach obserwowała już rozbudzony Waszyngton. Jej dom znajdował się z dala od miejskiego zgiełku, a blisko parku, więc mogła się nacieszyć przyjemnym... przedpołudniem? Spojrzała na zegar i stwierdziła, że wcale nie obudziła się tak późno. Była dokładnie ósma trzydzieści. Czyli George'a już nie było w domu, jak co dzień. Przyjeżdżał zawsze na pierwszą, a do tej godziny miała od ciotki całkowity zakaz wychodzenia z domu. Tak bardzo kochała Jennę!
- Ranny ptaszek z ciebie.
Elena mimowolnie wzdrygnęła się, kiedy zauważyła, że Damon z firmowym uśmiechem na ustach wychodzi z jej łazienki.
- Jezu Chryste! - zawołała, kiedy już się trochę otrząsnęła. - To mój pokój! - powiedziała, marszcząc brwi w złości, jednak trochę udawanej.
- Wiem - odparł spokojnie.
- Co tu robisz? - spytała ostro.
- Jestem - powiedział, jakby to było oczywiste. To znaczy... było, ale nie takiej odpowiedzi oczekiwała.
- To widzę. Co robiłeś w mojej łazience?! - czuła się skrępowana, rozmawiając z Damonem. W końcu pamiętała, i to bardzo dobrze, co powiedział do niej w nocy.
- Naprawdę chcesz to wiedzieć? - spytał z cwaniackim uśmiechem.
Elena poczuła, że się rumieni, więc odwróciła się od niego. I wtedy coś sobie uświadomiła. Była w samej bieliźnie!
- Wyjdź - rozkazała, łapiąc kołdrę i zakrywając się nią. Była pewna, że jest czerwona jak burak.
- Już cię przecież widziałem - powiedział, wzruszając ramionami.
- Wyjdź, jasne? - rzuciła ostro. - Wypieprzaj z mojego pokoju!
Co jak co, ale było jej okropnie wstyd.
Damon tylko zaśmiał się i skrzyżował ręce na piersiach.
- Bo co? - spytał zaczepnie. - Podrapiesz mnie, kotku?
- Zejdź do kuchni, poczekaj na mnie, dobra? - powiedziała, nie chcąc się z nim kłócić. Po prostu czuła, że nie miałaby szans.
- Nie - odparł szybko i szczerze.
- Dlaczego? - spytała, zdenerwowana. Naprawdę dziwnie się czuła, tak owinięta kołdrą, w dodatku Damon znowu to robił. Znowu się zbliżał. Znów jego niebieskie oczy przysłoniły jej cały świat. - Zrobię ci kawę.
Pokręcił przecząco głową, ciągle się zbliżając. Aż stanął zaraz przed nią. Był wysoki. I miał zdecydowanie szerokie ramiona. Czuła się przy nim malutka. I bardzo bezbronna. Ale i... bezpieczna w pewnym sensie.
Przy takim mężczyźnie nikt by jej nie skrzywdził.
- No to herbata? - spytała zmieszana. Damon gapił się na nią. Jej wzrok mimowolnie powędrował na jego wargi. Miały ciemnoróżowy kolor i wygięte były w lekkim uśmieszku.
- Nie... Poprosiłbym twoje usta.
Ta bezpośredniość zdezorientowała Elenę i Damon wykorzystał ten moment. Pocałował ją, delikatnie, a potem objął ją w pasie. Położył dłoń na jej nieokrytych kołdrą plecach i przycisnął ją do siebie.
A Elena... wreszcie poczuła, że jest we właściwym miejscu, o właściwym czasie.
###
HIJIJJI ♥
POWIEDZIAŁAM I DOTRZYMAŁAM SŁOWA XD
JEJ, SAMA SIĘ TYM JARAM.
TAK WGL NA PRACY KLASOWEJ Z POLAKA NAPISAŁAM KRÓTKIE OPOWIADANIE I DOSTAŁAM...6! PANI POWIEDZIAŁA, ŻE MUSZĘ WYDAĆ KSIĄŻKĘ XD
A PRZECIEŻ NIKT NIE WIE O MOIM "ODDECHU" :D
JUTRO ZDAJĘ NA 5 Z FIZYKI WIĘC... TRZYMAJCIE KCIUKI.
DZIĘKUJĘ ZA ŚWIETNE KOMENTARZE - AŻ MAM OCHOTĘ PISAĆ! ;*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)