niedziela, 12 października 2014

Rozdział XVI

Drogi Pamiętniku!
Zazwyczaj jest tak, że najbardziej doceniamy coś, kiedy to stracimy.
Kiedy jeszcze rodzice żyli, często się z nimi kłóciłam, robiłam im na złość. Ale teraz, kiedy ich nie ma, bardzo chciałabym, by choć jeszcze raz tata mógł mnie zganić za późny powrót do domu, chociaż nie widziałabym w tym nic złego, albo by mama jeszcze choć raz przypomniała mi o obowiązku umycia naczyń.
To się jednak nie stanie.
Ale wiesz co? Dowiedziałam się, że jestem adoptowana. I moi rodzice żyją, a nawet mam siostrę!
Przez pewien czas wmawiałam sobie, że nikt nie zastąpi tych, którzy mnie wychowywali. Że Isobel i Katherine nie stworzą dla mnie tego, co stworzyli Miranda i Grayson.
Ale czy wszyscy są idealni? I czy to nie grzech nie wykorzystać takiej okazji do względnie normalnego życia? Czy choć przez parę dni, żeby spróbować, nie mogę udawać szczęścia?
Bo wiem, że nigdy tak do końca nie będę w pełni szczęśliwą osobą. Zbyt wiele żalu i smutku osiadło na dnie mojego serca, czy też duszy (nie wiem, gdzie magazynują się one w ciele człowieka). Ale wiem, że może być choć w części dobrze. Tak jak jest, gdy przebywam z Damonem. Przy nim zapominam o całym złu tego świata. Zapominam, dlaczego mam się bać życia i do czego to wszystko prowadzi. Przy Damonie po prostu czuję, że jestem ważna, czuję, że żyję. Dlatego nikt nie będzie mi wmawiał, że on jest śmiercią.
A nawet jeśli jest, to specjalnie dla mnie ubiera ciemny płaszcz przykrywający białe kości i zostawia kosę w domu, by pilnował ją piekielny pies.
XX

###

Stefan obudził się wcześnie rano, kiedy słońce dopiero wyszło znad horyzontu i swoją bladą poświatą zaczęło omiatać zimne wieżowce i liczne domy na obrzeżach Waszyngtonu. Chłodne powietrze owiało jego ciało, gdy wyskoczył spod pościeli. Przeczesał dużą dłonią zmierzwione po odpoczynku włosy i stanął przed lustrem, by przypatrywać się przez dłuższą chwilę swojemu ciału, nad którym codziennie intensywnie pracował.
Przez otwarte okno dochodziły typowe odgłosy miasta: jeździły samochody, gdzieś tam ujadał pies, w odpowiedzi na co odezwał się po chwili Killer.
Brata nie było w domu.
Takie rzeczy się czuło. Może to przez jakąś energię czy wibrację... Stefan nie wiedział. Ale miał pewność, że Damon nie wrócił do domu.
Potrafił wyczuć, kiedy był w mieszkaniu i nie było to dla niego dziwne. Niezwykłym było jednak to, że dochodziła piąta rano. Damon zazwyczaj nie wstawał tak wcześnie. Cóż, nigdy nie wstawał o tej porze. A to oznaczało tylko jedno: nie wrócił na noc.
Stefan mimo wszystko martwił się o brata, który był cholerykiem i przez to często wpadał w kłopoty. Oczywiście zawsze sobie jakoś radził, ale ileż można mieć szczęścia?
Dlatego Stefan, zamiast najpierw pójść do łazienki, wyciągnął telefon spod łóżka.
Oprócz paru nieistotnych powiadomień, zobaczył, że dostał nową wiadomość od brata. Z bijącym sercem otworzył ją, szykując się na najgorsze.
Jednak wiadomość nie tyle go przeraziła, co zdziwiła.
Katherine? Jaki problem mógł być z Katherine? Przecież już dawno usunęła się z ich życia. Prawda, była wścibska i zawistna, ale...
Ale.
Stefan zrozumiał.
Ale była podobna do Eleny.
Uśmiechnął się sam do siebie, a po chwili z jego gardła wydobył się chichot. Rzucił telefon na łóżko i udał się do łazienki.
Jak zwykle odwalał czarną robotę za Damona. Stefan nie zdziwiłby się, jakby okazało się, że Katherine już opowiedziała Elenie o swoim związku z Damonem, który,  szczerze mówiąc, w ogóle nie miał przyszłości.
Letnia woda i przyjemny zapach żelu pod prysznic nieco go rozluźniły.  Mógł spojrzeć na sprawę z innej perspektywy.
Katherine naprawdę była zraniona, gdy Damon ją porzucił. Był przy tym. To był dzień, kiedy przenosili się do Nowego Jorku. Po prostu powiedział jej, że nigdy jej nie kochał - szczera prawda.
A teraz? Co? Spotkał Elenę. I była ona cholernie podobna do Katherine.
Podejrzanie podobna.
I chyba nawet były w podobnym wieku.
Stefan ubrał się w zwykły podkoszulek i dresy. Na nogi założył sportowe buty, jak zawsze do biegania.
Podjął decyzję o pomocy bratu. W końcu Damon rzadko prosił go o pomoc w związku z kobietami.
Ale kiedy wyszedł na dwór, wraz z rześkim powietrzem do jego mózgu dotarła nowa myśl. Podrapał się po głowie i uśmiechnął sam do siebie, rozglądając po okolicy.
Tylko gdzie, do jasnej słonecznej, była Katherine?!

###


Elena nigdy wcześniej nie pomyślałaby,  że będzie się tak czuła. Jak?
Dziwnie.
Była szczęśliwa, ale szczęśliwa do tego stopnia, że przeradzało się to w jakiegoś rodzaju nostalgię, a nawet smutek - że już nigdy nie będzie lepiej. Że to, co przeżywa,  nigdy się już nie powtórzy. A na pewno nie będzie lepsze.
Przerażało ją to.
Przerażała ją własna, kobieca psychika.
A Damon jak zwykle niczym się nie przejmował i spokojnie spał.
Elena zdążyła się umyć, ubrać i uczesać. Zajęło jej to trochę czasu, ale chłopak nadal się nie obudził. Był jak kamień. Serio. Jego mięśnie były twarde jak kamień, dusza też. Niezłomny. Niezniszczalny. Taki właśnie był Damon Salvatore.
Jak kamień.
Jeśli raz wrzuciło się go do jeziora, przepadał na wieki.
- Damon - powiedziała Elena, dość cicho, ale tak, by go obudzić. Nawet się nie poruszył.
Szturchnęła go.
Nic. Zero reakcji.
Zrobiła to jeszcze raz, ale mocniej.
Usłyszała mruknięcie, przez które zrozumiała niecenzuralne słowo.
- Damon proszę - powiedziała, kładąc się obok i przytulając mocno. Tego dotyku nigdy nie miała dość.
Niespodziewanie chłopak złapał ją dużymi dłońmi w pasie i zaraz znalazł się tuż nad nią.
- Nie budź mnie tak - powiedział cierpko. Ale kto z rana nie bywa zły?
- Dobrze, wasza wysokość - prychnęła Elena, mrużąc oczy. Jednocześnie poczuła, że ciało Damona coraz bardziej naciska na jej ciało, a ona zagłębia się w pościel. Wszystko pachniało Damonem: poduszka, cienka kołdra, on sam. Upajała się tym, aż rumieńce wyszły na jej bladą do tej pory twarz. Patrzyli sobie w oczy i żadne przez bardzo długą chwilę nie mogło się poruszyć. Błękit i brąz. Niebo i Ziemia. Woda i Skały. Dwa różne światy.
A może nie takie różne?
Bo dwie rzeczy na pewno były w tych istotach wspólne: róż ust i jedwab pod palcami, gdy się ich dotknęło. Oraz jedna część serca, ta sieroca.
Bo to nieprawda, że ludzie są różni. W każdym z nas jest coś podobnego. Bo Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo: każdy czuje. Ma sumienie.
Tylko nie wszyscy go słuchają.

###

Stefan pomyślał, że to chyba jego szczęśliwy dzień. Najpierw znalazł studolarowy banknot na siedzeniu w restauracji gdzie jadał śniadania, gdy nie było u nich Marii.
A potem, kiedy już kończył naleśniki, przesiadła się do niego dziewczyna.
Najpierw pomyślał, że to Elena. Ale zdziwił się, co mogłaby robić w tym miejscu o tak wczesnej porze.
A potem podniósł głowę i delikatnie przeżuwając jedzenie, zatrzymał spojrzenie na ciemnoczerwonych ustach brunetki. Poczuł nagłą chęć dotknięcia ich i starcia warstwy szminki, a następnie ucałowania tych ust, najpierw delikatnie, potem mocniej, namiętniej...
- Miło cię wiedzieć, Stefan - wymruczała Katherine. Dopiero wtedy chłopak spojrzał w jej czekoladowe oczy.
- Chciałbym powiedzieć to samo, ale.. - odparł, kręcąc głową i uśmiechając się pod nosem.
- Co tam? - spytała Kath, przybliżając się do Stefana. Figlarnie oblizała usta, ale szminka pozostała nietknięta. - Ostatnim razem gdy się widzieliśmy niezłe było z ciebie ziółko - dodała niby od niechcenia.
- Ostatnim razem - zaakcentował i uśmiechając się, odłożył widelec. Nagle stracił apetyt. Postanowił dowiedzieć się, ile wie Katherine i co może zrobić, by pomóc bratu. - Powinnaś pogadać raczej z Damonem -wymruczał.
Kath ujęła jego dłoń, prezentując prezentując czerwone paznokcie. Zaczęła ją delikatnie masować, jednocześnie nie zrywając kontaktu wzrokowego z chłopakiem.
Uśmiechnęła się lekko, a potem zadrasnęła dłoń Stefana paznokciem, aż do krwi.
- Dobrze wiesz, co jest grane - syknęła Katherine z ironicznym uśmiechem na twarzy. - Przestań pieprzyć, Stefan i zachowaj się jak mężczyzna - wysyczała mu prosto w twarz.
- O co ci chodzi? - spytał, wyrywając rękę i rozsmarowywując mały ślad krwi na grzbiecie dłoni.
- O Damona i Elenę - odparła rzeczowo. - Są idiotyczną i patologiczną parą - prychnęła.
- Są normalną parą - zaprzeczył Stefan chłodno, zaciskając zęby. Katherine zaczynała go irytować, a dodatkowo coś zawsze go w niej pociągało. Jego frustracja rosła wprost proporcjonalnie do jego głodu.
- Jasne - bąknęła Katherine. - A ty nie czujesz się winny ze względu w na swoją przeszłość - powiedziała, puszczając mu oczko.
Stefan poczuł. jak zalewa go krew.
- Ale postanowiłam pozwolić Elenie się wyszaleć ze względu w na zaistniałe okoliczności...
Stefana zamurowało. Ta suka nie miała prawa wiedzieć o planach jego i Damona. Ich wyjazd, wraz z celem wejścia w posiadanie pamiętnika, miał pozostać w ścisłej tajemnicy, zwłaszcza przed Eleną.
Stefan odchrząknął, chcąc ukryć zakłopotanie.
Z pomocą przyszedł mu kelner, niejaki Matt. Podczas odbierania zamówienia od Katherine uważnie się jej przyglądał i wyglądał na zmieszanego, aż w końcu odszedł, co chwilę kręcąc głową w niedowierzaniu.
- Nie wszystkie związki kończą się happy endem - powiedział Stefan, unosząc brwi.
- A szkoda - prychnęła Katherine. - Bo chciałabym dla Eleny jak najlepiej. To moja bliźniacza siostra, choć trochę ciotowata - wyznała, bawiąc się pierścionkami.
- Przykro mi - bąknął Stefan. W sumie to nawet nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Czyżby Damon wyznał Elenie, że wyjeżdżają, a ta wyżaliła się Kath? Nie taki był ich plan. Mieli się "ulotnić jak trujący gaz", jak to ujął Damon. Zabijając wszystkich, których tu spotkali. Ale w przenośni, oczywiście.
Damon zawsze działał spektakularnie i z rozmachem.
- A skąd ty w ogóle wiesz o Elenie? - zdziwiła się Katherine, mrużąc oczy i przyglądając mu się badawczo.
Stefan zaczął gorączkowo myśleć. Różne elementy zaczęły się składać w całość, jeszcze nielogiczną, ale...
- Wydaje mi się, że mówimy o czymś zupełnie innym, Katherine - powiedział, ważąc słowa.
Dziewczyna wyprostowała się i spojrzała na niego dziwnie, jakby zaskoczona.
- Acha - mruknęła, krzyżując ręce na piersiach. Jej czerwone usta ułożyły się w cienką linię.
Stefan kiwnął głową.
- W takim razie... Co z Eleną? - spytał zaciekawiony. Sądząc po minie Katherine nie było to nic dobrego.
- Informacja za informację - zażądała.
Matt postawił przed dziewczyną kubek kawy, lecz nawet nie drgnęła.
- Nie mogę nic powiedzieć - odparł Stefan chłodno. Z żalem spojrzał na swoją, zimną już kawę.
- W takim razie bujaj się kochany - odparła Katherine z krzywym uśmiechem. - Możesz sobie wypić to coś - gestem wskazała na kubek i skrzywiła się. - Preferuję bez cukru, a ta aż śmierdzi słodyczą.
Stefan uśmiechnął się mimowolnie. Wiedział, że Kath tylko szuka pretekstu, by jak najszybciej wyjść.
- Dobrze - odparł z uśmiechem. Katherine być może była chamska, ale jednocześnie urocza. I miała zgrabny tyłek.
- Przyszłam tu porozmawiać... Ale to najwyraźniej nie ma sensu. I tak byś mi pewnie nie pomógł - powiedziała. - Byłam idiotką.
Katherine wzięła czarną torebkę i kołysząc biodrami wyszła z lokalu.
Stefan, zanim zorientował się, że miał ją mieć na oku i zanim zapłacił za śniadanie, stracił ją z oczu.

###

Matko.
Obiecałem Ci, że znajdę pamiętnik.
I mam go.
Ale co najważniejsze, jestem bogaty. Jutro wyjeżdżamy ze Stefanem do Włoch, gdzie nasz dom. Nowy dom. Odnowimy go za pieniądze ze spadku po pradziadku. Tak jak mówiłaś, testament był w jego pamiętniku. Zaczniemy od nowa, od zera.
I przysięgam, nie będę myślał, co zrobił ojciec, ani co ja zrobiłem. Muszę w końcu przejść katharsis.
Osobą, która może cholernie namieszać, jest Katherine, siostra Eleny. Nie potrzebuję klubu mściwych dziewic depczących mi po piętach, dlatego nikomu nie mówię, gdzie jedziemy. Nawet Rickowi. Nawet Elenie.
Nikomu. Będziemy razem, tylko ja i mój brat. I jak mówiłem, spróbujemy stworzyć od nowa coś, co umarło razem z Tobą.
Jest mi przykro, że muszę Cię tu zostawić samą. Nie ufam ani jednej ciotce na tyle, by powierzyć jej opiekę nad Waszym grobem, więc niestety, dopóki nie wrócę, nikt raczej nie pofatyguje się, by zgrabić liście czy zapalić świecę.
Nie oczekuj, że się pomódlę. Nie jestem tego typu człowiekiem. Ale Ty chyba byłaś na tyle dobra, że modlitwa nie jest Ci potrzebna.
Więc trzymaj się, tam na dole, czy u góry...
Tęsknię,
          Damon.

Mały płomyk światła rozjaśnił mrok na cmentarzu przy nagrobku Salvatore'ów. Ogień wydobywający się z zapalniczki dotknął koperty i otulił ją pomarańczowym płomieniem. I tak kilkanaście razy, aż obok nagrobka pozostała tylko kupka popiołu, a obok niej bukiet czerwonych róż.
Stefan nie pytał brata, co zawierały listy. Nie chciał wiedzieć. Pozwolił Damonowi spalić je w spokoju.
- Powiedziałeś Elenie, że wyjeżdżasz? - spytał, gdy Damon podniósł się z ziemi i ruszył w stronę wyjścia z cmentarza.
Czarnowłosy milczał.
Przypomniał sobie pierwsze spotkanie z dziewczyną. Uratował jej życie. Umierała. Jedną nogą była już na tamtym świecie.
A potem spotkał ją pod barem. Bała się go i wkroczył Klaus, jego stary kumpel, obrońca uciśnionych za dychę. Odwiózł ją do domu. A potem.. Tak bardzo przypominała mu Katherine! Dla tamtej dziewczyny stracił głowę, choć nigdy jej tego nie powiedział. Nie mógł zapomnieć o Kath, dopóki nie pojawiła się Elena.
Była piękna, inteligenta... Cholera, była perfekcyjna!
Ale mówi się trudno. Nie chciał zmieniać życiowych planów przez kobietę.
- Nie powiem jej tego - odparł chłodno.
Stefan przystanął i ze zdziwieniem obserwował, jak jego brat idzie po ścieżce i coraz bardziej zatapia się w mrok.
Chciał mu pomóc, ale... To Damon miał zapalniczkę, to on niósł jedyne źródło światła.
Tylko sam mógł się uratować.

###

HEEJ !😍
NA POCZĄTKU PO PROSTU PRZEPROSZĘ. NIE BĘDĘ SIĘ TŁUMACZYĆ, PO PROSTU NIE DAŁAM RADY WYROBIĆ SIĘ WCZEŚNIEJ.
KOMENTARZ MOTYWUJE, KAŻDA UŚMIECHNIĘTA BUŹKA, SERIO XD
DZIĘKI Z GÓRY ;)
TEN BLOG ZMIERZA KU ZAKOŃCZENIU. JESZCZE KILKA ROZDZIAŁÓW, SPOKOJNIE. ALE POTEM JESTEM NIEMAL PEWNA, ŻE ZACZNĘ PISAĆ KOLEJNĄ HISTORIĘ, TYM RAZEM O WAMPIRACH ITP. XD
BRAKUJE MI TEGO :3
XX

niedziela, 7 września 2014

Rozdział XV

Damon podwiózł Elenę niemal pod samo jej mieszkanie. Teraz szła ona dziarskim krokiem, jednak wewnątrz wcale nie była taka pewna siebie. Oto miała stanąć twarzą w twarz z matką, która w dzieciństwie oddała ją do adopcji, ale i z ciotką, która skwapliwie ukrywała przed nią prawdę.
Była wściekła także dlatego, że nawet jej przyjaciele wiedzieli o tym wcześniej niż ona sama. A to przecież właśnie o Eleny życie chodziło. To ona przeżywała wszystko i nikt nie mógł teraz cierpieć bardziej niż ona. Oszukali ją i to chyba paliło najbardziej.
Wyjęła z torebki klucz i drżącymi dłońmi wsunęła go do zamka.
Nie mogła zapanować nad emocjami, więc pierwsze, co zrobiła wchodząc do domu, było udanie się do salonu i nalanie do szklanki whisky.
Po kilku chwilach usłyszała pukanie do drzwi.
Elena zacisnęła usta i ze stuknięciem postawiła naczynie na komodzie.
Za drzwiami zobaczyła Jennę. Miała ochotę zatrzasnąć przed nią drzwi, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
- Eleno muszę ci wyjaśnić - zaczęła niezgrabnie ciotka, co raczej było do niej niepodobne. Zawsze starała się ona być opanowaną, wzorową kobietą sukcesu, która nie wie, co to litość czy pomyłka. Ale teraz... była inna. I to chyba właśnie sprawiło, że Elena wpuściła ją do mieszkania.
- Słucham - rzuciła ironicznie dziewczyna, kierując się do salonu i siadając na kanapie. Starała się nie patrzeć na ciotkę. Zagapiła się więc w okno.
Jenna westchnęła cicho.
- Wiedziałam o twojej adopcji od samego początku. Grayson i Miranda mieli ci powiedzieć w osiemnaste urodziny... ale nie zdążyli - po tych słowach zamarła na chwilę.
- A ty? - wtrąciła Elena chłodno. - Dlaczego ty mi nie powiedziałaś?
- Bo nie umiałam - wyznała. - Zrozum, to nie było dla mnie łatwe.
Twarz Jenny przez chwilę wyrażała złość, coś w rodzaju irytacji. Elena nie dała się zastraszyć. Ciotka już dawno przestała być dla niej kimś, dla kogo czuła respekt.
- To świetnie - syknęła. - Spotkam się z moją prawdziwą matką, ale nie spodziewaj się cudów - powiedziała ironicznie, wychylając resztę alkoholu ze szklanki. Uśmiechnęła się nieszczerze i zaraz zmieniła wyraz twarzy na pogardliwy. - I nie chcę już tu mieszkać.
Ciotka spojrzała na nią dziwnie, była zaskoczona.
- Chciałam, żebyśmy były bliżej siebie - powiedziała. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Elena wyczuła w jej głosie szczerość.
Ale czy tak właśnie wygląda zaciśnianie więzów? Ciotka harująca od świtu do zmierzchu jako ważna osoba w Białym Domu i nastolatka - złodziejka?
- To nie wypali - stwierdziła Elena głosem wyzutym z emocji. Miała dość tej szopki jaką raczyła ją Jenna. Na chwilę obecną tylko Damon był dla niej ważny. Tylko on jej nie okłamywał. On był prawdziwy.
- Rób jak chcesz - westchnęła ciotka, kręcąc głową. W tamtej chwili wydawała się Elenie conajmniej o dwadzieścia lat starsza.
Coś w głowie dziewczyny drgnęło, jakaś iskra współczucia, ale zdusiła ją w zarodku.
- Właśnie - przytaknęła Elena. - Kiedy Isobel i Katherine wyjadą, wynoszę się.
Jej głos wyrażał pewność siebie, ale tylko sama Elena wiedziała, że były to tylko pozory. Myśli tłukły się w jej głowie, raz przebijał się głos rozsądku, ale po chwili zduszał go mały diabełek, znajdując jakieś usprawiedliwienie. - Nie powinnaś pić - westchnęła Jenna, patrząc, jak Elena nalewa sobie nową porcję alkoholu do szklanki.
Dziewczyna wzruszyła ramionami. Nie miała ochoty odpowiadać ciotce. W sumie nawet Jenna nie była jej ciotką. Teraz nie musiała okazywać jej wymuszonego szacunku należnego członkom rodziny. Już nie miała rodziny.
Ciszę przerwał nagły dzwonek do drzwi. Elena drgnęła, przestraszona. W jej umysł wlał się niepokój. Zawładnął jej ciałem, tak, że straciła możność ruchu. Zaczęła gorączkowo myśleć. Jaka będzie jej matka? A siostra? Czego chcą po tylu latach?
Ale zorientowała się, że mimowolnie szuka drogi ucieczki.
Chciała uciec do pokoju i schować się pod kołdrę. A najlepiej by było, gdyby zjawił się Damon i po prostu mocno objął ją silnymi ramionami, przyciskając do piersi i całując ją w czoło.
Jenna wstała i podeszła do drzwi.
A zanim Elena zdążyła zareagować, w pokoju stały już we czwórkę.
- Eleno, to Isobel - oznajmiła chłodno Jenna, wskazując na kobietę po swojej prawej stronie.
Trzydziestka, oceniła szybko Elena. Kobieta miała czarne włosy do ramion, a na jej blade czoło spadała grzywka. To, na co niemal od razu zwróciła uwagę w jej twarzy to oczy - były niebieskie,duże, może trochę zbyt duże. Ale to być może był efekt zastosowania jasnego cienia do powiek oraz dobrej mascary. Prosty nos, zero różu na policzkach. Uśmiechała się lekko, ale bez cienia radości. Jej strój był cały czarny, co tylko pogłębiało wrażenie, że skóra Isobel jest okropnie blada.
- Witaj - mruknęła Elena, nie kwapiąc się, by podać matce rękę.
Jej uwagę bowiem zaprzątnęła Katherine.
Wyglądała jak ona sama. Gdyby nie lekko kręcone, jaśniejsze włosy, węższe biodra i ździrowaty uśmieszek to byłyby identyczne.
- Czy my jesteśmy bliźniaczkami? - spytała Elena, starając się brzmieć spokojnie. Prawdą było, że widok Katherine mocno nią wstrząsnął.
- Brawo idiotko - zachichotała dziewczyna. Elena już czuła, że się nie dogadają.
Isobel zgromiła Katherine wzrokiem ale ta nieszczególnie wzięła sobie to do serca. Rzuciła tylko okiem po pokoju i usiadła na kanapie, zakładając nogę na nogę i prezentując skórzane botki na obcasie wysokości wieży Eiffla.
- Przejdę do sedna Eleno - powiedziała prosto z mostu Isobel, a nieszczery uśmiech zniknął z jej pomalowanych czerwoną pomadką ust. - Jesteś córką, którą podrzuciłam u Mirandy i Graysona, moich znajomych. Nie dałabym rady z dwójką małych dzieci - mówiła to tak lekkim tonem, że Elena poczuła, że jest jej najzwyczajniej w świecie przykro.
- Dlatego zostawiła sobie tą lepszą, silniejszą - wtrąciła Katherine, bawiąc się końcówkami jasnobrązowych loków.
- Milcz - syknęła Isobel, a Kath wystawiła jej język.
Elena zorientowała się, że w zasadzie chyba nie żałuje, że znalazła się u Gilbertów. Nie wytrzymałaby z Katherine nawet godziny.
- Grayson był bratem twojego ojca - dodała Isobel, oglądając paznokcie, jakby mówiła i czymś mało istotnym.
- Może usiądziemy - wyrwało się Jennie.
A jednak była jej ciotką. Skoro jej prawdziwy ojciec to brat Graysona, to siłą rzeczy Jenna to jej ciocia.
Mimo wszystko Elenie ulżyło. Ale  dziwne uczucie w brzuchu narastało z każdą chwilą. Nie wiedziała czy to z nerwów, czy może po prostu mózg dawał jej znaki, że za chwilę dowie się czegoś okropnego.
- Czego chcesz po tylu latach? - spytała bez ogródek. Naprawdę kiepsko się poczuła. Chciała mieć wszystko z głowy.
- Od kiedy dowiedziałam się że Gilbertowie nie żyją, zaczęłam cię szukać - powiedziała Isobel, podchodząc bliżej Eleny. Jenna przyglądała się tej scenie ze zaciekawieniem pomieszanym z szokiem.
- Po co? - spytała brunetka, mierząc wzrokiem kobietę. Chwyciła się za brzuch, gdyż poczuła dziwne ukłucie. Wzięła to za znak: nie pozwól jej się zbliżyć!
Ale nie miała miejsca, by się cofnąć.
- Bo jesteś moją córką. I chcę... - Isobel przesunęła się jeszcze bardziej. Elena zauważyła, że jest kilka centymetrów wyższa. To dawało jej pewne poczucie bezpieczeństwa. Głupia była, ale cóż. Musiała czymś oszukać mózg. - Chcę, żebyśmy były rodziną. We trzy.
Katherine chyba nie była zbyt zadowolona, bo prychnęła dosyć głośno. Ale Elena nawet na nią nie spojrzała. To była jej indywidualna decyzja.
- Nie sądzę, żeby to się udało - odparła spokojnie, lecz w jej oczach pojawiły się łzy. Isobel musiała zauważyć jej chwilę słabości, bo wykonała gest, jakby chciała przytulić Elenę.
A brunetka nie odepchnęła jej. Bo przez chwilę wydawało jej się, że Isobel też się wzruszyła.
Ramiona matki objęły dziewczynę.
Przez chwilę trwały w uścisku, a Elena czekała. Czekała, aż popłyną jej łzy wzruszenia, albo poczuje miłość matki. Ale choć kobieta gładziła ją po plecach i wtulała podbródek w jej ramię bardzo mocno, Elena nie czuła nic.
Szukała miłości, ciepła, zrozumienia. I starała się wydobyć je z tego uścisku, ale zobaczyła tylko pustkę. Cokolwiek było kiedykolwiek między nimi, nawet jeśli chodzi o pierwsze chwile życia Eleny, teraz zniknęło. Nie było nic. Żadnych uczuć.
- To nie wypali - stwierdziła Elena po chwili, lekko odsuwając się od matki. Nadal miała łzy w oczach, ale to raczej były łzy zawodu. - Bo ja cię nie kocham. Ja cię nie znam - powiedziała, hamując płacz.
- Mówiłam - mruknęła Katherine, podnosząc się z kanapy. - Ta mała idiotka ma już za dużo w dupie. Myślałaś, że będziesz mogła tak po prostu przyjść i powiedzieć: "jestem twoją matką, wiesz?" - prychnęła. - Przecież ona ma nas gdzieś.
- Nie o to mi chodzi - zaprzeczyła Elena szybko i stanowczo.
- To o co? - spytała Katherine i spojrzała na nią pogardliwie. Elena zamarła. Nadal nie mieściło jej się w głowie, że ta oto osoba jest jej siostrą. Były takie podobne a jednocześnie tak różne. Od początku Elena wiedziała, że jej bliźniaczka jest osobą silną, pewną siebie. A ona sama rzadko miewała przebłyski odwagi. Na codzień wolała się nie wyróżniać z tłumu.
Ale Elena przede wszystkim była osobą wrażliwą.
Dlatego w tamtym momencie, chociaż nikt nie powiedział jej czegoś szczególnie przykrego, zaczęła płakać. Po prostu. Nie chciała. To się działo automatycznie. Pokój zaszedł mgłą, widziała już tylko kolorowe plamy. I wtedy znów to poczuła - kłujący ból w brzuchu. Ostry.  Bardzo silny.
I wtedy po prostu wiedziała, że nie jest to zwyczajna grypa żołądkowa.
 - Jeszcze teatrzyk odstawia - prychnęła Katherine. I to były ostatnie słowa, które usłyszała.
Potem była tylko ciemność.

###

Elena wróciła do przytomności chyba całkiem szybko, jak się jej zdawało, bo Isobel i Katherine stały nad łóżkiem.
Jenna również tam była. Musiały ją położyć w salonie, bo rozpoznała charakterystyczny sufit oklejony kasetonami w wymyślne wzory, które przypominały jej twarze jakiś demonów.
Próbowała się podnieść, ale Isobel jej nie pozwoliła.
- Musisz odpocząć - stwierdziła chłodno.
- Świruska - mruknęła Katherine i zaraz potem zeszła Elenie z oczu.
- Pogadamy później - szepnęła Jenna. Brunetka zrozumiała. Ciotce chodziło o alkohol. Może rzeczywiście nie powinna pić? Może to źle na nią działało?
Potem niczego nie pamiętała, zasnęła.
Obudził ją dźwięk własnego telefonu. Odruchowo sięgnęła na szafkę nocną, ale tylko strąciła na ziemię kubek. Potoczył się on po kawałku podłogi i zatrzymał na dywanie.
A Elena usłyszała, że ktoś odkłada jej telefon. I dzwonek ustał.
- Damon? - spytała Katherine. Nie było w tym pytaniu ani krzty ironii. Raczej zaciekawienie.
I może coś jeszcze. Ale nie mogła zgadnąć, co.
Elena już dawno ustaliła, co będzie mówić, gdy wyda się, że ma coś wspólnego z Damonem. Dlatego działała według planu, spokojnie. To,  że dopiero się zbudziła, pomogło. Nie musiała martwić się o ton głosu.
- Kumpel - odparła. - Daj mi telefon.
- Cóż, znałam takiego Damona. To było w Nowym Orleanie - powiedziała Katherine, mrużąc oczy. Uśmiechnęła się. - Był boski, serio. Ale cholernie skomplikowany i niestety, niewierny - dodała z przekąsem, ale uśmiechając się lekko.
- Daj - powtórzyła Elena. Wtedy dzwonek znów rozbrzmiał w pokoju. Katherine jak gdyby nigdy nic wzięła telefon do ręki i odebrała. Elena patrzyła na to z niepokojem.
- Halo? - spytała Kath udając grzeczny ton Eleny.
- Skarbie, co się dzieje? - usłyszały, bowiem Katherine włączyła głośnik. - Miałaś dać znać.
- Misiu, przepraszam, ale tak wyszło... - wywymruczała Kath, robiąc minę jakby było jej bardzo przykro.
- Misiu? - zdziwił się Damon i w tym momencie Elena wstała z łóżka. Pomimo ciemnych plam przed oczami podeszła do siostry i sięgnęła po telefon. Ale Katherine zdążyła uciec.
Zachichotała do słuchawki.
- Wiesz, bardzo miła ta moja siostra - powiedziała mu z uśmiechem.
Elena zarumieniła się częściowo ze złości, częściowo ze wstydu, że Kath rozmawia z jej chłopakiem. Zresztą nadal czuła się dziwnie.
- To dobrze - powiedział Damon. - A mogę wpaść? Teraz?
- Katherine! - zawołała Elena, nie widząc innego wyjścia. Była pewna, że Damon ją usłyszał, bo nagle zamilkł. Cisza zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Aż przerwała ją Katherine swoim ironicznym, lecz melodyjnym głosem.
- Witaj Damonie. Jak miło znów cię słyszeć -  powiedziała z uśmiechem, patrząc wprost w oczy Eleny. - Myślę, że powinieneś opowiedzieć swojej dziewczynie o naszej znajomości, prawda? A może ułożymy sobie trójkącik? - zaśmiała się.
A Elena stała jak wmurowana z otwartymi ustami.
- Pamiętasz, jak krzyczałam twoje imię? Mówiłeś, że kochasz, kiedy to robię, bo mam anielski głosik - stwierdziła. Damon nadal milczał. - Elena mówi zupełnie jak ja - dodała. - Ciekawe, nie?
- Nie - zaprzeczył w końcu Damon krótko. I znów nastała cisza.
- Co to ma być? - spytała Elena, wpatrując się w siostrę. Ta stała na środku pokoju z telefonem przy uchu w jednej dłoni, jednocześnie drugą ręką poprawiając swoje loki.
- Wpadnij - powiedziała tylko Katherine. Ale jej głos nie był już miły czy nawet ironiczny. Po prostu patrzyła na Elenę pustym wzrokiem a jej głos był twardy, niski. I jednym ruchem rzuciła telefon w stronę łóżka, lecz nie trafiła. Urządzenie roztrzaskało się na ścianie.
Elena tylko otworzyła usta i cofnęła się odruchowo.
- Co to ma być?! - powtórzyła, tym razem ostrzej. Skoro jej siostra nie miała żadnych zahamowań, też nie powinna mieć. Najlepszą obroną był w tym przypadku atak.
- Luz - mruknęła Kath, mijając Elenę i podchodząc do drzwi. - Damon kupi ci nowy jak prześpisz się z nim parę razy - powiedziała nie kryjąc chamstwa. Uśmiechnęła się nieszczerze i nacisnęła klamkę.
 - O co ci chodzi? - spytała Elena, zaciskając dłonie w pięści i podchodząc do Katherine starając się jednocześnie opanować zawroty głowy. - Masz żal bo cię zostawił czy jak?
Katherine wyraźnie chciała zaprzeczyć, potem jakby zmieniła zdanie. Zaczęła się wyraźnie wahać co powiedzieć. Aż w końcu po chwili milczenia uniosła brwi i spojrzała na Elenę.
- Mam żal, że mnie zostawił. Ale bardziej boli mnie to, że dorwał kolejną głupią laskę i ją wykorzysta. A nie pozwolę, by była nią moja jedyna siostra - wyznała i wyszła z pokoju.
Elena zaklęła w myślach i usiadła na fotelu przy toaletce.
Spojrzała na resztki telefonu. I zaczęła się poważnie zastanawiać, czy Damon naprawdę jest taki, jak wszyscy o nim opowiadają. Że się nią bawi. Że tak naprawdę ma ją gdzieś i pewnego dnia kopnie ją w tyłek i ucieknie.
A potem pomyślała o Katherine i Isobel. I Jennie. Były jej jedyną rodziną. Może nie perfekcyjną, ale jaka rodzina jest idealna? Jak długo będą się wspierać, tak długo będą się szanować i kochać. I nie miała wyjścia. Zrozumiała w tamtym momencie, że musi myśleć, by zdobyć jak najwięcej osób, które będą dla niej podporą. Musiała mieć mamę, albo chociaż kogoś, kto będzie ją udawał. I dadzą sobie czas, by się poznać, pokochać.
Elena zwinęła się w kłębek i ukryła twarz w kolanach. Wyciszyła się tak, że nagle doznała wrażenia, że jest sama na całej kuli ziemskiej, zupełnie sama. I że nie ma nic. Że otacza ją pustka i to, co istnieje, to tylko niespełnione obietnice, ból i słodkie cierpienie, jakby oczekiwanie na coś. Ale to coś nie nadchodziło. I czuła, że czeka ją coś złego, ale mimo to wyczekiwała tego z utęsknieniem. I zaczęła się uśmiechać do tej nicości, która ją otaczała, ale jednocześnie płakała. Płakała, bo... bo czuła, że powinna.
Ale kiedy kolejny już szloch wyrwał się z jej piersi, poczuła delikatny dotyk palców na swoim odsłoniętym karku. Drgnęła z przerażenia i podniosła twarz. Jej mętny wzrok zarejestrował postać mężczyzny kucającego przy jej fotelu. Podniósł on dłoń do jej twarzy i delikatnym ruchem, jak gdyby dotykał delikatnego kwiatu, otarł łzy z policzków Eleny. Ale po tamtych pojawiły się nowe i po chwili zaczęły wsiąkać w czarną koszulę Damona, gdy Elena wtuliła się w jego ramię.
- Co ona ci zrobiła? - spytał cicho, głaszcząc ją po plecach, które drżały.
- Nic - wydusiła dziewczyna dziwnym głosem i zaraz odsunęła się od Damona. - Ale powiedziała mi wiele rzeczy... o tobie. O.. o was - dodała.
Może i nie było to do końca zgodne z prawdą. Ale musiała jakoś wyciągnąć z Damona cokolwiek.
- Czy ty mnie kochasz? - spytała, spoglądając mu w oczy i łapiąc za rękę, którą próbował znów otrzeć jej łzy.
- Tak - odparł śmiertelnie poważnym tonem - Masz wątpliwości?
- Tak! - odparła, cofając się lekko. - Nie jest łatwo, kiedy wszyscy wokoło powtarzają, jaki jesteś!
Damon westchnął i spojrzał na nią, ściągając jej wzrok ostrym spojrzeniem i lodowatymi tęczówkami.
W tamtej chwili Elena poczuła, że mogła go albo znienawidzić, albo kochać jak wariatka, do bólu, do ostatniej kropli krwi.
- A czy nas obchodzi, co mowia inni?Kocham cię Eleno - powiedział chłodno, lecz jego głos był tak głęboki, że Elena poczuła, że czerwieni się z gorąca. - I jeszcze raz spróbujesz mieć wątpliwości...
- To co? - spytała, widząc, że pochyla się nad nią coraz bardziej.
- To pomyślę, że chcesz się mnie pozbyć - powiedział. - A nie chciałbym tego. I ty też - dodał, kiedy już dotykał ustami jej policzka rozpalonego przez rumieńce.
- Lubisz manipulować ludźmi? - zachichotała Elena, obejmując jego kark i pozwalając, by podniósł ją z fotela.
- To moja pasja - wymruczał z błyskiem w oczach i uśmiechnął się zadziornie.

###

02:34
Do: Stef
Temat: problem!
Możemy mieć opóźnienie przez pewną dziwkę, na pewno ją pamiętasz. Katherine. Zajmij się nią. Wracam pojutrze. Damon.

###

Chciałam bardzo przeprosić za opóźnienie, ale no cóż. Szkoła! :/
Nowa klasa, nauczyciele, budynek... ech. Nie będę tu niestety tak często, chociaż będę się starała :)
Rozumiem też,  że nie macie siły komentować. Ale nawet uśmiechnięta buźka z anonima motywuje i sprawi, że rozdział pisany pod wpływem emocji i radości będzie szybciej ;D
Pozdrawiam xx






poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział XIV

Elena obudziła się z prawym policzkiem przycisniętym do poduszki. Przed sobą zobaczyła kawałek białej szafki nocnej, na której stała stylowa bordowa lampka z ozdobnym trzonkiem. Przeniosła wzrok trochę dalej, w głowie analizując, gdzie się znajduje. Słońce dopiero co wstało, z tego, co widziała przez duże tarasowe drzwi. W jego świetle doskonale widać było złote drobinki kurzu unoszące się w pokoju.
Co jakiś czas słyszała szum samochodu albo dzwonek tramwaju. Waszyngton dopiero się budził.
Przycisnęła nos do poduszki owleczonej czarną poszewką i uśmiechnęła się pod nosem. Damon. To właśnie był jego zapach.
Już dawno zauważyła, że każda pościel pachnie inaczej. Pamiętała dokładnie, jaką woń miały poduszki rodziców, kiedy wynosiła je na taras, żeby się przewietrzyły. Była unikalna, nie do nazwania. Określała ją "zapachem rodziców". Nadal miała go w głowie.
Odwróciła się powoli i zauważyła tylko plecy i tył głowy Damona. Po ruchu jego ciała zorientowała się, że już nie śpi. Nie oddychał spokojnie i lekko jak ludzie śpiący.
- Dzień dobry - powiedział  zachrypniętym głosem i w tym momencie się odwrócił. Jego niebieskie oczy błyszczały, gdy na nią patrzył. Elena dałaby głowę, że wspominał minioną noc.
- Dzień dobry - odparła i uśmiechnęła się promiennie. Złapała kawałek kołdry i zakryła piersi, a Damon wręcz przeciwnie, odsłonił tors, którego lewa strona z punktu widzenia Eleny była pokryta tatuażami.
Wreszcie mogła się im przyjrzeć.
Jeden czarny rysunek przedstawiał różę oraz odchodzące od niej pędy z listkami i kolcami. Te przechodziły na jego ramię.
Niżej znajdował się smok z ogromnymi oczami i raną na piersi. W łapie trzymał jakiś przedmiot, z którego skapywała ciecz.
- Co on trzyma? - spytała Elena, wodząc palcem po skórze chłopaka i wskazując na przedmiot zainteresowania.
- Swoje serce - wytłumaczył Damon. Ciągle patrzył tylko na nią, nawet nie zerknął na tatuaż. - Bo myślę, że jeśli dotykają nas tragedie, to tylko przez nasze czyny. Zabijamy samych siebie.
Elena zamarła i spojrzała mu w oczy. Atmosfera momentalnie zgęstniała. Poczuła, że w jej gardle stoi gula. Uśmiechnęła się nieszczerze i odwróciła wzrok.
- Moi rodzice...
- Nie musisz o tym mówić - powiedział Damon, ucałowywując jej policzek. Przysunął się i położył rękę tak, że lewą dłonią głaskał jej kark i lekko pociagał za włosy. Kiedy ją tak obejmował, czuła, że jest silny. Że ją obroni, choćby nie wiem co.
- Ale masz rację - odparła, przejeżdżając drobną dłonią po twardych mięśniach jego brzucha. - Moi... adopcyjni rodzice zginęli, bo się opiłam i zadzwoniłam, żeby po mnie przyjechali na imprezę.
I wszystko w jej umyśle nagle się rozjaśniło. Płakała, kiedy umarli, ale to tylko konsekwencja jej czynów.
- Nie mogę patrzeć na twoją smutną minę - powiedział Damon, przyciskając ciepłe usta do jej ust. Nie od razu odwzajemniła pieszczotę. Ale gdy chłopak uniósł się i z ramionami po obu stronach jej głowy zawisł nad Eleną i nadal napierał na jej wargi, ustąpiła. Złapała go za szyję, a stopą przesunęła po brzuchu, zjeżdżając na nogę. Czuła ciepło w każdym centymetrze sześciennym organizmu.

###

Na dół zeszli dopiero o pierwszej w po południu. Pierwsza schodami zbiegła Elena, z uśmiechem na ustach, ubrana w bieliznę i czarną koszulę pożyczoną od chłopaka.
- Umieram z głodu! - zawołała, wbiegając do kuchni. Ale mina momentalnie jej zrzedła, gdy usłyszała, że ktoś krząta się przy lodówce a na kuchence, na rozgrzanej patelni, skwierczy tłuszcz.
Przecież Damon zapewniał, że Stefan wyszedł.
- Dzień dobry kochanie! - zaśmiała się niska, czarnowłosa kobieta, która właśnie zamknęła lodówkę. Trzymała w rękach jajka i butelkę mleka. - Mam nadzieję, że lubisz omlety.
Nie była zdziwiona. Traktowała Elenę tak, jakby gotowała dla niej codziennie.
- Witaj Mario - powiedział Damon, wchodząc do kuchni i obejmując Elenę w pasie. Imię kobiety w jego ustach brzmiało dźwięcznie, zwłaszcza, że przedłużył "i".
- Zjecie coś przed obiadem, Damonie? - Mimo jej miłego głosu dziewczyna zorientowała się, że nie przyjmie protestu.
- Ale zaraz wychodzimy... - zagadnął.
- Wolisz truskawki czy maliny... - Maria urwała lekko zakłopotana i spojrzała w jej stronę.
- Elena - przedstawiła się grzecznie, ciągnąc jednocześnie Damon do eleganckiego stoliku w kuchni. - Elena Gilbert. I wolę truskawki.
- Damon? - spytała Maria, mieszając ciasto.
Chłopak z ociaganiem usiadł na krześle, skąd mogła podziwiać jego tors pokryty tatuażami. Włosy po prysznicu miał jeszcze lekko wilgotne i nieułożone, co dodawało mu dzikości. Coś w jej wnętrzu zamruczało na ten widok. Jak gdyby budziło się przy nim do życia. Czarna pantera.
- Truskawki - powiedział, patrząc Elenie w oczy i przygryzając wargę. - Jak się poznaliście? - spytała zainteresowana Maria. Po odgłosie można się było zorientować, że wylewa ciasto na patelnię.
Damon otworzył usta, ale dziewczyna weszła mu w słowo.
- Uratował mi życie - odparła. Damon chyba nie chciał wyznawać gosposi takich szczegółów, dlatego spojrzał na Elenę karcąco. Z pewnością bał się, że zniszczy swoją reputację.
Zachichotała na tą myśl.
- Naprawdę? - zdziwiła się Maria.
- Naprawdę - odparła Elena, chwytając dłoń Damona. Zauważyła, że wyraz jego twarzy się zmienił, ale wytłumaczyła to faktem, iż pewnie znalazł się w nowej dla siebie sytuacji. Uśmiechnęła się do niego ciepło, chcąc, by się rozchmurzył. Udało się. Posłał jej zniewalający uśmiech, i podniósł jej dłoń ku swoim ustom.
- Spadłaś mi z nieba - powiedział cicho. Elena poczuła, że jej serce chyba się topi.
Maria przywołała ją na ziemię,  stawiając na stole talerze z smakowicie wyglądającymi omletami. Zapach był cudowny.
Ale coś jeszcze sprawiło, że Damon nagle wyparował z jej umysłu. Ale tylko na chwilkę.
Zadzwoniła jej komórka.
Jenna.
O cholera.
- To ciotka - syknęła do Damona. Uniósł tylko brwi i gestem nakazał, by odebrała.
- Halo? - westchnęła do aparatu.
- Elena, mam nadzieję, że nie śpisz - powiedziała Jenna. Elena odetchnęła.
- Nie. Jem właśnie obiad- odparła najspokojniej jak tylko umiała. - A co?
- Za pół godziny będziesz mieć gości. Muszę ci coś wyjaśnić - oznajmiła. Była lekko zdenerwowana?
- Chodzi o adopcję, tak? - spytała Elena bez ogródek. Jenna najwyraźniej zamarła. - Nie ważne. Nic nie mów.
- Dobrze - wydusiła ciotka w końcu. - Chciałam tylko przekazać, że Isobel i jej córka Katherine będą u ciebie niedługo.
- Jej... - Ale Elena nie dokończyła, bo ciotka rozłączyła się, jak to było w jej stylu.
Zaklnęła dość głośno. Kątem oka zauważyła, że Maria znika w holu. Damon patrzył na Elenę uważnie. Nie. On wręcz przeszywał ją swoim lodowymi oczami, żądając wyjaśnień.
- Moja matka jedzie się ze mną spotkać - oznajmiła, wysuwając telefon do kieszeni koszuli. Skrzyżowała ręce i położyła je na blacie, blisko siebie.
Damon zmrużył oczy oczekując dalszego ciągu. Nie mylił się, jak zwykle zresztą. To nie była jedyna sprawa, która niepokoiła Elenę.
- I wychodzi na to, że mam siostrę - dodała na wydechu. - Ma na imię Katherine - burknęła i zapatrzyła się w omlet, który nadal wyglądał smakowicie. Wzięła widelec i zaczęła jeść.
Dlatego nie zauważyła szoku, który na chwilę zawładnął twarzą Damona.
- Chciałabym, żebyś ze mną pojechał - powiedziała. - Ale zakładam, że po akcji z pamiętnikiem to nie wchodzi w grę.
Damon przełknął ślinę i również wziął widelec do ręki.
- Właśnie - bąknął.
Kiedy Elena na niego spojrzała, uśmiechnął się przepraszająco. Wydawał się być spokojny.
Ale jego umysł to było jedno wielkie gówno. Katherine i Elena plus on i pamiętnik - czyli ktoś postanowił uruchomić bombę. Nie miał wątpliwości, że wybuchnie. Miał nadzieję, że czas ustawiono tak, by stało się to gdy będzie już on daleko stąd.

###

Heej :) nie chcę przymulać, ale niedługo koniec wakacji ://
Czujecie? Bo ja nie!
I zupełnie nwm jak się odnajdę w nowej szkole.
Czuję się jak Stefan na początku pierwszego sezonu xD
Liczę na komentarze :) nawet nie wiecie, jaką mam po nich motywację do pisania! Chciałbym Was wszystkie uściskać! ;*

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział XIII

-Jesteś podły - wysyczała Elena, wsiadając do czarnego ferrari, które podjechało pod dom Caroline. Damon obwieścił swoje przybycie przeciągłym sygnałem klaksonu, który sprawił, że dziewczyna poczuła dreszcz strachu.
Co ona sobie myślała? Związała się z mordercą, przestępcą. Oczekiwała, że za cudowną sprawą zmieni się specjalnie dla niej? Że zaprzestanie podłych gierek, manipulacji ludźmi? Najwyraźniej się przeliczyła.
- Jesteś piękna, kiedy masz tak zmarszczony nos ze złości - powiedział jedwabiście miękkim głosem, kładąc dłoń na jej kolanie. Elena szybko strzepnęła jego rękę.
- Przestań ze mną pogrywać - syknęła, z trudem powstrzymując łzy.
Damon uśmiechnął się pod nosem i z piskiem opon ruszył spod domu Caroline.
- Skąd bierzesz takie informacje? - spytała Elena, starając się,  by jej głos brzmiał obojętnie. Była naprawdę ciekawa jak Damon dowiedział się o Caroline.  Naprawdę, powinna się hamować i przestać próbować wtrącać się w niektóre sprawy.
- Zdobywam je - odparł rzeczowo, jednak wyczuła, że jest z siebie dumny.
- Jak?
Nie mogła nie spytać. Nie mogła.
- Słucham co ludzie mówią... Na przykład w barach - powiedział, unosząc brwi. Cały czas ze skupieniem patrzył na drogę i ze swobodą prowadził pojazd. Elena dałaby głowę, że ferrari, którym jechali, należy do Stefana. Zapach we wnętrzu nie pasował do Damona. Przypominał jej raczej subtelne perfumy młodszego z braci. - Dowiedziałem się, że szuka cię twoja mama. Jesteś adoptowana?
Chyba był zdziwiony. Nie wiedziała. Tego dnia naprawdę nie myślała trzeźwo. Dostała zbyt wiele informacji dużej wagi.
- Chyba tak - odparła chłodno. - Nie mam dowodów.
Kiwnął głową.
- Podsłuchałem jak rozmawiałaś z Caroline - powiedział Damon, wszystko wyjaśniając. - Siedziałem na dachu sąsiedniego domu.
- Co? - wypaliła Elena, obrzucając go wściekłym spojrzeniem. Była zła, ale i zszokowana.
- Nie mogłem się powstrzymać - uśmiechnął się. - Nie bierz mi tego za złe.
Elena zacisnęła dłonie w pięści i wbiła spojrzenie w idealny profil jego twarzy. Zauważyła, że ubrał garnitur, a za guzik białej koszuli zaczepił czarne okulary. Trochę też przyciął włosy. Wyglądał tak cholernie seksownie...
- Jesteś chory - stwierdziła. Nagle wszystkie wymyślne obelgi wyleciały jej z głowy. W garniturze wyglądał obłędnie.
- Podły, chory... Zdecyduj się kochanie - zaśmiał się, ukazując ładne, białe zęby.
- Nie nazywaj mnie tak - mruknęła, jednak nie zabrzmiało to zbyt przekonująco. - Manipulator - dodała cierpko.
- Nie złość się, błagam - powiedział, na chwilę przerzucając wzrok z pustej drogi na Elenę. - Wprowadzasz mnie wtedy w zakłopotanie. Mam ochotę cię trzepnąć, żebyś się zamknęła i posłuchała.
Elena otworzyła usta, tak, że ułożyły się w literę ''O''.
- Stój - powiedziała z goryczą. Wiedziała jedno: nie mogła zostać z tym facetem. Może i go kochała,  ale dziś nie miała głowy do jego głupich tekstów. Bała się, że za chwilę się rozryczy.
- Nie - zaprzeczył. - Miałaś mi pomóc.
- Stój bo wyskoczę - oznajmiła,  wpatrując się w mijane w zawrotnym tempie domy i drzewa rosnące przy ulicy. Sprawiała wrażenie spokojnej, ale w środku aż się coś ją ściskało ze strachu.
- Powodzenia, skarbie. Jeśli śmierć jest tym, czego chcesz... - powiedział spokojnie. Zauważyła, że zerknął na nią przelotnie. Chyba oceniał, czy rzeczywiście jest w stanie wyskoczyć. - Słuchaj... przepraszam, dobrze?
Elena, zrobiła naburmuszoną minę i utkwiła wzrok w desce rozdzielczej. O dziwo uspokoiła się. - Nie powinienem tak wyskakiwać z tą ciążą Caroline. Ale ty byś się w życiu nie zgodziła - stwierdził. Cóż,  miał rację.
- I? - dodała, nadal zdenerwowana.
- I naprawdę zależy mi na tym pamiętniku - powiedział, skręcając w boczną uliczkę.
Elena zauważyła, że są już przed dużą, czarną bramą. Z tej odległości doskonale widziała Biały Dom.
- Do cholery, jak nas tu niby wpuszczą? - spytała, widząc strażników przechadzających się po parku.
Zielone, równiutko przystrzyżone krzewy prezentowały się zjawiskowo. Ogród Jenny był przy tym marnym zieleńcem.
- Zobaczysz - Damon puścił jej oczko. Na chwilę zrobiło jej się słabo z zachwytu, ale to uczucie szybko zastąpił niepokój. Jeden ze strażników zbliżał się do ich samochodu.
- Jestem George, jasne? - powiedział Damon oziębłym tonem. Zdążyła tylko przytaknąć.

###

- Jesteś na mnie zła? - spytał Damon, jednocześnie rozglądając się po przestronnym korytarzu. Strażnik wpuścił ich bez problemu. Elena dałaby głowę, że to jakiś dłużnik Salvatore'a. Powinni zostać przeszukani, zidentyfikowani... a tu nic. Równie dobrze mogli wnieść przy okazji bombę.
- Tak - odparła dziewczyna. Ona również rozglądała się za biblioteką. Chciała jak najszybciej opuścić budynek. Zawsze marzyła, żeby znaleźć się w Białym Domu, ale nie w takich okolicznościach!
Damon westchnął cicho.
Korytarz był pusty,  mimo to Elena czuła, że za setkami drzwi znajdują się tysiące ludzi pracujących tutaj. Była przerażona. - A jeśli Jenna nas znajdzie? - spytała po chwili szeptem.
- Spokojnie - mruknął. - Rick się nią zajął.
Nie wiedziała dokładnie, co to znaczy, ale postanowiła odpuścić.
W sekundzie Damon przystanął i pociągnął ją w lewo.  Na dużych, białych drzwiach widział napis "Biblioteka".
- Tu cię mam, skarbie - powiedział z zachwytem.
- Bo będę zazdrosna - mruknęła Elena, zanim zdążyła sobie przypomnieć, że przecież jest obrażona na chłopaka.
Damon tylko zaśmiał się cicho i nacisnął mosiężną klamkę. Jak prawdziwy gentleman przepuścił ją w drzwiach. Pokazała ochroniarzowi plakietkę, którą dostała przy wejściu i stanęła na środku przedsionka, czekając na Damona.
Gdy weszli do głównej części biblioteki, odjęło jej mowę. Jako dla miłośniczki książek dla niej to co zobaczyła było rajem. Białe ściany, orzechowe regały, miliony okładek...
I jedna drobna blondyneczka siedząca za biurkiem i wpatrująca się w ekran komputera.
- Co tak w ogóle pamiętnik twojego pradziadka robi w Białym Domu? - spytała Elena podejrzliwie.
- Był generałem - powiedział. - Tajne sprawy czy coś.
- A po co jestem ci potrzebna? - dociekała. Do budynku dostał się bez problemu. Czego od niej chciał?
- Zobaczysz - rzucił zagadkowo, kładąc jej rękę na plecach.
Ruszyła przed siebie, prosto do biurka.
- Przepraszam - powiedział miłym głosem Damon, zwracając uwagę bibliotekarki.
Dziewczyna nie była jakąś top modelką, co trochę uspokoiło Elenę.
O czym ona myśli?!
- Pamiętam - powiedziała szybko dziewczyna. Wyglądała na spiętą.  Wyciągnęła spod biurka dość spory koszyk, jak piknikowy.
Elena rozszerzyła oczy ze zdumienia. Dobra, okej.
Myśli tłukły się po jej głowie i niemal rozwalały czaszkę od wewnątrz.
Oddychaj.
- Potrzebuję tylko podpis odbioru starych książek - oznajmiła bibliotekarka rzeczowym tonem. Elena widziała jednak kropelkę potu na jej czole oraz sine usta. - Jenna Sommers, tak?
Elena spojrzała na Damona, który uśmiechnięty wyciągał ku niej dłoń. Ach tak. Odbiór starych pozycji? No nieźle.
- Podpisz - powiedział uprzejmym tonem, wciskając jej w rękę długopis.
Miała sfałszować podpis ciotki. Dłoń drżała jej tak okropnie,  że bała się, że zaraz w miejscu podpisu będzie abstrakcyjny rysunek.
Ale dała radę. I wyszło całkiem nieźle.
- Dziękuję - bibliotekarka uśmiechnęła się uroczo i podała Damonowi kosz.
Chłopak wydawał się być wniebowzięty. A Elena? Cóż, trzęsła się jak osika.

###

- Czytaj - zachęcił Damon, kiedy wpadli do samochodu.
Elena sama musiała przyznać, że była ciekawa. Może nie tyle przemyśleń pradziadka Damona,  ale powodu, dla którego chłopakowi były one potrzebne.
Spod stosu zniszczonych książek wydobyła gruby zeszyt w zniszczonej fioletowej okładce. Zdobyli go tak łatwo... Damon musiał naprawdę długo planować wydobycie pamiętnika z Białego Domu. Potrzebował tak naprawdę tylko jej, żeby w razie czego mogli skłamać, że szukali Jenny. No i dla podpisu. Ten wykonany ręką Damona można by było łatwo rozpoznać jako podrobiony.
Otworzyła pamiętnik niemal z nabożną czcią. Przesiąkł trochę wilgocią, ale to tylko nadawało mu tajemniczości.
Spojrzała na datę. Rok tysiąc dziewięćset dziewiętnasty.
-"Dziś wróciłem do domu. Wszystko jest inne. Mama osiwiała, jak twierdzi, z tęsknoty za mną i za ojcem. Przyjęto nas jak bohaterów. Wojnie nadszedł kres. Jestem szczęśliwy, bo jako jedyny z grupy moich towarzyszy i rówieśników przeżyłem. Wojna to okropna sprawa. Nawet nie mogę o tym pisać. Nie chcę.
Przywiozłem z Europy dziewczynę. " - Elena zerknęła na chłopaka. Nie wiedziała, czy ma czytać dalej. Naprawdę interesowały go dzieje jego przodków?
Ale Damon tylko spojrzał na nią dziwnie.
- Przerywasz w takim momencie? - zganił ją.
- Po prostu to bezsensowne - westchnęła, ale znów zajrzała do pamiętnika. - "Ma na imię Anne, jest Włoszką. Ojciec powiedział, że sprzeda nam dom...
Elena nie dokończyła nawet zdania,  bo Damon delikatnie wziął pamiętnik do ręki i położył go sobie na kolanach.
- Jedziesz do mnie? - spytał po dłuższej chwili, jaką mu zajęło doprowadzenie swoich uczuć do porządku.
- Dobrze - przytaknęła z uśmiechem. O dziwo odwzajemnił go. Nawet złapał ją za rękę.
Chyba znalazł to, czego szukał.

***

Kiedy tylko zaparkowali pod wielką rezydencją na obrzeżach miasta, Stefan wybiegł z domu i pierwsze, co zrobił, to powierzchownie sprawdził, czy samochód jest cały.
Elena była pod wrażeniem domu. Nie dość, że był on ogromny, to do tego w świetnym stanie. A ogród, w którym rosły głównie czerwone róże i drzewka cytrynowe wprost zapierał dech w piersiach.
- Masz? - spytał Stefan, kiedy Damon wysiadł z ferrari.
- Nie - uciął czarnowłosy.
- Ma - wtrąciła się Elena, lekko zamykając drzwi. Do jej nosdrzy dostał się odurzający zapach lilii. Musiały kwitnąć zaraz przy garażu..
- Pokaż - zażądał Stefan.
- Bracie, gdzie twoje maniery? - zakpił Damon, wykrzywiając usta w grymasie, który niekoniecznie można było nazwać uśmiechem. - Eleno?
Chłopak podał jej rękę i poprowadził do drzwi przez kawałek chodnika.
- Piękny ogród - pochwaliła Elena szczerze.
- Moja duma - odparł Damon z firmowym uśmiechem. Dziewczyna już gotowa była zadać pytanie na temat lilii, które poczuła, ale przerwał jej Stefan, który westchnął głośno.
- Twoja, owszem - wtrącił blondyn. - Przepraszam za niego - powiedział Damon, mrużąc oczy. Nawet nie spojrzał na brata. - Ma dziś ciężki dzień.
Elena tylko kiwnęła głową. Damon otworzył przed nią masywne drewniane drzwi, na których od zewnętrznej strony wisiała złota kołatka. Wbrew jej przewidywaniom nie zaskrzypiały.
Przekraczając próg od razu zauważyła parę adidasów, a następnie dość duże lustro, na którym ułożone były zapachowe świeczki w kształcie serc.
Damon zaprowadził ją do salonu, gdzie Elena przystanęła z uchylonymi ustami.
- Wow - wydusiła w końcu.
Stała naprzeciw dużego ceglanego kominka, na którym ułożone były zasuszone róże. Przed nią, na samym środku ogromnego pokoju stał szklany stolik, który otaczały czarne i czerwone sofy oraz fotele. Po prawej stronie dziewczyny całą ścianę zajmowała biblioteczka, a lewa ze ścian prawie cała była pokryta obrazami. Duże okna przysłaniały bordowe zasłony, dlatego pokój tonął w półmroku. Wrażenia ciemności i tajemniczości dodawały mu także ciemne panele. Elena zauważyła także coś w rodzaju baru, na którym stały butelki z whisky oraz przezroczyste misy.
- Pięknie tu - wyznała w zachwycie, robiąc piruet. Damon złapał ją w pasie, kiedy skończyła obrót.
- A ty wyglądasz tak cudownie, że masz szczęście, że mój brat właśnie na nas patrzy - szepnął, muskając jej ucho. Elena zaśmiała się cichutko i mimowolnie przygryzła wargę.
- Możecie oszczędzić singlowi tego wszystkiego i przejść do rzeczy? - zapytał Stefan, sadowiąc się na kanapie z pozornie miłym wyrazem twarzy. Tak naprawdę w środku wszystko mu drżało z niecierpliwości.
- Mamy tu przy tobie od razu przejść do rzeczy? - Damon uniósł brwi w zdziwieniu. - Wow przystopuj...
Nie dokończył, bo Elena kopnęła go w kostkę.
- Daj mu ten pamiętnik - syknęła.
- Nie. Ja go zdobyłem, ja go czytam - oznajmił, siadając w fotelu naprzeciwko brata. Stefan skomentował to cichym westchnieniem, ale podporządkował się. Damon otworzył dziennik pradziadka.

***

Mijały minuty a Elena nudziła się niemiłosiernie. Damon i Stefan za to z zapałem chłonęli każde słowo. Pamiętnik zawierał głównie wspomnienia z wojny.
 - Mam - powiedział nagle starszy, przerywając czytanie.
- Co? - spytała Elena ze swojego miejsca leżącego na jednej z kanap. Miała nadzieję, że w końcu Salvatore'owie dokopali się do tego, czego chcieli. Chciała w końcu zostać z Damonem. Sama.
Stefan wstał i podszedł do brata. Razem w ciszy przez chwilę studiowali jedną ze stron. Ich oczy przesuwały się od lewej do prawej, a potem z powrotem. Finalnie Stefan uśmiechnął się pod nosem, a błyszczące oczy ich obojga wskazywały na radość.
- W takim razie ja pójdę - powiedział w końcu Stefan, prostując się. Damon kiwnął głową i lewą ręką rozluźnił krawat, prawą zaś odłożył pamiętnik na stolik.
Chłopak wybiegł z salonu. Elena słyszała jeszcze, że kręci się po holu, a potem wychodzi.
- Co znaleźliście? - spytała Elena, podchodząc do Damona.
- Odkryliśmy pewną tajemnicę rodzinną - odparł z uśmiechem, kładąc ręce po swoich bokach.
Elena zbliżyła się jeszcze, a potem usiadła na jego kolanach.
- A jaką? - dociekała. Chwyciła czarny krawat w ręce i pociągnęła go lekko.
- Jeśli ci powiem, to nie będzie tajemnica - rzucił. Elena zauważyła, że jego niebieskie oczy nie przypominały już kolorem lodu. Były ciemniejsze. Znacznie ciemniejsze.
Lewą ręką zaczął muskać kawałek skóry pomiędzy jej spodniami a koszulką. Zachichotała mimowolnie.
- Mam łaskotki - powiedziała, przysuwając się bliżej jego torsu.
- A ja wielką ochotę na pewną rzecz - mruknął, składając pocałunek na jej szyi.
- Chyba nadal jestem na ciebie zła - powiedziała, oddychając go lekko. Zmrużyła oczy i przesunęła palcem wzdłuż jego szyi aż do zapięcia koszuli.
- A jeśli ci odpłacę za te wszystkie okropieństwa? - zaproponował, łapiąc ją za biodra. - Nie daj się prosić kotku...
Elena poczuła jak jej serce kołacze z pragnienia. Chciała go poczuć. Musiała. To było zbyt silne uczucie.
- A kochasz mnie? - spytała, pochylając się nad Damonem i zaglądając mu w oczy, by móc doszukać się prawdy.
- Masz wątpliwości? - spytał, po czym uniósł podbródek i pocałował ją mocno.
- Powinniśmy...- wywymruczała Elena między pocałunkami.
Damon nie czekał na dokończenie, tylko wziął ją na ręce i wbiegł na górę.

###

HEJ MIŚKI! JAK MIJAJĄ WAKACJE? U MNIE TROSZKĘ NUDNAWO X/
ROZDZIAŁ MIAŁ BYĆ WCZEŚNIEJ, ALE STWIERDZIŁAM, ŻE DOPISZĘ OSTATNIĄ SCENĘ XD NIE GNIEWACIE SIĘ CHYBA XDD
TAKA MAŁA PROŚBA - JEŚLI CZYTASZ, PROSZĘ, DAJ W KOMENTARZU NAWET TYLKO X ALBO COKOLWIEK. BARDZO DZIĘKUJĘ :))
HAVE A NICE DAY :*

czwartek, 31 lipca 2014

Liebster Blog Award

Z tego miejsca pragnę serdecznie podziękować Karolince L. oraz Paulinie Nowak za nominacje :D
To miłe, że podoba Wam się to, co piszę ;)

Odpowiedzi na pytania od Karolinki L.:
Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem?

Otóż odkąd pamiętam pisałam 'do szuflady'. Kręcą mnie takie opowieści :)) A jeśli chodzi o blogowanie, zaczęłam od Zazdrość zabija (tvdopowiadanie.blog.pl ) bo po prostu kontynuacja powieści wielkiej Lisy Jane Smith wydała mi się śmieszna xD A potem: pomysł na Oddech - bum! - i oto jestem.

Co wolisz: wakacje czy ferie zimowe?

Wakacje! 

Twoje największe marzenie.

Aktualnie - spotkać się z obsadą TVD lub uczestniczyć w koncercie one direction <3

Ulubione książki.

Pamiętniki wampirów ♥ Intruz, Szeptem. 

Najlepszy sposób na spędzenie wolnego czasu?

Spotkanie ze znajomymi :)

Ile masz lat?

16

Czy masz rodzeństwo?

Mam :)

Najszczęśliwsze wspomnienie.

Oj, nie było chyba jeszcze takiego... wszystko przede mną :)

Ulubiona pora roku.

Lato.

Ulubione miejsce.

Mój pokój :)

Co robisz, kiedy się zdenerwujesz? 

Wyładowywuję złość na tt :D
@zadelenowana


Pytania od Pauliny:

1. Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem?

Wyżej proszę :)

2. Jak aktywnie spędzasz czas?

Biegam, ćwiczę, pomagam tacie...

3. Ulubiona postać z TVD? Uzasadnij.

Moimi ulubionymi postaciami są bracia Salvatore. Kibicuje ich relacjom od początku. Damona uwielbiam za poczucie humoru, za to, jakie ma podejście do życia, za krytycyzm, sarkazm... ale i za to, że oddałby życie za bliskich mu 'ludzi'. Myślę, że mamy dużo wspólnego :)
A Stefana... bo jest uroczy, lojalny, miły, przyjacielski... ale czasem pokazuje, że nie warto z nim zadzierać xD Kocham te momenty, kiedy stawia na swoim i wykorzystuje swoją siłę żeby pokazać, że nie zawaha się zabić by chronić bliskich :')
DEFAN FOREVER!

4. Ile masz lat?
16

5. Masz rodzeństwo?

Mam :)

6. Kolor oczu.

Niebieskie :3

7. Gdzie spędzasz wakacje?

Prawie cały czas siedzę w domu ://

8. Jeżeli wybierasz się do szkoły średniej, to jaki kierunek wybierasz?

Od września idę na biol chem ang ;)

9. Ulubiony kolor.

Czerwony i czarny.

10. Masz zwierzątko?

Mam duuużo zwierzątek xD

11. Co sadzisz o moim blogu?

Jeszcze nie czytałam :/ ale się za to wezmę  xD




A ja... nie nominuję nikogo xD
Praktycznie wszystkie blogi miały już nominacje. Nie chcę mieszać... a do tego leń ze mnie :)


Rozdział dodam pojutrze ;*


sobota, 19 lipca 2014

Rozdział XII

- Kocham cię - powiedział, obejmując ją od tyłu. Poczuła jego silne ramiona na swojej talii i palce łaskoczące jej brzuch. Zorientowała się, że przyciska także swój ciepły policzek do jej twarzy.
Nie czuła się niezręcznie, tak, jak wtedy, kiedy przytulała się do Matta. Nie była zdystansowana ani zaniepokojona. Nie myślała o tym, że to nieodpowiednie.  Po prostu się uśmiechnęła.
Zrozumiała, że odnalazła tego, kogo szukała. Tego jedynego.
- Też cię kocham - odparła Elena.
Zorientowała się, że Damon powinien być smutny czy nawet zły.
To był ten dzień.  Rocznica  śmierci jego mamy oraz taty. Rocznica zabójstwa ojca. A oni stali przed bramą cmentarza i obejmowali się, obojętni na wszystko. Jakby Damon nie był częścią tego wszystkiego. Jakby żyli w innym świecie.
Elena poczuła ostry ucisk w brzuchu.
To nerwy, pomyślała. Musiała się uspokoić.
- Damonie - usłyszała głos ze swojej prawej strony. Odwróciła się do mężczyzny ubranego w dżinsy i czarną koszulę. Był blondynem o ostrych rysach twarzy i oczach koloru igieł sosny. Wyglądał na zmęczonego,  ale także smutnego.
Stefan, pomyślała Elena. Ten gwałciciel, brat Damona, przed którym przestrzegał ją Klaus. Jednak mimo wszystko się uśmiechnęła. To wszystko wyglądało na głupi żart.  Ten chłopak nie wyglądał nawet na takiego, który mógłby skrzywdzić muchę.
- Tak? - spytał Damon wesoło. Stefan zmarszczył brwi.
- Powinniśmy iść - powiedział. Potem spojrzał na Elenę i po chwili wyciągnął do niej rękę. - Stefan, brat Damona.
Dziewczyna chciała wyciągnąć rękę, ale mocny uścisk czarnowłosego jej na to nie pozwolił. Nie chciała się z nim szamotać, więc od razu odpuściła.
- Elena - przedstawiła się grzecznie.
Stefan spojrzał na brata, a potem opuścił rękę. Westchnął jeszcze i posłał Elenie przelotne spojrzenie.
- Chodź już Damon - powtórzył cierpko, jakby wcale nie chciał tego mówić. A potem zniknął za bramą.
- Nie chcę, żebyś z nim gadała - powiedział Damon, odwracając Elenę przodem do siebie. Patrzył jej prosto w oczy. Mówił ciepłym tonem, ale palce, które niemal wbijały się Elenie w skórę sugerowały, że nie przyjmie protestu.
- Dlaczego? - zdziwiła się. - Wcale nie wygląda na...
- Ja też nie wyglądam na mordercę - syknął Damon cicho, lecz ostro.
Coś czaiło się w tych jego oczach. Tajemnica, zagadka, rezerwa. Obrzydzenie.
- Dobrze - wydusiła Elena w końcu. Tego dnia naprawdę nie chciała się z nim wdawać w dyskusję.

###

Po zakończeniu uroczystości, na cmentarzu, w której uczestniczyło zadziwiająco dużo osób, zrobił się mały zamęt. Kilka starszych pań ubranych w ciemne garsonki i kapelusze podeszło do nagrobka i złożyło na nim kwiaty, ocierając krokodyle łzy.
- To ciotki z Londynu - poinformował Elenę Damon. - Nie odzywaj się do nich, najlepiej unikaj.  Nie mają o mnie i Stefanie dobrego zdania, bo kiedyś...
- Damon! Kochanie, prawie cię nie poznałam!
Elena miała ochotę się roześmiać, ale nie wypadało,  gdyż niska kobieta o skrzekliwym głosiku była już obok chłopaka i uśmiechała się szeroko. W jej wyglądzie rzuciły się Elenie oczy kobiety - niebieskie jak zimowe niebo, prawie szare. Jaśniejsze od tych Damona.
- Zmężniałeś - dodała z dumą, poprawiając czarną koszulę chłopaka.
- Babciu - odchrząknął znacząco Damon, chwytając staruszkę za ramiona. - Ostatnim razem widzieliśmy się rok temu. Nie gadaj głupot.
- A to twoja koleżanka? - spytała prosto z mostu staruszka, patrząc ciepło na Elenę i uśmiechając się.
Damon spojrzał na dziewczynę bez jakichkolwiek emocji.
- Tak. Koleżanka - powiedział.
Zabolało. Dlaczego nie powiedział, że jest jego dziewczyną?
Ale wytłumaczyła sobie to. Przecież babci z pewnością chodziło właśnie o dziewczynę. Na pewno.
- Damon, tak bardzo wam współczuję - odezwała się jakaś inna kobieta.  Elena zauważyła, że jest to jedna z tych ciotek z Londynu. Rzeczywiście, miała Brytyjski akcent.
Chłopak włożył ręce w kieszenie spodni i ułożył usta w wąską linię.
Elena widziała, jak się męczy. Miał ochotę zapalić. Ale chyba to nie głód nikotyny był główną przyczyną jego rozstrojenia.
Nikt nie wiedział. Nikt nie miał pojęcia, co tak naprawdę się stało rok wcześniej. Żadna z tych płacących nieszczerze, albo i całkiem szczerze, kobiet nie wiedziała, że otrucie lekami Rachel Salvatore nie było przypadkiem, a śmierć jej męża to nie wina zawału spowodowanego szokiem. Nie śmiały nawet pewnie pomyśleć, że mężczyzna, któremu tak szczerze współczują, jest mordercą własnego ojca.
- Może przyjedziecie do mnie...
- Twoja mama byłaby dumna z takiego syna...
- Pamiętam, jak się uśmiechała...
- Ależ oni podobni do ojca!
Elena sama miała dość. Do jej głowy napłynęły przykre wspomnienia z pogrzebu rodziców. Wiedziała, co czuje teraz Damon. Niepewność. Zażenowanie. Może i smutek. Na pewno złość, chęć wyrwania się stąd i ucieczki w ciszę.
Zauważyła, że Stefan próbuje dostać się do brata, grzecznie, ale stanowczo przepychając się między ludźmi, którzy już zdążyli odstąpić ją i Damona.
Spojrzała na blondyna wymownie. Skinął głową. Rozumieli się bez słów. Trzeba to skończyć.
Ale Damon już najwyraźniej wymruczał jakąś uwagę, bo kilka kobiet stojących wokół niego ucichło. Stały teraz z otwartymi ustami i gapiły się na chłopaka z niedowierzaniem.
- Powiedziałem - powtórzył już głośno Damon. - Zamknijcie się, do kurwy nędzy.
Jego oczy ciskały pioruny. Na szczęście nie patrzył na nikogo. Gapił się w niebo, tego dnia szare i brzydkie. Elena zauważyła, że ilekroć uczestniczyła w jakiejś ceremonii na cmentarzu, pogoda była pod psem.
- Damon - Stefan wreszcie dostał się do brata i chwycił go za ramię. - Chodź już.
Po długiej chwili ludzie zrozumieli.  Zaczęli się rozchodzić. Tylko kilka nadgorliwych ciotek oraz babcia zostało i gapiło się,  jak Damon w końcu się rozluźniła, a potem siada na środku chodnika i chowa twarz w dłoniach.
- Uspokój się - mruknął Stefan, przykucając przy bracie.
- Jestem spokojny jak cholera - powiedział ostro Damon. - Odwal się.
- Damon - Elena także przykucnęła obok chłopaka. - Idź zapal, co?
Sama zdziwiła się na te słowa. Ale stwierdziła, że to mu pomoże. Tylko dzisiaj.
Damon zaśmiał się gorzko i spojrzał na nią z dziwnym wyrazem twarzy.
- Ty mnie namawiasz? - spytał, mrużąc oczy i delikatnie przedłużając sylaby.
Przytaknęła ruchem głowy.
- Niezły pomysł, kochanie - powiedział. Mówił już spokojniej, ale przed Eleną nie ukryło się nic - ani drżące palce, ani złowieszczy błysk w oku. Wstał, a potem nie zaszczyciwszy spojrzeniem żadnej z fałszywych ciotek,  zniknął gdzieś w tłumie.
- Szuka Alarica - wyjaśnił Stefan. - Teraz Damon nie nosi przy sobie fajek. To chyba dzięki tobie, Eleno - powiedział z uśmiechem. - Jak to zrobiłaś?
- Nie wiem - mruknęła, pamiętając, że Damon nie pozwolił jej rozmawiać z jego bratem. Ale nie chciała być niemiła. To nie leżało w jej naturze.
Zostali sami. Ludzie jeszcze krzątali się przy nagrobkach i rzucali im ciekawskie spojrzenia.
- Wiem, że Damon ci wszystko powiedział - wyznał Stefan trochę niepewnie i cicho. - To, co się stało...
- Nie ma znaczenia - przerwała mu Elena. Zaczęła bawić się dużym guzikiem od kurtki.
- Owszem, ma - syknął Stefan. - Musisz być czujna.
- Bo co? Bo mnie zabije? - prychnęła. Była zła.  Stefan był już drugą osobą, która przestrzegała ją przed Damonem.
- Cicho - powiedział chłopak, rozglądając się nerwowo wokoło. Na szczęście nikt ich nie obserwował. - Nie o to chodzi. On... ma głupie pomysły. I często miewa ukryte intencje.
- On mnie kocha - szepnęła dziewczyna, wreszcie spoglądając mu w oczy.  Wydawał się być naprawdę zdenerwowany i przejęty. - Zresztą... ty też nie jesteś święty z tego co wiem.
- Nie twierdzę, że cię nie kocha - powiedział spokojnie. Przeczesał dłonią ciemnoblond włosy i włożył ręce do kieszeni dżinsów. - Po prostu jest dupkiem, bawi się. Lubi się bawić, choćby nie wiem ile zaprzeczał - powiedział. - A jeśli chodzi o mnie, to masz rację.  Przechodziłem załamanie. I postępowałem niewłaściwe, nawet bardzo. Ale wyszedłem na prostą. I chcę zapomnieć o tym, co zrobiłem - wyznał.
- Co masz na myśli mówiąc, że Damon się bawi? - spytała Elena cicho, rozglądając się, czy oby chłopak już nie wraca.
Zauważyła go,  wracał pustym już prawie chodnikiem.
- Pamiętnik - rzucił krótko Stefan i odwrócił się na pięcie.
To by było na tyle.
Pamiętnik? Jaki pamiętnik?
Ale kiedy Damon do niej podszedł,  zapomniała o całym Bożym świecie.
Wydawało się, że jest spokojniejszy. Uśmiechał się nawet do niej, zauważyła, że błyszczą mu oczy. Zaciekawiło ją, o czym myślał.
- Czasem miewasz dobre pomysły - powiedział, ucałowywując jej policzek. Poczuła jego oddech na szyi. Przypomniał się jej wieczór,  kiedy uratował jej życie.
- Czasem? - spytała zadziornie.
Pragnęła, aby ją pocałował.
- Słuchaj, muszę dziś zdobyć ten pamiętnik pradziadka - zmienił temat. Złapał w palce kosmyk jej brązowych włosów i wbił w niego wzrok. Czarne rzęsy przysłoniły jego oczy, ale Elena zdołała wyczytać po ułożeniu jego warg, że jest zniecierpliwiony.
- A po co ci on? - spytała zaciekawiona. Damon dużo mówił o pamiętniku, ale nadal nie wyznał, co nim kieruje.
- Pamiątka rodzinna - powiedział szybko. Za szybko. - To co Salvatore'ów, musi być u Salvatore'ów - dodał szorstko.
- Ty chcesz go ukraść - zaoponowała, strącając jego palce. - A ty kochanie mi pomożesz - odparł pewnie, obejmując ją w talii i zmuszając, by spojrzała mu w oczy.
Zbliżył się jeszcze bardziej. Elena poczuła, że jej serce przyspiesza. Mimowolnie otworzyła usta, a Damon odebrał to jako zaproszenie i dotknął wargami jej usta.
- A skąd ta pewność? - spytała cicho, siląc się na spokój. Ale nie mogła powstrzymać tego, co czuła w obecności Damona.
- Bo mnie kochasz - odparł. - Bo nawet jeszcze cię nie pocałowałem, a ty już wariujesz - zaśmiał się z ustami przy jej twarzy.
Elena zaczerwieniła się lekko i spróbowała odepchnąć chłopaka. Jednak ten trzymał ją w żelaznym uścisku.
- Ja z miłości jeszcze nie zgłupiałam - odparła hardo. - Zrobię wszystko, ale nie pomogę ci w kradzieży.
Damon mruknął pod nosem coś,  co Elena nie do końca zrozumiała.
- Co mówisz? - spytała, marszcząc brwi.
- Jeszcze zobaczymy, skarbie - powtórzył trochę wyraźniej. Potem pocałował ją w usta i odszedł.

###

Tego popołudnia Elena postanowiła odwiedzić Caroline,  korzystając z tego,  że George gdzieś wyparował. Nie widziała go oglądać dwóch dni,  ale nie przejęła się tym. Dla niej tak było lepiej. Wreszcie była wolna.
Caroline wyglądała naprawdę dobrze.  Wręcz tryskała energią.
- Wejdź kochanie! - zawołała od progu z wielkim uśmiechem na twarzy.  Blond loki pięknie układały się jej na ramionach a niebieskie oczy błyszczały.
- Jak tam u ciebie? - spytała Elena, która na początku zdenerwowana dziwnym zachowaniem Damona, teraz zaczęła uśmiechać się pod wpływem przyjaciółki. Brudne myśli opuściły ją w momencie, w którym blondynka wpuściła ją do środka.
- Powiedziałem Klausowi o dziecku - odparła z entuzjazmem. Po jej minie Elena stwierdziła, że chłopak się ucieszył.
- I? - spytała, ciekawa szczegółów, przygryzając wargę. Caroline uśmiechnęła się zagadkowo.
- On będzie najlepszym ojcem na świecie - westchnęła rozmarzona, wprowadzając Elenę do swojego pokoju. Jak zwykle panował tam idealny porządek. Brunetka usiadła na zasłanym zieloną kapą łóżku i spojrzała na szczęśliwą Caro.
- Nie wątpię - przytaknęła. Z żalem pomyślała o Damonie. Kochała go, ale to była inna miłość. Bardziej namiętna niż delikatna. Ostatnio zaczął ją nawet przerażać.
- Zrobię ci kawę - powiedziała blondynka i zanim Elena zdążyła zareagować, Caroline już nie było.
Brunetka położyła się więc na łóżku z zamiarem pogapienia się na sufit przyjaciółki, który pokrywały przeróżne zdjęcia, także jej i Bonnie. Nie mogła jednak tego zrobić, bo zorientowała się, że pod kapą jest coś twardego. Wiedziona wrodzoną ciekawością wyjęła spod pościeli różowy zeszyt w twardej oprawie. Nie wiedziała, że Caroline prowadzi pamiętnik!
Postanowiła zajrzeć do środka. Tylko jedno małe zerknięcie.
Ale kiedy otwierała zeszyt,  w drzwiach nagle zjawiła się Caro.  Elena odruchowo odrzuciła pamiętnik i zamarła z otwartymi ustami. Zachowała się jak pięciolatka. Było jej głupio.
- Eleno wolisz... - Caroline także zamarła.
Między nimi nastała niezręczna cisza.
- O mój Boże. Przeczytałaś - szepnęła blondynka, rozszerzając oczy.
Elena chciała zaprzeczyć, ale cokolwiek by powiedziała, zabrzmiałoby niedorzecznie.
- Kochanie, tak mi przykro, że dowiadujesz się w ten sposób! - zawołała, pobiegając do Eleny. Dziewczyna zamarła, kiedy Caroline się do niej przytuliła. - Rodzice na pewno cię kochali jak własną córkę.
- Że co? - spytała Elena. - Nie czytałam twojego pamiętnika!
Caroline znieruchomiała. Brunetka poczuła okropną gulę w gardle.
- Kurde, znowu za dużo powiedziałam - syknęła Caro, odsuwając się od przyjaciółki.
Elenę zalała lawina sprzecznych emocji. Z jednej strony chciała się śmiać, a z drugiej płakać.
- To żart? - spytała. Usłyszała, że jej głos drży. W tej chwili z oczu popłynęły jej łzy.
- Eleno...
- Nie Elenuj mi tu! - załkała. - Powiedz prawdę.
Caroline zamknęła oczy i wypuściła ze świstem powietrze nagromadzone w płucach.
- Byłaś adoptowana - odparła.
Wszystko co Elena tak starannie układała przez całe swoje życie, nagle runęło. Po prostu wszystko, w co wierzyła, straciło sens.
- Skąd wiesz? - spytała, prosząc, by Caroline nie miała tej informacji z pewnego źródła.
- Od Matta. Ktoś cię szukał, Eleno. Twoja mama. Była u Matta w barze - odparła Caroline spokojnie.
Elenie nie pozostało nic innego, jak tylko położyć się na łóżku i ukryć twarz w dłoniach.
Masakra. Tragedia. Istny cyrk na kółkach.
Ale nie poleżała tak długo, bo nagle zadzwonił jej telefon. Niechętnie sięgnęła do kieszeni i zobaczyła na wyświetlaczu numer Damona. Odebrała.
- Skarbie, gdzie jesteś? - spytał chłopak miłym tonem. Zbyt miłym.
- U Caroline - mruknęła. Nie powinien poznać, że płakała. A jednak.
- Co się dzieje? - spytał.
- Nic - odparła zwięźle.
- Słońce, jesteś dla mnie najważniejsza. Powiesz,  co cię trapi? - poprosił. Elena mimowolnie się uśmiechnęła.
- To nie rozmowa na telefon - wyjaśniła pospiesznie.
- Jadę po ciebie - zakomunikował. Nie pytała,  czy wie, gdzie mieszka Caroline. Zapewne i tak sam wiedział. Ten facet ją zadziwiał. - Zastanowiłaś się już nad moją propozycją?
- Tak - odparła Elena, kątem oka zauważając, że Caroline wychodzi z pokoju. I tak podsłuchiwała, to było oczywiste. - I się nie zgadzam.
Usłyszała westchnienie Damona.
- Kotku. Zastanów się jeszcze raz. Wiesz,  jakie to dla mnie ważne - powiedział. Dałaby głowę, że właśnie marszczy brwi.
- Wiem, ale nie mogę ci pomóc - odparła spokojnie lecz stanowczo.
- Dobrze - warknął. Choć dzieliła ich spora odległość, poczuła dziwne dreszcze na plecach. Zamknęła oczy. Błagała, żeby odpuścił. Kochała go całym sercem, ale pomysł z pamiętnikiem był niedorzeczny. - Nie chciałem, żeby to się tak potoczyło, ale nie dajesz mi wyboru, kochanie.
Elena przełknęła ślinę. Miała nadzieję, że nie usłyszał, jak głośno.
- Albo mi pomożesz, albo Klaus dowie się, kto będzie prawdziwym tatą dziecka Caroline - powiedział z satysfakcją.
- Nie możesz - pisnęła Elena cicho, żeby Caro jej nie usłyszała.
- Wiesz, że mogę - odparł. - Jadę po ciebie - zakomunikował ostro i rozłączył się.
To był najgorszy dzień w jej życiu.
Z tego wszystkiego brzuch zaczął ją boleć tak okropnie, że zaczęła płakać.

###

MOJE KOCHANE!
PO PIERWSZE: SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA ŻYCZENIA! KOCHAM WAS :*
DWA: ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ ILOVEDAMON, MOJEJ BLIŹNIACZCE XD ILSM ♡
TRZY: MAŁO DELENY - OWSZEM. ALE NIECH MNIE STRUŚ KOPNIE, JEŚLI CAŁY NASTĘPNY ROZDZIAŁ NIE BĘDZIE IM POŚWIĘCONY!
CZTERY: NA tvdopowiadanie.blog.pl pojawił się epilog :)

Jeszcze raz dziękuję!

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział XI

Niedzielny ranek. Stefan, nie przejmując się tym, że jego brat jeszcze śpi, z hukiem zamknął frontowe drzwi i zaczął głośno gwizdać melodię, która ostatnio utkwiła mu w głowie. On wyspał się już dwie godziny wcześniej, zdążył nawet zrobić poranny, ostry trening.
 Podszedł do Damona, który zasnął na kanapie.
- Zamknij się - mruknął czarnowłosy, chowając głowę w oparcie mebla.
- Matty dostanie w zęby - zaśmiał się Stefan, widząc, że brat ma kaca. Wiedział, że upił się on w barze. - Tobie zresztą też nie odpuszczę - dodał i szturchnął go kolanem w plecy. - Wstawaj dziadku.
Damon zaklął pod nosem, ale kiedy Stefan nie przestawał go dręczyć, oddał mu mocny cios lewą nogą.
Stefan, wcale niezrażony, znów zaczął nucić piosenkę i wyszedł na chwilę z pokoju, żeby potem z uśmiechem na ustach oglądać, jak potężne cielsko Killera przygniata Damona, a szorstki język psa ociera się o jego blade policzki.
- Idiota! - zawołał wkurzony Damon, zeskakując z kanapy. Czarne włosy sterczały mu dookoła głowy, a pod oczami miał sine wory.
- O której wróciłeś? - spytał Stefan już całkiem poważnie. Killer zniechęcony krzykiem Damona usiadł w kącie i zaskomlał.
- Nie twój pieprzony interes - odburknął, ściągając pomiętą koszulkę.
- Jasne - mruknął Stefan. - Na czym w ogóle stoimy? W kwestii z pamiętnikiem.
- Przestań zadawać pytania! - zawołał Damon, kierując się do kuchni.  Blondyn westchnął i złapał go za ramię.
- Ogarnij się, bo może się to źle skończyć - powiedział, patrząc bratu w oczy. - Wiesz, co robisz?
- A nie ufasz mi?  - syknął Damon i wyrwał się z uścisku.
Stefan ruszył za nim. Schował ręce w kieszeniach czarnych dresów i westchnął, obserwując, jak brat szuka czegoś do picia w lodówce.
- Jakoś nie mogę się zdobyć na coś takiego - odparł.
Damon odpuścił przeszukiwanie lodówki i odwrócił się do brata z dziwną miną.
- Cały rok żyliśmy w zgodzie - powiedział chłodno. - Coś się zmieniło? Coś, do cholery, nagle jest źle?! - spytał szorstko Damon, mrużąc oczy jak zwierzę gotowe do ataku.
- Tak - odparł Stefan, siląc się na spokój. - Myślałem ostatnio bardzo dużo...
- Więc lepiej nie myśl! - zawołał Damon, strącając w niekontrolowanym odruchu pusty dzbanek na kawę. Głuchy brzęk wypełnił kuchnię, a szkło rozprysło się na całe pomieszczenie. Damon zamarł i przez chwilę tylko gapił się w podłogę, konkretnie na czerwoną plastikową rączkę od naczynia.
- Ktoś musi - powiedział Stefan ostro. - Wiesz co? - syknął. - Na początku to było dobre. Zabawa w złych chłopców skrzywdzonych przez świat. Ale to nie pozwoliło mi zapomnieć. Ani na chwilę - powiedział, wyciągając ręce z kieszeni i zaciskając je na blacie. - Ale ja tak nie mogę. I ty też nie jesteś już tym słynnym Damonem Salvatore, postrachem ulicy,  jakim byłeś rok czy pół roku temu. Zmieniasz się - wyznał. - To cię dopada.  Poczucie winy.  I dopadnie prędzej czy później.
Damon spojrzał na brata wilkiem i otworzył usta w niedowierzaniu. Oddychał szybko. Jeszcze raz rzucił okiem na odłamki szkła na podłodze i znów spojrzał na Stefana.
- Nie będę już taki jak kiedyś. Nie oczekuj ode mnie tego, czego nie można już zrobić w żaden sposób - powiedział chłodno i nie zważając na szkło wyszedł z kuchni, kierując się na górę, do swojego pokoju.
A najgorsze w tym wszystkim było to, że Stefan miał rację.  Zabił ojca. A sumienie już trzymało go za jedną nogę. I chciało go zamordować, zjeść żywcem.

###

Elena obudziła się z nowym jej uczuciem.  Pomyślała, że może to zmiana pogody, albo też fakt, że zmieniła pościel poprzedniego wieczora.
Ale nie.
To uczucie pochodziło z wewnątrz. Pierwszy raz od bardzo dawna czuła się naprawdę dobrze.
Z uśmiechem na ustach wyskoczyła z łóżka i podeszła do białej toaletki. Zauważyła, że skóra na jej policzkach jest zaróżowiona. Pierwszy raz od bardzo dawna czuła się dobrze w swoim ciele. Wszystko wydawało się być radosne i kolorowe, liście zieleńsze, niebo bardziej niebieskie. Ona ładniejsza. Damon... Nie.  On już nie mógł być bardziej perfekcyjny.
Spojrzała na zegar - wskazywał dopiero siódmą.  Była niedziela, więc została sama w domu.  George udał się do rodziny w ramach wolnego. W południe miała wpaść Jenna.
Może kiedyś by ją to zmartwiło. Byłaby może zła, czy coś.  Ale teraz... poczuła,  że nie straszna jej nawet poważna i zapracowana ciotka Jenna.
Była szczęśliwa.  Pierwszy raz od bardzo dawna.
Z uśmiechem na ustach usiadła na łóżku i zaczęła wspominać poprzedni dzień. Damon wyznał jej prawdę na temat śmierci jego matki. Opowiedział, dlaczego ją uratował.  Byłaby zimną suką,  gdyby jej to wszystko nie ruszyło.
A potem... Potem poszli na spacer. I całował ją.  Najpierw delikatnie. Ale chciał więcej. Ona też. Pamiętała dokładnie twardą korę drzewa i sposób, w jaki drażniła jej plecy. Ale jego usta były miękkie, wynagradzające całą tą niedogodność.
A potem nie pamiętała. Nie zarejestrowała tego, jak wsiedli do samochodu. Jak podsadził ją do okna. Wiedziała, że to się stało, lecz jej umysł nie zapisał obrazów.
Ale zapamiętała, co czuła.
I to było najlepsze uczucie na ziemi.  Ten, kto nie zaznał miłości, nie będzie umiał sobie tego wyobrazić.
Tak. Kochała go. Kochała Damona Salvatore do szaleństwa.
Ze wszystkimi wadami. Z przeszłością. Pragnęła go całego. Tu i ...
- Słońce, już nie śpisz?
Wzdrygnęła się, zaskoczona. Ton jego głosu - zachrypnięty, uwodzicielski, wprawił ją niemal w euforię. Odwróciła się pospiesznie i zobaczyła, jak Damon zgrabnym ruchem wskakuje do jej pokoju.
Zamarła z zachwytu. Myliła się.  Był jeszcze bardziej perfekcyjny niż wczoraj. Widziała, że dopiero wstał, bo jego włosy były w nieładzie, jeszcze nawet nie do końca zdążyły wyschnąć po porannym prysznicu. Podszedł do niej i spojrzała mu w oczy, błękitne i przejrzyste, patrzące na nią figlarnie.
Uśmiechnęła się.
Zaskoczył Elenę. Po prostu ją popchnął i znalazł się tuż nad nią, z ustami muskającymi jej szyję. Przyparł mocno do jej ciała, aż poczuła jego biodra, mimo swoich i jego spodni.
Niemo błagała, by w końcu dotknął jej gorących i spragnionych warg. Objęła jego szyję i przeczesała drobnymi palcami czarne włosy Damona.
Rozpalał w niej jakiś płomień, który dotąd pozostawał uśpiony w zakamarkach jej umysłu. Uśmiechnęła się czując, że pocałunki Damona zaczynają ją łaskotać. Zaśmiała się cicho.
- Dlaczego nie zostałem na noc? - mruknął nisko. - Tak cholernie tęskniłem...
- Tak, że wstałeś o siódmej rano? - zaśmiała się, zmuszając chłopaka w końcu, by na nią spojrzał.
- Oczywiście - powiedział, ucałowywując jej policzek i kładąc się obok niej. - Dla ciebie mogę nawet wstać o siódmej rano, byleby cię tylko zobaczyć.
Uśmiechnęła się lekko.
- Ale dużo bardziej wolałbym, gdybyśmy budzili się o pierwszej w południe, ale mieli za sobą nieprzespaną noc - dodał i cmoknął Elenę w usta.
Dziewczyna zarumieniła się na te słowa, ale Damon tego nie zauważył, bo przycisnął swoje wargi do jej pełnych, różowych ust i pocałował żarliwie, kreśląc kółka na jej brzuchu.
Chłonął ją całą.  Brał wszystko, co chciał. Wysysał jej duszę z każdym swoim oddechem, każdym pocałunkiem, dotykiem jej rozpalonej skóry.
A Elena zatracała się coraz bardziej i bardziej. Płynęła głębiej, choć wiedziała, że może nie starczyć jej powietrza, aby wrócić na powierzchnię.

###

Jenna zjawiła się na obiedzie naturalnie z Alarickiem.  Zamówili oni wcześniej obiad w jakiejś włoskiej restauracji. Zjedli we względnym spokoju i usadowili w salonie, Alaric i Jenna na czerwonej skórzanej kanapie, a Elena zajęła duży fotel do kompletu mebli.
- Eleno, jakie masz plany na przyszłość? - spytał uprzejmie Rick, uśmiechając się.
To chyba oczywiste, że nie miała najmniejszej ochoty opowiadać o swoich przewidywaniach. Nie była jeszcze tak do końca pewna, co chce w życiu robić. Ale Alaric był naprawdę miłym facetem. Mogła zrobić wyjątek.
- Rozpocznę od października studia dziennikarskie - odparła uprzejmie.
Jenna uśmiechnęła się do Alarica, dumna z siostrzenicy. Dziennikarstwo było jej pomysłem.  Elena wolałaby architekturę, projektowanie wnętrz czy budynków. Ale Jenna była nieugięta.
- Brawo. Przyszłościowy zawód - powiedział Alaric. - Wolałabyś gazetę czy telewizję? Bo z taką twarzą...
Jenna dźgnęła go łokciem w bok,  więc nie dokończył zdania. Elena zignorowała ciotkę i uśmiechnęła się do mężczyzny.
- Rzeczywiście wolałabym telewizję - odparła. Zrobiła to na złość Jennie.  Wiedziała, że tamta nie chce wpychać Eleny przed ekrany. Dlatego teraz miała niemałą satysfakcję.
- Tak się składa, że mam dla ciebie propozycję...
- To ja pójdę sprawdzić, czy mamy jakieś ciastka - powiedziała Jenna i wstała, poprawiając beżową spódnicę. Po chwili,  kiedy zniknęła w przedpokoju, Alaric chrząknął znacząco.
- Powiem wprost, Eleno...
Dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie.  Rick mógł jej załatwić staż! Niesamowite! Nie było tego po niej widać, ale w środku aż kipiała z podekscytowania.
- Twoja znajomość z Damonem nie prowadzi do niczego dobrego - stwierdził mężczyzna, patrząc jej prosto w oczy.
Elena zamarła zdezorientowana. Nie wiedziała, czy ma zaprzeczyć, że zna Damona,  czy może się przyznać. Ale jej milczenie trwało już za długo.
- Wiem, co cię z nim łączy.  I znam Damona prawie tak, jak jego brat - wyznał Alaric. - On cię skrzywdzi. Wykorzysta cię, by zdobyć pamiętnik i zostawi.
Elena poczuła dziwny ucisk w gardle.
- Nie prawda - zaprzeczyła szybko.
- Proszę, Eleno, nie brnij w to - powiedział mężczyzna błagalnie. Elena spojrzała mu w oczy, nieco ciemniejsze niż te Damona. Widziała w nich prawdę. Czuła, że Rick może mieć rację, ale po prostu nie chciała tego przyznać sama przed sobą.
- On mnie kocha - szepnęła dziewczyna, zaciskając dłonie na oparciu czerwonego fotela.
- Damon jest jak narkotyk - powiedział całkowicie poważnie Alaric, trochę zdenerwowany.
- Uzależnia? - prychnęła Elena, zakładając ręce na piersiach. Nie miała ochoty kontynuować tej rozmowy.
- Nie. Powoli cię zabija - odparł chłodno.

###

OSTATNIO JESTEM MNIEJ AKTYWNA, ALE WY TEŻ,  TAKŻE... NIE JESTEM JEDYNĄ WINNĄ XD
DOSTAŁAM SIĘ DO SZKOŁY, POTEM OGNISKA, SPOTKANIA ZE ZNAJOMYMI..
 SZKODA MI STAREJ KLASY.  LUDZIE TAM BYLI NAPRAWDĘ ZAJEBIŚCI ;D
NASTĘPNEJ NOTKI SPODZIEWAJCIE SIĘ 19, W MOJE URODZINY, CHYBA ŻE BEDZIE PONAD 10 KOMENTARZY, TO BĘDZIE WCZEŚNIEJ :)