Niedzielny ranek. Stefan, nie przejmując się tym, że jego brat jeszcze śpi, z hukiem zamknął frontowe drzwi i zaczął głośno gwizdać melodię, która ostatnio utkwiła mu w głowie. On wyspał się już dwie godziny wcześniej, zdążył nawet zrobić poranny, ostry trening.
Podszedł do Damona, który zasnął na kanapie.
- Zamknij się - mruknął czarnowłosy, chowając głowę w oparcie mebla.
- Matty dostanie w zęby - zaśmiał się Stefan, widząc, że brat ma kaca. Wiedział, że upił się on w barze. - Tobie zresztą też nie odpuszczę - dodał i szturchnął go kolanem w plecy. - Wstawaj dziadku.
Damon zaklął pod nosem, ale kiedy Stefan nie przestawał go dręczyć, oddał mu mocny cios lewą nogą.
Stefan, wcale niezrażony, znów zaczął nucić piosenkę i wyszedł na chwilę z pokoju, żeby potem z uśmiechem na ustach oglądać, jak potężne cielsko Killera przygniata Damona, a szorstki język psa ociera się o jego blade policzki.
- Idiota! - zawołał wkurzony Damon, zeskakując z kanapy. Czarne włosy sterczały mu dookoła głowy, a pod oczami miał sine wory.
- O której wróciłeś? - spytał Stefan już całkiem poważnie. Killer zniechęcony krzykiem Damona usiadł w kącie i zaskomlał.
- Nie twój pieprzony interes - odburknął, ściągając pomiętą koszulkę.
- Jasne - mruknął Stefan. - Na czym w ogóle stoimy? W kwestii z pamiętnikiem.
- Przestań zadawać pytania! - zawołał Damon, kierując się do kuchni. Blondyn westchnął i złapał go za ramię.
- Ogarnij się, bo może się to źle skończyć - powiedział, patrząc bratu w oczy. - Wiesz, co robisz?
- A nie ufasz mi? - syknął Damon i wyrwał się z uścisku.
Stefan ruszył za nim. Schował ręce w kieszeniach czarnych dresów i westchnął, obserwując, jak brat szuka czegoś do picia w lodówce.
- Jakoś nie mogę się zdobyć na coś takiego - odparł.
Damon odpuścił przeszukiwanie lodówki i odwrócił się do brata z dziwną miną.
- Cały rok żyliśmy w zgodzie - powiedział chłodno. - Coś się zmieniło? Coś, do cholery, nagle jest źle?! - spytał szorstko Damon, mrużąc oczy jak zwierzę gotowe do ataku.
- Tak - odparł Stefan, siląc się na spokój. - Myślałem ostatnio bardzo dużo...
- Więc lepiej nie myśl! - zawołał Damon, strącając w niekontrolowanym odruchu pusty dzbanek na kawę. Głuchy brzęk wypełnił kuchnię, a szkło rozprysło się na całe pomieszczenie. Damon zamarł i przez chwilę tylko gapił się w podłogę, konkretnie na czerwoną plastikową rączkę od naczynia.
- Ktoś musi - powiedział Stefan ostro. - Wiesz co? - syknął. - Na początku to było dobre. Zabawa w złych chłopców skrzywdzonych przez świat. Ale to nie pozwoliło mi zapomnieć. Ani na chwilę - powiedział, wyciągając ręce z kieszeni i zaciskając je na blacie. - Ale ja tak nie mogę. I ty też nie jesteś już tym słynnym Damonem Salvatore, postrachem ulicy, jakim byłeś rok czy pół roku temu. Zmieniasz się - wyznał. - To cię dopada. Poczucie winy. I dopadnie prędzej czy później.
Damon spojrzał na brata wilkiem i otworzył usta w niedowierzaniu. Oddychał szybko. Jeszcze raz rzucił okiem na odłamki szkła na podłodze i znów spojrzał na Stefana.
- Nie będę już taki jak kiedyś. Nie oczekuj ode mnie tego, czego nie można już zrobić w żaden sposób - powiedział chłodno i nie zważając na szkło wyszedł z kuchni, kierując się na górę, do swojego pokoju.
A najgorsze w tym wszystkim było to, że Stefan miał rację. Zabił ojca. A sumienie już trzymało go za jedną nogę. I chciało go zamordować, zjeść żywcem.
###
Elena obudziła się z nowym jej uczuciem. Pomyślała, że może to zmiana pogody, albo też fakt, że zmieniła pościel poprzedniego wieczora.
Ale nie.
To uczucie pochodziło z wewnątrz. Pierwszy raz od bardzo dawna czuła się naprawdę dobrze.
Z uśmiechem na ustach wyskoczyła z łóżka i podeszła do białej toaletki. Zauważyła, że skóra na jej policzkach jest zaróżowiona. Pierwszy raz od bardzo dawna czuła się dobrze w swoim ciele. Wszystko wydawało się być radosne i kolorowe, liście zieleńsze, niebo bardziej niebieskie. Ona ładniejsza. Damon... Nie. On już nie mógł być bardziej perfekcyjny.
Spojrzała na zegar - wskazywał dopiero siódmą. Była niedziela, więc została sama w domu. George udał się do rodziny w ramach wolnego. W południe miała wpaść Jenna.
Może kiedyś by ją to zmartwiło. Byłaby może zła, czy coś. Ale teraz... poczuła, że nie straszna jej nawet poważna i zapracowana ciotka Jenna.
Była szczęśliwa. Pierwszy raz od bardzo dawna.
Z uśmiechem na ustach usiadła na łóżku i zaczęła wspominać poprzedni dzień. Damon wyznał jej prawdę na temat śmierci jego matki. Opowiedział, dlaczego ją uratował. Byłaby zimną suką, gdyby jej to wszystko nie ruszyło.
A potem... Potem poszli na spacer. I całował ją. Najpierw delikatnie. Ale chciał więcej. Ona też. Pamiętała dokładnie twardą korę drzewa i sposób, w jaki drażniła jej plecy. Ale jego usta były miękkie, wynagradzające całą tą niedogodność.
A potem nie pamiętała. Nie zarejestrowała tego, jak wsiedli do samochodu. Jak podsadził ją do okna. Wiedziała, że to się stało, lecz jej umysł nie zapisał obrazów.
Ale zapamiętała, co czuła.
I to było najlepsze uczucie na ziemi. Ten, kto nie zaznał miłości, nie będzie umiał sobie tego wyobrazić.
Tak. Kochała go. Kochała Damona Salvatore do szaleństwa.
Ze wszystkimi wadami. Z przeszłością. Pragnęła go całego. Tu i ...
- Słońce, już nie śpisz?
Wzdrygnęła się, zaskoczona. Ton jego głosu - zachrypnięty, uwodzicielski, wprawił ją niemal w euforię. Odwróciła się pospiesznie i zobaczyła, jak Damon zgrabnym ruchem wskakuje do jej pokoju.
Zamarła z zachwytu. Myliła się. Był jeszcze bardziej perfekcyjny niż wczoraj. Widziała, że dopiero wstał, bo jego włosy były w nieładzie, jeszcze nawet nie do końca zdążyły wyschnąć po porannym prysznicu. Podszedł do niej i spojrzała mu w oczy, błękitne i przejrzyste, patrzące na nią figlarnie.
Uśmiechnęła się.
Zaskoczył Elenę. Po prostu ją popchnął i znalazł się tuż nad nią, z ustami muskającymi jej szyję. Przyparł mocno do jej ciała, aż poczuła jego biodra, mimo swoich i jego spodni.
Niemo błagała, by w końcu dotknął jej gorących i spragnionych warg. Objęła jego szyję i przeczesała drobnymi palcami czarne włosy Damona.
Rozpalał w niej jakiś płomień, który dotąd pozostawał uśpiony w zakamarkach jej umysłu. Uśmiechnęła się czując, że pocałunki Damona zaczynają ją łaskotać. Zaśmiała się cicho.
- Dlaczego nie zostałem na noc? - mruknął nisko. - Tak cholernie tęskniłem...
- Tak, że wstałeś o siódmej rano? - zaśmiała się, zmuszając chłopaka w końcu, by na nią spojrzał.
- Oczywiście - powiedział, ucałowywując jej policzek i kładąc się obok niej. - Dla ciebie mogę nawet wstać o siódmej rano, byleby cię tylko zobaczyć.
Uśmiechnęła się lekko.
- Ale dużo bardziej wolałbym, gdybyśmy budzili się o pierwszej w południe, ale mieli za sobą nieprzespaną noc - dodał i cmoknął Elenę w usta.
Dziewczyna zarumieniła się na te słowa, ale Damon tego nie zauważył, bo przycisnął swoje wargi do jej pełnych, różowych ust i pocałował żarliwie, kreśląc kółka na jej brzuchu.
Chłonął ją całą. Brał wszystko, co chciał. Wysysał jej duszę z każdym swoim oddechem, każdym pocałunkiem, dotykiem jej rozpalonej skóry.
A Elena zatracała się coraz bardziej i bardziej. Płynęła głębiej, choć wiedziała, że może nie starczyć jej powietrza, aby wrócić na powierzchnię.
###
Jenna zjawiła się na obiedzie naturalnie z Alarickiem. Zamówili oni wcześniej obiad w jakiejś włoskiej restauracji. Zjedli we względnym spokoju i usadowili w salonie, Alaric i Jenna na czerwonej skórzanej kanapie, a Elena zajęła duży fotel do kompletu mebli.
- Eleno, jakie masz plany na przyszłość? - spytał uprzejmie Rick, uśmiechając się.
To chyba oczywiste, że nie miała najmniejszej ochoty opowiadać o swoich przewidywaniach. Nie była jeszcze tak do końca pewna, co chce w życiu robić. Ale Alaric był naprawdę miłym facetem. Mogła zrobić wyjątek.
- Rozpocznę od października studia dziennikarskie - odparła uprzejmie.
Jenna uśmiechnęła się do Alarica, dumna z siostrzenicy. Dziennikarstwo było jej pomysłem. Elena wolałaby architekturę, projektowanie wnętrz czy budynków. Ale Jenna była nieugięta.
- Brawo. Przyszłościowy zawód - powiedział Alaric. - Wolałabyś gazetę czy telewizję? Bo z taką twarzą...
Jenna dźgnęła go łokciem w bok, więc nie dokończył zdania. Elena zignorowała ciotkę i uśmiechnęła się do mężczyzny.
- Rzeczywiście wolałabym telewizję - odparła. Zrobiła to na złość Jennie. Wiedziała, że tamta nie chce wpychać Eleny przed ekrany. Dlatego teraz miała niemałą satysfakcję.
- Tak się składa, że mam dla ciebie propozycję...
- To ja pójdę sprawdzić, czy mamy jakieś ciastka - powiedziała Jenna i wstała, poprawiając beżową spódnicę. Po chwili, kiedy zniknęła w przedpokoju, Alaric chrząknął znacząco.
- Powiem wprost, Eleno...
Dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie. Rick mógł jej załatwić staż! Niesamowite! Nie było tego po niej widać, ale w środku aż kipiała z podekscytowania.
- Twoja znajomość z Damonem nie prowadzi do niczego dobrego - stwierdził mężczyzna, patrząc jej prosto w oczy.
Elena zamarła zdezorientowana. Nie wiedziała, czy ma zaprzeczyć, że zna Damona, czy może się przyznać. Ale jej milczenie trwało już za długo.
- Wiem, co cię z nim łączy. I znam Damona prawie tak, jak jego brat - wyznał Alaric. - On cię skrzywdzi. Wykorzysta cię, by zdobyć pamiętnik i zostawi.
Elena poczuła dziwny ucisk w gardle.
- Nie prawda - zaprzeczyła szybko.
- Proszę, Eleno, nie brnij w to - powiedział mężczyzna błagalnie. Elena spojrzała mu w oczy, nieco ciemniejsze niż te Damona. Widziała w nich prawdę. Czuła, że Rick może mieć rację, ale po prostu nie chciała tego przyznać sama przed sobą.
- On mnie kocha - szepnęła dziewczyna, zaciskając dłonie na oparciu czerwonego fotela.
- Damon jest jak narkotyk - powiedział całkowicie poważnie Alaric, trochę zdenerwowany.
- Uzależnia? - prychnęła Elena, zakładając ręce na piersiach. Nie miała ochoty kontynuować tej rozmowy.
- Nie. Powoli cię zabija - odparł chłodno.
###
OSTATNIO JESTEM MNIEJ AKTYWNA, ALE WY TEŻ, TAKŻE... NIE JESTEM JEDYNĄ WINNĄ XD
DOSTAŁAM SIĘ DO SZKOŁY, POTEM OGNISKA, SPOTKANIA ZE ZNAJOMYMI..
SZKODA MI STAREJ KLASY. LUDZIE TAM BYLI NAPRAWDĘ ZAJEBIŚCI ;D
NASTĘPNEJ NOTKI SPODZIEWAJCIE SIĘ 19, W MOJE URODZINY, CHYBA ŻE BEDZIE PONAD 10 KOMENTARZY, TO BĘDZIE WCZEŚNIEJ :)
wtorek, 8 lipca 2014
sobota, 21 czerwca 2014
Rozdział X
Drogi Pamiętniku!
Ludzie nie mogą być dzieleni na kategorie. Nikt nie jest całkowicie dobry, ani tak samo nie istnieją ludzie źli do szpiku kosci. Ta dziewczyna, która codziennie w szkole jest najgrzeczniejsza i ma najlepsze oceny, w domu może wyżywać się na młodszym rodzeństwie. Zaś ten chłopak, który co dzień wszczyna bójki i nigdy nie jest przygotowany, zajmuje się siostrzyczkami lepiej niż ktokolwiek
z rodziny.
Nikt nie jest tym, kim się wydaje.
Nikt nie zasługuje na potępienie ze strony ludzi i szufladkowanie do określonych kategorii.
Damon nie urodził się mordercą. Nie miał w planach zabić ojca zeszłego lata. To był impuls. Powiedział mi, że to było wtedy dla niego jedyne wyjście. Ale nie wyjaśnił, co tak naprawdę się stało. Ukrywa przede mną wszystko, co dotyczy jego mamy. Myślę, że nadal bardzo to przeżywa. Przeszłość snuje się za nim jak cień i nie może jej zgubić. I nigdy nie zgubi. Bo o to właśnie chodzi - to, co było, jest częścią teraźniejszości. Cień zniknie dopiero po naszej śmierci.
###
- Nie wyskoczę!
Nadeszła sobota. Po piątkowych wydarzeniach życie Eleny obróciło się o 180°. To dziwne, że minął zaledwie jeden dzień. Wydawało jej się, jakby przeżyła z Damonem kilka pięknych lat.
- No dalej! - zawołał Damon, który stał na podwórku pod jej oknem i wyciągał ręce. - Złapię cię!
Odległość może nie była porażająco duża, ale Elena i tak się bała. Nigdy nie musiała skakać z okna. Nigdy wcześniej nie wymykała się z domu.
Pokonując strach weszła na parapet, zamknęła oczy i z duszą na ramieniu puściła się framugi. Skacząc, poczuła dziwny ucisk w głowie, ale nie krzyczała. Zagryzła wargę tak mocno, że aż poczuła metaliczny posmak krwi. Bała się, że za chwilę wyląduje na twardej ziemi i połamie sobie kości. Ale nic takiego się nie stało. Poczuła, jak silne ramiona łapią ją pewnie.
- Otwórz oczy - zaśmiał się Damon.
Elena niepewnie wypełniła polecenie i zobaczyła śliczne błękitne niebo i identyczne kolorem oczy chłopaka z czarną obwódką rzęs.
- Było całkiem fajnie - stwierdziła nieśmiało, uśmiechając się.
- Podobało ci się skakanie z okna? - spytał, stawiając ją na ziemi.
- Najbardziej ten ostatni etap - powiedziała.
- A mnie ten pierwszy - odparł, wtulając twarz w jej włosy. Przewyższał ją niemal o głowę. - Z tej perspektywy wyglądałaś seksownie, kiedy stałaś na tym parapecie.
Klepnął ją zadziornie w tyłek, a kiedy zrobiła naburmuszoną minę, zaśmiał się i pocałował ją w geście przeprosin.
- Gdzie mnie zabierasz? - spytała, kiedy już przyglądał jej się z bardzo niewielkiej odległości.
- Zobaczysz - powiedział tajemniczo. - Spodoba ci się.
Pociągnął Elenę za rękę w kierunku zaparkowanego w ukrytym miejscu motocykla. Piękna, duża, czarna maszyna stała w cieniu kilku brzóz rosnących przy drodze. Damon podał dziewczynie lśniący czarny kask, na którym widniał bardzo realistyczny rysunek ludzkiej czaszki.
- A ty? - spytała widząc, że Damon będzie jechał bez ochrony głowy.
- Dam radę - powiedział, puszczając jej oczko. - Stefan rozwalił swój kask przedwczoraj, więc nie mogłem pożyczyć.
- Co mu się stało? - zainteresowała się Elena, usadawiając się za Damonem na motorze.
- Nic - odparł lakonicznie. - Jest twardy. To rodzinne - dodał. Usłyszała w jego głosie nutkę rozbawienia.
Założyła kask, objęła Damona w pasie i wyjechali prosto w centrum Waszyngtonu.
###
Mała wzrostem Bonnie Bennet, rudowłosa przyjaciółka Eleny, dziarskim krokiem przemierzała ulicę Maple w Mystic Falls. Minęła pusty teraz dom Gilbertów i ogarnął ją smutek. Poczuła coś dziwnego. Zdała sobie nagle sprawę, że wszystko w życiu przemija. Ludzie rodzą się i umierają, i jest to naturalna kolej rzeczy. Ale Elenę dotknęło ogromne nieszczęście. Straciła wszystkich - rodziców, brata Jeremiego...
Bonnie nerwowym ruchem sięgnęła do kieszeni i szybko wyjęła chusteczkę. Jeremy był jej wielką miłością. Schrzaniła. Zawahała się, nie wiedziała, co tak naprawdę do niego czuje. Przecież, do cholery, miała dopiero osiemnaście lat! Załamał się i przedawkował. To był cios dla wszystkich.
- Hej, Bonnie! - przystanęła, kiedy usłyszała swoje imię. Podniosła głowę i zobaczyła przystojnego niebieskookiego Matta Donovana, przyjaciela ze szkoły.
- Matty? - zdziwiła się, ale szybko wpadła mu w ramiona i przytuliła się mocno do chłopaka. - Już wróciłeś z Waszyngtonu?
Matt potrzebował pieniędzy, dlatego zatrudnił się w barze w stolicy. Bonnie zdziwiło to, że wrócił tak szybko.
- Duże napiwki - zaśmiał się. - Tęskniłem za wami.
- Chciałam cię odwiedzić, ale zupełnie nie wiedziałam, gdzie cię szukać - powiedziała Bonnie, odsuwając się od przyjaciela. - Nie odbierałeś!
- Zgubiłem telefon - przyznał się z kwaśną miną. - Przepraszam. Byłaś w Waszyngtonie?
- Odwiedziłam Elenę - odparła. - Jest u ciotki - dodała cicho.
- Och - mruknął Matt, zdając sobie sprawę, co to znaczy. - A co z Caro? - spytał z uśmiechem.
Bonnie spochmurniała, a blondyn zmarszczył brwi.
- Coś nie tak? - spytał.
- Caroline spodziewa się dziecka - wyznała Bonnie, starając się robić dobrą minę do złej gry.
- Nie - zaprzeczył Matt, wytrzeszczając oczy.
- Tak.
- To też ci coś powiem - mruknął. - Załatwimy to za jednym razem.
Bonnie spojrzała na niego pytająco.
- Wiem, że Elena jest adoptowana.
- Przepraszam?! - wykrzyknęła Bonnie. Jej brązowe oczy urosły do rozmiarów spodków.
- Chodźmy do środka, ok? - zaproponował. Bonnie skinęła głową, całkowicie nieświadomie. Ta wiadomość wstrząsnęła nią na całego. Elena była przecież dla niej niemal jak siostra.
###
Damon wiózł Elenę przez centrum Waszyngtonu, żeby potem z dość dużą prędkością wyjechać poza misto i ruszyć na północ. Im bardziej oddalali się od stolicy, tym mniej samochodów mijali, tym bardziej błękitne było niebo i zieleńsza trawa.
W pewnym momencie chłopak skręcił ostro w prawo, lecz to nie zachwiało potężną maszyną. Jeździł naprawdę zbyt długo, aby się wywracać.
Kiedy się zatrzymał, pomógł Elenie zdjąć kask i zsadził ją z pojazdu.
- I jak?- spytał z uśmieszkiem na ustach.
Czarne włosy rozwichrzone przez wiatr wchodziły mu do oczu i sterczały dookoła głowy. Wyglądał dziko. Ale w pewnym, sensie było to także słodkie.
- Jak na razie super - odparła, odwzajemniając uśmiech. - Ale gdzie jesteśmy?
Rozejrzała się. Wkoło były same drzewa. Liście szumiały, poruszane przez leciutkie podmuchy powietrza. Nie widziała nic poza tą zieloną gęstwiną.
- Wiem, że możesz czuć się ze mną dziwnie - powiedział poważnym tonem. Elena spojrzałana niego pytająco, lecz Damon wpatrzony był w swoje ręce. Nie wydawał się być zmartwionym czy zakłopotanym. Był, można nawet powiedzieć, znudzony. - Powiem wszystko, co tylko chcesz wiedzieć.
Elena zamarła. Nie spodziewała się tego po Damonie. Wszystkiego, lecz nie tego.
- Nie musisz - wyjąkała.
- Muszę - odparł chłodno i chwycił ją za rękę, dość mocno. Ruszyli w stronę drzew.
- Dobrze... - wywymruczała Elena, zastanawiając się, o co ma spytać najpierw.
Głupia. Przecież już wiedziała. Tylko się bała. Bardzo. Tylko nie wiedziała, czy obawiała się zapytać, czy może usłyszeć odpowiedź.
- Nie bój się kochanie - powiedział, obejmując ją w pasie. - Pytaj.
- Dlaczego zabiłeś swojego ojca? - wypaliła, wbijając wzrok w ziemię. Trawa była naprawdę interesująca...
- Bo otruł matkę - powiedział spokojnie. Zbyt spokojnie.
- Otruł? - zdziwiła się. Cóż, wydarzenia jak z jakiegoś filmu. Beznadziejnego horroru.
- Tak - westchnął, pocierając kciukiem wierzch jej dłoni. - Brała leki na migrenę, a on ją upił. Byliśmy wtedy ze Stefanem na imprezie, ale wróciliśmy wcześniej, bo zjawiła się policja. Ten skur... - odchrząknął znacząco - on wiedział o lekach. Sam był czyściutki jak łza. Siłą wepchnął matce whisky, widziałem, jak się dusiła. A on patrzył.
Oczy Damona niebezpiecznie pociemniały, a uścisk dłoni stężał.
- Damon...
- Więc pobiegłem. Chyba krzyczałem - kontynuował. - Stefan powiedział, że się dałem jak diabeł. A potem nawet nie wiem co się stało. Stefan mi opowiedział, ale nie słuchałem zbytnio. A potem nawet nie chciałem wiedzieć.
- Widziałeś jak piję po lekach - powiedziała cicho. - Dlatego mnie uratowałeś? Bo przypomniała ci się śmierć mamy?
Damon przystanął i odwrócił się do brunetki. Spojrzał na nią pierwszy raz od bardzo długiego czasu i potarł czule jej ramiona.
- Tak - odparł szczerze. - To był odruch.
- Rozumiem - szepnęła, uśmiechając się lekko. - Jeszcze raz dziękuję.
- Kolejne pytanie? - rzucił.
Elena zdziwiła się, że chce on dalej odpowiadać, ale ucieszyła się. Miała tak wiele wątpliwości!
- Dlaczego twój ojciec otruł swoją żonę? - spytała.
- Mam tylko przypuszczenia - powiedział na wydechu, znów ruszając w kierunku gęstwiny.
- Tak? - ponagliła go.
- Chodziło o majątek pradziadka - powiedział. - Ojciec był chytrym człowiekiem. A mama chciała oddać spadek na wyższe cele. Pewnie się wkurw... - odchrząknął - Wkurzył. Bardzo.
Damon pierwszy raz użył przy niej określenia: mama. To brzmiało w jego ustach bardzo dziwnie, aż się uśmiechnęła.
- Chciałbym spełnić jej ostatnią wolę - dodał ciszej.
- Czyli? - spytała zaciekawiona.
Damon tylko uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na nią ciepło.
- To miała być randka a wyszło jak...
- Poznawanie siebie? - podsunęła. - Na tym to polega. Opowiedz - poprosiła, przytulając się do jego umięśnionego ramienia.
- Przejąć spadek i oddać te pieniądze. Jeśli leżą w sejfie, są nic nie warte - powiedział spokojnie, gapiąc się w przestrzeń.
Elenę coś ścisnęło w gardle, kiedy usłyszała te słowa. Wzruszyła się.
- Co więc stoi na przeszkodzie? - spytała.
- Nie wiem, gdzie jest ten sejf - odparł lakonicznie, jednak widziała, że zmarszczył brwi. - I to jest cholernie wkurw... Przepraszam. - przerwał. - Denerwujące.
Elena zauważyła, że drżą mu ręce, ale nie skomentowała tego. Zorientowała się, że powstrzymuje się on od palenia. Nie wyglądał jednak dobrze.
- Ale myślę, że możesz mi pomóc - dodał. - Pradziadek zapisał wszystko w swoim pamiętniku. A wiesz, gdzie on jest? - Spojrzał na nią z dziwną pasją w oczach i odruchowo chwycił ją za ramiona. - W Białym Domu.
Elena zamarła zdziwiona.
- Błagam - wyszeptał. - Jeśli coś dla ciebie znaczę, pomóż mi. Pomóż mi zrobić prezent dla mamy w rocznicę jej śmierci.
Elena otworzyła usta i zaczerpnęła powietrze. Widziała, że Damon nie kłamie. Był tak przejęty...
- Na kiedy? - spytała cicho. Chłopak uśmiechnął się radośnie.
- Pojutrze - odparł i zbliżył się do niej. A kiedy lekko rozchyliła usta, pocałował ją namiętnie.
###
HEJJ
PRZEPRASZAM :( ALE NIESTETY - TO NIE BYŁO ZALEŻNE ODE MNIE.
ŚREDNIA NA KONIEC GIMNAZJUM WYSKOKA - 5,5 XD
W CZWARTEK IMPREZA A POTEM WAKACJE!
PAPIERY NA BIOL-CHEM ZŁOŻONE..
TERAZ CZEKAM NA WYNIKI ;)
KOMENTUJCIE BO TO NIESAMOWICIE MOTYWUJE! :3
NIE SPRAWDZAM NAWET XDD
środa, 4 czerwca 2014
Rozdział IX
- Kupiłaś test? - spytała Elena szeptem, wpadając do mieszkania Caroline i jej mamy w Mystic Falls. Bonnie skinęła głową, marszcząc jednocześnie brwi oraz przyglądając palec do jasnoróżowych ust i wskazała na łazienkę, dając do zrozumienia, że blondynka znajduje się w środku.
- Nie jest dobrze - stwierdziła mulatka, prowadząc Elenę do małej, nowoczesnej kuchni. Dziewczyny zawsze zazdrościły Caroline miętowych mebli i oryginalnego ekspresu do kawy. Obie jednak bały się uruchomić maszynę. Caro w kółko powtarzała, ile musiała za niego zapłacić. - Ona chyba naprawdę jest w ciąży.
- No i co my mamy zrobić? - spytała Elena z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Usiadła przy niewielkim kwadratowym stoliku i zaczęła bawić się pomalowanymi na biało paznokciami.
- Nie wiem. W sumie, to jestem na nią zła - odparła Bonnie, nastawiając wodę na kawę. - Nie myślała i wpadła.
- Ale trzeba jej pomóc - powiedziała Elena cicho, żeby Caro jej nie usłyszała. - Wzięłaś kilka, prawda?
- Tak - przytaknęła Bonnie niechętnie. Wyjęła z szafki nad zlewem puszkę z obrazkiem misia i wsypała po łyżeczce kawy do każdej z trzech białych filiżanek.
- Boję się - stwierdziła Elena.
- To pomyśl, jak się czuje Caroline - mruknęła Bonnie, opierając się o ladę.
Elena przytaknęła i schowała twarz w dłoniach, dopóki nie usłyszała otwierających się drzwi od łazienki.
Ale kiedy zobaczyła Caroline, już wiedziała, czego ma się spodziewać. Wyglądała ona jak cień samej siebie. Jak duch, albo obłąkaniec prowadzony na śmierć. Zawsze figlarne, niebieskie oczy pozbawione były wyrazu. Wydała już na siebie wyrok i dobrze wiedziała, jakie są tego następstwa.
- Urodzę dziecko Tylera pod jednym warunkiem - oznajmiła spokojnym tonem. - Klaus nigdy, przenigdy się nie dowie, kto jest prawdziwym ojcem.
Tak związał się między tą trójką przyjaciółek pakt. Nie wiedziały jeszcze wtedy, że ktoś trzyma nożyczki mogące przeciąć niewidzialną nić ich porozumienia w każdej chwili.
###
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Elena po wejściu do pokoju, było zerknięcie na zegar. Całkowicie straciła poczucie czasu podczas pobytu w Mystic Falls. Przez kilka godzin nadawały na Tylera, obgadywały jego Bogu ducha winną dziewczynę oraz plotkowały na różne tematy. Całe szczęście, że nie musiała łapać autobusu do Waszyngtonu. George w takich przypadkach był naprawdę pomocny.
Przeklnęła pod nosem, kiedy spostrzegła, że jest już druga w nocy. Zdecydowała, że umyje się rano, więc zrzuciła z siebie ubranie i w samej bieliźnie wskoczyła pod kołdrę. Jednak zdziwił ją fakt, iż łóżko było przyjemnie ciepłe.
Damon, przypomniała sobie. O cholera. Wystawiła go.
Różne myśli kłębiły się w jej głowie. Pewnie jest zdenerwowany. Może właśnie kogoś bije. Albo gorzej. Chciała wstać i pobiec za nim, choć nie miała pojęcia, dokąd. Poczucie winy rozsadzało ją od środka.
Jakież było jednak jej zaskoczenie, kiedy drzwi od jej pokoju otworzyły się, a w progu stanął właśnie Damon. Wiedziała, że to on, bo jasne światło, które odbijał księżyc tej nocy, bardzo dobrze oświetlało jego sylwetkę. Chłopak zamknął cicho drzwi i wolnym krokiem przysuwał się do jej łóżka. Przecinał swoim idealnym ciałem mrok zalegajacy w zakamarkach jej pokoju, aż w końcu odciął się od księżycowego blasku. Elena w przerażeniu zamknęła oczy. Był coraz bliżej. Czuła jego niesamowity zapach - męskie perfumy, nutkę papierosów i skórę jego kurtki. Zorientowała się, że przystanął nad jej łóżkiem.
Do cholery, dlaczego on chodził całkowicie bezprawnie po jej pokoju!?
Naszła ją myśl, że może chce ją zabić. I chyba musiała w to uwierzyć, bo kiedy dotknął jej policzka, ledwo się powstrzymała, żeby nie krzyknąć.
Ale nie. Po prostu ją pogłaskał. Niemal słyszała, jak się śmieje. Prawie widziała jego oczy. Zapragnęła go nagle objąć i namiętnie pocałować. Przytrzymać i już nie puścić.
A wtedy zabrał rękę. I wróciła rzeczywistość.
Czuła, że nadal przy niej stoi i na nią patrzy. Gdyby nie ciemności, z pewnością zobaczyłby jej rumieńce.
- Och, shawty - mruknął cicho. - Nie mogę cię kochać. To cię zabije.
Elena wstrzymała oddech i zamarła w bezruchu. Cisza przedłużająca się z każdą chwilą coraz bardziej, stała się aż za głośna.
A potem poczuła delikatne muśnięcie warg Damona na swoich ustach. Wiedziała, że nie może oddać pocałunku. To było w pewnym sensie nawet gorsze od sytuacji Caroline. To było okropne. Ale najgorsze w tym wszystkim było to, że Damon najwyraźniej nigdzie się nie wybierał. Usiadł przy łóżku i trwał tam cały czas bez jakiegokolwiek ruchu. A ona obserwowała go, dopóki nie zasnęła...
###
Rano otworzyła oczy z nadzieją i pewnym postanowieniem. Chciała zobaczyć Damona nadal w jej pokoju oraz powiedzieć mu, że wie wszystko z ich "spotkania" w nocy. Nie mogła stać bezczynnie i czekać. Ona potrzebowała pomocy - on również. A mieli bardzo podobne potrzeby.
Jednak Damona nie było przy jej łóżku. Głupia, pomyślała. Po co miałby zostawać? Chciała jeszcze się zdrzemnąć, ale całkowicie się rozbudziła i sen nijak nie mógł przyjść. Odrzuciła więc kołdrę i podeszła do okna, by otworzyć je na oścież i wpuścić do środka rześkie powietrze. Z uśmiechem na ustach obserwowała już rozbudzony Waszyngton. Jej dom znajdował się z dala od miejskiego zgiełku, a blisko parku, więc mogła się nacieszyć przyjemnym... przedpołudniem? Spojrzała na zegar i stwierdziła, że wcale nie obudziła się tak późno. Była dokładnie ósma trzydzieści. Czyli George'a już nie było w domu, jak co dzień. Przyjeżdżał zawsze na pierwszą, a do tej godziny miała od ciotki całkowity zakaz wychodzenia z domu. Tak bardzo kochała Jennę!
- Ranny ptaszek z ciebie.
Elena mimowolnie wzdrygnęła się, kiedy zauważyła, że Damon z firmowym uśmiechem na ustach wychodzi z jej łazienki.
- Jezu Chryste! - zawołała, kiedy już się trochę otrząsnęła. - To mój pokój! - powiedziała, marszcząc brwi w złości, jednak trochę udawanej.
- Wiem - odparł spokojnie.
- Co tu robisz? - spytała ostro.
- Jestem - powiedział, jakby to było oczywiste. To znaczy... było, ale nie takiej odpowiedzi oczekiwała.
- To widzę. Co robiłeś w mojej łazience?! - czuła się skrępowana, rozmawiając z Damonem. W końcu pamiętała, i to bardzo dobrze, co powiedział do niej w nocy.
- Naprawdę chcesz to wiedzieć? - spytał z cwaniackim uśmiechem.
Elena poczuła, że się rumieni, więc odwróciła się od niego. I wtedy coś sobie uświadomiła. Była w samej bieliźnie!
- Wyjdź - rozkazała, łapiąc kołdrę i zakrywając się nią. Była pewna, że jest czerwona jak burak.
- Już cię przecież widziałem - powiedział, wzruszając ramionami.
- Wyjdź, jasne? - rzuciła ostro. - Wypieprzaj z mojego pokoju!
Co jak co, ale było jej okropnie wstyd.
Damon tylko zaśmiał się i skrzyżował ręce na piersiach.
- Bo co? - spytał zaczepnie. - Podrapiesz mnie, kotku?
- Zejdź do kuchni, poczekaj na mnie, dobra? - powiedziała, nie chcąc się z nim kłócić. Po prostu czuła, że nie miałaby szans.
- Nie - odparł szybko i szczerze.
- Dlaczego? - spytała, zdenerwowana. Naprawdę dziwnie się czuła, tak owinięta kołdrą, w dodatku Damon znowu to robił. Znowu się zbliżał. Znów jego niebieskie oczy przysłoniły jej cały świat. - Zrobię ci kawę.
Pokręcił przecząco głową, ciągle się zbliżając. Aż stanął zaraz przed nią. Był wysoki. I miał zdecydowanie szerokie ramiona. Czuła się przy nim malutka. I bardzo bezbronna. Ale i... bezpieczna w pewnym sensie.
Przy takim mężczyźnie nikt by jej nie skrzywdził.
- No to herbata? - spytała zmieszana. Damon gapił się na nią. Jej wzrok mimowolnie powędrował na jego wargi. Miały ciemnoróżowy kolor i wygięte były w lekkim uśmieszku.
- Nie... Poprosiłbym twoje usta.
Ta bezpośredniość zdezorientowała Elenę i Damon wykorzystał ten moment. Pocałował ją, delikatnie, a potem objął ją w pasie. Położył dłoń na jej nieokrytych kołdrą plecach i przycisnął ją do siebie.
A Elena... wreszcie poczuła, że jest we właściwym miejscu, o właściwym czasie.
###
HIJIJJI ♥
POWIEDZIAŁAM I DOTRZYMAŁAM SŁOWA XD
JEJ, SAMA SIĘ TYM JARAM.
TAK WGL NA PRACY KLASOWEJ Z POLAKA NAPISAŁAM KRÓTKIE OPOWIADANIE I DOSTAŁAM...6! PANI POWIEDZIAŁA, ŻE MUSZĘ WYDAĆ KSIĄŻKĘ XD
A PRZECIEŻ NIKT NIE WIE O MOIM "ODDECHU" :D
JUTRO ZDAJĘ NA 5 Z FIZYKI WIĘC... TRZYMAJCIE KCIUKI.
DZIĘKUJĘ ZA ŚWIETNE KOMENTARZE - AŻ MAM OCHOTĘ PISAĆ! ;*
- Nie jest dobrze - stwierdziła mulatka, prowadząc Elenę do małej, nowoczesnej kuchni. Dziewczyny zawsze zazdrościły Caroline miętowych mebli i oryginalnego ekspresu do kawy. Obie jednak bały się uruchomić maszynę. Caro w kółko powtarzała, ile musiała za niego zapłacić. - Ona chyba naprawdę jest w ciąży.
- No i co my mamy zrobić? - spytała Elena z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Usiadła przy niewielkim kwadratowym stoliku i zaczęła bawić się pomalowanymi na biało paznokciami.
- Nie wiem. W sumie, to jestem na nią zła - odparła Bonnie, nastawiając wodę na kawę. - Nie myślała i wpadła.
- Ale trzeba jej pomóc - powiedziała Elena cicho, żeby Caro jej nie usłyszała. - Wzięłaś kilka, prawda?
- Tak - przytaknęła Bonnie niechętnie. Wyjęła z szafki nad zlewem puszkę z obrazkiem misia i wsypała po łyżeczce kawy do każdej z trzech białych filiżanek.
- Boję się - stwierdziła Elena.
- To pomyśl, jak się czuje Caroline - mruknęła Bonnie, opierając się o ladę.
Elena przytaknęła i schowała twarz w dłoniach, dopóki nie usłyszała otwierających się drzwi od łazienki.
Ale kiedy zobaczyła Caroline, już wiedziała, czego ma się spodziewać. Wyglądała ona jak cień samej siebie. Jak duch, albo obłąkaniec prowadzony na śmierć. Zawsze figlarne, niebieskie oczy pozbawione były wyrazu. Wydała już na siebie wyrok i dobrze wiedziała, jakie są tego następstwa.
- Urodzę dziecko Tylera pod jednym warunkiem - oznajmiła spokojnym tonem. - Klaus nigdy, przenigdy się nie dowie, kto jest prawdziwym ojcem.
Tak związał się między tą trójką przyjaciółek pakt. Nie wiedziały jeszcze wtedy, że ktoś trzyma nożyczki mogące przeciąć niewidzialną nić ich porozumienia w każdej chwili.
###
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Elena po wejściu do pokoju, było zerknięcie na zegar. Całkowicie straciła poczucie czasu podczas pobytu w Mystic Falls. Przez kilka godzin nadawały na Tylera, obgadywały jego Bogu ducha winną dziewczynę oraz plotkowały na różne tematy. Całe szczęście, że nie musiała łapać autobusu do Waszyngtonu. George w takich przypadkach był naprawdę pomocny.
Przeklnęła pod nosem, kiedy spostrzegła, że jest już druga w nocy. Zdecydowała, że umyje się rano, więc zrzuciła z siebie ubranie i w samej bieliźnie wskoczyła pod kołdrę. Jednak zdziwił ją fakt, iż łóżko było przyjemnie ciepłe.
Damon, przypomniała sobie. O cholera. Wystawiła go.
Różne myśli kłębiły się w jej głowie. Pewnie jest zdenerwowany. Może właśnie kogoś bije. Albo gorzej. Chciała wstać i pobiec za nim, choć nie miała pojęcia, dokąd. Poczucie winy rozsadzało ją od środka.
Jakież było jednak jej zaskoczenie, kiedy drzwi od jej pokoju otworzyły się, a w progu stanął właśnie Damon. Wiedziała, że to on, bo jasne światło, które odbijał księżyc tej nocy, bardzo dobrze oświetlało jego sylwetkę. Chłopak zamknął cicho drzwi i wolnym krokiem przysuwał się do jej łóżka. Przecinał swoim idealnym ciałem mrok zalegajacy w zakamarkach jej pokoju, aż w końcu odciął się od księżycowego blasku. Elena w przerażeniu zamknęła oczy. Był coraz bliżej. Czuła jego niesamowity zapach - męskie perfumy, nutkę papierosów i skórę jego kurtki. Zorientowała się, że przystanął nad jej łóżkiem.
Do cholery, dlaczego on chodził całkowicie bezprawnie po jej pokoju!?
Naszła ją myśl, że może chce ją zabić. I chyba musiała w to uwierzyć, bo kiedy dotknął jej policzka, ledwo się powstrzymała, żeby nie krzyknąć.
Ale nie. Po prostu ją pogłaskał. Niemal słyszała, jak się śmieje. Prawie widziała jego oczy. Zapragnęła go nagle objąć i namiętnie pocałować. Przytrzymać i już nie puścić.
A wtedy zabrał rękę. I wróciła rzeczywistość.
Czuła, że nadal przy niej stoi i na nią patrzy. Gdyby nie ciemności, z pewnością zobaczyłby jej rumieńce.
- Och, shawty - mruknął cicho. - Nie mogę cię kochać. To cię zabije.
Elena wstrzymała oddech i zamarła w bezruchu. Cisza przedłużająca się z każdą chwilą coraz bardziej, stała się aż za głośna.
A potem poczuła delikatne muśnięcie warg Damona na swoich ustach. Wiedziała, że nie może oddać pocałunku. To było w pewnym sensie nawet gorsze od sytuacji Caroline. To było okropne. Ale najgorsze w tym wszystkim było to, że Damon najwyraźniej nigdzie się nie wybierał. Usiadł przy łóżku i trwał tam cały czas bez jakiegokolwiek ruchu. A ona obserwowała go, dopóki nie zasnęła...
###
Rano otworzyła oczy z nadzieją i pewnym postanowieniem. Chciała zobaczyć Damona nadal w jej pokoju oraz powiedzieć mu, że wie wszystko z ich "spotkania" w nocy. Nie mogła stać bezczynnie i czekać. Ona potrzebowała pomocy - on również. A mieli bardzo podobne potrzeby.
Jednak Damona nie było przy jej łóżku. Głupia, pomyślała. Po co miałby zostawać? Chciała jeszcze się zdrzemnąć, ale całkowicie się rozbudziła i sen nijak nie mógł przyjść. Odrzuciła więc kołdrę i podeszła do okna, by otworzyć je na oścież i wpuścić do środka rześkie powietrze. Z uśmiechem na ustach obserwowała już rozbudzony Waszyngton. Jej dom znajdował się z dala od miejskiego zgiełku, a blisko parku, więc mogła się nacieszyć przyjemnym... przedpołudniem? Spojrzała na zegar i stwierdziła, że wcale nie obudziła się tak późno. Była dokładnie ósma trzydzieści. Czyli George'a już nie było w domu, jak co dzień. Przyjeżdżał zawsze na pierwszą, a do tej godziny miała od ciotki całkowity zakaz wychodzenia z domu. Tak bardzo kochała Jennę!
- Ranny ptaszek z ciebie.
Elena mimowolnie wzdrygnęła się, kiedy zauważyła, że Damon z firmowym uśmiechem na ustach wychodzi z jej łazienki.
- Jezu Chryste! - zawołała, kiedy już się trochę otrząsnęła. - To mój pokój! - powiedziała, marszcząc brwi w złości, jednak trochę udawanej.
- Wiem - odparł spokojnie.
- Co tu robisz? - spytała ostro.
- Jestem - powiedział, jakby to było oczywiste. To znaczy... było, ale nie takiej odpowiedzi oczekiwała.
- To widzę. Co robiłeś w mojej łazience?! - czuła się skrępowana, rozmawiając z Damonem. W końcu pamiętała, i to bardzo dobrze, co powiedział do niej w nocy.
- Naprawdę chcesz to wiedzieć? - spytał z cwaniackim uśmiechem.
Elena poczuła, że się rumieni, więc odwróciła się od niego. I wtedy coś sobie uświadomiła. Była w samej bieliźnie!
- Wyjdź - rozkazała, łapiąc kołdrę i zakrywając się nią. Była pewna, że jest czerwona jak burak.
- Już cię przecież widziałem - powiedział, wzruszając ramionami.
- Wyjdź, jasne? - rzuciła ostro. - Wypieprzaj z mojego pokoju!
Co jak co, ale było jej okropnie wstyd.
Damon tylko zaśmiał się i skrzyżował ręce na piersiach.
- Bo co? - spytał zaczepnie. - Podrapiesz mnie, kotku?
- Zejdź do kuchni, poczekaj na mnie, dobra? - powiedziała, nie chcąc się z nim kłócić. Po prostu czuła, że nie miałaby szans.
- Nie - odparł szybko i szczerze.
- Dlaczego? - spytała, zdenerwowana. Naprawdę dziwnie się czuła, tak owinięta kołdrą, w dodatku Damon znowu to robił. Znowu się zbliżał. Znów jego niebieskie oczy przysłoniły jej cały świat. - Zrobię ci kawę.
Pokręcił przecząco głową, ciągle się zbliżając. Aż stanął zaraz przed nią. Był wysoki. I miał zdecydowanie szerokie ramiona. Czuła się przy nim malutka. I bardzo bezbronna. Ale i... bezpieczna w pewnym sensie.
Przy takim mężczyźnie nikt by jej nie skrzywdził.
- No to herbata? - spytała zmieszana. Damon gapił się na nią. Jej wzrok mimowolnie powędrował na jego wargi. Miały ciemnoróżowy kolor i wygięte były w lekkim uśmieszku.
- Nie... Poprosiłbym twoje usta.
Ta bezpośredniość zdezorientowała Elenę i Damon wykorzystał ten moment. Pocałował ją, delikatnie, a potem objął ją w pasie. Położył dłoń na jej nieokrytych kołdrą plecach i przycisnął ją do siebie.
A Elena... wreszcie poczuła, że jest we właściwym miejscu, o właściwym czasie.
###
HIJIJJI ♥
POWIEDZIAŁAM I DOTRZYMAŁAM SŁOWA XD
JEJ, SAMA SIĘ TYM JARAM.
TAK WGL NA PRACY KLASOWEJ Z POLAKA NAPISAŁAM KRÓTKIE OPOWIADANIE I DOSTAŁAM...6! PANI POWIEDZIAŁA, ŻE MUSZĘ WYDAĆ KSIĄŻKĘ XD
A PRZECIEŻ NIKT NIE WIE O MOIM "ODDECHU" :D
JUTRO ZDAJĘ NA 5 Z FIZYKI WIĘC... TRZYMAJCIE KCIUKI.
DZIĘKUJĘ ZA ŚWIETNE KOMENTARZE - AŻ MAM OCHOTĘ PISAĆ! ;*
czwartek, 29 maja 2014
Rozdział VIII
Następnego dnia po wizycie u cioci Elena nie czuła się dobrze. Nie miała ochoty na śniadanie i całe przedpołudnie leżała w łóżku, gapiąc się w świetlik nad swoją głową, a konkretnie obserwując spywające po szybie krople deszczu.
Była zawiedziona postawą cioci. Nie poświęciła jej ona ani minuty na rozmowę. Alarick wydawał się sympatycznym mężczyzną, jednak kiedy tylko podszedł do niej, aby porozmawiać, Jenna zaraz odciągnęła go do swoich koleżanek. Jakby Elena była zarażona jakąś nieuleczalną chorobą.
Czuła się naprawdę niepotrzebna nikomu. Tak naprawdę jedyną osobą, która zwracała na nią uwagę w Waszyngtonie, był Damon - obłędnie przystojny zabójca własnego ojca.
Kiedy usłyszała melodię dzwonka własnego telefonu, wiedziała, kto dzwoni. Caroline dobijała się do niej od poprzedniego wieczora.
- Halo? - westchnęła Elena do aparatu.
- Dziewczyno, myślałam, że umarłaś! - zawołała Caro po drugiej stronie linii.
Jej, co za ironia.
- No co ty, po prostu spałam - odparła Elena. - Wczoraj byłam na kolacji u cioci.
- Jasne - mruknęła Caroline.
Elena zorientowała się, że przyjaciółka coś podejrzewa. Wywróciła oczami i odetchnęła głęboko.
- Nic mnie nie łączy z Damonem - wyjaśniła pospiesznie, włączając przy tym tryb głośnomówiący, żeby móc wygodniej ułożyć się na łóżku.
- Oczywiście - kontynuowała Caroline ironicznym tonem. - Po prostu wczoraj poszłaś z nim bez wyjaśnień, chciał pobić Klausa... coś was musi łączyć.
Elena westchnęła cicho.
- Musisz wiedzieć, prawda? - spytała, uśmiechając się lekko pod nosem.
- Tak! - zawołała Caro z entuzjazmem. - Całowałaś się z nim? Muszę przyznać, że gorąca z niego sztuka...
- Caroline! - zaśmiała się Elena. - Wiem, że jest przystojny. Ale nie całowaliśmy się! Znaczy... tak jakby.
- Coo? - Elena wyobrażała sobie, jak niebieskie oczy Caroline rozszerzają się w przypływie zdumienia.
- Uratował mnie tego dnia, kiedy zemdlałam - wyjaśniła.
- Metodą usta - usta? Jakie to romant...
- Prawie umarłam! - zawołała Elena. - To nie było ani trochę romantyczne.
Elena obserwowała w dalszym ciągu kropelki deszczu na szybie w dachu. A może się myliła? Może jednak wtedy coś między nimi zaiskrzyło? Uśmiechnęła się na tę myśl.
- Daj spokój, warto było przez chwilę umierać! - zagruchała Caroline. - Może ja wytnę taki numer? I zostanę ocalona przez mojego wilczego księcia... - rozmarzyła się. - Ale dość twojego gadania.
Elena mimowolnie się zaśmiała. Przecież powiedziała zaledwie kilka słów!
- Chciałam wczoraj coś ci powiedzieć - zaczęła Caroline trochę ciszej i jakby nieśmiało. - Ale się zmyłaś.
- Tak, ja się zmyłam - mruknęła Elena, przewracając się na bok.
- Posłuchaj! - zawołała wyraźnie zniecierpliwiona Caroline. - Chociaż raz przestań gadać!
Elena, zaskoczona tonem głosu przyjaciółki, zamilkła.
- Chyba jestem w ciąży - powiedziała Caro drżącym głosem. Słychać było, że nie czuje się dobrze.
Elenie aż odebrało mowę z wrażenia i przez chwilę tylko gapiła się na różową ścianę z otwartymi ustami.
- Ale... poczekaj. Chyba? - spytała. - Jeszcze nie wiesz?
- Boję się sprawdzić! - wyznała Caroline, już bliska płaczu.
- Spokojnie, jeszcze nic nie jest pewne - powiedziała Elena, modląc się, by zabrzmiało to przekonująco. - A jeśli to prawda, jestem pewna, że będziesz najlepszą mamą na świecie! A Klaus...
- Elena, przestań pieprzyć! - załkała. - To nie będzie dziecko Klausa.
- Nie? - zdziwiła się Elena. W pamięci rozpaczliwe szukała informacji, z kim Caroline spotykała się wcześniej.
Nie.
Nie, nie.
Tylko nie on.
- To Tyler? - spytała Elena cicho.
Caroline tylko wybuchła płaczem, co dało dziewczynie potwierdzenie. Tyler Lockwood, były chłopak blondynki, był zwykłym chamem, co okazało się całkiem niedawno. Pobił ją na imprezie, kiedy zgodziła się zatańczyć z innym facetem. Pobił Caroline. Ten typ nawet nie powinien już stąpać po ziemi.
- Bonnie wie? - spytała Elena.
- Tak - odparła dziewczyna zachrypniętym głosem.
- Zobaczymy się dziś wieczorem, dobrze? - spytała, ale nie oczekiwała odpowiedzi. - Zobaczysz, wszystko się wyjaśni.
Caroline nie odpowiedziała, tylko się rozłączyła.
Elena wyłączyła telefon i wtuliła głowę w poduszkę z cichym westchnieniem.
A na dworze, siedzący cały czas na dachu domu ulicę obok, Damon uśmiechał się sam do siebie, ukazując śnieżnobiałe, mimo palenia, zęby. Deszcz moczył jego czarne włosy i spływał po skórzanej kurtce, woda wsiąkała w czarny materiał jego spodni. Ale nie robiło to na nim wrażenia. Teraz mógł spać spokojnie. Miał plan "C".
###
-Pobiegajmy! - zawołał Stefan, wpadając do sypialni brata, ubrany w dresy i podkoszulek. Deszcz nareszcie przestał padać i powietrze było przyjemnie świeże i czyste.
Mimo wszystko Damon wolał jednak pooddychać nim, leżąc na swoim łóżku i upajając się swoim zwycięstwem.
- Spadaj - mruknął. - Przeszkadzasz.
- Chodź. Za mało się ruszasz - powiedział Stefan, chwytając go mocno za nadgarstek. Damon popatrzył na niego gniewnie i szarpnął ręką, w efekcie czego jego brat wylądował na łóżku, nie chcąc go puścić.
- Wystarczy mi to - stwierdził Damon, szamotając się ze Stefanem. Potem, w efekcie braterskich przepychanek i towarzyszącym im stękom i jękom, obaj z hukiem wylądowali na podłodze.
Stefan skorzystał z bokserskiego chwytu i zacisnął rękę na szyi Damona.
- Pójdziesz? - spytał z uśmiechem na ustach.
- Na twój pogrzeb? - spytał Damon mimo zaciśniętego gardła. Szybkim ruchem odbił się nogami od podłogi i wykonując półsalto powalił brata na ziemię.
- Ja pierdole - mruknął Stefan, ciężko oddychając. - To ja miałem wygrać tym razem.
- Marzenie ściętej głowy - podsumował Damon, wstając z podłogi z chytrym uśmieszkiem. - Wiesz, chyba z tobą pobiegam. Byleby nie długo - stwierdził, rozochocony małym zwycięstwem nad bratem.
- Wychodzicie? - spytała pokojówka Maria, przystając w drzwiach do sypialni Damona. Była kobietą niską, około czterdziestki z krótkimi ciemnobrazowymi włosami i miłym wyrazem twarzy.
- Tak - odparł Damon, bez skrępowania ściągając podkoszulek i zmieniając go na taki bez rękawów.
- Proszę zostawić klucze tam gdzie zwykle, zostawimy Killera - powiedział Stefan, także wstając z podłogi.
- Nie. Bez psa nie biegam - zaprzeczył Damon ostrym tonem.
Killer był to czarny rotweiller, zaledwie roczniak. Ale Damon musiał przyznać, że był to niesamowicie inteligentny pies. Idąc z Killerem po ulicy lubił patrzeć na pełne respektu spojrzenia padające w ich stronę. Jego bali się wtedy, gdy już go poznali. Przypadkowi ludzie ulicy nie musieli znać Killera, żeby wzbudzał w nich strach.
- W takim razie oddaję wam klucze teraz i wracam pojutrze - zadeklarowała pani Maria. - Obym nie musiała sprzątać pozostałości po imprezie stulecia - zagroziła.
- Kiedy... - Stefan zmarszczył brwi, zastanawiając się, o co chodzi kobiecie. - Ach - jęknął przypominając sobie swoje urodziny.
- Jasne - mruknął Damon, łapiąc klucze rzucone przez Marię. - Będziemy grzeczni.
Minutę później Stefan zamykał bramę, a Damon z lekkim uśmiechem zakładał Killerowi kaganiec. Kobieta przechodząca z kilkuletnią dziewczynką pospiesznie oddaliły się sprzed rezydencji Salvatore'ów zobaczywszy czarne bydle.
- A jak znowu kogoś pogryzie? - spytał Stefan, w którym odezwała się nagle dawno zapomniana część umysłu zdolna do współczucia.
- Najwyżej - stwierdził Damon, poklepując psa po karku. Killer zawarczał głucho, na co chłopak tylko się uśmiechnął.
Pilnowanie psa i jednoczesne bieganie nie było łatwe, bo Killer raz za razem przystawał, żeby obwąchać ławkę albo jakieś śmiertelnie przerażone dziecko.
W dodatku Stefana nie obchodziło zbytnio to, że Damon nagle dostał ataku kaszlu
- Kurz więcej paczek tygodniowo! - zawołał szyderczym śmiechem i pobiegł dalej.
Damon stwierdził, że nie ma zamiaru dalej się męczyć i usiadł na zielonej ławce w parku. Przysiągł sobie, że kończy z paleniem. Przecież nie chciał zrównać się tężyzną fizyczną z osiemdziesięciolatkiem!
Kiedy oddech już się mu uspokoił, rozejrzał się po okolicy. Widok może nie zapierał dechu w piersiach, ale jak na jego gust był po prostu ładny. Waszyngton to naprawdę fajne miasto, ale tylko jeśli chcesz zobaczyć jego piękno. Wszystko jest cudowne, tylko tak naprawdę ludzie nie potrafią dostrzec tego, co mają przed oczami.
Killer zaczął warczeć, co zwróciło uwagę Damona. Podążył za wzrokiem psa.
- Dobrze cię widzieć, Damon - przywitał się Alarick, który nagle wyrósł przed nim jak spod ziemi.
- Dlaczego? Jakiś problem? - spytał czarnowłosy, uspokajając lekko zaniepokojonego psa.
Alarick, ubrany w codzienny strój z powodu wolnego dnia w pracy, założył ręce za głowę, co Damon odebrał jako zachętę do rozluźnienia się.
- Daj spokój, Salvatore. Twój sekret jest bezpieczny - powiedział mężczyzna. - Mogę się poczęstować? - spytał, patrząc na niego wymownie.
Damon zawahał się chwilę, lecz z ociaganiem wyjął paczkę papierosów z kieszeni spodni.
- Bierz to cholerstwo - powiedział, rzucając w niego opakowaniem. Alarick zdziwił się, ale nie drążył tematu. - Dlaczego chciałeś mnie zobaczyć? - spytał, gapiąc się gdziekolwiek, byleby nie na Alarica otwierającego paczkę.
- Rocznica się zbliża - powiedział Alarick spokojnie, uważnie badając reakcję Damona. Ten tylko skrzywił się lekko. - Martwię się o was.
- Nie masz o co - odparł chłodno Damon. - Nie jestem głupi.
Mężczyzna westchnął tylko i podsunął ogień do papierosa.
- Nie uważam, że jesteś głupi. Tylko nerwowy - odparł jak najspokojniej tylko mógł. A niełatwo było mu zachować zimną krew, patrząc, jak żyłka na czole przyjaciela zaczęła nabrzmiewać. Pies dodatkowo nie ułatwiał sprawy.
- Teraz już wiem, jak zdobyć pamiętnik - stwierdził Damon, mrużąc oczy. Uśmiechnął się przy tym sam do siebie, ale był to jeden z tych grymasów, który nie wskazywał na jego dobry humor.
- Mówiłem ci, w tej sprawie na mnie nie licz. I tak kryję ci dupę w związku z tym... zdarzeniem - powiedział Alarick.
Damon uśmiechnął się szerzej, tym razem jednak wyglądał całkiem miło. Rick, zdziwiony tą zmianą nastroju, podążył za wzrokiem przyjaciela.
Kilka metrów od nich, szybkim krokiem, z bardzo zmartwionym wyrazem twarzy, szła Elena Gilbert. Siostrzenica Jenny, jego dziewczyny.
- Rick - powiedział Damon, wyraźnie dumny z siebie. - Oto przedstawiam ci mój śliczny plan B i C.
O kurwa.
- Nie mieszaj się w to, Salvatore - powiedział Rick, odprowadzając dziewczynę wzrokiem.
- Dlaczego? - zakpił Damon, wstając z ławki. - Nara.
I pociągając psa za sobą, ruszył za Eleną.
###
- Hej, mała!
Kiedy tylko usłyszała te słowa, choć nie miała zbyt wiele czasu do spotkania z Georgem, od razu się odwróciła.
Gdy zobaczyła Damona, jej serce zaczęło mocniej bić, jednak kiedy ujrzała, że prowadzi on obok siebie duże czarne psisko, dodatkowo otworzyła szeroko oczy i zamarła z przerażenia.
- Spoko, to aniołek - zapewnił Damon ze śmiechem. - Co tu robisz? - spytał, choć doskonale wiedział.
- Jadę do przyjaciółki - odparła. - Wiesz, trochę się śpieszę.
- Ale to nie ma nic wspólnego z... - odchrząknął znacząco. Domyśliła się, o co mu chodzi i uśmiechnęła się pocieszająco.
- W żadnym wypadku nie - zaprzeczyła szybko. - Ale być może chodzi o twojego pudelka... - wywymruczała, odsuwając się od psa, który zaczął wąchać jej nogę.
- Myślę, że mu się spodobałaś - powiedział Damon, patrząc jej prosto w oczy i śmiejąc się. - Nie dziwię mu się ani trochę.
- Zabierz go! - zawołała Elena, kiedy Killer znowu się do niej przysunął. Damon posłuchał i przyciągnął psa do siebie. Elena na chwilę zawiesiła wzrok na jego odsłoniętych przez podkoszulek tatuażach.
I znowu się zamyśliła. Znów nie mogła myśleć racjonalnie.
- Przyjdę wieczorem - powiedział.
- Dobrze - odparła.
Dlaczego miała wrażenie, że to nie skończy się dobrze?
###
NAWET NIE SPRAWDZAM
YOLO (Y)
DZIEŃ WOLNY OD SZKOŁY WIĘC DODAJĘ XD
DZIŚ MAŁO DELENY ALE TRUDNO, WYNAGRODZĘ TO NASTĘPNYM ROZDZIAŁEM :3
ZAŁOŻYŁAM TT : @zadelenowana
FOLLOW ME :*
I KOMENTUJCIE!
Była zawiedziona postawą cioci. Nie poświęciła jej ona ani minuty na rozmowę. Alarick wydawał się sympatycznym mężczyzną, jednak kiedy tylko podszedł do niej, aby porozmawiać, Jenna zaraz odciągnęła go do swoich koleżanek. Jakby Elena była zarażona jakąś nieuleczalną chorobą.
Czuła się naprawdę niepotrzebna nikomu. Tak naprawdę jedyną osobą, która zwracała na nią uwagę w Waszyngtonie, był Damon - obłędnie przystojny zabójca własnego ojca.
Kiedy usłyszała melodię dzwonka własnego telefonu, wiedziała, kto dzwoni. Caroline dobijała się do niej od poprzedniego wieczora.
- Halo? - westchnęła Elena do aparatu.
- Dziewczyno, myślałam, że umarłaś! - zawołała Caro po drugiej stronie linii.
Jej, co za ironia.
- No co ty, po prostu spałam - odparła Elena. - Wczoraj byłam na kolacji u cioci.
- Jasne - mruknęła Caroline.
Elena zorientowała się, że przyjaciółka coś podejrzewa. Wywróciła oczami i odetchnęła głęboko.
- Nic mnie nie łączy z Damonem - wyjaśniła pospiesznie, włączając przy tym tryb głośnomówiący, żeby móc wygodniej ułożyć się na łóżku.
- Oczywiście - kontynuowała Caroline ironicznym tonem. - Po prostu wczoraj poszłaś z nim bez wyjaśnień, chciał pobić Klausa... coś was musi łączyć.
Elena westchnęła cicho.
- Musisz wiedzieć, prawda? - spytała, uśmiechając się lekko pod nosem.
- Tak! - zawołała Caro z entuzjazmem. - Całowałaś się z nim? Muszę przyznać, że gorąca z niego sztuka...
- Caroline! - zaśmiała się Elena. - Wiem, że jest przystojny. Ale nie całowaliśmy się! Znaczy... tak jakby.
- Coo? - Elena wyobrażała sobie, jak niebieskie oczy Caroline rozszerzają się w przypływie zdumienia.
- Uratował mnie tego dnia, kiedy zemdlałam - wyjaśniła.
- Metodą usta - usta? Jakie to romant...
- Prawie umarłam! - zawołała Elena. - To nie było ani trochę romantyczne.
Elena obserwowała w dalszym ciągu kropelki deszczu na szybie w dachu. A może się myliła? Może jednak wtedy coś między nimi zaiskrzyło? Uśmiechnęła się na tę myśl.
- Daj spokój, warto było przez chwilę umierać! - zagruchała Caroline. - Może ja wytnę taki numer? I zostanę ocalona przez mojego wilczego księcia... - rozmarzyła się. - Ale dość twojego gadania.
Elena mimowolnie się zaśmiała. Przecież powiedziała zaledwie kilka słów!
- Chciałam wczoraj coś ci powiedzieć - zaczęła Caroline trochę ciszej i jakby nieśmiało. - Ale się zmyłaś.
- Tak, ja się zmyłam - mruknęła Elena, przewracając się na bok.
- Posłuchaj! - zawołała wyraźnie zniecierpliwiona Caroline. - Chociaż raz przestań gadać!
Elena, zaskoczona tonem głosu przyjaciółki, zamilkła.
- Chyba jestem w ciąży - powiedziała Caro drżącym głosem. Słychać było, że nie czuje się dobrze.
Elenie aż odebrało mowę z wrażenia i przez chwilę tylko gapiła się na różową ścianę z otwartymi ustami.
- Ale... poczekaj. Chyba? - spytała. - Jeszcze nie wiesz?
- Boję się sprawdzić! - wyznała Caroline, już bliska płaczu.
- Spokojnie, jeszcze nic nie jest pewne - powiedziała Elena, modląc się, by zabrzmiało to przekonująco. - A jeśli to prawda, jestem pewna, że będziesz najlepszą mamą na świecie! A Klaus...
- Elena, przestań pieprzyć! - załkała. - To nie będzie dziecko Klausa.
- Nie? - zdziwiła się Elena. W pamięci rozpaczliwe szukała informacji, z kim Caroline spotykała się wcześniej.
Nie.
Nie, nie.
Tylko nie on.
- To Tyler? - spytała Elena cicho.
Caroline tylko wybuchła płaczem, co dało dziewczynie potwierdzenie. Tyler Lockwood, były chłopak blondynki, był zwykłym chamem, co okazało się całkiem niedawno. Pobił ją na imprezie, kiedy zgodziła się zatańczyć z innym facetem. Pobił Caroline. Ten typ nawet nie powinien już stąpać po ziemi.
- Bonnie wie? - spytała Elena.
- Tak - odparła dziewczyna zachrypniętym głosem.
- Zobaczymy się dziś wieczorem, dobrze? - spytała, ale nie oczekiwała odpowiedzi. - Zobaczysz, wszystko się wyjaśni.
Caroline nie odpowiedziała, tylko się rozłączyła.
Elena wyłączyła telefon i wtuliła głowę w poduszkę z cichym westchnieniem.
A na dworze, siedzący cały czas na dachu domu ulicę obok, Damon uśmiechał się sam do siebie, ukazując śnieżnobiałe, mimo palenia, zęby. Deszcz moczył jego czarne włosy i spływał po skórzanej kurtce, woda wsiąkała w czarny materiał jego spodni. Ale nie robiło to na nim wrażenia. Teraz mógł spać spokojnie. Miał plan "C".
###
-Pobiegajmy! - zawołał Stefan, wpadając do sypialni brata, ubrany w dresy i podkoszulek. Deszcz nareszcie przestał padać i powietrze było przyjemnie świeże i czyste.
Mimo wszystko Damon wolał jednak pooddychać nim, leżąc na swoim łóżku i upajając się swoim zwycięstwem.
- Spadaj - mruknął. - Przeszkadzasz.
- Chodź. Za mało się ruszasz - powiedział Stefan, chwytając go mocno za nadgarstek. Damon popatrzył na niego gniewnie i szarpnął ręką, w efekcie czego jego brat wylądował na łóżku, nie chcąc go puścić.
- Wystarczy mi to - stwierdził Damon, szamotając się ze Stefanem. Potem, w efekcie braterskich przepychanek i towarzyszącym im stękom i jękom, obaj z hukiem wylądowali na podłodze.
Stefan skorzystał z bokserskiego chwytu i zacisnął rękę na szyi Damona.
- Pójdziesz? - spytał z uśmiechem na ustach.
- Na twój pogrzeb? - spytał Damon mimo zaciśniętego gardła. Szybkim ruchem odbił się nogami od podłogi i wykonując półsalto powalił brata na ziemię.
- Ja pierdole - mruknął Stefan, ciężko oddychając. - To ja miałem wygrać tym razem.
- Marzenie ściętej głowy - podsumował Damon, wstając z podłogi z chytrym uśmieszkiem. - Wiesz, chyba z tobą pobiegam. Byleby nie długo - stwierdził, rozochocony małym zwycięstwem nad bratem.
- Wychodzicie? - spytała pokojówka Maria, przystając w drzwiach do sypialni Damona. Była kobietą niską, około czterdziestki z krótkimi ciemnobrazowymi włosami i miłym wyrazem twarzy.
- Tak - odparł Damon, bez skrępowania ściągając podkoszulek i zmieniając go na taki bez rękawów.
- Proszę zostawić klucze tam gdzie zwykle, zostawimy Killera - powiedział Stefan, także wstając z podłogi.
- Nie. Bez psa nie biegam - zaprzeczył Damon ostrym tonem.
Killer był to czarny rotweiller, zaledwie roczniak. Ale Damon musiał przyznać, że był to niesamowicie inteligentny pies. Idąc z Killerem po ulicy lubił patrzeć na pełne respektu spojrzenia padające w ich stronę. Jego bali się wtedy, gdy już go poznali. Przypadkowi ludzie ulicy nie musieli znać Killera, żeby wzbudzał w nich strach.
- W takim razie oddaję wam klucze teraz i wracam pojutrze - zadeklarowała pani Maria. - Obym nie musiała sprzątać pozostałości po imprezie stulecia - zagroziła.
- Kiedy... - Stefan zmarszczył brwi, zastanawiając się, o co chodzi kobiecie. - Ach - jęknął przypominając sobie swoje urodziny.
- Jasne - mruknął Damon, łapiąc klucze rzucone przez Marię. - Będziemy grzeczni.
Minutę później Stefan zamykał bramę, a Damon z lekkim uśmiechem zakładał Killerowi kaganiec. Kobieta przechodząca z kilkuletnią dziewczynką pospiesznie oddaliły się sprzed rezydencji Salvatore'ów zobaczywszy czarne bydle.
- A jak znowu kogoś pogryzie? - spytał Stefan, w którym odezwała się nagle dawno zapomniana część umysłu zdolna do współczucia.
- Najwyżej - stwierdził Damon, poklepując psa po karku. Killer zawarczał głucho, na co chłopak tylko się uśmiechnął.
Pilnowanie psa i jednoczesne bieganie nie było łatwe, bo Killer raz za razem przystawał, żeby obwąchać ławkę albo jakieś śmiertelnie przerażone dziecko.
W dodatku Stefana nie obchodziło zbytnio to, że Damon nagle dostał ataku kaszlu
- Kurz więcej paczek tygodniowo! - zawołał szyderczym śmiechem i pobiegł dalej.
Damon stwierdził, że nie ma zamiaru dalej się męczyć i usiadł na zielonej ławce w parku. Przysiągł sobie, że kończy z paleniem. Przecież nie chciał zrównać się tężyzną fizyczną z osiemdziesięciolatkiem!
Kiedy oddech już się mu uspokoił, rozejrzał się po okolicy. Widok może nie zapierał dechu w piersiach, ale jak na jego gust był po prostu ładny. Waszyngton to naprawdę fajne miasto, ale tylko jeśli chcesz zobaczyć jego piękno. Wszystko jest cudowne, tylko tak naprawdę ludzie nie potrafią dostrzec tego, co mają przed oczami.
Killer zaczął warczeć, co zwróciło uwagę Damona. Podążył za wzrokiem psa.
- Dobrze cię widzieć, Damon - przywitał się Alarick, który nagle wyrósł przed nim jak spod ziemi.
- Dlaczego? Jakiś problem? - spytał czarnowłosy, uspokajając lekko zaniepokojonego psa.
Alarick, ubrany w codzienny strój z powodu wolnego dnia w pracy, założył ręce za głowę, co Damon odebrał jako zachętę do rozluźnienia się.
- Daj spokój, Salvatore. Twój sekret jest bezpieczny - powiedział mężczyzna. - Mogę się poczęstować? - spytał, patrząc na niego wymownie.
Damon zawahał się chwilę, lecz z ociaganiem wyjął paczkę papierosów z kieszeni spodni.
- Bierz to cholerstwo - powiedział, rzucając w niego opakowaniem. Alarick zdziwił się, ale nie drążył tematu. - Dlaczego chciałeś mnie zobaczyć? - spytał, gapiąc się gdziekolwiek, byleby nie na Alarica otwierającego paczkę.
- Rocznica się zbliża - powiedział Alarick spokojnie, uważnie badając reakcję Damona. Ten tylko skrzywił się lekko. - Martwię się o was.
- Nie masz o co - odparł chłodno Damon. - Nie jestem głupi.
Mężczyzna westchnął tylko i podsunął ogień do papierosa.
- Nie uważam, że jesteś głupi. Tylko nerwowy - odparł jak najspokojniej tylko mógł. A niełatwo było mu zachować zimną krew, patrząc, jak żyłka na czole przyjaciela zaczęła nabrzmiewać. Pies dodatkowo nie ułatwiał sprawy.
- Teraz już wiem, jak zdobyć pamiętnik - stwierdził Damon, mrużąc oczy. Uśmiechnął się przy tym sam do siebie, ale był to jeden z tych grymasów, który nie wskazywał na jego dobry humor.
- Mówiłem ci, w tej sprawie na mnie nie licz. I tak kryję ci dupę w związku z tym... zdarzeniem - powiedział Alarick.
Damon uśmiechnął się szerzej, tym razem jednak wyglądał całkiem miło. Rick, zdziwiony tą zmianą nastroju, podążył za wzrokiem przyjaciela.
Kilka metrów od nich, szybkim krokiem, z bardzo zmartwionym wyrazem twarzy, szła Elena Gilbert. Siostrzenica Jenny, jego dziewczyny.
- Rick - powiedział Damon, wyraźnie dumny z siebie. - Oto przedstawiam ci mój śliczny plan B i C.
O kurwa.
- Nie mieszaj się w to, Salvatore - powiedział Rick, odprowadzając dziewczynę wzrokiem.
- Dlaczego? - zakpił Damon, wstając z ławki. - Nara.
I pociągając psa za sobą, ruszył za Eleną.
###
- Hej, mała!
Kiedy tylko usłyszała te słowa, choć nie miała zbyt wiele czasu do spotkania z Georgem, od razu się odwróciła.
Gdy zobaczyła Damona, jej serce zaczęło mocniej bić, jednak kiedy ujrzała, że prowadzi on obok siebie duże czarne psisko, dodatkowo otworzyła szeroko oczy i zamarła z przerażenia.
- Spoko, to aniołek - zapewnił Damon ze śmiechem. - Co tu robisz? - spytał, choć doskonale wiedział.
- Jadę do przyjaciółki - odparła. - Wiesz, trochę się śpieszę.
- Ale to nie ma nic wspólnego z... - odchrząknął znacząco. Domyśliła się, o co mu chodzi i uśmiechnęła się pocieszająco.
- W żadnym wypadku nie - zaprzeczyła szybko. - Ale być może chodzi o twojego pudelka... - wywymruczała, odsuwając się od psa, który zaczął wąchać jej nogę.
- Myślę, że mu się spodobałaś - powiedział Damon, patrząc jej prosto w oczy i śmiejąc się. - Nie dziwię mu się ani trochę.
- Zabierz go! - zawołała Elena, kiedy Killer znowu się do niej przysunął. Damon posłuchał i przyciągnął psa do siebie. Elena na chwilę zawiesiła wzrok na jego odsłoniętych przez podkoszulek tatuażach.
I znowu się zamyśliła. Znów nie mogła myśleć racjonalnie.
- Przyjdę wieczorem - powiedział.
- Dobrze - odparła.
Dlaczego miała wrażenie, że to nie skończy się dobrze?
###
NAWET NIE SPRAWDZAM
YOLO (Y)
DZIEŃ WOLNY OD SZKOŁY WIĘC DODAJĘ XD
DZIŚ MAŁO DELENY ALE TRUDNO, WYNAGRODZĘ TO NASTĘPNYM ROZDZIAŁEM :3
ZAŁOŻYŁAM TT : @zadelenowana
FOLLOW ME :*
I KOMENTUJCIE!
sobota, 24 maja 2014
Trochę informacji
Cześć! Jak zapewne zauważyłyście, zmieniłam wygląd mojego bloga :)
Po prostu chciałabym się od Was, moje kochane, dowiedzieć, czy czyta Wam się komfortowo?
Jak dla mnie jest ok, jednak jeśli tło sprawia wam kłopot, to je zmienię :D
Nowy rozdział przewiduję na środę :)
Trzymajcie się xD
PS: Dodałam z boku ankietę: zagłosujecie? szczerze ! :D
Po prostu chciałabym się od Was, moje kochane, dowiedzieć, czy czyta Wam się komfortowo?
Jak dla mnie jest ok, jednak jeśli tło sprawia wam kłopot, to je zmienię :D
Nowy rozdział przewiduję na środę :)
Trzymajcie się xD
PS: Dodałam z boku ankietę: zagłosujecie? szczerze ! :D
środa, 14 maja 2014
Rozdział VII
Przez chwilę wydawało jej się, że jej serce stanęło. A potem, wraz z oddechem do jej organizmu dostały się słowa Damona. Jednak dopiero gdy dotarły do mózgu, naprawdę zrozumiała.
Zabiłem go. On go zabił. On zabił własnego ojca.
- Dlaczego? - jakimiś cudem tylko to pytanie przyszło jej na myśl.
Spojrzała na swoje ręce i zauważyła, że drżą. Dziwne. Nic nie czuła. Nie odczytywała reakcji własnego ciała.
- Zrobił coś okropnego, czego nie mogłem mu wybaczyć - powiedział zadziwiająco spokojnym głosem. Sięgnął po rękę Eleny, ale dziewczyna odsunęła się od niego na drugi koniec pokoju.
- Czyli co? - spytała drżącym głosem. Podziwiała siebie, że jeszcze walczyła, że nie uciekła.
Nie. Tak w zasadzie to była z jej strony głupota.
- Eleno - westchnął Damon, spoglądając przez okno. Przez chwilę wydawało jej się, że jest mu trochę przykro. - Teraz już wiesz, dlaczego trzymałem swoją przeszłość w tajemnicy.
- Nie odpowiedziałeś! - zawołała, przyciskając plecy do ściany.
- Pytam po raz ostatni: naprawdę chcesz wiedzieć? - syknął, odwracając twarz w jej stronę. Znowu był zły.
- Umieram z ciekawości - rzuciła.
- Jakże pięknie powiedziane - zaśmiał się ironicznie.
Dobra. Ten facet był debilem. Przystojnym debilem.
- Moja matka nie żyje przez mojego jakże kochanego i równie martwego ojczulka - powiedział z wyrzutem, siadając ciężko na łóżku.
- Stanąłeś w jej obronie? - spytała Elena, widząc jakiś cień szansy na pozytywny obrót tej sprawy.
Popatrzył na nią dziwnie, skanując ją wzrokiem. Spięła się mimowolnie. W jego oczach naprawdę było coś takiego... nienormalnego.
- Miałem bronić trupa? - spytał głosem wyzutym z emocji. - Nie, kochanie. Wymierzyłem sprawiedliwość.
Cisza z sekundy na sekundę stawała się coraz bardziej niezręczna. W końcu Elena nie wytrzymała i odchrząknęła nerwowo.
- Jak to zrobiłeś? - spytała, zamykając oczy.
- No wiesz... oszczędzę ci szczegółów - powiedział szorstko, nagle wstając. - Pójdę już - dodał, patrząc na nią chłodnym wzrokiem. Uczucie wstrętu nadal było w Elenie żywe, a szok odmawiał jakiegokolwiek ruchu. Mimo wszystko jednak zaczerwieniła się w reakcji na jego spojrzenie.
Uśmiechnął się nieznacznie, szybko jednak spoważniał. Wziął swoją kurtkę, którą zostawił poprzedniego dnia, z czarnego krzesła obrotowego i otworzył okno.
- Zgaduję, że nie chcesz mnie już widzieć nigdy więcej - powiedział spokojnie, gapiąc się w przestrzeń. - Kto chciałby przebywać z potworem?
Dałaby głowę, że w odbłysku słońca przez chwilę widziała w oczach Damona łzy.
- Nie mów tak - szepnęła, nadal nie ruszając się z miejsca.
- Więc jak mam mówić? - Elena sama już nie wiedziała, czy woli kiedy krzyczy, czy gdy mówi tak spokojnie jak teraz.
- Każdy ma szansę się zmienić - stwierdziła nieśmiało.
- Ale wiesz co? Ma szansę, ale musi żałować - powiedział, a jego klatka piersiowa poruszała się szybko. Widziała, jak mocno trzyma framugę okna, jak uwidatniają się żyłki na jego dłoni i skroniach. - A ja cieszę się, że go zabiłem. Jestem z tego powodu cholernie szczęśliwy!
Oczy Damona niebezpiecznie zalśniły, kiedy wypowiadał te słowa. Elena wzdrygnęła się mimowolnie i głośno przełknęła ślinę.
- Co ja sobie w ogóle myślałem? - spytał cicho, kręcąc głową. - Chciałem żyć normalnie. Uciec od przeszłości. Ale miałaś rację. To, co było, jest częścią teraźniejszości. Dlatego nie ma dla mnie ratunku - stwierdził.
- Możesz spróbować - podsunęła Elena.
Damon tylko zaśmiał się gorzko.
- Boisz się mnie - stwierdził. - Nigdy mi nie zaufasz.
I znów spojrzał w jej oczy, hipnotyzując ją całym sobą. Dlaczego zawsze traciła oddech w takiej sytuacji? Bez tlenu jej mózg nie funkcjonował normalnie i podejmowała głupie decyzje.
- Nie.
I głupio gadała.
- To nie ma sensu - stwierdził.
- Zawsze jesteś taki uparty? - spytała, wreszcie ruszając się z miejsca. - Po pierwsze się uspokój.
- Jestem spokojny - zapewnił, jednak ton jego głosu świadczył zupełnie o czymś innym.
- Właśnie widzę - mruknęła, podchodząc bliżej. Była naprawdę blisko. Za bardzo wręcz. Czuła już zapach Damona i jego oddech na swojej głowie.
Dotknęła jego dłoni, która ściskała mocno drewnianą framugę okna. Poczuła chłód. Ręką była sztywna i zimna. Położyła na niej całą swoją dłoń, ale zorientowała się, że ręką Damona jest zbyt duża, aby objąć ją całą. Uśmiechnęła się lekko widząc tą różnicę.
- Uspokój się - powtórzyła.
Wypuścił powietrze z płuc z głośnym sykiem i niespodziewanie złapał ją za rękę.
- Już mówiłem - powiedział, kiedy spojrzała na niego pytająco. - Jestem spokojny.
- Chcę ci tylko powiedzieć, że nie mam w zwyczaju przekreślać ludzi ze względu na ich przeszłość - wyznała Elena. Czuła się trochę dziwnie, stojąc tak blisko chłopaka. Nie, nie był to już strach.
- Nawet jeśli są mordercami? - spytał, splatając ich palce.
Dziewczyna spięła się na te słowa. Zauważyła, że straciła czucie w całym ciele. Jakby żyła w innym wymiarze, jak gdyby lewitowała.
- Nawet - odparła głosem, którego nie poznawała, choć należał do niej. - Każdy zasługuje na drugą szansę.
Zauważyła, że Damon patrzy na nią dziwnie, jakby z poczuciem winy. Pomyślała, że to dobry znak.
Telefon Eleny rozdzwonił się już drugi raz tego wieczora. Ten dźwięk przywrócił Elenę na ziemię.
- Dobranoc - powiedział jeszcze Damon, dziwnie zmienionym głosem. Rozplótł ich palce i wyskoczył przez okno.
Zanim Elena zorientowała się, co tak naprawdę się dzieje, chłopaka już nie było. Znowu.
Podeszła do telefonu i odebrała połączenie od nieznanego numeru.
- Witaj Eleno. Mówi Jenna - usłyszała formalny głos cioci.
- Cześć - wydusiła zachrypniętym głosem.
- Zobaczymy się dziś na kolacji u mnie w domu? Za godzinę? - spytała Jenna radosnym tonem. To było do niej naprawdę niepodobne.
- Jasne - odparła Elena lakonicznie.
- Cudownie. George cię odwiezie. I ubierz się ładnie.
Koniec. Usłyszała jeszcze sygnały oznaczające, że połączenie zostało zakończone.
###
Elena przez całą kolację była dziwnie otępiała i nieobecna duchem wśród obecnych na kolacji u cioci. Myślała, że będzie siedziała sam na sam z Jenną i że usiądą przy małym stoliku w kuchni, jedząc jakąś zupę. Pomyliła się. Ciotka sprosiła do swojego dość dużego domu koleżanki z pracy oraz ich towarzyszy, a także zapowiedziała przybycie jej chłopaka.
Taka rodzinna pojednawcza kolacyjka.
- Piękny obraz, prawda? - zagadnęła Elenę jakaś kobieta.
Dziewczynę tak naprawdę guzik obchodził jakiś tam obraz, który na pierwszy rzut oka mógłby przedstawiać kawałek dywanu. Kiwnęła więc tylko głową i wróciła do swojego świata.
Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie myśli o Damonie.
Zatruł jej umysł. Czuła się tak, jakby owiała ją gęsta mgła i powoli ją dusiła. Zaciskała jej gardło, żołądek, osłaniała mózg, przez co traciła kontakt z rzeczywistością.
Jedna myśl nie dawała jej spokoju: Damon zabił własnego ojca. Przytłaczało ją to. Po prostu czuła się z tym źle. Może rzeczywiście powinna siedzieć cicho i nie mieszać się w przeszłość niejakiego Damona Salvatore?
Sprawdziła przed wyjściem słowo "salvatore" w tłumaczu. Oznaczało zbawcę. Jakaż ironia.
- Eleno - z zadumy wyrwał ją głos Jenny. - Chciałabym ci kogoś przedstawić.
Dziewczyna odwróciła się i u boku cioci zobaczyła wysokiego mężczyznę. Jego włosy miały kolor piasku na plaży o zachodzie słońca, a opaloną twarz pokrywał lekki jasny zarost. Oczy mężczyzny były jasnoniebieskie, jednak nie aż tak przejrzyste jak tęczówki Damona.
- Eleno, Alarick Saltzman. Kochanie, to moja siostrzenica Elena - powiedziała Jena.
Alarick miał cudowny uśmiech i chętnie to udowadniał. Wyglądał naprawdę sympatycznie. Emanował pozytywną energią i zaraził nią nawet Elenę.
- Mów mi Rick - powiedział i ucałował jej dłoń.
- Miło... - odezwała się Elena, jednak nie dane było jej dokończyć.
- Alarick jest szeryfem policji w mieście - wtrąciła Jenna. - Na pewno przyjdzie czas, kiedy poznacie się lepiej.
A potem pociągnęła mężczyznę za ramię i zniknęli za zakrętem korytarza. Widziała tylko, że Alarick posyła jej przepraszające spojrzenie. W tamtej chwili znienawidziła Jennę. Naprawdę zapragnęła być w domu.
###
- I co? - To pytanie powitało Damona zaraz po przekroczeniu progu salonu. Stefan siedział na czerwonej kanapie i obracał w dużej dłoni pustą szklankę.
- Nic - odburknął Damon, podchodząc do mahoniowego barku. Otworzył mebel i ze złością stwierdził, że jest pusty. - Wypiłeś wszystko? - syknął.
- Nie - zaprzeczył jego brat. - Schowałem.
- Oddaj. To moja whisky - powiedział ostro, podchodząc do Stefana. Tego dnia był naprawdę nie w humorze.
- Nie - odparł groźnie szatyn. - Pijesz za dużo.
- Odezwał się abstynent - warknął Damon, wytrącając szklankę z ręki brata. Na szczęście spadła na miękki dywan.
- To jest ostatnia szklanka z zastawy matki - powiedział Stefan oschle. - Wszystkie pozostałe rozpierdoliłeś w drobny mak, kiedy byłeś pijany. Lepiej dla ciebie, żeby chociaż ta została.
Damon zacisnął usta w wąską linię i wbił mordercze spojrzenie w brata.
- Idę do baru - oznajmił.
- Nawet nie próbuj - powiedział Stefan lekkim tonem, podnosząc szklankę z ziemi. - Zagroziłem Mattowi, że jeśli sprzeda ci alkohol, rozwalę mu łeb.
Damon syknął tylko przeciągle i opadł na fotel naprzeciwko siedzenia Stefana.
- Znajdę sposób - powiedział cicho, uśmiechając się.
- Co tam u Eleny? - spytał Stefan, zmieniając temat. - Jak się toczy sprawa?
- Szybko - odparł Damon krótko, zakładając ręce za głowę.
- Kiedy będzie gotowa? - spytał.
- A jak myślisz? - spytał Damon, robiąc minę, jakby Stefan założył sobie właśnie bokserki na głowę. - Ta laska w ciągu tygodnia będzie moja. Może nawet wcześniej.
- No - brwi Stefana uniosły się do góry w geście podziwu. - Co jej natłukłeś do głowy?
Damon zmarszczył brwi i wbił wzrok w obraz wiszący nad kominkiem.
- Powiedziałem jej prawdę.
Stefan otworzył tylko szerzej oczy i machinalnie wstał, upuszczając szklankę, o którą wcześniej było tyle hałasu. Ta ominęła jednak dywan i uderzyła w drewniany parkiet, rozbijając się na tysiąc kawałków z brzękiem.
- Och, braciszku - skarcił go Damon, patrząc na szkło rozpryśnięte na podłodze. - To była ostatnia szklanka.
- Powiedziałeś jej prawdę?! - zawołał Stefan, nieźle wkurzony. - Czy ty masz mózg, czy może usmażył ci się przez te fajki?
- Nie powie nikomu - zapewnił.
- Jaką masz pewność, co? - syknął chłopak, podchodząc do brata. - Dobrze wiesz ,że gdyby nie Alarick, siedzielibyśmy w pierdlu.
- Elena nikomu nie powie - powtórzył trochę ostrzej. - Jest przekonana, że mi pomaga. Mam wszystko pod kontrolą - powiedział, patrząc mu w oczy. A potem przeniósł wzrok na podłogę i skrzywił się lekko. - Sprzątnij to.
- Idiota - warknął Stefan i poszedł na górę.
- Kiedy już zdobędę pamiętnik, będziesz mnie całował po stopach! - zawołał jeszcze Damon i z niesmakiem popatrzył na ostatnią, już zniszczoną, pamiątkę po mamie. Szklanka leżała rozbita na drobne kawałki. Jak on.
Nigdy w życiu nie czuł się tak dziwnie.
Droga mamo... - pomyślał.
A potem machnął ręką i zamknął oczy.
###
WITAM WAS SMUTNO.
TO, CO SIĘ STAŁO ŻE STEFANEM PRZECHODZI LUDZKIE POJĘCIE XC
SMUTAM. BOLI MNIE GŁOWA I PIEKĄ OCZY ( Z PŁACZU M.IN.) xC
ALE POMYŚLAŁAM, ŻE DOTRZYMAM SŁOWA :)
TAKIE ZRYTE COŚ... KURDE, WYBACZCIE X (
xxx
Zabiłem go. On go zabił. On zabił własnego ojca.
- Dlaczego? - jakimiś cudem tylko to pytanie przyszło jej na myśl.
Spojrzała na swoje ręce i zauważyła, że drżą. Dziwne. Nic nie czuła. Nie odczytywała reakcji własnego ciała.
- Zrobił coś okropnego, czego nie mogłem mu wybaczyć - powiedział zadziwiająco spokojnym głosem. Sięgnął po rękę Eleny, ale dziewczyna odsunęła się od niego na drugi koniec pokoju.
- Czyli co? - spytała drżącym głosem. Podziwiała siebie, że jeszcze walczyła, że nie uciekła.
Nie. Tak w zasadzie to była z jej strony głupota.
- Eleno - westchnął Damon, spoglądając przez okno. Przez chwilę wydawało jej się, że jest mu trochę przykro. - Teraz już wiesz, dlaczego trzymałem swoją przeszłość w tajemnicy.
- Nie odpowiedziałeś! - zawołała, przyciskając plecy do ściany.
- Pytam po raz ostatni: naprawdę chcesz wiedzieć? - syknął, odwracając twarz w jej stronę. Znowu był zły.
- Umieram z ciekawości - rzuciła.
- Jakże pięknie powiedziane - zaśmiał się ironicznie.
Dobra. Ten facet był debilem. Przystojnym debilem.
- Moja matka nie żyje przez mojego jakże kochanego i równie martwego ojczulka - powiedział z wyrzutem, siadając ciężko na łóżku.
- Stanąłeś w jej obronie? - spytała Elena, widząc jakiś cień szansy na pozytywny obrót tej sprawy.
Popatrzył na nią dziwnie, skanując ją wzrokiem. Spięła się mimowolnie. W jego oczach naprawdę było coś takiego... nienormalnego.
- Miałem bronić trupa? - spytał głosem wyzutym z emocji. - Nie, kochanie. Wymierzyłem sprawiedliwość.
Cisza z sekundy na sekundę stawała się coraz bardziej niezręczna. W końcu Elena nie wytrzymała i odchrząknęła nerwowo.
- Jak to zrobiłeś? - spytała, zamykając oczy.
- No wiesz... oszczędzę ci szczegółów - powiedział szorstko, nagle wstając. - Pójdę już - dodał, patrząc na nią chłodnym wzrokiem. Uczucie wstrętu nadal było w Elenie żywe, a szok odmawiał jakiegokolwiek ruchu. Mimo wszystko jednak zaczerwieniła się w reakcji na jego spojrzenie.
Uśmiechnął się nieznacznie, szybko jednak spoważniał. Wziął swoją kurtkę, którą zostawił poprzedniego dnia, z czarnego krzesła obrotowego i otworzył okno.
- Zgaduję, że nie chcesz mnie już widzieć nigdy więcej - powiedział spokojnie, gapiąc się w przestrzeń. - Kto chciałby przebywać z potworem?
Dałaby głowę, że w odbłysku słońca przez chwilę widziała w oczach Damona łzy.
- Nie mów tak - szepnęła, nadal nie ruszając się z miejsca.
- Więc jak mam mówić? - Elena sama już nie wiedziała, czy woli kiedy krzyczy, czy gdy mówi tak spokojnie jak teraz.
- Każdy ma szansę się zmienić - stwierdziła nieśmiało.
- Ale wiesz co? Ma szansę, ale musi żałować - powiedział, a jego klatka piersiowa poruszała się szybko. Widziała, jak mocno trzyma framugę okna, jak uwidatniają się żyłki na jego dłoni i skroniach. - A ja cieszę się, że go zabiłem. Jestem z tego powodu cholernie szczęśliwy!
Oczy Damona niebezpiecznie zalśniły, kiedy wypowiadał te słowa. Elena wzdrygnęła się mimowolnie i głośno przełknęła ślinę.
- Co ja sobie w ogóle myślałem? - spytał cicho, kręcąc głową. - Chciałem żyć normalnie. Uciec od przeszłości. Ale miałaś rację. To, co było, jest częścią teraźniejszości. Dlatego nie ma dla mnie ratunku - stwierdził.
- Możesz spróbować - podsunęła Elena.
Damon tylko zaśmiał się gorzko.
- Boisz się mnie - stwierdził. - Nigdy mi nie zaufasz.
I znów spojrzał w jej oczy, hipnotyzując ją całym sobą. Dlaczego zawsze traciła oddech w takiej sytuacji? Bez tlenu jej mózg nie funkcjonował normalnie i podejmowała głupie decyzje.
- Nie.
I głupio gadała.
- To nie ma sensu - stwierdził.
- Zawsze jesteś taki uparty? - spytała, wreszcie ruszając się z miejsca. - Po pierwsze się uspokój.
- Jestem spokojny - zapewnił, jednak ton jego głosu świadczył zupełnie o czymś innym.
- Właśnie widzę - mruknęła, podchodząc bliżej. Była naprawdę blisko. Za bardzo wręcz. Czuła już zapach Damona i jego oddech na swojej głowie.
Dotknęła jego dłoni, która ściskała mocno drewnianą framugę okna. Poczuła chłód. Ręką była sztywna i zimna. Położyła na niej całą swoją dłoń, ale zorientowała się, że ręką Damona jest zbyt duża, aby objąć ją całą. Uśmiechnęła się lekko widząc tą różnicę.
- Uspokój się - powtórzyła.
Wypuścił powietrze z płuc z głośnym sykiem i niespodziewanie złapał ją za rękę.
- Już mówiłem - powiedział, kiedy spojrzała na niego pytająco. - Jestem spokojny.
- Chcę ci tylko powiedzieć, że nie mam w zwyczaju przekreślać ludzi ze względu na ich przeszłość - wyznała Elena. Czuła się trochę dziwnie, stojąc tak blisko chłopaka. Nie, nie był to już strach.
- Nawet jeśli są mordercami? - spytał, splatając ich palce.
Dziewczyna spięła się na te słowa. Zauważyła, że straciła czucie w całym ciele. Jakby żyła w innym wymiarze, jak gdyby lewitowała.
- Nawet - odparła głosem, którego nie poznawała, choć należał do niej. - Każdy zasługuje na drugą szansę.
Zauważyła, że Damon patrzy na nią dziwnie, jakby z poczuciem winy. Pomyślała, że to dobry znak.
Telefon Eleny rozdzwonił się już drugi raz tego wieczora. Ten dźwięk przywrócił Elenę na ziemię.
- Dobranoc - powiedział jeszcze Damon, dziwnie zmienionym głosem. Rozplótł ich palce i wyskoczył przez okno.
Zanim Elena zorientowała się, co tak naprawdę się dzieje, chłopaka już nie było. Znowu.
Podeszła do telefonu i odebrała połączenie od nieznanego numeru.
- Witaj Eleno. Mówi Jenna - usłyszała formalny głos cioci.
- Cześć - wydusiła zachrypniętym głosem.
- Zobaczymy się dziś na kolacji u mnie w domu? Za godzinę? - spytała Jenna radosnym tonem. To było do niej naprawdę niepodobne.
- Jasne - odparła Elena lakonicznie.
- Cudownie. George cię odwiezie. I ubierz się ładnie.
Koniec. Usłyszała jeszcze sygnały oznaczające, że połączenie zostało zakończone.
###
Elena przez całą kolację była dziwnie otępiała i nieobecna duchem wśród obecnych na kolacji u cioci. Myślała, że będzie siedziała sam na sam z Jenną i że usiądą przy małym stoliku w kuchni, jedząc jakąś zupę. Pomyliła się. Ciotka sprosiła do swojego dość dużego domu koleżanki z pracy oraz ich towarzyszy, a także zapowiedziała przybycie jej chłopaka.
Taka rodzinna pojednawcza kolacyjka.
- Piękny obraz, prawda? - zagadnęła Elenę jakaś kobieta.
Dziewczynę tak naprawdę guzik obchodził jakiś tam obraz, który na pierwszy rzut oka mógłby przedstawiać kawałek dywanu. Kiwnęła więc tylko głową i wróciła do swojego świata.
Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie myśli o Damonie.
Zatruł jej umysł. Czuła się tak, jakby owiała ją gęsta mgła i powoli ją dusiła. Zaciskała jej gardło, żołądek, osłaniała mózg, przez co traciła kontakt z rzeczywistością.
Jedna myśl nie dawała jej spokoju: Damon zabił własnego ojca. Przytłaczało ją to. Po prostu czuła się z tym źle. Może rzeczywiście powinna siedzieć cicho i nie mieszać się w przeszłość niejakiego Damona Salvatore?
Sprawdziła przed wyjściem słowo "salvatore" w tłumaczu. Oznaczało zbawcę. Jakaż ironia.
- Eleno - z zadumy wyrwał ją głos Jenny. - Chciałabym ci kogoś przedstawić.
Dziewczyna odwróciła się i u boku cioci zobaczyła wysokiego mężczyznę. Jego włosy miały kolor piasku na plaży o zachodzie słońca, a opaloną twarz pokrywał lekki jasny zarost. Oczy mężczyzny były jasnoniebieskie, jednak nie aż tak przejrzyste jak tęczówki Damona.
- Eleno, Alarick Saltzman. Kochanie, to moja siostrzenica Elena - powiedziała Jena.
Alarick miał cudowny uśmiech i chętnie to udowadniał. Wyglądał naprawdę sympatycznie. Emanował pozytywną energią i zaraził nią nawet Elenę.
- Mów mi Rick - powiedział i ucałował jej dłoń.
- Miło... - odezwała się Elena, jednak nie dane było jej dokończyć.
- Alarick jest szeryfem policji w mieście - wtrąciła Jenna. - Na pewno przyjdzie czas, kiedy poznacie się lepiej.
A potem pociągnęła mężczyznę za ramię i zniknęli za zakrętem korytarza. Widziała tylko, że Alarick posyła jej przepraszające spojrzenie. W tamtej chwili znienawidziła Jennę. Naprawdę zapragnęła być w domu.
###
- I co? - To pytanie powitało Damona zaraz po przekroczeniu progu salonu. Stefan siedział na czerwonej kanapie i obracał w dużej dłoni pustą szklankę.
- Nic - odburknął Damon, podchodząc do mahoniowego barku. Otworzył mebel i ze złością stwierdził, że jest pusty. - Wypiłeś wszystko? - syknął.
- Nie - zaprzeczył jego brat. - Schowałem.
- Oddaj. To moja whisky - powiedział ostro, podchodząc do Stefana. Tego dnia był naprawdę nie w humorze.
- Nie - odparł groźnie szatyn. - Pijesz za dużo.
- Odezwał się abstynent - warknął Damon, wytrącając szklankę z ręki brata. Na szczęście spadła na miękki dywan.
- To jest ostatnia szklanka z zastawy matki - powiedział Stefan oschle. - Wszystkie pozostałe rozpierdoliłeś w drobny mak, kiedy byłeś pijany. Lepiej dla ciebie, żeby chociaż ta została.
Damon zacisnął usta w wąską linię i wbił mordercze spojrzenie w brata.
- Idę do baru - oznajmił.
- Nawet nie próbuj - powiedział Stefan lekkim tonem, podnosząc szklankę z ziemi. - Zagroziłem Mattowi, że jeśli sprzeda ci alkohol, rozwalę mu łeb.
Damon syknął tylko przeciągle i opadł na fotel naprzeciwko siedzenia Stefana.
- Znajdę sposób - powiedział cicho, uśmiechając się.
- Co tam u Eleny? - spytał Stefan, zmieniając temat. - Jak się toczy sprawa?
- Szybko - odparł Damon krótko, zakładając ręce za głowę.
- Kiedy będzie gotowa? - spytał.
- A jak myślisz? - spytał Damon, robiąc minę, jakby Stefan założył sobie właśnie bokserki na głowę. - Ta laska w ciągu tygodnia będzie moja. Może nawet wcześniej.
- No - brwi Stefana uniosły się do góry w geście podziwu. - Co jej natłukłeś do głowy?
Damon zmarszczył brwi i wbił wzrok w obraz wiszący nad kominkiem.
- Powiedziałem jej prawdę.
Stefan otworzył tylko szerzej oczy i machinalnie wstał, upuszczając szklankę, o którą wcześniej było tyle hałasu. Ta ominęła jednak dywan i uderzyła w drewniany parkiet, rozbijając się na tysiąc kawałków z brzękiem.
- Och, braciszku - skarcił go Damon, patrząc na szkło rozpryśnięte na podłodze. - To była ostatnia szklanka.
- Powiedziałeś jej prawdę?! - zawołał Stefan, nieźle wkurzony. - Czy ty masz mózg, czy może usmażył ci się przez te fajki?
- Nie powie nikomu - zapewnił.
- Jaką masz pewność, co? - syknął chłopak, podchodząc do brata. - Dobrze wiesz ,że gdyby nie Alarick, siedzielibyśmy w pierdlu.
- Elena nikomu nie powie - powtórzył trochę ostrzej. - Jest przekonana, że mi pomaga. Mam wszystko pod kontrolą - powiedział, patrząc mu w oczy. A potem przeniósł wzrok na podłogę i skrzywił się lekko. - Sprzątnij to.
- Idiota - warknął Stefan i poszedł na górę.
- Kiedy już zdobędę pamiętnik, będziesz mnie całował po stopach! - zawołał jeszcze Damon i z niesmakiem popatrzył na ostatnią, już zniszczoną, pamiątkę po mamie. Szklanka leżała rozbita na drobne kawałki. Jak on.
Nigdy w życiu nie czuł się tak dziwnie.
Droga mamo... - pomyślał.
A potem machnął ręką i zamknął oczy.
###
WITAM WAS SMUTNO.
TO, CO SIĘ STAŁO ŻE STEFANEM PRZECHODZI LUDZKIE POJĘCIE XC
SMUTAM. BOLI MNIE GŁOWA I PIEKĄ OCZY ( Z PŁACZU M.IN.) xC
ALE POMYŚLAŁAM, ŻE DOTRZYMAM SŁOWA :)
TAKIE ZRYTE COŚ... KURDE, WYBACZCIE X (
xxx
środa, 7 maja 2014
Rozdział VI
Drogi Pamiętniku!
Nie wiem, w co ja się znów wpakowałam.
Mogłam go nie poznać. Już chyba wolałabym umrzeć niż znosić to wszystko, co Damon wnosi do mojego życia. A mianowicie tajemnice. Te wszystkie sprzeczności. Raz potrafi być miły, za parę sekund zaś wyzywa mnie od dziwek. Chce mi pomóc radzić sobie z przeszłością, tymczasem on także skrywa coś, o czym nie chce rozmawiać. Gdzie tu logika?
Jak mam mu się zawierzyć, skoro nie ufam sama sobie, a on najwyraźniej nie ufa mnie? No właśnie.
Czuję, że jego problem leży gdzieś głębiej, niż mogłoby się wydawać. A ponieważ Damon uratował mi życie, postanawiam się mu odpłacić. Uwolnię go od tego, co go dręczy. Za wszelką cenę.
Przecież i tak nie mam nic do roboty.
###
- George, zaufaj mi - poprosiła Elena, uśmiechając się do mężczyzny. - Po prostu spotkam się z przyjaciółmi i wracam.
- Twoja ciotka... - zaoponował, jednak przerwał, kiedy Elena położyła mu rękę na ramieniu.
- Jenna się mną nie interesuje. Zapewne zatrudniła cię po to, żebym nie poczuła się opuszczona w tym domu - powiedziała. - Nie zrobię przecież nic głupiego. Ja... - zawahała się przez chwilę. - Ja dostałam nauczkę, George.
Mężczyzna najwyraźniej domyślił się, o co jej chodzi, bo kiwnął głową.
- Ale o siódmej masz być w domu - rozkazał. - Minuta spóźnienia i dzwonię do Jenny, że uciekłaś.
- Oczywiście! - zawołała Elena radośnie. Potem złapała torebkę i wybiegła z domu. Pokonując szybko ścieżkę wiodącą przez zielony ogród, w niedługim czasie znalazła się przy wysokiej bramie. Wyglądała naprawdę ładnie: czarne wzory metalu oplatały pnącza jasnoróżowych róż. Według Eleny jak na pensjonat wyglądało to zbyt wytwornie.
Czerwona Toyota Camry Klausa już stała na podjeździe. Chłopak opierał się o bok samochodu i uśmiechał się radośnie.
W Waszyngtonie była piękna pogoda. Deszczowa aura rozpłynęła się, ustępując
miejsca gorącemu słońcu. Z tego powodu Klaus nie miał na sobie nic oprócz czarnych jeansów i miękkich butów, dumnie prezentując mięśnie brzucha i wytatuowane bicepsy.
- Tęskniłaś? - spytał, zamykając ją w mocnym uścisku. Pachniał dobrymi perfumami, które Caroline kupiła mu z okazji ... rozpoczęcia randkowania, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Caroline uwielbiała szaleć po sklepach i kupować różne rzeczy, nawet bezokazyjnie.
Wszedłszy do samochodu została wylewnie przywitana przez przyjaciółki. Uśmiech nie schodził jej z twarzy przez cały czas. Naprawdę czuła się szczęśliwa wśród ludzi, których znała od lat. Wiedziała, czego może się po nich spodziewać, znała ich przeszłość. Kochała tę stałość, lubiła w tej przyjaźni to, że ich trójka wiedziała o sobie nawzajem wszystko. Nic nie mogło ich zaskoczyć. Byli jak góry. Stałe i niezłomne. Wydawało jej się, że tylko trzęsienie ziemi może nimi zachwiać.
Elenę denerwowały zmiany. Owszem, chętnie poznawała nowych ludzi, była otwarta i przyjacielska. Ale bywały dni, że zwyczajnie nie miała ochoty zaprosić Caroline czy Bonnie do siebie, tylko dlatego, że jedna z nich nagle okropnie się nudziła. Po prostu musiała wiedzieć o tej wizycie wcześniej, lub mieć nadzwyczajnie dobry humor. Często dopadało ją przygnębienie, zwłaszcza w mgliste i brzydkie dni i wtedy najzwyczajniej wołała zostać sama.
- Gdzie jedziemy? - spytała radośnie, kiedy Klaus ruszył z podjazdu.
- Do parku! - odparła Caroline z entuzjazmem, poprawiając blond włosy i wkładając ich małe pasmo za ucho.
Elena zamarła momentalnie, co zauważyła Bonnie.
- Elena? - spytała mulatka, przekrzywiając głowę i przyglądając się jej dużymi brązowymi oczami.
- Tak? - spytała Elena, uśmiechając się szeroko, aby ukryć zaniepokojenie.
Park. Kiedy słyszała to słowo, od razu stawał jej przed oczami obraz Damona bijącego jakiegoś faceta. Automatycznie przypomniało jej się, jak się zachował wczorajszego dnia. Uciekł, kiedy spytała o jego rodziców. Dlaczego?
Ten człowiek ją intrygował, Elena nie była jednak przekonana, czy to dobrze.
- Ach, nic - Bonnie także się uśmiechnęła.
- Jak tam mieszkanko? - wtrącił się Klaus, seksownie przyciągając samogłoski.
Elena w końcu się rozluźniła i zaczęła opowiadać o wszystkim, omijając jedynie wątek Damona. Czuła, że Klaus nie byłby zadowolony słysząc, że utrzymuje bliskie kontakty z tym chłopakiem.
Nie mogła stracić przyjaciela.
###
Pogoda dopisywała. W parku było mnóstwo ludzi, którzy spacerowali po żwirowych alejkach lub siedzieli na kolorowych kocach i zwyczajnie rozmawiali jednocześnie jedząc kanapki. Typowa letnia sobota.
Caroline nie wytrzymywała już wścibskich spojrzeń dziewczyn w kierunku Klausa, dlatego, ku zadowoleniu chłopaka dosłownie przylgnęła do jego torsu plecami.
Klaus dumnie prezentował Elenie swój nowy tatuaż na prawym przedramieniu, który przedstawiał napis "homo homini lupus" pod rysunkiem połowy pyska wilka i połowy twarzy Klausa. Wyglądał naprawdę świetnie.
- Muszę już lecieć - powiedziała Elena, szczerze zasmucona. - George i tak wypuścił mnie bez ochrony.
Caroline popatrzyła na nią błagalnie, ale tylko westchnęła.
- Porozmawiaj z Jenną - poprosiła Bonnie. - Jeśli twoja relacja z nią ma tak wyglądać, to wróć do Mystic Falls.
Blondynka gorliwie przytaknęła przyjaciółce.
- Chciałabym wrócić - przyznała Elena. - Ale najwyraźniej zostałyśmy tylko we dwie. Rodzina przede wszystkim.
- Tylko że czasem lepiej, jeśli nie zdążysz się przywiązać - doradził Klaus z lekkim uśmiechem.
- Pójdę już - powiedziała Elena, wstając z ziemi i zabierając torebkę.
- Odwieźć cię? - spytał Klaus, jednocześnie opierając brodę o ramię Caroline, ignorując spojrzenia dziewczyn będących nieopodal. Blondynka siedząca mu na kolanach aż wrzała ze złości.
- Spokojnie, Caro - szepnęła Bonnie. - To tylko wścibskie lafiryndy, które nie dorastają ci do pięt.
Dziewczyna najwyraźniej się nie uspokoiła, bo mruknęła pod nosem coś, co rozsmieszyło Klausa.
- Nie... - chciała odmówić Elena, ale ktoś wtrącił jej się w zdanie.
Oddech momentalnie uwiązł jej w gardle, a na ciele, mimo pięknej pogody poczuła dreszcze.
- Nie potrzebuje szofera. Odwiozę ją - zaoferował się Damon, który wyrósł tuż za nią jak spod ziemi.
Caroline na chwilę zapomniała o dziewczynach mizdrzących się do jej chłopaka i wymieniła z Bonnie znaczące spojrzenia. Klaus natomiast spiął się momentalnie w jakimś dziwnym odruchu i wbił mordercze spojrzenie w Damona. Elena czuła tylko jak atmosfera zagęszcza się z sekundy na sekundę.
- Salvatore - mruknął blondyn, dość brutalnie odsuwając od siebie Caroline i wstając.
Super. Wiedziała, jakie jest nazwisko Damona. Brzmiało bardzo egzotycznie: Salvatore. Gdzieś słyszała to słowo.
- Nie chcę wojny, odpieprz się - mruknął czarnowłosy.
Elena odwróciła się w końcu, aby móc zobaczyć chłopaka. Tego dnia nawet Damon pozwolił ponieść się fali upału i założył biały podkoszulek na ramiączkach, który odkrywał fragment czarnego tatuażu na torsie i jego przedłużenie na prawym ramieniu.
- Elena nie pozwoli ci się odwieźć, nigdy więcej - powiedział Klaus. - Nic dwa razy się nie zdarza.
- Co się dzieje? - spytała Bonnie. Caroline zaczęła jej coś szeptać do ucha, a brązowe oczy mulatki rozszerzały się z sekundy na sekundę. Elena była prawie pewna, że Caro ubarwia fakty jak tylko potrafi.
- Idźcie do samochodu - zarządził Klaus ostro, przybierając niemiły wyraz twarzy. - Koniec pikniku.
- Myślę, Wilczku, że powinieneś najpierw spytać Eleny, czy nie chce ze mną jechać, a nie podejmować za nią decyzję - zasugerował Damon, uśmiechając się lekko do dziewczyny. - Więc jak?
- Do samochodu - warknął Klaus. - Zanim temu pojebowi spali się przełącznik w mózgu i nie będzie myślał jak człowiek.
- Jak mnie nazwałeś? - spytał Damon pozornie miłym tonem. Elena zauważyła, że żyłka na jego skroni niebezpiecznie pulsuje, podobne jak poprzedniego dnia, kiedy zdenerwował się u niej w domu.
Testosteron właśnie osiągnął poziom: uciekaj, albo dostaniesz w zęby.
- Pojebem - powtórzył Klaus, krzyżując ręce na nagim torsie.
- Nie prowokuj mnie, ostrzegam - warknął Damon, zbliżając się do chłopaka. Byli jednakowego wzrostu.
- Ach! - zawołał blondyn z ironiczną radością w głosie, otwierając szeroko oczy i uśmiechając się lekko. - Czas się zbliża!
I wtedy naprawdę dostał w zęby. Elena zasłoniła usta ręką, żeby stłumić okrzyk. Za to Caroline wrzasnęła głośno i rzuciła się na Damona.
Na szczęście czarnowłosy odpuścił i po prostu odetchnął lekko dziewczynę.
- Licz się ze słowami. I okiełznaj laskę - powiedział tylko do trzymającego się za szczękę Klausa. - Nie patrz tak, Wilczku - zaśmiał się w reakcji na wściekłe spojrzenie blondyna. - Spotkamy się kiedyś. Bez widowni.
A potem odwrócił się i stanął twarzą w twarz z zszokowaną Eleną. Jego mina nie wyrażała nic. No, w każdym razie nic podobnego do wściekłości ani nawet do współczucia. Po prostu patrzył na nią tym swoim lodowatym wzrokiem, którego nie zdołało stopić nawet palące słońce.
- Idziesz? - spytał miękko.
- Elena! Co się dzieje?! - zawołała zdenerwowana Bonnie.
Nadal się wahała.
- Proszę. Mam ci dużo do powiedzenia - powiedział, patrząc jej w oczy.
Cholera. Był naprawdę przekonujący. Czuła się tak, jakby była w transie.
- Damon, bucu, zabieraj od niej te łapy! - warknął Klaus gotowy rzucić się na chłopaka. Ten jednak uparcie patrzył Elenie w oczy i nie reagował na nic innego.
- To jak? - spytał miękkim głosem, wwiercającym się w jej umysł i roztapiającym jej zdrowy rozsądek.
- Dobrze - wydusiła Elena i posyłając wymowne spojrzenie przyjaciołom, odeszła, z uśmiechniętym Damonem trzymającym dłoń na jej plecach.
###
- Słucham - rzuciła krótko, wchodząc do swojego pokoju. Tak, jak się spodziewała, Damon był już w środku.
- Nie wiem, od czego zacząć - zawahał się, wstając z parapetu.
- Może od przeprosin - podsunęła Elena chłodno, kładąc się na łóżku.
Damon zamyślił się przez chwilę, a potem podszedł do dziewczyny i usiadł obok niej.
- Przepraszam za moje przekleństwa. To było cholernie głupie. Wcale tak o tobie nie myślę - powiedział, łapiąc ją za rękę.
Elena, zdezorientowana tym gestem, mimowolnie się zaczerwieniła.
- Gadanie - mruknęła, wyrywając swoją dłoń.
- Musisz wiedzieć, że bywam nerwowy - powiedział, nieustannie patrząc na jej twarz. Elena zaś skutecznie unikała kontaktu wzrokowego. - Mówię wtedy co mi ślina na język przyniesie, pierdolę bez sensu.
Elena uniosła brwi w zdziwieniu i westchnęła głośno.
- Co cię wczoraj tak zdenerwowało? - spytała, bawiąc się końcówkami brązowych włosów.
- Nie mogę ci powiedzieć - odparł Damon.
W tym momencie Elena nie wytrzymała i spojrzała na chłopaka z wyrzutem.
- W takim razie do widzenia. Nie mamy już o czym rozmawiać - stwierdziła chłodno i wróciła do obserwacji końcówek swoich włosów. Stanowczo musiała iść do fryzjera.
- Niby dlaczego? - zdziwił się, przysuwając się bliżej dziewczyny. - Popatrz na mnie.
Posłuchała i posłała mu ostre spojrzenie.
- Miałeś mi pomóc uporać się z moją przeszłością, tymczasem masz najwyraźniej problem ze swoją własną. Przykro mi - powiedziała szczerze, dumna z tego, że utrzymała kontakt wzrokowy przez całe zdanie.
- Odtrącasz mnie - jego głos nie był już taki miły jak wcześniej.
- Na to wygląda.
- Tylko dlatego, że nie chcę ci opowiedzieć
o moich rodzicach?- spytał, marszcząc brwi.
- To kwestia zaufania. Ty ufasz mi, ja tobie - wyjaśniła.
- Do cholery, kobieto, popatrz na mnie w końcu!
Znowu zaczynał. Znów zadrżała na ton jego słów. Kolejny raz nie mogła oddychać. Zamknęła oczy.
- Wyjdź - szepnęła. Czuła, że zaraz się złamie. Nienawidziła swojej wrażliwości. Zazwyczaj na ostre słowa reagowała płaczem.
Jej telefon zadzwonił, ale zignorowała go.
- Jeśli powiem ci prawdę, to tym bardziej nie będziesz mieć podstaw, żeby mi zaufać - powiedział łagodniejszym tonem.
- Zaryzykuję.
- Nie - zaprzeczył ostro. Na tyle ostro, aby wywołać w niej dziwne domysły.
- Więc co tu jeszcze robisz? - spytała ze sztucznym uśmiechem na ustach. - Wiem, że nie chodzi ci o głupotę, Damon. Ty nie przejmowałbyś się byle gównem. Ale jeśli nie jestem na tyle godna zaufania, abyś mógł mi powiedzieć, o co chodzi, to ja nie widzę potrzeby, abyś ty się o mnie troszczył. Sorry.
W tamtym momencie Damon wstał z łóżka i podszedł do okna. Stał przy nim przez chwilę, a potem zaczął kręcić się po pokoju, całkowicie bez celu. Był wyraźnie wkurzony. Aż zastanawiała się, czy dobrze zrobiła, prosząc go o wyjaśnienie sprawy, która go męczy.
- To ma związek z twoim ojcem, prawda? - spytała i szybko ugryzła się w język. Za późno jednak. Skrzywiła się, widząc spięte plecy Damona.
- Co wiesz? - spytał zachrypniętym głosem, odwracając się do niej.
- Nic - odparła zgodnie z prawdą. - Myślałam, że to ty mi powiesz, co się stało.
- Nie chcesz wiedzieć - zaśmiał się dziwnie. Jakoś tak... szalenie. Ale widziała, jak cały drży. Jakby coś rozrywało go od środka, próbując się wydostać na zewnątrz. Ukryta bestia.
- Co się stało z twoim ojcem? - ponowiła pytanie, wstając z łóżka. Cały czas patrzyła Damonowi w oczy, które nagle pociemniały.
Mruknął coś pod nosem.
- Powtórz! - zażądała.
- Zabiłem go - wyznał w końcu, patrząc jej prosto w oczy. Już się nie uśmiechał.
###
CZEEŚĆ!
CHCĘ TYLKO POINFORMOWAĆ, ŻE JESTEM DO PRZODU Z PISANIEM ROZDZIAŁÓW :)
HISTORIA JAK KAŻDA INNA, MUSI SIĘ JAKOŚ ROZKRĘCIĆ, WIĘC SORRY ZA BRAK AKCJI.
TO TYLKO PRZEJŚCIOWE, OBIECUJĘ !
MAM DALEJ TAKIE ZDARZENIA ŻE SAMA MAM PODNIETĘ :3
CIESZĘ SIĘ WIDZĄC WASZE KOMENTARZE. PROSZĘ, NIE PRZESTAWAJCIE! TO NAPRAWDĘ WIELKA MOTYWACJA, AŻ MAM OCHOTĘ DO PISANIA XD
KISKI I LOVKI :*
Nie wiem, w co ja się znów wpakowałam.
Mogłam go nie poznać. Już chyba wolałabym umrzeć niż znosić to wszystko, co Damon wnosi do mojego życia. A mianowicie tajemnice. Te wszystkie sprzeczności. Raz potrafi być miły, za parę sekund zaś wyzywa mnie od dziwek. Chce mi pomóc radzić sobie z przeszłością, tymczasem on także skrywa coś, o czym nie chce rozmawiać. Gdzie tu logika?
Jak mam mu się zawierzyć, skoro nie ufam sama sobie, a on najwyraźniej nie ufa mnie? No właśnie.
Czuję, że jego problem leży gdzieś głębiej, niż mogłoby się wydawać. A ponieważ Damon uratował mi życie, postanawiam się mu odpłacić. Uwolnię go od tego, co go dręczy. Za wszelką cenę.
Przecież i tak nie mam nic do roboty.
###
- George, zaufaj mi - poprosiła Elena, uśmiechając się do mężczyzny. - Po prostu spotkam się z przyjaciółmi i wracam.
- Twoja ciotka... - zaoponował, jednak przerwał, kiedy Elena położyła mu rękę na ramieniu.
- Jenna się mną nie interesuje. Zapewne zatrudniła cię po to, żebym nie poczuła się opuszczona w tym domu - powiedziała. - Nie zrobię przecież nic głupiego. Ja... - zawahała się przez chwilę. - Ja dostałam nauczkę, George.
Mężczyzna najwyraźniej domyślił się, o co jej chodzi, bo kiwnął głową.
- Ale o siódmej masz być w domu - rozkazał. - Minuta spóźnienia i dzwonię do Jenny, że uciekłaś.
- Oczywiście! - zawołała Elena radośnie. Potem złapała torebkę i wybiegła z domu. Pokonując szybko ścieżkę wiodącą przez zielony ogród, w niedługim czasie znalazła się przy wysokiej bramie. Wyglądała naprawdę ładnie: czarne wzory metalu oplatały pnącza jasnoróżowych róż. Według Eleny jak na pensjonat wyglądało to zbyt wytwornie.
Czerwona Toyota Camry Klausa już stała na podjeździe. Chłopak opierał się o bok samochodu i uśmiechał się radośnie.
W Waszyngtonie była piękna pogoda. Deszczowa aura rozpłynęła się, ustępując
miejsca gorącemu słońcu. Z tego powodu Klaus nie miał na sobie nic oprócz czarnych jeansów i miękkich butów, dumnie prezentując mięśnie brzucha i wytatuowane bicepsy.
- Tęskniłaś? - spytał, zamykając ją w mocnym uścisku. Pachniał dobrymi perfumami, które Caroline kupiła mu z okazji ... rozpoczęcia randkowania, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Caroline uwielbiała szaleć po sklepach i kupować różne rzeczy, nawet bezokazyjnie.
Wszedłszy do samochodu została wylewnie przywitana przez przyjaciółki. Uśmiech nie schodził jej z twarzy przez cały czas. Naprawdę czuła się szczęśliwa wśród ludzi, których znała od lat. Wiedziała, czego może się po nich spodziewać, znała ich przeszłość. Kochała tę stałość, lubiła w tej przyjaźni to, że ich trójka wiedziała o sobie nawzajem wszystko. Nic nie mogło ich zaskoczyć. Byli jak góry. Stałe i niezłomne. Wydawało jej się, że tylko trzęsienie ziemi może nimi zachwiać.
Elenę denerwowały zmiany. Owszem, chętnie poznawała nowych ludzi, była otwarta i przyjacielska. Ale bywały dni, że zwyczajnie nie miała ochoty zaprosić Caroline czy Bonnie do siebie, tylko dlatego, że jedna z nich nagle okropnie się nudziła. Po prostu musiała wiedzieć o tej wizycie wcześniej, lub mieć nadzwyczajnie dobry humor. Często dopadało ją przygnębienie, zwłaszcza w mgliste i brzydkie dni i wtedy najzwyczajniej wołała zostać sama.
- Gdzie jedziemy? - spytała radośnie, kiedy Klaus ruszył z podjazdu.
- Do parku! - odparła Caroline z entuzjazmem, poprawiając blond włosy i wkładając ich małe pasmo za ucho.
Elena zamarła momentalnie, co zauważyła Bonnie.
- Elena? - spytała mulatka, przekrzywiając głowę i przyglądając się jej dużymi brązowymi oczami.
- Tak? - spytała Elena, uśmiechając się szeroko, aby ukryć zaniepokojenie.
Park. Kiedy słyszała to słowo, od razu stawał jej przed oczami obraz Damona bijącego jakiegoś faceta. Automatycznie przypomniało jej się, jak się zachował wczorajszego dnia. Uciekł, kiedy spytała o jego rodziców. Dlaczego?
Ten człowiek ją intrygował, Elena nie była jednak przekonana, czy to dobrze.
- Ach, nic - Bonnie także się uśmiechnęła.
- Jak tam mieszkanko? - wtrącił się Klaus, seksownie przyciągając samogłoski.
Elena w końcu się rozluźniła i zaczęła opowiadać o wszystkim, omijając jedynie wątek Damona. Czuła, że Klaus nie byłby zadowolony słysząc, że utrzymuje bliskie kontakty z tym chłopakiem.
Nie mogła stracić przyjaciela.
###
Pogoda dopisywała. W parku było mnóstwo ludzi, którzy spacerowali po żwirowych alejkach lub siedzieli na kolorowych kocach i zwyczajnie rozmawiali jednocześnie jedząc kanapki. Typowa letnia sobota.
Caroline nie wytrzymywała już wścibskich spojrzeń dziewczyn w kierunku Klausa, dlatego, ku zadowoleniu chłopaka dosłownie przylgnęła do jego torsu plecami.
Klaus dumnie prezentował Elenie swój nowy tatuaż na prawym przedramieniu, który przedstawiał napis "homo homini lupus" pod rysunkiem połowy pyska wilka i połowy twarzy Klausa. Wyglądał naprawdę świetnie.
- Muszę już lecieć - powiedziała Elena, szczerze zasmucona. - George i tak wypuścił mnie bez ochrony.
Caroline popatrzyła na nią błagalnie, ale tylko westchnęła.
- Porozmawiaj z Jenną - poprosiła Bonnie. - Jeśli twoja relacja z nią ma tak wyglądać, to wróć do Mystic Falls.
Blondynka gorliwie przytaknęła przyjaciółce.
- Chciałabym wrócić - przyznała Elena. - Ale najwyraźniej zostałyśmy tylko we dwie. Rodzina przede wszystkim.
- Tylko że czasem lepiej, jeśli nie zdążysz się przywiązać - doradził Klaus z lekkim uśmiechem.
- Pójdę już - powiedziała Elena, wstając z ziemi i zabierając torebkę.
- Odwieźć cię? - spytał Klaus, jednocześnie opierając brodę o ramię Caroline, ignorując spojrzenia dziewczyn będących nieopodal. Blondynka siedząca mu na kolanach aż wrzała ze złości.
- Spokojnie, Caro - szepnęła Bonnie. - To tylko wścibskie lafiryndy, które nie dorastają ci do pięt.
Dziewczyna najwyraźniej się nie uspokoiła, bo mruknęła pod nosem coś, co rozsmieszyło Klausa.
- Nie... - chciała odmówić Elena, ale ktoś wtrącił jej się w zdanie.
Oddech momentalnie uwiązł jej w gardle, a na ciele, mimo pięknej pogody poczuła dreszcze.
- Nie potrzebuje szofera. Odwiozę ją - zaoferował się Damon, który wyrósł tuż za nią jak spod ziemi.
Caroline na chwilę zapomniała o dziewczynach mizdrzących się do jej chłopaka i wymieniła z Bonnie znaczące spojrzenia. Klaus natomiast spiął się momentalnie w jakimś dziwnym odruchu i wbił mordercze spojrzenie w Damona. Elena czuła tylko jak atmosfera zagęszcza się z sekundy na sekundę.
- Salvatore - mruknął blondyn, dość brutalnie odsuwając od siebie Caroline i wstając.
Super. Wiedziała, jakie jest nazwisko Damona. Brzmiało bardzo egzotycznie: Salvatore. Gdzieś słyszała to słowo.
- Nie chcę wojny, odpieprz się - mruknął czarnowłosy.
Elena odwróciła się w końcu, aby móc zobaczyć chłopaka. Tego dnia nawet Damon pozwolił ponieść się fali upału i założył biały podkoszulek na ramiączkach, który odkrywał fragment czarnego tatuażu na torsie i jego przedłużenie na prawym ramieniu.
- Elena nie pozwoli ci się odwieźć, nigdy więcej - powiedział Klaus. - Nic dwa razy się nie zdarza.
- Co się dzieje? - spytała Bonnie. Caroline zaczęła jej coś szeptać do ucha, a brązowe oczy mulatki rozszerzały się z sekundy na sekundę. Elena była prawie pewna, że Caro ubarwia fakty jak tylko potrafi.
- Idźcie do samochodu - zarządził Klaus ostro, przybierając niemiły wyraz twarzy. - Koniec pikniku.
- Myślę, Wilczku, że powinieneś najpierw spytać Eleny, czy nie chce ze mną jechać, a nie podejmować za nią decyzję - zasugerował Damon, uśmiechając się lekko do dziewczyny. - Więc jak?
- Do samochodu - warknął Klaus. - Zanim temu pojebowi spali się przełącznik w mózgu i nie będzie myślał jak człowiek.
- Jak mnie nazwałeś? - spytał Damon pozornie miłym tonem. Elena zauważyła, że żyłka na jego skroni niebezpiecznie pulsuje, podobne jak poprzedniego dnia, kiedy zdenerwował się u niej w domu.
Testosteron właśnie osiągnął poziom: uciekaj, albo dostaniesz w zęby.
- Pojebem - powtórzył Klaus, krzyżując ręce na nagim torsie.
- Nie prowokuj mnie, ostrzegam - warknął Damon, zbliżając się do chłopaka. Byli jednakowego wzrostu.
- Ach! - zawołał blondyn z ironiczną radością w głosie, otwierając szeroko oczy i uśmiechając się lekko. - Czas się zbliża!
I wtedy naprawdę dostał w zęby. Elena zasłoniła usta ręką, żeby stłumić okrzyk. Za to Caroline wrzasnęła głośno i rzuciła się na Damona.
Na szczęście czarnowłosy odpuścił i po prostu odetchnął lekko dziewczynę.
- Licz się ze słowami. I okiełznaj laskę - powiedział tylko do trzymającego się za szczękę Klausa. - Nie patrz tak, Wilczku - zaśmiał się w reakcji na wściekłe spojrzenie blondyna. - Spotkamy się kiedyś. Bez widowni.
A potem odwrócił się i stanął twarzą w twarz z zszokowaną Eleną. Jego mina nie wyrażała nic. No, w każdym razie nic podobnego do wściekłości ani nawet do współczucia. Po prostu patrzył na nią tym swoim lodowatym wzrokiem, którego nie zdołało stopić nawet palące słońce.
- Idziesz? - spytał miękko.
- Elena! Co się dzieje?! - zawołała zdenerwowana Bonnie.
Nadal się wahała.
- Proszę. Mam ci dużo do powiedzenia - powiedział, patrząc jej w oczy.
Cholera. Był naprawdę przekonujący. Czuła się tak, jakby była w transie.
- Damon, bucu, zabieraj od niej te łapy! - warknął Klaus gotowy rzucić się na chłopaka. Ten jednak uparcie patrzył Elenie w oczy i nie reagował na nic innego.
- To jak? - spytał miękkim głosem, wwiercającym się w jej umysł i roztapiającym jej zdrowy rozsądek.
- Dobrze - wydusiła Elena i posyłając wymowne spojrzenie przyjaciołom, odeszła, z uśmiechniętym Damonem trzymającym dłoń na jej plecach.
###
- Słucham - rzuciła krótko, wchodząc do swojego pokoju. Tak, jak się spodziewała, Damon był już w środku.
- Nie wiem, od czego zacząć - zawahał się, wstając z parapetu.
- Może od przeprosin - podsunęła Elena chłodno, kładąc się na łóżku.
Damon zamyślił się przez chwilę, a potem podszedł do dziewczyny i usiadł obok niej.
- Przepraszam za moje przekleństwa. To było cholernie głupie. Wcale tak o tobie nie myślę - powiedział, łapiąc ją za rękę.
Elena, zdezorientowana tym gestem, mimowolnie się zaczerwieniła.
- Gadanie - mruknęła, wyrywając swoją dłoń.
- Musisz wiedzieć, że bywam nerwowy - powiedział, nieustannie patrząc na jej twarz. Elena zaś skutecznie unikała kontaktu wzrokowego. - Mówię wtedy co mi ślina na język przyniesie, pierdolę bez sensu.
Elena uniosła brwi w zdziwieniu i westchnęła głośno.
- Co cię wczoraj tak zdenerwowało? - spytała, bawiąc się końcówkami brązowych włosów.
- Nie mogę ci powiedzieć - odparł Damon.
W tym momencie Elena nie wytrzymała i spojrzała na chłopaka z wyrzutem.
- W takim razie do widzenia. Nie mamy już o czym rozmawiać - stwierdziła chłodno i wróciła do obserwacji końcówek swoich włosów. Stanowczo musiała iść do fryzjera.
- Niby dlaczego? - zdziwił się, przysuwając się bliżej dziewczyny. - Popatrz na mnie.
Posłuchała i posłała mu ostre spojrzenie.
- Miałeś mi pomóc uporać się z moją przeszłością, tymczasem masz najwyraźniej problem ze swoją własną. Przykro mi - powiedziała szczerze, dumna z tego, że utrzymała kontakt wzrokowy przez całe zdanie.
- Odtrącasz mnie - jego głos nie był już taki miły jak wcześniej.
- Na to wygląda.
- Tylko dlatego, że nie chcę ci opowiedzieć
o moich rodzicach?- spytał, marszcząc brwi.
- To kwestia zaufania. Ty ufasz mi, ja tobie - wyjaśniła.
- Do cholery, kobieto, popatrz na mnie w końcu!
Znowu zaczynał. Znów zadrżała na ton jego słów. Kolejny raz nie mogła oddychać. Zamknęła oczy.
- Wyjdź - szepnęła. Czuła, że zaraz się złamie. Nienawidziła swojej wrażliwości. Zazwyczaj na ostre słowa reagowała płaczem.
Jej telefon zadzwonił, ale zignorowała go.
- Jeśli powiem ci prawdę, to tym bardziej nie będziesz mieć podstaw, żeby mi zaufać - powiedział łagodniejszym tonem.
- Zaryzykuję.
- Nie - zaprzeczył ostro. Na tyle ostro, aby wywołać w niej dziwne domysły.
- Więc co tu jeszcze robisz? - spytała ze sztucznym uśmiechem na ustach. - Wiem, że nie chodzi ci o głupotę, Damon. Ty nie przejmowałbyś się byle gównem. Ale jeśli nie jestem na tyle godna zaufania, abyś mógł mi powiedzieć, o co chodzi, to ja nie widzę potrzeby, abyś ty się o mnie troszczył. Sorry.
W tamtym momencie Damon wstał z łóżka i podszedł do okna. Stał przy nim przez chwilę, a potem zaczął kręcić się po pokoju, całkowicie bez celu. Był wyraźnie wkurzony. Aż zastanawiała się, czy dobrze zrobiła, prosząc go o wyjaśnienie sprawy, która go męczy.
- To ma związek z twoim ojcem, prawda? - spytała i szybko ugryzła się w język. Za późno jednak. Skrzywiła się, widząc spięte plecy Damona.
- Co wiesz? - spytał zachrypniętym głosem, odwracając się do niej.
- Nic - odparła zgodnie z prawdą. - Myślałam, że to ty mi powiesz, co się stało.
- Nie chcesz wiedzieć - zaśmiał się dziwnie. Jakoś tak... szalenie. Ale widziała, jak cały drży. Jakby coś rozrywało go od środka, próbując się wydostać na zewnątrz. Ukryta bestia.
- Co się stało z twoim ojcem? - ponowiła pytanie, wstając z łóżka. Cały czas patrzyła Damonowi w oczy, które nagle pociemniały.
Mruknął coś pod nosem.
- Powtórz! - zażądała.
- Zabiłem go - wyznał w końcu, patrząc jej prosto w oczy. Już się nie uśmiechał.
###
CZEEŚĆ!
CHCĘ TYLKO POINFORMOWAĆ, ŻE JESTEM DO PRZODU Z PISANIEM ROZDZIAŁÓW :)
HISTORIA JAK KAŻDA INNA, MUSI SIĘ JAKOŚ ROZKRĘCIĆ, WIĘC SORRY ZA BRAK AKCJI.
TO TYLKO PRZEJŚCIOWE, OBIECUJĘ !
MAM DALEJ TAKIE ZDARZENIA ŻE SAMA MAM PODNIETĘ :3
CIESZĘ SIĘ WIDZĄC WASZE KOMENTARZE. PROSZĘ, NIE PRZESTAWAJCIE! TO NAPRAWDĘ WIELKA MOTYWACJA, AŻ MAM OCHOTĘ DO PISANIA XD
KISKI I LOVKI :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)