niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział XVIII

Damon nigdy nie wyzbył się dziwnego uczucia. Zawsze coś ściskało mu gardło, gdy chciał się śmiać i przypominało, że przecież nie może.
Chodził osowiały, bardziej niż zwykle. Nawet Stefan wiedział, że jest coś na rzeczy, coś innego niż sprawa dotycząca ojca. Domyślał się, o co chodzi, ale bał się zaburzyć względny porządek, który panował między nimi od paru miesięcy.
Obserwował więc brata, by w razie czego móc zareagować.
I kiedyś, któregoś dnia, nadszedł czas. To była niedziela.
- Damon? - zagadnął Stefan, siadając obok brata, który już od godziny oglądał jakieś denne reality show.
Nie odpowiedział mu, jak to miał w zwyczaju. Nadal tępo wpatrywał się w ekran.
- Nie udawaj, że wszystko ok - powiedział szatyn, próbując nawiązać kontakt wzrokowy z Damonem. Czarnowłosy poruszył nieznacznie ustami, jakby wahał się, czy coś powiedzieć. W końcu jednak nic z tego nie wyniknęło.
Stefan odetchnął i podjął ryzykowną decyzję.
- Powinieneś wrócić do Waszyngtonu - dodał, wyrywając pilota z dłoni brata.
Damon znów nie zareagował, w skutku czego Stefan się uśmiechnął. Zrozumiał nieme przytaknięcie.
- Powinieneś odzyskać Elenę - brnął dalej, a potem przełączył kanał. Wtedy usłyszał ciche westchnienie Damona i zwrócił na niego wzrok. - To nie ma sensu - odparł czarnowłosy, po raz pierwszy wypowiadając jakiekolwiek słowa do Stefana tego dnia.
- Dlaczego? - zdziwił się szatyn. - Ona cię kocha, ty ją... wyniknęła tylko mała sprzeczka - stwierdził, wysuwając śmiesznie dolną wargę.
- Zamknij się - mruknął Damon, rozgniewany. Stefan zauważył jego dłoń zacisnietą w pięść.
- Ja pieprzę! - zawołał młodszy. Ogniki zniecierpliwienia rozbłysły w jego oczach. Stefan energicznie odwrócił się w stronę brata.  Całe życie otaczały go tylko tajemnice, gdyby miały postać materialną, mógłby z nich zbudować dom. - Jeśli mi nie powiesz, biorę swoją część spadku i wyprowadzam się, przysięgam - dodał ze złością w głosie.
Cisza trwała przez dłuższą chwilę. Damon zdawał się zbierać myśli. W końcu otworzył drżące usta i zawiesił wzrok na ścianie.
- Elena ma raka - powiedział w końcu cicho.
Wiadomość wstrząsnęła Stefanem.
Elena. Ta pełna życia dziewczyna o kasztanowych włosach i błyszczących oczach, lecz, co najważniejsze, czystym sercu.
To niemożliwe. Niemożliwe.
- Musimy tam jechać... co to za rak? - spytał jeszcze Stefan, próbując pozbierać myśli.
- Trzustki - bąknął Damon. - Nie do wyleczenia.
Nagle Stefan przypomniał sobie pewną rozmowę z Katherine w restauracji. Mówiła ona wtedy, że "w obecnej sytuacji chce dać Elenie pożyć własnym życiem..."
Ta siksa wiedziała. Wiedziała od początku.

###

- Wiedziałam - powiedziała Katherine szczerze, bawiąc się słomką od napoju.
W lokalu, w którym się znajdowali może nie znajdowało się zbyt wielu ludzi, lecz pomieszczenie było na tyle małe, by wszyscy słyszeli każde słowo wypowiedziane przez konkretnego gościa. Aktualnie wszystkie spojrzenia zwrócone były na młodą dziewczynę ubraną na czarno i uporczywie wpatrującą się w napój, jakby chciała, by nagle stał się on gołębiem czy czymś równie niedorzecznym.
Klaus przełknął ślinę i zacisnął pod stołem pięści.
- Dlaczego nie poinformowałaś kogokolwiek wcześniej?! - zawołała Caroline, nie dbając o to, że w przyszpitalnym barze było dużo ludzi, chcących w spokoju zjeść obiad. Zresztą tak naprawdę dostarczała im rozrywki.
- Skarbie, nie denerwuj się - mruknął Klaus, chwytając blondynkę za dłoń, na której nosiła kilka czarnych bransolet. - Katherine,  do cholery - zwrócił się do brunetki o falowanych włosach. - Dlaczego?!
Caroline spojrzała na niego krytycznie.
Brzuch blondynki zdążył się już wyraźnie uwypuklić. Pod obcisłą, jasnoróżową bluzką, jego kształt był doskonale widoczny.
- Elena miała być matką chrzestną - burknęła Caroline i ukryła twarz w dłoniach. Tego ranka nawet nie nakładała na siebie makijażu, bo i tak by spłynął.
- Wiedziałam, odkąd przyjechałam, od pierwszego dnia - powiedziała Katherine, nadal uparcie mieszając napój, który wcale nie wymagał tego trudu. - Nasz ojciec zmarł w taki sposób - dodała. - Dowiedziałyśmy się z matką o raku kilka miesięcy przed jego śmiercią. To był szok. - Katherine zostawiła pudełko w spokoju i spojrzała wymownie na Klausa. - Żyłyśmy w przekonaniu, że umrze całe pół roku - wysyczała.
- Mogłyście się przygotować... - wtrąciła Caroline szeptem, bojąc się urazić dziewczynę.
Katherine zaśmiała się gorzko, a blondynka przełknęła ślinę.
- Myślisz, że bolało mniej? - spytała, wbijając morderczy wzrok w dziewczynę. Jej palce mocno trzymały blat stołu.  - Było jeszcze gorzej.
Para nie wiedziała co powiedzieć. Oboje, zarówno Klaus, jak i Caroline, wpatrywali się tępo w brunetkę. Szczerze jej współczuli, lecz zdawali sobie sprawę, iż Katherine tego współczucia nie potrzebuje.
- Chcę iść na medycynę, interesuję się onkologią - dodała Kath, wstając zza stołu. - Nie byłoby dla niej szans nawet pół roku temu - zakończyła trudny temat i opuściła lokal.
Caroline i Klaus spojrzeli po sobie, zagubieni.
Oboje doskonale wiedzieli, że Katherine miała rację. Nigdy nie pogodziliby się ze śmiercią Eleny, nawet gdyby mieli dziesięć lat czasu.

###

Drogi Pamiętniku!
Umieram.
Bóg w końcu się nade mną ulitował i zabiera mnie z tego okropnego świata. Zdaję sobie sprawę, iż mam niewiele czasu, mogę zacząć umierać nawet w tej minucie. Ale nie mogę, jeszcze nie. Mam wiele niedokończonych spraw.
Muszę podziękować Bonnie, Caroline, Klausowi, Mattowi, Jennie, Alaricowi.
I jeśli się uda, także Damonowi.
Tak, tak. Potwornie mnie zranił. Ale po części go rozumiem. Jest zagubiony.
To znaczy, każdy z nas czasem zabłądzi w życiu. Ale on ewidentnie nadal nie znalazł swojej ścieżki.
 Skąd wiem?
Jedyny bowiem sposób na wygranie z demonami przeszłości to zmierzenie się z nimi. Uciekając tylko oddalamy to, co nieuniknione. 
Chciałabym mu podziękować za te parę tygodni, podczas których poczułam, że żyję. Mam nadzieję, że przyjedzie.
Jestem teraz zmęczona.
Cierpię, nie ukrywam. Ale Katherine mówi, że to dobrze, bo to znaczy, że jeszcze żyję i mam czas.
Znamy się naprawdę niedługo, ale świetnie się rozumiemy. Kath bywa okropna, ale to moja siostra. Naprawdę ją kocham.
Co do Isobel... dobra z niej kobieta, lecz chyba nie mogę nazwać ją matką. Po prostu minęło zbyt mało czasu jak dla nas.
Jest mi przykro, kiedy widzę, jak dziewczyny płaczą przy mnie, dlatego kazuję im wychodzić. Ale jeszcze gorzej, gdy widzę, jak niewiele czasu zostało Caroline do porodu.
Chciałabym zobaczyć jej dziecko. Chciałabym je nosić na rękach i rozpieszczać.
Ale nie będę mogła.
Boję się. Boję się śmierci, nie wiem, czego mam się spodziewać.
Ale cały czas wierzę, że Tam będzie lepiej, że w końcu będę całkowicie i niezaprzeczalnie szczęśliwa.

###

- Wy sobie robicie ze mnie jaja, specjalnie, za to, że wyjechałem - powtarzał historycznie Damon, stojąc w drzwiach domu Alarica i Jenny, rozmawiając z przyjacielem. - Chciałbym - westchnął Rick, przecierając twarz. Wyglądał na zmęczonego. Jego policzki pokrywał zarost, a oczy były czerwone i podkrążone.
- Elena! - zawołał Damon wgłąb domu.
- Zamknij się idioto - syknął Alaric, gromiąc bruneta spojrzeniem.
- Damon, ona serio jest chora - wtrącił Stefan drżącym głosem. Podszedł bliżej brata i położył mu swoją dłoń na ramieniu.  - Chodź, zawiozę cię do szpitala - dodał.
- Pojadę z wami, skoro już nie śpię - zdecydował się Rick, sięgnął po buty i kurtkę, ubrał się i wyszedł za braćmi.
Damon całą drogę milczał, za to Stefan starał się wykorzystać ten czas, by dowiedzieć się od Ricka szczegółów: jak wykryto u Eleny raka, oraz kiedy to się stało, a także poznał przybliżoną datę śmierci dziewczyny.
Rick wyjaśniał wszystko z nieskrywanym żalem, parę razy nawet pociągnął nosem.
- To tylko przeziębienie - mówił wtedy. A Stefan ani Damon nie podważali jego słów.
Droga do pokoju Eleny ciągnęła się jeszcze dłużej niż jazda samochodem.
Ale kiedy w końcu dotarli do odpowiedniego pomieszczenia, żaden z nich nie chciał wejść pierwszy.
- Wygląda trochę inaczej - ostrzegł cicho Alaric. Stefan skinął głową, a Damon odwrócił wzrok.
W końcu Rick sięgnął dłonią metalowej klamki i nacisnął ją lekko. Białe drzwi uchyliły się ze skrzypieniem. Mężczyźni zajrzeli do pokoju.
Łóżko było puste, biała pościel równiutko ułożona, a na szafę cze nie było nic.  
- Może ją przenieśli - jęknął Stefan.
- Albo to nie ten pokój? - spytał z nadzieją Damon.
Alaric pokręcił głową.
- Żadna opcja nie wchodzi w grę, chyba, że Isobel ją zabrała - odparł chłodno Rick. Ale coś w gardle mężczyzny zaczęło rosnąć i jednocześnie blokować przepływ powietrza. U Damona było odwrotnie - zaczął on oddychać szybko i nerwowo.
- Oby - powiedział Stefan. - Na pewno - dodał głośniej, próbując się uśmiechnąć.
Ale nagle obok nich pojawiła się Katherine, z dużym opakowaniem jakichś ciastek i laptopem. Przystanęła przy mężczyznach i spojrzała wgłąb pokoju. Komputer spadł z hukiem na posadzkę, a Katherine otworzyła szeroko usta i spojrzała z paniką na Alarica.
- Gdzie jest Elena!? - załkała.

###

Hejoo  :D
No to... co jest z Eleną?  :0
Możliwe że już nie żyje xd możliwe, że żyje.  Lol
Kocham Was, Wasze supermotywujące komentarze...
Jednak widzę, że naprawdę dużo osób czyta Oddech i nie komentuje :( jest tu około 50 osób DZIENNIE a 6-8 komentarzy... jest mi trochę przykro. Jeśli czytasz - daj buźke, cokolwiek. Tym bardziej, że jeszcze jeden rozdział i epilog :)
Xxx




niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział XVII

Zgrabna brunetka pojawiła się rano na pustej plaży. Rozłożyła czarny koc, kontrastujący z jej białym bikini i zaczęła rozciągać zastane mięśnie. Lekka bryza sprawiała, że na jej oliwkowej skórze pojwiła się gęsia skórka. Ale słońce już zaczynało przygrzewać. Zapowiadał się kolejny gorący dzień.
Dziewczyną była Elena Gilbert, osoba z czającą się w środku niespodzianką, o której nie miała pojęcia, nie wiedząca, że już nadchodzi czas. Jej czas.
Joga to sport, który uprawiała od kilku lat, jednak ostatnio nie znajdowała dla niego czasu. Uwielbiała, kiedy mogła poczuć ten spokój, drzemiący gdzieś na pograniczu natury a jej ciała. Mogła poczuć, jak niemal doskonały i wspaniały jest każdy ludzki gest, jak niesamowite jest nawet kiwnięcie palcem. Tą jedność...
Została popchnięta, przewróciła się na plecy, na piasek. Z jej gardła wydobył się zduszony jęk, poczuła ból w lewej ręce.
Ale najgorsze było to, że zaraz nad jej twarzą zobaczyła czarny pysk Killera, szczerzącego białe kły i wystawiającego różowy jęzor.
- Dobry piesek - mruknęła Elena, nieźle wystraszona. Killer nie miał kagańca.
Usłyszała stanowcze gwizdnięcie. Pies.. cóż, lepszym określeniem byłaby krowa, zawahał się. Po kolejnym gwizdnięciu ustąpił, a Elena poczuła taką ulgę, że aż bolało.
- Hej, wszystko dobrze? - Stefan podbiegł do niej i spojrzał jej w oczy.
Jedyne jednak, co wiedziała i o czym myślała Elena, były cudownie wyrzeźbione mięśnie ramion chłopaka. Boże, naprawdę robiły wrażenie.
- Elena? - powtórzył, dotykając jej policzka.
Ocknęła się i potrząsnęła głową.
- Żyję - odparła, starając się uśmiechnąć. - Ale błagam, trzymajcie to bydlę z daleka - westchnęła.
Stefan uśmiechnął się, wyraźnie mu ulżyło. Podał Elenie rękę i podniósł do pozycji siedzącej. Zauważyła, że ma on na sobie tylko szare sportowe spodenki i adidasy. Killer przechadzał się nad brzegiem morza i uciekał przed falami, które moczyły jego czarną sierść. Owczarek wyglądał naprawdę pociesznie, lecz tylko z daleka. Z bliska przejmował ją lękiem. Był po prostu.. wielki.
- Uprawiasz jogę? - spytał Stefan. Nie wyglądał na zdziwionego tym faktem, raczej próbował znaleźć temat do rozmowy.
- Ostatnio się zaniedbałam - wyznała, biorąc w dłoń garść złotego piasku i przesypując ją między palcami.
- Nie chciałem przeszkadzać - powiedział chłopak. Wyglądał na lekko zakłopotanego.
- Nie szkodzi - uśmiechnęła się. Stefan był całkiem miłym chłopakiem. Na początku Klaus twierdził, że z dwojga złego lepiej trafić na Damona, bo jest łagodniejszy. Ta sytuacja była conajmniej dziwna. - Stefan...
-Tak? - spytał szatyn, spoglądając na nią. Nie wiedziała, jakie męki w duszy przeżywa teraz chłopak. Nie zdawała sobie nawet sprawy, jak bardzo się denerwuje.
- Jak poznaliście się z Klausem? - spytała. To pytanie dręczyło ją od samego początku.
Stefan wydawał się odetchnąć z ulgą, ale zignorowała to. Potem chłopak uśmiechnął się do nieba.
- To w zasadzie zabawne, ale nie wiem, czy mogę ci powiedzieć - odparł wymijająco.
Elena zmarszczyła brwi i wbiła wzrok w profil chłopaka.
- Jesteś jakimś podwładnym czy co? - spytała oburzona.
- A ty dziennikarką? - odbił piłeczkę.
- Jestem ciekawska z natury - odparła, wykrzywiając usta w nieszczerym uśmiechu.
- A ja lojalny - odparł bez cienia zadowolenia. - Więc myślę, że jeśli Klaus ci o tym nie opowie, to się nie dowiesz.
Elena zamilkła i spojrzała wściekłym wzrokiem na morze. Tego dnia miało ono jasny kolor. Wiatr ustawał, robiło się coraz cieplej. Killer nadal włóczył się wzdłuż brzegu.
- Wy wszyscy jesteście tacy tajemniczy - mruknęła niezadowolona. Denerwowała ją ta sytuacja, gdy coś było niedopowiedziane. Czuła się oszukiwana.
- Przykro mi - odparł, jednak jego uśmiech zdradzał, że nie jest ani trochę szczery.
Killer przyczłapał do chłopaka i ułożył łeb na jego nogach, wpatrując się mądrymi oczami w pana. Stefan pogłaskał go, palcami przeczesując jego czarną i zadbaną sierść.
Elena zauważyła jego srebrnoniebieski pierścień, który migotał w słońcu.
- Skąd macie te pierścienie? - spytała, dotykając ozdoby na palcu Stefana. Ten przybliżył sygnet bliżej twarzy i zagapił się na niego chwilę, jakby coś sobie przypominał.
- To pamiątka rodzinna - odparł miękko, dotykając klejnotu, który spoczywał w osłonie z srebrnych ozdobników. Zayważyła, że zawierają one w sobie literę "S".
- Łączy się z jakąś historią? - dociekała Elena. Nie chciała wyjść na nachalną, ale czuła że jeśli nie popchnie Stefana w stronę zwierzeń, ten nic nie powie.
- Został przywieziony z Europy jako posag mojej prababki - powiedział. - Ojciec specjalnie nadał nam imiona, by pasowały do liter na pierścieniach, tak się mi przynajmniej wydaje - uśmiechnął się.
- Ktoś mógłby powiedzieć, że takie ozdóbki są niemęskie - wtrąciła Elena, wpatrzona w sygnet.
- Masz wątpliwości co do mojej męskości? - zapytał, udając urażenie.
Zaśmiała się serdecznie.
- Eleno Gilbert - powiedział oburzony. - Co jest w twojej definicji męskośći, a czego nie mam ja?
Elena otwarła usta. Odpowiedź wydawała jej się banalna, jednak zamarła, nie mogąc przypomnieć sobie myśli, która przed chwilą krążyła po jej głowie. Nagle wszystko zaczęło tracić sens. Zaśmiała się serdecznie, ale po chwili zamilkła. Nie. Było coś takiego.
- Eleno, wiem, o czym pomyślałaś - wtrącił Stefan. Wydawał się być rozluźniony. Jeśli chodzi o brunetkę, zachowywała się wręcz odwrotnie.
- Te wszystkie dziewczyny... - zaczęła Elena, kręcąc głową. Spojrzała na Stefana. Czy ktoś taki jak on naprawdę dopuścił się gwałtów? I to na taką skalę, że znany był z tego w Waszyngtońskim półświatku?
- Przechodziłem depresję - wyjaśnił. - To wszystko jest tak cholernie sprzeczne ze mną samym...
Głos delikatnie mj się załamał, dlatego przerwał wypowiedź.
- Przykro mi - wydusiła Elena, zagapiając się w swoje dłonie.
- Mnie też - wyszeptał.
Przeszłości jednak. Nie da się zmienić. I choćbyśmy nie wiadomo jak się starali, nie cofniemy czasu, nie uda nam się zacząć od początku. Nie ma przycisku, po naciśnięciu którego dane nam będzie odrodzić się i zacząć z czystym kontem.
Ale... gdyby nawet był taki przycisk. Ilu z nas chciałoby go nacisąć i zacząć budować wszystko od nowa?

###

Damon nigdy nie pukał, gdy kogoś odwiedzał. Oznaczało to bowiem prośbę o wpuszczenie do domu, uzależnienie się od mieszkańca, pokazanie się innym domownikom. A tego nie chciał. Przywykł do bycia tym złym gościem, cichociemnym, znajdującym drogi inne niż te najprostsze.
Od roku pośredniczył w handlu nielegalnym towarem, obił parę gęb za niedotrzymanie terminu zapłaty... Wchodzenie drzwiami było przy tym jakieś dziwne. Pospolite.
Zdecydowanie preferował okna.
Ale dzisiaj wchodzenie przez okno nie wchodziło w grę. Nie z tym, co akurat miał w ręce.
Czuł się dziwnie. Był zdenerwowany, może trochę zagubiony. Zdecydowanie czuł się jednak nieswojo. Jeszcze nigdy nie przechodził takiej sytuacji. Trochę obawiał się reakcji Eleny...
Zacisnął mocniej palce na twardych łodygach i przyspieszył kroku.
Nie wziął motoru, oddał go już do firmy transportowej.
Maple Street była pusta, słyszał tylko stukot swoich butów po chodniku i skrzypienie skórzanej kurtki.
Było mu zimno, mimo przyjemnej pogody.
Odetchnął głęboko wchodząc na werandę.
Uśmiechnął się, próbując dodać sobie pewności siebie. A potem jeszcze raz rozważył to, co ma za chwilę powiedzieć.
Decyzja została podjęta.
Zapukał.
Otworzyła mu, naturalnie, Elena. Ubrana w bladoróżową sukienkę do kolan, bosa i wyraźnie zaskoczona.
- Damon? - wydukała, a po chwili jej twarz się rozjaśniła. - Spodziewałam się Caroline i Klausa ale wejdź - powiedziała.
- Nie martw się, nie będę wam przeszkadzał - powiedział. Ta sytuacja była mu nawet na rękę.
- Ale... - próbowała protestować, lecz Damon doskonale wyczuł sytuację i podsunął jej pod nos bukiet czarnych róż.
- Piękne kwiaty tylko dla najpiękniejszej kobiety - powiedział delikatnym głosem przy jednoczesnym skinięciu głową. Czarna grzywka zatańczyła na jego czole, a usta ułożyły w figlarny uśmiech.
- Są cudowne! - zawołała Elena, zaciągając się zapachem kwiatów. Potem powoli wzięła je do rąk. - Gdzie rosną czarne róże? - zdziwiła się.
- W piekle - zażartował. I pomyślał, że jednak nie był to trafny żart. - Znaczy... Mama była zapaloną ogrodniczką i...
Szlag, całkiem odchodził od tematu.
- Na pewno nie chcesz wejść? - spytała, skradając mu pocałunek. Damon zanim zorientował się, co robi, objął Elenę w talii i zagapił w jej usta. A ona kusiła go jak najlepiej tylko umiała, to przygryzając wargę, to trzepotając rzęsami.
- Na pewno - odparł lakonicznie, odsuwając się. - Mam po prostu pytanie. Całkowicie retoryczne.
Elena uniosła brwi w zdziwieniu i przekrzywiła głowę oczekując owego pytania.
- Wyprowadziłabyś się? Teraz? - spytał.
- Co?? - Elena prawie upuściła bukiet róż. Damon skrzywił się lekko. Może źle zaczął.
- Czy potrafiłabyś wyjechać i zostawić za sobą wszystkich i wszystko? - spytał.
Elena otworzyła usta w zdziwieniu, a jej oczy zaszły łzami.
- Wyjeżdżasz? - spytała, upuszczając kwiaty. Dłonie zacisnęła w pięści, zmarszczyła brwi w gniewie.
- Eleno...
Zaciął się. Bo co miał powiedzieć? Że to nie tak jak myśli? Tylko, do cholery, było dokładnie tak.
- Wsadź sobie te kwiaty w dupę! - zawołała, wykopując kwiaty na zewnątrz. Damon nadal stał w drzwiach i patrzył na dziewczynę w milczeniu.
- Jedź ze mną, proszę - powiedział cicho, ale ona nie słuchała.
- Czemu? - wypaliła nagle. - Dlaczego nie potrafisz usiedzieć w jednym miejscu!?
Łzy spływały po jej policzkach, ale ich nie ścierała. Chciała, żeby widział jak cierpi. Chciała żeby cię udusił poczuciem winy.
- Zaczynam od nowa, gdzie indziej, z dala od przeszłości - odparł spokojnie. Był smutny.
- Nie da się uciec od przeszłości - warknęła Elena, wyrzucając ostatnią różę za próg.
- Można próbować - powiedział już ostrzej. - Poczucie winy mnie zabija, nie rozumiesz? - zaśmiał się szyderczo. Elena spojrzała na Damona przez łzy. Spięła się w sobie na tę ostatnią chwilę.
- Ja, w przeciwieństwie do ciebie - powiedziała, uśmiechając się nieszczerze - walczę. A teraz zostaw mnie już w spokoju. Odejdź, proszę bardzo.
Damon wycofał się i... to był koniec.
Spojrzał jeszcze na rozrzucone w nieładzie róże, swoją drogą bardzo drogie. Zrobiło mu się przykro. Elena była bardzo ważną osobą w jego życiu, naprawdę chciał ją mieć przy sobie.
Lecz może rzeczywiście nie było im pisane?
Musiał się spieszyć,  samolot do Włoch mieli za dwie godziny.

###

(Trzy miesiące później)

Damon, na wpół przytomny, sięgnął dłonią w poszukiwaniu komórki leżącej gdzieś na komodzie.
Kurwa. Była trzecia w nocy!
Po chwili dał radę odczytać nazwę kontaktu.
Klaus. Zdziwił się. W sumie miał nawet zamiar wyłączyć telefon,  jednak pomyślał, że nie kontaktowali się od jego wyjazdu z USA... Coś musiało być na rzeczy.
- Halo? - spytał ochrypłym głosem.
- Żeby było jasne, wiem o strefach czasowych - burknął Klaus. - Zrobiłem to specjalnie.
- Jak miło cię słyszeć - powiedział Damon niezadowolony. - Streszczaj się.
Myślał, że Klaus może nawymyśla mu za złamanie serca Elenie. Ale nie.
- Elena ma raka trzustki - odparł lakonicznie. - Lekarze dają jej tydzień, może dwa tygodnie życia. Mówią, że rozwijał się już około roku.
Damon zamarł.
- Pieprzysz, jesteś na dragach. Idź spać - powiedział w końcu.
- Nawet mnie nie wkurwiaj, stary - powiedział groźnie Klaus. - Gdyby nie Caroline, nawet bym nie pomyślał, żeby cię poinformować - dodał i rozłączył się.




niedziela, 12 października 2014

Rozdział XVI

Drogi Pamiętniku!
Zazwyczaj jest tak, że najbardziej doceniamy coś, kiedy to stracimy.
Kiedy jeszcze rodzice żyli, często się z nimi kłóciłam, robiłam im na złość. Ale teraz, kiedy ich nie ma, bardzo chciałabym, by choć jeszcze raz tata mógł mnie zganić za późny powrót do domu, chociaż nie widziałabym w tym nic złego, albo by mama jeszcze choć raz przypomniała mi o obowiązku umycia naczyń.
To się jednak nie stanie.
Ale wiesz co? Dowiedziałam się, że jestem adoptowana. I moi rodzice żyją, a nawet mam siostrę!
Przez pewien czas wmawiałam sobie, że nikt nie zastąpi tych, którzy mnie wychowywali. Że Isobel i Katherine nie stworzą dla mnie tego, co stworzyli Miranda i Grayson.
Ale czy wszyscy są idealni? I czy to nie grzech nie wykorzystać takiej okazji do względnie normalnego życia? Czy choć przez parę dni, żeby spróbować, nie mogę udawać szczęścia?
Bo wiem, że nigdy tak do końca nie będę w pełni szczęśliwą osobą. Zbyt wiele żalu i smutku osiadło na dnie mojego serca, czy też duszy (nie wiem, gdzie magazynują się one w ciele człowieka). Ale wiem, że może być choć w części dobrze. Tak jak jest, gdy przebywam z Damonem. Przy nim zapominam o całym złu tego świata. Zapominam, dlaczego mam się bać życia i do czego to wszystko prowadzi. Przy Damonie po prostu czuję, że jestem ważna, czuję, że żyję. Dlatego nikt nie będzie mi wmawiał, że on jest śmiercią.
A nawet jeśli jest, to specjalnie dla mnie ubiera ciemny płaszcz przykrywający białe kości i zostawia kosę w domu, by pilnował ją piekielny pies.
XX

###

Stefan obudził się wcześnie rano, kiedy słońce dopiero wyszło znad horyzontu i swoją bladą poświatą zaczęło omiatać zimne wieżowce i liczne domy na obrzeżach Waszyngtonu. Chłodne powietrze owiało jego ciało, gdy wyskoczył spod pościeli. Przeczesał dużą dłonią zmierzwione po odpoczynku włosy i stanął przed lustrem, by przypatrywać się przez dłuższą chwilę swojemu ciału, nad którym codziennie intensywnie pracował.
Przez otwarte okno dochodziły typowe odgłosy miasta: jeździły samochody, gdzieś tam ujadał pies, w odpowiedzi na co odezwał się po chwili Killer.
Brata nie było w domu.
Takie rzeczy się czuło. Może to przez jakąś energię czy wibrację... Stefan nie wiedział. Ale miał pewność, że Damon nie wrócił do domu.
Potrafił wyczuć, kiedy był w mieszkaniu i nie było to dla niego dziwne. Niezwykłym było jednak to, że dochodziła piąta rano. Damon zazwyczaj nie wstawał tak wcześnie. Cóż, nigdy nie wstawał o tej porze. A to oznaczało tylko jedno: nie wrócił na noc.
Stefan mimo wszystko martwił się o brata, który był cholerykiem i przez to często wpadał w kłopoty. Oczywiście zawsze sobie jakoś radził, ale ileż można mieć szczęścia?
Dlatego Stefan, zamiast najpierw pójść do łazienki, wyciągnął telefon spod łóżka.
Oprócz paru nieistotnych powiadomień, zobaczył, że dostał nową wiadomość od brata. Z bijącym sercem otworzył ją, szykując się na najgorsze.
Jednak wiadomość nie tyle go przeraziła, co zdziwiła.
Katherine? Jaki problem mógł być z Katherine? Przecież już dawno usunęła się z ich życia. Prawda, była wścibska i zawistna, ale...
Ale.
Stefan zrozumiał.
Ale była podobna do Eleny.
Uśmiechnął się sam do siebie, a po chwili z jego gardła wydobył się chichot. Rzucił telefon na łóżko i udał się do łazienki.
Jak zwykle odwalał czarną robotę za Damona. Stefan nie zdziwiłby się, jakby okazało się, że Katherine już opowiedziała Elenie o swoim związku z Damonem, który,  szczerze mówiąc, w ogóle nie miał przyszłości.
Letnia woda i przyjemny zapach żelu pod prysznic nieco go rozluźniły.  Mógł spojrzeć na sprawę z innej perspektywy.
Katherine naprawdę była zraniona, gdy Damon ją porzucił. Był przy tym. To był dzień, kiedy przenosili się do Nowego Jorku. Po prostu powiedział jej, że nigdy jej nie kochał - szczera prawda.
A teraz? Co? Spotkał Elenę. I była ona cholernie podobna do Katherine.
Podejrzanie podobna.
I chyba nawet były w podobnym wieku.
Stefan ubrał się w zwykły podkoszulek i dresy. Na nogi założył sportowe buty, jak zawsze do biegania.
Podjął decyzję o pomocy bratu. W końcu Damon rzadko prosił go o pomoc w związku z kobietami.
Ale kiedy wyszedł na dwór, wraz z rześkim powietrzem do jego mózgu dotarła nowa myśl. Podrapał się po głowie i uśmiechnął sam do siebie, rozglądając po okolicy.
Tylko gdzie, do jasnej słonecznej, była Katherine?!

###


Elena nigdy wcześniej nie pomyślałaby,  że będzie się tak czuła. Jak?
Dziwnie.
Była szczęśliwa, ale szczęśliwa do tego stopnia, że przeradzało się to w jakiegoś rodzaju nostalgię, a nawet smutek - że już nigdy nie będzie lepiej. Że to, co przeżywa,  nigdy się już nie powtórzy. A na pewno nie będzie lepsze.
Przerażało ją to.
Przerażała ją własna, kobieca psychika.
A Damon jak zwykle niczym się nie przejmował i spokojnie spał.
Elena zdążyła się umyć, ubrać i uczesać. Zajęło jej to trochę czasu, ale chłopak nadal się nie obudził. Był jak kamień. Serio. Jego mięśnie były twarde jak kamień, dusza też. Niezłomny. Niezniszczalny. Taki właśnie był Damon Salvatore.
Jak kamień.
Jeśli raz wrzuciło się go do jeziora, przepadał na wieki.
- Damon - powiedziała Elena, dość cicho, ale tak, by go obudzić. Nawet się nie poruszył.
Szturchnęła go.
Nic. Zero reakcji.
Zrobiła to jeszcze raz, ale mocniej.
Usłyszała mruknięcie, przez które zrozumiała niecenzuralne słowo.
- Damon proszę - powiedziała, kładąc się obok i przytulając mocno. Tego dotyku nigdy nie miała dość.
Niespodziewanie chłopak złapał ją dużymi dłońmi w pasie i zaraz znalazł się tuż nad nią.
- Nie budź mnie tak - powiedział cierpko. Ale kto z rana nie bywa zły?
- Dobrze, wasza wysokość - prychnęła Elena, mrużąc oczy. Jednocześnie poczuła, że ciało Damona coraz bardziej naciska na jej ciało, a ona zagłębia się w pościel. Wszystko pachniało Damonem: poduszka, cienka kołdra, on sam. Upajała się tym, aż rumieńce wyszły na jej bladą do tej pory twarz. Patrzyli sobie w oczy i żadne przez bardzo długą chwilę nie mogło się poruszyć. Błękit i brąz. Niebo i Ziemia. Woda i Skały. Dwa różne światy.
A może nie takie różne?
Bo dwie rzeczy na pewno były w tych istotach wspólne: róż ust i jedwab pod palcami, gdy się ich dotknęło. Oraz jedna część serca, ta sieroca.
Bo to nieprawda, że ludzie są różni. W każdym z nas jest coś podobnego. Bo Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo: każdy czuje. Ma sumienie.
Tylko nie wszyscy go słuchają.

###

Stefan pomyślał, że to chyba jego szczęśliwy dzień. Najpierw znalazł studolarowy banknot na siedzeniu w restauracji gdzie jadał śniadania, gdy nie było u nich Marii.
A potem, kiedy już kończył naleśniki, przesiadła się do niego dziewczyna.
Najpierw pomyślał, że to Elena. Ale zdziwił się, co mogłaby robić w tym miejscu o tak wczesnej porze.
A potem podniósł głowę i delikatnie przeżuwając jedzenie, zatrzymał spojrzenie na ciemnoczerwonych ustach brunetki. Poczuł nagłą chęć dotknięcia ich i starcia warstwy szminki, a następnie ucałowania tych ust, najpierw delikatnie, potem mocniej, namiętniej...
- Miło cię wiedzieć, Stefan - wymruczała Katherine. Dopiero wtedy chłopak spojrzał w jej czekoladowe oczy.
- Chciałbym powiedzieć to samo, ale.. - odparł, kręcąc głową i uśmiechając się pod nosem.
- Co tam? - spytała Kath, przybliżając się do Stefana. Figlarnie oblizała usta, ale szminka pozostała nietknięta. - Ostatnim razem gdy się widzieliśmy niezłe było z ciebie ziółko - dodała niby od niechcenia.
- Ostatnim razem - zaakcentował i uśmiechając się, odłożył widelec. Nagle stracił apetyt. Postanowił dowiedzieć się, ile wie Katherine i co może zrobić, by pomóc bratu. - Powinnaś pogadać raczej z Damonem -wymruczał.
Kath ujęła jego dłoń, prezentując prezentując czerwone paznokcie. Zaczęła ją delikatnie masować, jednocześnie nie zrywając kontaktu wzrokowego z chłopakiem.
Uśmiechnęła się lekko, a potem zadrasnęła dłoń Stefana paznokciem, aż do krwi.
- Dobrze wiesz, co jest grane - syknęła Katherine z ironicznym uśmiechem na twarzy. - Przestań pieprzyć, Stefan i zachowaj się jak mężczyzna - wysyczała mu prosto w twarz.
- O co ci chodzi? - spytał, wyrywając rękę i rozsmarowywując mały ślad krwi na grzbiecie dłoni.
- O Damona i Elenę - odparła rzeczowo. - Są idiotyczną i patologiczną parą - prychnęła.
- Są normalną parą - zaprzeczył Stefan chłodno, zaciskając zęby. Katherine zaczynała go irytować, a dodatkowo coś zawsze go w niej pociągało. Jego frustracja rosła wprost proporcjonalnie do jego głodu.
- Jasne - bąknęła Katherine. - A ty nie czujesz się winny ze względu w na swoją przeszłość - powiedziała, puszczając mu oczko.
Stefan poczuł. jak zalewa go krew.
- Ale postanowiłam pozwolić Elenie się wyszaleć ze względu w na zaistniałe okoliczności...
Stefana zamurowało. Ta suka nie miała prawa wiedzieć o planach jego i Damona. Ich wyjazd, wraz z celem wejścia w posiadanie pamiętnika, miał pozostać w ścisłej tajemnicy, zwłaszcza przed Eleną.
Stefan odchrząknął, chcąc ukryć zakłopotanie.
Z pomocą przyszedł mu kelner, niejaki Matt. Podczas odbierania zamówienia od Katherine uważnie się jej przyglądał i wyglądał na zmieszanego, aż w końcu odszedł, co chwilę kręcąc głową w niedowierzaniu.
- Nie wszystkie związki kończą się happy endem - powiedział Stefan, unosząc brwi.
- A szkoda - prychnęła Katherine. - Bo chciałabym dla Eleny jak najlepiej. To moja bliźniacza siostra, choć trochę ciotowata - wyznała, bawiąc się pierścionkami.
- Przykro mi - bąknął Stefan. W sumie to nawet nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Czyżby Damon wyznał Elenie, że wyjeżdżają, a ta wyżaliła się Kath? Nie taki był ich plan. Mieli się "ulotnić jak trujący gaz", jak to ujął Damon. Zabijając wszystkich, których tu spotkali. Ale w przenośni, oczywiście.
Damon zawsze działał spektakularnie i z rozmachem.
- A skąd ty w ogóle wiesz o Elenie? - zdziwiła się Katherine, mrużąc oczy i przyglądając mu się badawczo.
Stefan zaczął gorączkowo myśleć. Różne elementy zaczęły się składać w całość, jeszcze nielogiczną, ale...
- Wydaje mi się, że mówimy o czymś zupełnie innym, Katherine - powiedział, ważąc słowa.
Dziewczyna wyprostowała się i spojrzała na niego dziwnie, jakby zaskoczona.
- Acha - mruknęła, krzyżując ręce na piersiach. Jej czerwone usta ułożyły się w cienką linię.
Stefan kiwnął głową.
- W takim razie... Co z Eleną? - spytał zaciekawiony. Sądząc po minie Katherine nie było to nic dobrego.
- Informacja za informację - zażądała.
Matt postawił przed dziewczyną kubek kawy, lecz nawet nie drgnęła.
- Nie mogę nic powiedzieć - odparł Stefan chłodno. Z żalem spojrzał na swoją, zimną już kawę.
- W takim razie bujaj się kochany - odparła Katherine z krzywym uśmiechem. - Możesz sobie wypić to coś - gestem wskazała na kubek i skrzywiła się. - Preferuję bez cukru, a ta aż śmierdzi słodyczą.
Stefan uśmiechnął się mimowolnie. Wiedział, że Kath tylko szuka pretekstu, by jak najszybciej wyjść.
- Dobrze - odparł z uśmiechem. Katherine być może była chamska, ale jednocześnie urocza. I miała zgrabny tyłek.
- Przyszłam tu porozmawiać... Ale to najwyraźniej nie ma sensu. I tak byś mi pewnie nie pomógł - powiedziała. - Byłam idiotką.
Katherine wzięła czarną torebkę i kołysząc biodrami wyszła z lokalu.
Stefan, zanim zorientował się, że miał ją mieć na oku i zanim zapłacił za śniadanie, stracił ją z oczu.

###

Matko.
Obiecałem Ci, że znajdę pamiętnik.
I mam go.
Ale co najważniejsze, jestem bogaty. Jutro wyjeżdżamy ze Stefanem do Włoch, gdzie nasz dom. Nowy dom. Odnowimy go za pieniądze ze spadku po pradziadku. Tak jak mówiłaś, testament był w jego pamiętniku. Zaczniemy od nowa, od zera.
I przysięgam, nie będę myślał, co zrobił ojciec, ani co ja zrobiłem. Muszę w końcu przejść katharsis.
Osobą, która może cholernie namieszać, jest Katherine, siostra Eleny. Nie potrzebuję klubu mściwych dziewic depczących mi po piętach, dlatego nikomu nie mówię, gdzie jedziemy. Nawet Rickowi. Nawet Elenie.
Nikomu. Będziemy razem, tylko ja i mój brat. I jak mówiłem, spróbujemy stworzyć od nowa coś, co umarło razem z Tobą.
Jest mi przykro, że muszę Cię tu zostawić samą. Nie ufam ani jednej ciotce na tyle, by powierzyć jej opiekę nad Waszym grobem, więc niestety, dopóki nie wrócę, nikt raczej nie pofatyguje się, by zgrabić liście czy zapalić świecę.
Nie oczekuj, że się pomódlę. Nie jestem tego typu człowiekiem. Ale Ty chyba byłaś na tyle dobra, że modlitwa nie jest Ci potrzebna.
Więc trzymaj się, tam na dole, czy u góry...
Tęsknię,
          Damon.

Mały płomyk światła rozjaśnił mrok na cmentarzu przy nagrobku Salvatore'ów. Ogień wydobywający się z zapalniczki dotknął koperty i otulił ją pomarańczowym płomieniem. I tak kilkanaście razy, aż obok nagrobka pozostała tylko kupka popiołu, a obok niej bukiet czerwonych róż.
Stefan nie pytał brata, co zawierały listy. Nie chciał wiedzieć. Pozwolił Damonowi spalić je w spokoju.
- Powiedziałeś Elenie, że wyjeżdżasz? - spytał, gdy Damon podniósł się z ziemi i ruszył w stronę wyjścia z cmentarza.
Czarnowłosy milczał.
Przypomniał sobie pierwsze spotkanie z dziewczyną. Uratował jej życie. Umierała. Jedną nogą była już na tamtym świecie.
A potem spotkał ją pod barem. Bała się go i wkroczył Klaus, jego stary kumpel, obrońca uciśnionych za dychę. Odwiózł ją do domu. A potem.. Tak bardzo przypominała mu Katherine! Dla tamtej dziewczyny stracił głowę, choć nigdy jej tego nie powiedział. Nie mógł zapomnieć o Kath, dopóki nie pojawiła się Elena.
Była piękna, inteligenta... Cholera, była perfekcyjna!
Ale mówi się trudno. Nie chciał zmieniać życiowych planów przez kobietę.
- Nie powiem jej tego - odparł chłodno.
Stefan przystanął i ze zdziwieniem obserwował, jak jego brat idzie po ścieżce i coraz bardziej zatapia się w mrok.
Chciał mu pomóc, ale... To Damon miał zapalniczkę, to on niósł jedyne źródło światła.
Tylko sam mógł się uratować.

###

HEEJ !😍
NA POCZĄTKU PO PROSTU PRZEPROSZĘ. NIE BĘDĘ SIĘ TŁUMACZYĆ, PO PROSTU NIE DAŁAM RADY WYROBIĆ SIĘ WCZEŚNIEJ.
KOMENTARZ MOTYWUJE, KAŻDA UŚMIECHNIĘTA BUŹKA, SERIO XD
DZIĘKI Z GÓRY ;)
TEN BLOG ZMIERZA KU ZAKOŃCZENIU. JESZCZE KILKA ROZDZIAŁÓW, SPOKOJNIE. ALE POTEM JESTEM NIEMAL PEWNA, ŻE ZACZNĘ PISAĆ KOLEJNĄ HISTORIĘ, TYM RAZEM O WAMPIRACH ITP. XD
BRAKUJE MI TEGO :3
XX

niedziela, 7 września 2014

Rozdział XV

Damon podwiózł Elenę niemal pod samo jej mieszkanie. Teraz szła ona dziarskim krokiem, jednak wewnątrz wcale nie była taka pewna siebie. Oto miała stanąć twarzą w twarz z matką, która w dzieciństwie oddała ją do adopcji, ale i z ciotką, która skwapliwie ukrywała przed nią prawdę.
Była wściekła także dlatego, że nawet jej przyjaciele wiedzieli o tym wcześniej niż ona sama. A to przecież właśnie o Eleny życie chodziło. To ona przeżywała wszystko i nikt nie mógł teraz cierpieć bardziej niż ona. Oszukali ją i to chyba paliło najbardziej.
Wyjęła z torebki klucz i drżącymi dłońmi wsunęła go do zamka.
Nie mogła zapanować nad emocjami, więc pierwsze, co zrobiła wchodząc do domu, było udanie się do salonu i nalanie do szklanki whisky.
Po kilku chwilach usłyszała pukanie do drzwi.
Elena zacisnęła usta i ze stuknięciem postawiła naczynie na komodzie.
Za drzwiami zobaczyła Jennę. Miała ochotę zatrzasnąć przed nią drzwi, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
- Eleno muszę ci wyjaśnić - zaczęła niezgrabnie ciotka, co raczej było do niej niepodobne. Zawsze starała się ona być opanowaną, wzorową kobietą sukcesu, która nie wie, co to litość czy pomyłka. Ale teraz... była inna. I to chyba właśnie sprawiło, że Elena wpuściła ją do mieszkania.
- Słucham - rzuciła ironicznie dziewczyna, kierując się do salonu i siadając na kanapie. Starała się nie patrzeć na ciotkę. Zagapiła się więc w okno.
Jenna westchnęła cicho.
- Wiedziałam o twojej adopcji od samego początku. Grayson i Miranda mieli ci powiedzieć w osiemnaste urodziny... ale nie zdążyli - po tych słowach zamarła na chwilę.
- A ty? - wtrąciła Elena chłodno. - Dlaczego ty mi nie powiedziałaś?
- Bo nie umiałam - wyznała. - Zrozum, to nie było dla mnie łatwe.
Twarz Jenny przez chwilę wyrażała złość, coś w rodzaju irytacji. Elena nie dała się zastraszyć. Ciotka już dawno przestała być dla niej kimś, dla kogo czuła respekt.
- To świetnie - syknęła. - Spotkam się z moją prawdziwą matką, ale nie spodziewaj się cudów - powiedziała ironicznie, wychylając resztę alkoholu ze szklanki. Uśmiechnęła się nieszczerze i zaraz zmieniła wyraz twarzy na pogardliwy. - I nie chcę już tu mieszkać.
Ciotka spojrzała na nią dziwnie, była zaskoczona.
- Chciałam, żebyśmy były bliżej siebie - powiedziała. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Elena wyczuła w jej głosie szczerość.
Ale czy tak właśnie wygląda zaciśnianie więzów? Ciotka harująca od świtu do zmierzchu jako ważna osoba w Białym Domu i nastolatka - złodziejka?
- To nie wypali - stwierdziła Elena głosem wyzutym z emocji. Miała dość tej szopki jaką raczyła ją Jenna. Na chwilę obecną tylko Damon był dla niej ważny. Tylko on jej nie okłamywał. On był prawdziwy.
- Rób jak chcesz - westchnęła ciotka, kręcąc głową. W tamtej chwili wydawała się Elenie conajmniej o dwadzieścia lat starsza.
Coś w głowie dziewczyny drgnęło, jakaś iskra współczucia, ale zdusiła ją w zarodku.
- Właśnie - przytaknęła Elena. - Kiedy Isobel i Katherine wyjadą, wynoszę się.
Jej głos wyrażał pewność siebie, ale tylko sama Elena wiedziała, że były to tylko pozory. Myśli tłukły się w jej głowie, raz przebijał się głos rozsądku, ale po chwili zduszał go mały diabełek, znajdując jakieś usprawiedliwienie. - Nie powinnaś pić - westchnęła Jenna, patrząc, jak Elena nalewa sobie nową porcję alkoholu do szklanki.
Dziewczyna wzruszyła ramionami. Nie miała ochoty odpowiadać ciotce. W sumie nawet Jenna nie była jej ciotką. Teraz nie musiała okazywać jej wymuszonego szacunku należnego członkom rodziny. Już nie miała rodziny.
Ciszę przerwał nagły dzwonek do drzwi. Elena drgnęła, przestraszona. W jej umysł wlał się niepokój. Zawładnął jej ciałem, tak, że straciła możność ruchu. Zaczęła gorączkowo myśleć. Jaka będzie jej matka? A siostra? Czego chcą po tylu latach?
Ale zorientowała się, że mimowolnie szuka drogi ucieczki.
Chciała uciec do pokoju i schować się pod kołdrę. A najlepiej by było, gdyby zjawił się Damon i po prostu mocno objął ją silnymi ramionami, przyciskając do piersi i całując ją w czoło.
Jenna wstała i podeszła do drzwi.
A zanim Elena zdążyła zareagować, w pokoju stały już we czwórkę.
- Eleno, to Isobel - oznajmiła chłodno Jenna, wskazując na kobietę po swojej prawej stronie.
Trzydziestka, oceniła szybko Elena. Kobieta miała czarne włosy do ramion, a na jej blade czoło spadała grzywka. To, na co niemal od razu zwróciła uwagę w jej twarzy to oczy - były niebieskie,duże, może trochę zbyt duże. Ale to być może był efekt zastosowania jasnego cienia do powiek oraz dobrej mascary. Prosty nos, zero różu na policzkach. Uśmiechała się lekko, ale bez cienia radości. Jej strój był cały czarny, co tylko pogłębiało wrażenie, że skóra Isobel jest okropnie blada.
- Witaj - mruknęła Elena, nie kwapiąc się, by podać matce rękę.
Jej uwagę bowiem zaprzątnęła Katherine.
Wyglądała jak ona sama. Gdyby nie lekko kręcone, jaśniejsze włosy, węższe biodra i ździrowaty uśmieszek to byłyby identyczne.
- Czy my jesteśmy bliźniaczkami? - spytała Elena, starając się brzmieć spokojnie. Prawdą było, że widok Katherine mocno nią wstrząsnął.
- Brawo idiotko - zachichotała dziewczyna. Elena już czuła, że się nie dogadają.
Isobel zgromiła Katherine wzrokiem ale ta nieszczególnie wzięła sobie to do serca. Rzuciła tylko okiem po pokoju i usiadła na kanapie, zakładając nogę na nogę i prezentując skórzane botki na obcasie wysokości wieży Eiffla.
- Przejdę do sedna Eleno - powiedziała prosto z mostu Isobel, a nieszczery uśmiech zniknął z jej pomalowanych czerwoną pomadką ust. - Jesteś córką, którą podrzuciłam u Mirandy i Graysona, moich znajomych. Nie dałabym rady z dwójką małych dzieci - mówiła to tak lekkim tonem, że Elena poczuła, że jest jej najzwyczajniej w świecie przykro.
- Dlatego zostawiła sobie tą lepszą, silniejszą - wtrąciła Katherine, bawiąc się końcówkami jasnobrązowych loków.
- Milcz - syknęła Isobel, a Kath wystawiła jej język.
Elena zorientowała się, że w zasadzie chyba nie żałuje, że znalazła się u Gilbertów. Nie wytrzymałaby z Katherine nawet godziny.
- Grayson był bratem twojego ojca - dodała Isobel, oglądając paznokcie, jakby mówiła i czymś mało istotnym.
- Może usiądziemy - wyrwało się Jennie.
A jednak była jej ciotką. Skoro jej prawdziwy ojciec to brat Graysona, to siłą rzeczy Jenna to jej ciocia.
Mimo wszystko Elenie ulżyło. Ale  dziwne uczucie w brzuchu narastało z każdą chwilą. Nie wiedziała czy to z nerwów, czy może po prostu mózg dawał jej znaki, że za chwilę dowie się czegoś okropnego.
- Czego chcesz po tylu latach? - spytała bez ogródek. Naprawdę kiepsko się poczuła. Chciała mieć wszystko z głowy.
- Od kiedy dowiedziałam się że Gilbertowie nie żyją, zaczęłam cię szukać - powiedziała Isobel, podchodząc bliżej Eleny. Jenna przyglądała się tej scenie ze zaciekawieniem pomieszanym z szokiem.
- Po co? - spytała brunetka, mierząc wzrokiem kobietę. Chwyciła się za brzuch, gdyż poczuła dziwne ukłucie. Wzięła to za znak: nie pozwól jej się zbliżyć!
Ale nie miała miejsca, by się cofnąć.
- Bo jesteś moją córką. I chcę... - Isobel przesunęła się jeszcze bardziej. Elena zauważyła, że jest kilka centymetrów wyższa. To dawało jej pewne poczucie bezpieczeństwa. Głupia była, ale cóż. Musiała czymś oszukać mózg. - Chcę, żebyśmy były rodziną. We trzy.
Katherine chyba nie była zbyt zadowolona, bo prychnęła dosyć głośno. Ale Elena nawet na nią nie spojrzała. To była jej indywidualna decyzja.
- Nie sądzę, żeby to się udało - odparła spokojnie, lecz w jej oczach pojawiły się łzy. Isobel musiała zauważyć jej chwilę słabości, bo wykonała gest, jakby chciała przytulić Elenę.
A brunetka nie odepchnęła jej. Bo przez chwilę wydawało jej się, że Isobel też się wzruszyła.
Ramiona matki objęły dziewczynę.
Przez chwilę trwały w uścisku, a Elena czekała. Czekała, aż popłyną jej łzy wzruszenia, albo poczuje miłość matki. Ale choć kobieta gładziła ją po plecach i wtulała podbródek w jej ramię bardzo mocno, Elena nie czuła nic.
Szukała miłości, ciepła, zrozumienia. I starała się wydobyć je z tego uścisku, ale zobaczyła tylko pustkę. Cokolwiek było kiedykolwiek między nimi, nawet jeśli chodzi o pierwsze chwile życia Eleny, teraz zniknęło. Nie było nic. Żadnych uczuć.
- To nie wypali - stwierdziła Elena po chwili, lekko odsuwając się od matki. Nadal miała łzy w oczach, ale to raczej były łzy zawodu. - Bo ja cię nie kocham. Ja cię nie znam - powiedziała, hamując płacz.
- Mówiłam - mruknęła Katherine, podnosząc się z kanapy. - Ta mała idiotka ma już za dużo w dupie. Myślałaś, że będziesz mogła tak po prostu przyjść i powiedzieć: "jestem twoją matką, wiesz?" - prychnęła. - Przecież ona ma nas gdzieś.
- Nie o to mi chodzi - zaprzeczyła Elena szybko i stanowczo.
- To o co? - spytała Katherine i spojrzała na nią pogardliwie. Elena zamarła. Nadal nie mieściło jej się w głowie, że ta oto osoba jest jej siostrą. Były takie podobne a jednocześnie tak różne. Od początku Elena wiedziała, że jej bliźniaczka jest osobą silną, pewną siebie. A ona sama rzadko miewała przebłyski odwagi. Na codzień wolała się nie wyróżniać z tłumu.
Ale Elena przede wszystkim była osobą wrażliwą.
Dlatego w tamtym momencie, chociaż nikt nie powiedział jej czegoś szczególnie przykrego, zaczęła płakać. Po prostu. Nie chciała. To się działo automatycznie. Pokój zaszedł mgłą, widziała już tylko kolorowe plamy. I wtedy znów to poczuła - kłujący ból w brzuchu. Ostry.  Bardzo silny.
I wtedy po prostu wiedziała, że nie jest to zwyczajna grypa żołądkowa.
 - Jeszcze teatrzyk odstawia - prychnęła Katherine. I to były ostatnie słowa, które usłyszała.
Potem była tylko ciemność.

###

Elena wróciła do przytomności chyba całkiem szybko, jak się jej zdawało, bo Isobel i Katherine stały nad łóżkiem.
Jenna również tam była. Musiały ją położyć w salonie, bo rozpoznała charakterystyczny sufit oklejony kasetonami w wymyślne wzory, które przypominały jej twarze jakiś demonów.
Próbowała się podnieść, ale Isobel jej nie pozwoliła.
- Musisz odpocząć - stwierdziła chłodno.
- Świruska - mruknęła Katherine i zaraz potem zeszła Elenie z oczu.
- Pogadamy później - szepnęła Jenna. Brunetka zrozumiała. Ciotce chodziło o alkohol. Może rzeczywiście nie powinna pić? Może to źle na nią działało?
Potem niczego nie pamiętała, zasnęła.
Obudził ją dźwięk własnego telefonu. Odruchowo sięgnęła na szafkę nocną, ale tylko strąciła na ziemię kubek. Potoczył się on po kawałku podłogi i zatrzymał na dywanie.
A Elena usłyszała, że ktoś odkłada jej telefon. I dzwonek ustał.
- Damon? - spytała Katherine. Nie było w tym pytaniu ani krzty ironii. Raczej zaciekawienie.
I może coś jeszcze. Ale nie mogła zgadnąć, co.
Elena już dawno ustaliła, co będzie mówić, gdy wyda się, że ma coś wspólnego z Damonem. Dlatego działała według planu, spokojnie. To,  że dopiero się zbudziła, pomogło. Nie musiała martwić się o ton głosu.
- Kumpel - odparła. - Daj mi telefon.
- Cóż, znałam takiego Damona. To było w Nowym Orleanie - powiedziała Katherine, mrużąc oczy. Uśmiechnęła się. - Był boski, serio. Ale cholernie skomplikowany i niestety, niewierny - dodała z przekąsem, ale uśmiechając się lekko.
- Daj - powtórzyła Elena. Wtedy dzwonek znów rozbrzmiał w pokoju. Katherine jak gdyby nigdy nic wzięła telefon do ręki i odebrała. Elena patrzyła na to z niepokojem.
- Halo? - spytała Kath udając grzeczny ton Eleny.
- Skarbie, co się dzieje? - usłyszały, bowiem Katherine włączyła głośnik. - Miałaś dać znać.
- Misiu, przepraszam, ale tak wyszło... - wywymruczała Kath, robiąc minę jakby było jej bardzo przykro.
- Misiu? - zdziwił się Damon i w tym momencie Elena wstała z łóżka. Pomimo ciemnych plam przed oczami podeszła do siostry i sięgnęła po telefon. Ale Katherine zdążyła uciec.
Zachichotała do słuchawki.
- Wiesz, bardzo miła ta moja siostra - powiedziała mu z uśmiechem.
Elena zarumieniła się częściowo ze złości, częściowo ze wstydu, że Kath rozmawia z jej chłopakiem. Zresztą nadal czuła się dziwnie.
- To dobrze - powiedział Damon. - A mogę wpaść? Teraz?
- Katherine! - zawołała Elena, nie widząc innego wyjścia. Była pewna, że Damon ją usłyszał, bo nagle zamilkł. Cisza zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Aż przerwała ją Katherine swoim ironicznym, lecz melodyjnym głosem.
- Witaj Damonie. Jak miło znów cię słyszeć -  powiedziała z uśmiechem, patrząc wprost w oczy Eleny. - Myślę, że powinieneś opowiedzieć swojej dziewczynie o naszej znajomości, prawda? A może ułożymy sobie trójkącik? - zaśmiała się.
A Elena stała jak wmurowana z otwartymi ustami.
- Pamiętasz, jak krzyczałam twoje imię? Mówiłeś, że kochasz, kiedy to robię, bo mam anielski głosik - stwierdziła. Damon nadal milczał. - Elena mówi zupełnie jak ja - dodała. - Ciekawe, nie?
- Nie - zaprzeczył w końcu Damon krótko. I znów nastała cisza.
- Co to ma być? - spytała Elena, wpatrując się w siostrę. Ta stała na środku pokoju z telefonem przy uchu w jednej dłoni, jednocześnie drugą ręką poprawiając swoje loki.
- Wpadnij - powiedziała tylko Katherine. Ale jej głos nie był już miły czy nawet ironiczny. Po prostu patrzyła na Elenę pustym wzrokiem a jej głos był twardy, niski. I jednym ruchem rzuciła telefon w stronę łóżka, lecz nie trafiła. Urządzenie roztrzaskało się na ścianie.
Elena tylko otworzyła usta i cofnęła się odruchowo.
- Co to ma być?! - powtórzyła, tym razem ostrzej. Skoro jej siostra nie miała żadnych zahamowań, też nie powinna mieć. Najlepszą obroną był w tym przypadku atak.
- Luz - mruknęła Kath, mijając Elenę i podchodząc do drzwi. - Damon kupi ci nowy jak prześpisz się z nim parę razy - powiedziała nie kryjąc chamstwa. Uśmiechnęła się nieszczerze i nacisnęła klamkę.
 - O co ci chodzi? - spytała Elena, zaciskając dłonie w pięści i podchodząc do Katherine starając się jednocześnie opanować zawroty głowy. - Masz żal bo cię zostawił czy jak?
Katherine wyraźnie chciała zaprzeczyć, potem jakby zmieniła zdanie. Zaczęła się wyraźnie wahać co powiedzieć. Aż w końcu po chwili milczenia uniosła brwi i spojrzała na Elenę.
- Mam żal, że mnie zostawił. Ale bardziej boli mnie to, że dorwał kolejną głupią laskę i ją wykorzysta. A nie pozwolę, by była nią moja jedyna siostra - wyznała i wyszła z pokoju.
Elena zaklęła w myślach i usiadła na fotelu przy toaletce.
Spojrzała na resztki telefonu. I zaczęła się poważnie zastanawiać, czy Damon naprawdę jest taki, jak wszyscy o nim opowiadają. Że się nią bawi. Że tak naprawdę ma ją gdzieś i pewnego dnia kopnie ją w tyłek i ucieknie.
A potem pomyślała o Katherine i Isobel. I Jennie. Były jej jedyną rodziną. Może nie perfekcyjną, ale jaka rodzina jest idealna? Jak długo będą się wspierać, tak długo będą się szanować i kochać. I nie miała wyjścia. Zrozumiała w tamtym momencie, że musi myśleć, by zdobyć jak najwięcej osób, które będą dla niej podporą. Musiała mieć mamę, albo chociaż kogoś, kto będzie ją udawał. I dadzą sobie czas, by się poznać, pokochać.
Elena zwinęła się w kłębek i ukryła twarz w kolanach. Wyciszyła się tak, że nagle doznała wrażenia, że jest sama na całej kuli ziemskiej, zupełnie sama. I że nie ma nic. Że otacza ją pustka i to, co istnieje, to tylko niespełnione obietnice, ból i słodkie cierpienie, jakby oczekiwanie na coś. Ale to coś nie nadchodziło. I czuła, że czeka ją coś złego, ale mimo to wyczekiwała tego z utęsknieniem. I zaczęła się uśmiechać do tej nicości, która ją otaczała, ale jednocześnie płakała. Płakała, bo... bo czuła, że powinna.
Ale kiedy kolejny już szloch wyrwał się z jej piersi, poczuła delikatny dotyk palców na swoim odsłoniętym karku. Drgnęła z przerażenia i podniosła twarz. Jej mętny wzrok zarejestrował postać mężczyzny kucającego przy jej fotelu. Podniósł on dłoń do jej twarzy i delikatnym ruchem, jak gdyby dotykał delikatnego kwiatu, otarł łzy z policzków Eleny. Ale po tamtych pojawiły się nowe i po chwili zaczęły wsiąkać w czarną koszulę Damona, gdy Elena wtuliła się w jego ramię.
- Co ona ci zrobiła? - spytał cicho, głaszcząc ją po plecach, które drżały.
- Nic - wydusiła dziewczyna dziwnym głosem i zaraz odsunęła się od Damona. - Ale powiedziała mi wiele rzeczy... o tobie. O.. o was - dodała.
Może i nie było to do końca zgodne z prawdą. Ale musiała jakoś wyciągnąć z Damona cokolwiek.
- Czy ty mnie kochasz? - spytała, spoglądając mu w oczy i łapiąc za rękę, którą próbował znów otrzeć jej łzy.
- Tak - odparł śmiertelnie poważnym tonem - Masz wątpliwości?
- Tak! - odparła, cofając się lekko. - Nie jest łatwo, kiedy wszyscy wokoło powtarzają, jaki jesteś!
Damon westchnął i spojrzał na nią, ściągając jej wzrok ostrym spojrzeniem i lodowatymi tęczówkami.
W tamtej chwili Elena poczuła, że mogła go albo znienawidzić, albo kochać jak wariatka, do bólu, do ostatniej kropli krwi.
- A czy nas obchodzi, co mowia inni?Kocham cię Eleno - powiedział chłodno, lecz jego głos był tak głęboki, że Elena poczuła, że czerwieni się z gorąca. - I jeszcze raz spróbujesz mieć wątpliwości...
- To co? - spytała, widząc, że pochyla się nad nią coraz bardziej.
- To pomyślę, że chcesz się mnie pozbyć - powiedział. - A nie chciałbym tego. I ty też - dodał, kiedy już dotykał ustami jej policzka rozpalonego przez rumieńce.
- Lubisz manipulować ludźmi? - zachichotała Elena, obejmując jego kark i pozwalając, by podniósł ją z fotela.
- To moja pasja - wymruczał z błyskiem w oczach i uśmiechnął się zadziornie.

###

02:34
Do: Stef
Temat: problem!
Możemy mieć opóźnienie przez pewną dziwkę, na pewno ją pamiętasz. Katherine. Zajmij się nią. Wracam pojutrze. Damon.

###

Chciałam bardzo przeprosić za opóźnienie, ale no cóż. Szkoła! :/
Nowa klasa, nauczyciele, budynek... ech. Nie będę tu niestety tak często, chociaż będę się starała :)
Rozumiem też,  że nie macie siły komentować. Ale nawet uśmiechnięta buźka z anonima motywuje i sprawi, że rozdział pisany pod wpływem emocji i radości będzie szybciej ;D
Pozdrawiam xx






poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział XIV

Elena obudziła się z prawym policzkiem przycisniętym do poduszki. Przed sobą zobaczyła kawałek białej szafki nocnej, na której stała stylowa bordowa lampka z ozdobnym trzonkiem. Przeniosła wzrok trochę dalej, w głowie analizując, gdzie się znajduje. Słońce dopiero co wstało, z tego, co widziała przez duże tarasowe drzwi. W jego świetle doskonale widać było złote drobinki kurzu unoszące się w pokoju.
Co jakiś czas słyszała szum samochodu albo dzwonek tramwaju. Waszyngton dopiero się budził.
Przycisnęła nos do poduszki owleczonej czarną poszewką i uśmiechnęła się pod nosem. Damon. To właśnie był jego zapach.
Już dawno zauważyła, że każda pościel pachnie inaczej. Pamiętała dokładnie, jaką woń miały poduszki rodziców, kiedy wynosiła je na taras, żeby się przewietrzyły. Była unikalna, nie do nazwania. Określała ją "zapachem rodziców". Nadal miała go w głowie.
Odwróciła się powoli i zauważyła tylko plecy i tył głowy Damona. Po ruchu jego ciała zorientowała się, że już nie śpi. Nie oddychał spokojnie i lekko jak ludzie śpiący.
- Dzień dobry - powiedział  zachrypniętym głosem i w tym momencie się odwrócił. Jego niebieskie oczy błyszczały, gdy na nią patrzył. Elena dałaby głowę, że wspominał minioną noc.
- Dzień dobry - odparła i uśmiechnęła się promiennie. Złapała kawałek kołdry i zakryła piersi, a Damon wręcz przeciwnie, odsłonił tors, którego lewa strona z punktu widzenia Eleny była pokryta tatuażami.
Wreszcie mogła się im przyjrzeć.
Jeden czarny rysunek przedstawiał różę oraz odchodzące od niej pędy z listkami i kolcami. Te przechodziły na jego ramię.
Niżej znajdował się smok z ogromnymi oczami i raną na piersi. W łapie trzymał jakiś przedmiot, z którego skapywała ciecz.
- Co on trzyma? - spytała Elena, wodząc palcem po skórze chłopaka i wskazując na przedmiot zainteresowania.
- Swoje serce - wytłumaczył Damon. Ciągle patrzył tylko na nią, nawet nie zerknął na tatuaż. - Bo myślę, że jeśli dotykają nas tragedie, to tylko przez nasze czyny. Zabijamy samych siebie.
Elena zamarła i spojrzała mu w oczy. Atmosfera momentalnie zgęstniała. Poczuła, że w jej gardle stoi gula. Uśmiechnęła się nieszczerze i odwróciła wzrok.
- Moi rodzice...
- Nie musisz o tym mówić - powiedział Damon, ucałowywując jej policzek. Przysunął się i położył rękę tak, że lewą dłonią głaskał jej kark i lekko pociagał za włosy. Kiedy ją tak obejmował, czuła, że jest silny. Że ją obroni, choćby nie wiem co.
- Ale masz rację - odparła, przejeżdżając drobną dłonią po twardych mięśniach jego brzucha. - Moi... adopcyjni rodzice zginęli, bo się opiłam i zadzwoniłam, żeby po mnie przyjechali na imprezę.
I wszystko w jej umyśle nagle się rozjaśniło. Płakała, kiedy umarli, ale to tylko konsekwencja jej czynów.
- Nie mogę patrzeć na twoją smutną minę - powiedział Damon, przyciskając ciepłe usta do jej ust. Nie od razu odwzajemniła pieszczotę. Ale gdy chłopak uniósł się i z ramionami po obu stronach jej głowy zawisł nad Eleną i nadal napierał na jej wargi, ustąpiła. Złapała go za szyję, a stopą przesunęła po brzuchu, zjeżdżając na nogę. Czuła ciepło w każdym centymetrze sześciennym organizmu.

###

Na dół zeszli dopiero o pierwszej w po południu. Pierwsza schodami zbiegła Elena, z uśmiechem na ustach, ubrana w bieliznę i czarną koszulę pożyczoną od chłopaka.
- Umieram z głodu! - zawołała, wbiegając do kuchni. Ale mina momentalnie jej zrzedła, gdy usłyszała, że ktoś krząta się przy lodówce a na kuchence, na rozgrzanej patelni, skwierczy tłuszcz.
Przecież Damon zapewniał, że Stefan wyszedł.
- Dzień dobry kochanie! - zaśmiała się niska, czarnowłosa kobieta, która właśnie zamknęła lodówkę. Trzymała w rękach jajka i butelkę mleka. - Mam nadzieję, że lubisz omlety.
Nie była zdziwiona. Traktowała Elenę tak, jakby gotowała dla niej codziennie.
- Witaj Mario - powiedział Damon, wchodząc do kuchni i obejmując Elenę w pasie. Imię kobiety w jego ustach brzmiało dźwięcznie, zwłaszcza, że przedłużył "i".
- Zjecie coś przed obiadem, Damonie? - Mimo jej miłego głosu dziewczyna zorientowała się, że nie przyjmie protestu.
- Ale zaraz wychodzimy... - zagadnął.
- Wolisz truskawki czy maliny... - Maria urwała lekko zakłopotana i spojrzała w jej stronę.
- Elena - przedstawiła się grzecznie, ciągnąc jednocześnie Damon do eleganckiego stoliku w kuchni. - Elena Gilbert. I wolę truskawki.
- Damon? - spytała Maria, mieszając ciasto.
Chłopak z ociaganiem usiadł na krześle, skąd mogła podziwiać jego tors pokryty tatuażami. Włosy po prysznicu miał jeszcze lekko wilgotne i nieułożone, co dodawało mu dzikości. Coś w jej wnętrzu zamruczało na ten widok. Jak gdyby budziło się przy nim do życia. Czarna pantera.
- Truskawki - powiedział, patrząc Elenie w oczy i przygryzając wargę. - Jak się poznaliście? - spytała zainteresowana Maria. Po odgłosie można się było zorientować, że wylewa ciasto na patelnię.
Damon otworzył usta, ale dziewczyna weszła mu w słowo.
- Uratował mi życie - odparła. Damon chyba nie chciał wyznawać gosposi takich szczegółów, dlatego spojrzał na Elenę karcąco. Z pewnością bał się, że zniszczy swoją reputację.
Zachichotała na tą myśl.
- Naprawdę? - zdziwiła się Maria.
- Naprawdę - odparła Elena, chwytając dłoń Damona. Zauważyła, że wyraz jego twarzy się zmienił, ale wytłumaczyła to faktem, iż pewnie znalazł się w nowej dla siebie sytuacji. Uśmiechnęła się do niego ciepło, chcąc, by się rozchmurzył. Udało się. Posłał jej zniewalający uśmiech, i podniósł jej dłoń ku swoim ustom.
- Spadłaś mi z nieba - powiedział cicho. Elena poczuła, że jej serce chyba się topi.
Maria przywołała ją na ziemię,  stawiając na stole talerze z smakowicie wyglądającymi omletami. Zapach był cudowny.
Ale coś jeszcze sprawiło, że Damon nagle wyparował z jej umysłu. Ale tylko na chwilkę.
Zadzwoniła jej komórka.
Jenna.
O cholera.
- To ciotka - syknęła do Damona. Uniósł tylko brwi i gestem nakazał, by odebrała.
- Halo? - westchnęła do aparatu.
- Elena, mam nadzieję, że nie śpisz - powiedziała Jenna. Elena odetchnęła.
- Nie. Jem właśnie obiad- odparła najspokojniej jak tylko umiała. - A co?
- Za pół godziny będziesz mieć gości. Muszę ci coś wyjaśnić - oznajmiła. Była lekko zdenerwowana?
- Chodzi o adopcję, tak? - spytała Elena bez ogródek. Jenna najwyraźniej zamarła. - Nie ważne. Nic nie mów.
- Dobrze - wydusiła ciotka w końcu. - Chciałam tylko przekazać, że Isobel i jej córka Katherine będą u ciebie niedługo.
- Jej... - Ale Elena nie dokończyła, bo ciotka rozłączyła się, jak to było w jej stylu.
Zaklnęła dość głośno. Kątem oka zauważyła, że Maria znika w holu. Damon patrzył na Elenę uważnie. Nie. On wręcz przeszywał ją swoim lodowymi oczami, żądając wyjaśnień.
- Moja matka jedzie się ze mną spotkać - oznajmiła, wysuwając telefon do kieszeni koszuli. Skrzyżowała ręce i położyła je na blacie, blisko siebie.
Damon zmrużył oczy oczekując dalszego ciągu. Nie mylił się, jak zwykle zresztą. To nie była jedyna sprawa, która niepokoiła Elenę.
- I wychodzi na to, że mam siostrę - dodała na wydechu. - Ma na imię Katherine - burknęła i zapatrzyła się w omlet, który nadal wyglądał smakowicie. Wzięła widelec i zaczęła jeść.
Dlatego nie zauważyła szoku, który na chwilę zawładnął twarzą Damona.
- Chciałabym, żebyś ze mną pojechał - powiedziała. - Ale zakładam, że po akcji z pamiętnikiem to nie wchodzi w grę.
Damon przełknął ślinę i również wziął widelec do ręki.
- Właśnie - bąknął.
Kiedy Elena na niego spojrzała, uśmiechnął się przepraszająco. Wydawał się być spokojny.
Ale jego umysł to było jedno wielkie gówno. Katherine i Elena plus on i pamiętnik - czyli ktoś postanowił uruchomić bombę. Nie miał wątpliwości, że wybuchnie. Miał nadzieję, że czas ustawiono tak, by stało się to gdy będzie już on daleko stąd.

###

Heej :) nie chcę przymulać, ale niedługo koniec wakacji ://
Czujecie? Bo ja nie!
I zupełnie nwm jak się odnajdę w nowej szkole.
Czuję się jak Stefan na początku pierwszego sezonu xD
Liczę na komentarze :) nawet nie wiecie, jaką mam po nich motywację do pisania! Chciałbym Was wszystkie uściskać! ;*

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział XIII

-Jesteś podły - wysyczała Elena, wsiadając do czarnego ferrari, które podjechało pod dom Caroline. Damon obwieścił swoje przybycie przeciągłym sygnałem klaksonu, który sprawił, że dziewczyna poczuła dreszcz strachu.
Co ona sobie myślała? Związała się z mordercą, przestępcą. Oczekiwała, że za cudowną sprawą zmieni się specjalnie dla niej? Że zaprzestanie podłych gierek, manipulacji ludźmi? Najwyraźniej się przeliczyła.
- Jesteś piękna, kiedy masz tak zmarszczony nos ze złości - powiedział jedwabiście miękkim głosem, kładąc dłoń na jej kolanie. Elena szybko strzepnęła jego rękę.
- Przestań ze mną pogrywać - syknęła, z trudem powstrzymując łzy.
Damon uśmiechnął się pod nosem i z piskiem opon ruszył spod domu Caroline.
- Skąd bierzesz takie informacje? - spytała Elena, starając się,  by jej głos brzmiał obojętnie. Była naprawdę ciekawa jak Damon dowiedział się o Caroline.  Naprawdę, powinna się hamować i przestać próbować wtrącać się w niektóre sprawy.
- Zdobywam je - odparł rzeczowo, jednak wyczuła, że jest z siebie dumny.
- Jak?
Nie mogła nie spytać. Nie mogła.
- Słucham co ludzie mówią... Na przykład w barach - powiedział, unosząc brwi. Cały czas ze skupieniem patrzył na drogę i ze swobodą prowadził pojazd. Elena dałaby głowę, że ferrari, którym jechali, należy do Stefana. Zapach we wnętrzu nie pasował do Damona. Przypominał jej raczej subtelne perfumy młodszego z braci. - Dowiedziałem się, że szuka cię twoja mama. Jesteś adoptowana?
Chyba był zdziwiony. Nie wiedziała. Tego dnia naprawdę nie myślała trzeźwo. Dostała zbyt wiele informacji dużej wagi.
- Chyba tak - odparła chłodno. - Nie mam dowodów.
Kiwnął głową.
- Podsłuchałem jak rozmawiałaś z Caroline - powiedział Damon, wszystko wyjaśniając. - Siedziałem na dachu sąsiedniego domu.
- Co? - wypaliła Elena, obrzucając go wściekłym spojrzeniem. Była zła, ale i zszokowana.
- Nie mogłem się powstrzymać - uśmiechnął się. - Nie bierz mi tego za złe.
Elena zacisnęła dłonie w pięści i wbiła spojrzenie w idealny profil jego twarzy. Zauważyła, że ubrał garnitur, a za guzik białej koszuli zaczepił czarne okulary. Trochę też przyciął włosy. Wyglądał tak cholernie seksownie...
- Jesteś chory - stwierdziła. Nagle wszystkie wymyślne obelgi wyleciały jej z głowy. W garniturze wyglądał obłędnie.
- Podły, chory... Zdecyduj się kochanie - zaśmiał się, ukazując ładne, białe zęby.
- Nie nazywaj mnie tak - mruknęła, jednak nie zabrzmiało to zbyt przekonująco. - Manipulator - dodała cierpko.
- Nie złość się, błagam - powiedział, na chwilę przerzucając wzrok z pustej drogi na Elenę. - Wprowadzasz mnie wtedy w zakłopotanie. Mam ochotę cię trzepnąć, żebyś się zamknęła i posłuchała.
Elena otworzyła usta, tak, że ułożyły się w literę ''O''.
- Stój - powiedziała z goryczą. Wiedziała jedno: nie mogła zostać z tym facetem. Może i go kochała,  ale dziś nie miała głowy do jego głupich tekstów. Bała się, że za chwilę się rozryczy.
- Nie - zaprzeczył. - Miałaś mi pomóc.
- Stój bo wyskoczę - oznajmiła,  wpatrując się w mijane w zawrotnym tempie domy i drzewa rosnące przy ulicy. Sprawiała wrażenie spokojnej, ale w środku aż się coś ją ściskało ze strachu.
- Powodzenia, skarbie. Jeśli śmierć jest tym, czego chcesz... - powiedział spokojnie. Zauważyła, że zerknął na nią przelotnie. Chyba oceniał, czy rzeczywiście jest w stanie wyskoczyć. - Słuchaj... przepraszam, dobrze?
Elena, zrobiła naburmuszoną minę i utkwiła wzrok w desce rozdzielczej. O dziwo uspokoiła się. - Nie powinienem tak wyskakiwać z tą ciążą Caroline. Ale ty byś się w życiu nie zgodziła - stwierdził. Cóż,  miał rację.
- I? - dodała, nadal zdenerwowana.
- I naprawdę zależy mi na tym pamiętniku - powiedział, skręcając w boczną uliczkę.
Elena zauważyła, że są już przed dużą, czarną bramą. Z tej odległości doskonale widziała Biały Dom.
- Do cholery, jak nas tu niby wpuszczą? - spytała, widząc strażników przechadzających się po parku.
Zielone, równiutko przystrzyżone krzewy prezentowały się zjawiskowo. Ogród Jenny był przy tym marnym zieleńcem.
- Zobaczysz - Damon puścił jej oczko. Na chwilę zrobiło jej się słabo z zachwytu, ale to uczucie szybko zastąpił niepokój. Jeden ze strażników zbliżał się do ich samochodu.
- Jestem George, jasne? - powiedział Damon oziębłym tonem. Zdążyła tylko przytaknąć.

###

- Jesteś na mnie zła? - spytał Damon, jednocześnie rozglądając się po przestronnym korytarzu. Strażnik wpuścił ich bez problemu. Elena dałaby głowę, że to jakiś dłużnik Salvatore'a. Powinni zostać przeszukani, zidentyfikowani... a tu nic. Równie dobrze mogli wnieść przy okazji bombę.
- Tak - odparła dziewczyna. Ona również rozglądała się za biblioteką. Chciała jak najszybciej opuścić budynek. Zawsze marzyła, żeby znaleźć się w Białym Domu, ale nie w takich okolicznościach!
Damon westchnął cicho.
Korytarz był pusty,  mimo to Elena czuła, że za setkami drzwi znajdują się tysiące ludzi pracujących tutaj. Była przerażona. - A jeśli Jenna nas znajdzie? - spytała po chwili szeptem.
- Spokojnie - mruknął. - Rick się nią zajął.
Nie wiedziała dokładnie, co to znaczy, ale postanowiła odpuścić.
W sekundzie Damon przystanął i pociągnął ją w lewo.  Na dużych, białych drzwiach widział napis "Biblioteka".
- Tu cię mam, skarbie - powiedział z zachwytem.
- Bo będę zazdrosna - mruknęła Elena, zanim zdążyła sobie przypomnieć, że przecież jest obrażona na chłopaka.
Damon tylko zaśmiał się cicho i nacisnął mosiężną klamkę. Jak prawdziwy gentleman przepuścił ją w drzwiach. Pokazała ochroniarzowi plakietkę, którą dostała przy wejściu i stanęła na środku przedsionka, czekając na Damona.
Gdy weszli do głównej części biblioteki, odjęło jej mowę. Jako dla miłośniczki książek dla niej to co zobaczyła było rajem. Białe ściany, orzechowe regały, miliony okładek...
I jedna drobna blondyneczka siedząca za biurkiem i wpatrująca się w ekran komputera.
- Co tak w ogóle pamiętnik twojego pradziadka robi w Białym Domu? - spytała Elena podejrzliwie.
- Był generałem - powiedział. - Tajne sprawy czy coś.
- A po co jestem ci potrzebna? - dociekała. Do budynku dostał się bez problemu. Czego od niej chciał?
- Zobaczysz - rzucił zagadkowo, kładąc jej rękę na plecach.
Ruszyła przed siebie, prosto do biurka.
- Przepraszam - powiedział miłym głosem Damon, zwracając uwagę bibliotekarki.
Dziewczyna nie była jakąś top modelką, co trochę uspokoiło Elenę.
O czym ona myśli?!
- Pamiętam - powiedziała szybko dziewczyna. Wyglądała na spiętą.  Wyciągnęła spod biurka dość spory koszyk, jak piknikowy.
Elena rozszerzyła oczy ze zdumienia. Dobra, okej.
Myśli tłukły się po jej głowie i niemal rozwalały czaszkę od wewnątrz.
Oddychaj.
- Potrzebuję tylko podpis odbioru starych książek - oznajmiła bibliotekarka rzeczowym tonem. Elena widziała jednak kropelkę potu na jej czole oraz sine usta. - Jenna Sommers, tak?
Elena spojrzała na Damona, który uśmiechnięty wyciągał ku niej dłoń. Ach tak. Odbiór starych pozycji? No nieźle.
- Podpisz - powiedział uprzejmym tonem, wciskając jej w rękę długopis.
Miała sfałszować podpis ciotki. Dłoń drżała jej tak okropnie,  że bała się, że zaraz w miejscu podpisu będzie abstrakcyjny rysunek.
Ale dała radę. I wyszło całkiem nieźle.
- Dziękuję - bibliotekarka uśmiechnęła się uroczo i podała Damonowi kosz.
Chłopak wydawał się być wniebowzięty. A Elena? Cóż, trzęsła się jak osika.

###

- Czytaj - zachęcił Damon, kiedy wpadli do samochodu.
Elena sama musiała przyznać, że była ciekawa. Może nie tyle przemyśleń pradziadka Damona,  ale powodu, dla którego chłopakowi były one potrzebne.
Spod stosu zniszczonych książek wydobyła gruby zeszyt w zniszczonej fioletowej okładce. Zdobyli go tak łatwo... Damon musiał naprawdę długo planować wydobycie pamiętnika z Białego Domu. Potrzebował tak naprawdę tylko jej, żeby w razie czego mogli skłamać, że szukali Jenny. No i dla podpisu. Ten wykonany ręką Damona można by było łatwo rozpoznać jako podrobiony.
Otworzyła pamiętnik niemal z nabożną czcią. Przesiąkł trochę wilgocią, ale to tylko nadawało mu tajemniczości.
Spojrzała na datę. Rok tysiąc dziewięćset dziewiętnasty.
-"Dziś wróciłem do domu. Wszystko jest inne. Mama osiwiała, jak twierdzi, z tęsknoty za mną i za ojcem. Przyjęto nas jak bohaterów. Wojnie nadszedł kres. Jestem szczęśliwy, bo jako jedyny z grupy moich towarzyszy i rówieśników przeżyłem. Wojna to okropna sprawa. Nawet nie mogę o tym pisać. Nie chcę.
Przywiozłem z Europy dziewczynę. " - Elena zerknęła na chłopaka. Nie wiedziała, czy ma czytać dalej. Naprawdę interesowały go dzieje jego przodków?
Ale Damon tylko spojrzał na nią dziwnie.
- Przerywasz w takim momencie? - zganił ją.
- Po prostu to bezsensowne - westchnęła, ale znów zajrzała do pamiętnika. - "Ma na imię Anne, jest Włoszką. Ojciec powiedział, że sprzeda nam dom...
Elena nie dokończyła nawet zdania,  bo Damon delikatnie wziął pamiętnik do ręki i położył go sobie na kolanach.
- Jedziesz do mnie? - spytał po dłuższej chwili, jaką mu zajęło doprowadzenie swoich uczuć do porządku.
- Dobrze - przytaknęła z uśmiechem. O dziwo odwzajemnił go. Nawet złapał ją za rękę.
Chyba znalazł to, czego szukał.

***

Kiedy tylko zaparkowali pod wielką rezydencją na obrzeżach miasta, Stefan wybiegł z domu i pierwsze, co zrobił, to powierzchownie sprawdził, czy samochód jest cały.
Elena była pod wrażeniem domu. Nie dość, że był on ogromny, to do tego w świetnym stanie. A ogród, w którym rosły głównie czerwone róże i drzewka cytrynowe wprost zapierał dech w piersiach.
- Masz? - spytał Stefan, kiedy Damon wysiadł z ferrari.
- Nie - uciął czarnowłosy.
- Ma - wtrąciła się Elena, lekko zamykając drzwi. Do jej nosdrzy dostał się odurzający zapach lilii. Musiały kwitnąć zaraz przy garażu..
- Pokaż - zażądał Stefan.
- Bracie, gdzie twoje maniery? - zakpił Damon, wykrzywiając usta w grymasie, który niekoniecznie można było nazwać uśmiechem. - Eleno?
Chłopak podał jej rękę i poprowadził do drzwi przez kawałek chodnika.
- Piękny ogród - pochwaliła Elena szczerze.
- Moja duma - odparł Damon z firmowym uśmiechem. Dziewczyna już gotowa była zadać pytanie na temat lilii, które poczuła, ale przerwał jej Stefan, który westchnął głośno.
- Twoja, owszem - wtrącił blondyn. - Przepraszam za niego - powiedział Damon, mrużąc oczy. Nawet nie spojrzał na brata. - Ma dziś ciężki dzień.
Elena tylko kiwnęła głową. Damon otworzył przed nią masywne drewniane drzwi, na których od zewnętrznej strony wisiała złota kołatka. Wbrew jej przewidywaniom nie zaskrzypiały.
Przekraczając próg od razu zauważyła parę adidasów, a następnie dość duże lustro, na którym ułożone były zapachowe świeczki w kształcie serc.
Damon zaprowadził ją do salonu, gdzie Elena przystanęła z uchylonymi ustami.
- Wow - wydusiła w końcu.
Stała naprzeciw dużego ceglanego kominka, na którym ułożone były zasuszone róże. Przed nią, na samym środku ogromnego pokoju stał szklany stolik, który otaczały czarne i czerwone sofy oraz fotele. Po prawej stronie dziewczyny całą ścianę zajmowała biblioteczka, a lewa ze ścian prawie cała była pokryta obrazami. Duże okna przysłaniały bordowe zasłony, dlatego pokój tonął w półmroku. Wrażenia ciemności i tajemniczości dodawały mu także ciemne panele. Elena zauważyła także coś w rodzaju baru, na którym stały butelki z whisky oraz przezroczyste misy.
- Pięknie tu - wyznała w zachwycie, robiąc piruet. Damon złapał ją w pasie, kiedy skończyła obrót.
- A ty wyglądasz tak cudownie, że masz szczęście, że mój brat właśnie na nas patrzy - szepnął, muskając jej ucho. Elena zaśmiała się cichutko i mimowolnie przygryzła wargę.
- Możecie oszczędzić singlowi tego wszystkiego i przejść do rzeczy? - zapytał Stefan, sadowiąc się na kanapie z pozornie miłym wyrazem twarzy. Tak naprawdę w środku wszystko mu drżało z niecierpliwości.
- Mamy tu przy tobie od razu przejść do rzeczy? - Damon uniósł brwi w zdziwieniu. - Wow przystopuj...
Nie dokończył, bo Elena kopnęła go w kostkę.
- Daj mu ten pamiętnik - syknęła.
- Nie. Ja go zdobyłem, ja go czytam - oznajmił, siadając w fotelu naprzeciwko brata. Stefan skomentował to cichym westchnieniem, ale podporządkował się. Damon otworzył dziennik pradziadka.

***

Mijały minuty a Elena nudziła się niemiłosiernie. Damon i Stefan za to z zapałem chłonęli każde słowo. Pamiętnik zawierał głównie wspomnienia z wojny.
 - Mam - powiedział nagle starszy, przerywając czytanie.
- Co? - spytała Elena ze swojego miejsca leżącego na jednej z kanap. Miała nadzieję, że w końcu Salvatore'owie dokopali się do tego, czego chcieli. Chciała w końcu zostać z Damonem. Sama.
Stefan wstał i podszedł do brata. Razem w ciszy przez chwilę studiowali jedną ze stron. Ich oczy przesuwały się od lewej do prawej, a potem z powrotem. Finalnie Stefan uśmiechnął się pod nosem, a błyszczące oczy ich obojga wskazywały na radość.
- W takim razie ja pójdę - powiedział w końcu Stefan, prostując się. Damon kiwnął głową i lewą ręką rozluźnił krawat, prawą zaś odłożył pamiętnik na stolik.
Chłopak wybiegł z salonu. Elena słyszała jeszcze, że kręci się po holu, a potem wychodzi.
- Co znaleźliście? - spytała Elena, podchodząc do Damona.
- Odkryliśmy pewną tajemnicę rodzinną - odparł z uśmiechem, kładąc ręce po swoich bokach.
Elena zbliżyła się jeszcze, a potem usiadła na jego kolanach.
- A jaką? - dociekała. Chwyciła czarny krawat w ręce i pociągnęła go lekko.
- Jeśli ci powiem, to nie będzie tajemnica - rzucił. Elena zauważyła, że jego niebieskie oczy nie przypominały już kolorem lodu. Były ciemniejsze. Znacznie ciemniejsze.
Lewą ręką zaczął muskać kawałek skóry pomiędzy jej spodniami a koszulką. Zachichotała mimowolnie.
- Mam łaskotki - powiedziała, przysuwając się bliżej jego torsu.
- A ja wielką ochotę na pewną rzecz - mruknął, składając pocałunek na jej szyi.
- Chyba nadal jestem na ciebie zła - powiedziała, oddychając go lekko. Zmrużyła oczy i przesunęła palcem wzdłuż jego szyi aż do zapięcia koszuli.
- A jeśli ci odpłacę za te wszystkie okropieństwa? - zaproponował, łapiąc ją za biodra. - Nie daj się prosić kotku...
Elena poczuła jak jej serce kołacze z pragnienia. Chciała go poczuć. Musiała. To było zbyt silne uczucie.
- A kochasz mnie? - spytała, pochylając się nad Damonem i zaglądając mu w oczy, by móc doszukać się prawdy.
- Masz wątpliwości? - spytał, po czym uniósł podbródek i pocałował ją mocno.
- Powinniśmy...- wywymruczała Elena między pocałunkami.
Damon nie czekał na dokończenie, tylko wziął ją na ręce i wbiegł na górę.

###

HEJ MIŚKI! JAK MIJAJĄ WAKACJE? U MNIE TROSZKĘ NUDNAWO X/
ROZDZIAŁ MIAŁ BYĆ WCZEŚNIEJ, ALE STWIERDZIŁAM, ŻE DOPISZĘ OSTATNIĄ SCENĘ XD NIE GNIEWACIE SIĘ CHYBA XDD
TAKA MAŁA PROŚBA - JEŚLI CZYTASZ, PROSZĘ, DAJ W KOMENTARZU NAWET TYLKO X ALBO COKOLWIEK. BARDZO DZIĘKUJĘ :))
HAVE A NICE DAY :*